azile.oli
16.06.09, 09:17
Bratowa mojego męża ma chrześnicę, córkę (adoptowaną) swojego brata,
która jest równolatką mojej córki. Zaznaczyłam tę adopcję tylko
dlatego, że fakt ten jest motorem poczynań tej mojej szwagierki.
Dziewczyna ma 16 lat, o adopcji nie wie, została adoptowana jako
noworodek. A teraz do rzeczy. Ta bratowa jest malarka, skończyła
ASP. Ostatnio został ogłoszony konkurs dla młodzieży gimnazjalnej na
pracę plastyczną i ciocia namalowała chrześnicy pracę i dała przy
mnie i przy mojej córce, która jest uzdolnoiona plastycznie i
również miała startować w tym konkursie. Moja córka powiedziała
ciotce, że w takim razie nie ma sensu, aby ona coś malowała, bratowa
tylko się głupio uśmiechnęła. Ja też jej powiedziałam, że
praktycznie odbiera szansę innym dzieciom, udawała głupią.
Rzecz w tym, że bratowej się wydaje, że chrześnicy należy się od
życia wszystko, co najlepsze, bo została adoptowana. Mimo, że
kobieta ma dwie rodzone córki, dostała na punkcie tej dziewczyny
jakiegoś amoku.
Ale finał wygląda tak - praca bratowej konkurs wygrała (byłam
obejrzeć wystawę, bo miałam nadzieję, że ta 16- latka ma trochę
przyzwoitości i jednak namalowala coś sama, ale niestety...).
Młoda nie umie rysować, ale ciocia robi za nią pracę, a postronnym
osobom rozpowiada, że dziewczyna talent ma po niej.
Nie wiem, czy powinnam była coś zrobić, ale szlag mnie trafia na
ludzką bezczelność. W dodatku ta kobieta dobrze wie , że moja córka,
a bratanica i chrześnica jej męża ma rzeczywiście talent plastyczny,
tyle, że ona prace robi sama. Powinnam była zareagować radykalnie?