alicya
12.06.09, 23:30
Łączy nas ze sobą kilka lat przyjaźni, która dla mnie powoli staje
się ciężarem. Zbiżyłyśmy się do siebie na studiach. Również nasi
mężowie się polubili, co spowodowało, iż często coś robiliśmy we
czwórkę. Poza tym mieszkamy blisko siebie.
Nie była to moja najbliższa przyjaciółka ale wszystko szło dobrze do
momentu kiedy obwieściłam jej, iż jstem w ciąży. Ona niby się
ciszyła, ale sama będąc na innym etapie życia (podejmowała właśnie
swoją pierwszą pracę) nie była tym tak zachwycona.
Ja trochę źle przechodziłam mój czas z córką w domu. Martwiłam się o
moją zawodową przyszłość i czułam się odstawiona na boczny tor.
Tymczasem moja przyjaciółka robiła karierę i lekceważąco wypowiadała
się o matkach, które siedzą w domu. Oczywiscie podkreślała, że ze
mną jest inaczej, że ze mną można porozmawiać itd. Mówiąc szczerze
bolało mnie to, ale były też dowody symati z jej strony. Niewiele
opowiadałam jej o sobie bo miałam wrażenie, że ją to nudzi.
Wreszcie ja wyszłam z pieluch, a ona zacżęła się starać o dziecko.
Wymagało to od niej ogromnej walki i determinacji. Starałam się ją
wspierać, tak więc większość rozmów koncentrowałała się wokół tego
tematu. Ja swoj życie jakoś tam poukładałam, a poza tym nie miałam
wrażenia, że mogę z nią o moich problemach rozmawić.
Aż wreszcie moja przyjaciółka z pomocą in vitro zaszła w ciąże.
Nasze rozmowy kręciły się teraz wokół oczekiwania na dziecko tzn. ja
udzielałam rad i podpowiadałam to i owo.
I nagle stała się rzecz straszna. W 23 tygoniu moja przyjaciołka
straciła dziecko, na które tak czekała.
I tu starałam się bardzo stanąć na wysokości zadania - dzwoniłam do
niej, deklarowałam konkretną pomoc, słuchałam jej. Nie spotykałyśmy
się wtedy często bo ona nie chciała towarzystwa dzieci (co mogę
zrozumieć), a ja popołudniami zajmuję córką. Wieczory wolała ona
spędzać z mężem.
Od tych wydażeń upłynęło kilka miesięcy i jest mi z tą przyjaźnią
coraz ciężej. Niestety nasze rozmowy pokazują jak oddaliłyśmz się od
siebie. Najgorsze jest to, iż ciągle mam wrażnie, że to co powiem
nie podoba się mojej przyjaciółce. Ona daje mi wyraźnie do
zrozumienia, iż jestem, np. za mało optymistyczna lub za mało
zajmuję się jej tragedią. Ja staram się jak mogę, ale jakoś nie
znajduję właściwych słów, powiem coś czego nie powinnam itd. Pomijam
to, iż wogóle nie mówimy o tym co u mnie.
Oczywiście staram się rozumieć jak trudno jest jej pozbierać się po
tym co przeżyła. Bardzo jej współczuję. Ale mam wrażenie, że coraz
bardziej przy niej trzyma mnie poczucie obowiązku, a nie potrzeba
kontaktu. Nie chcę okazać się "świnią" i opuscić kogoś w potrzebie,
więc trochę sie do kontaktów zmuszam. Wydaje mi się, że to zmuszanie
się jakoś wychodzi we wzajemnych kontaktach, że nie jestem taką
podporą jaką powinnam być.
Jak sobie z tym radzić? Jak powinnam postępować aby ostatecznie nie
zabić w sobie tej przyjaźni?