nastoletnia-mama
16.06.09, 11:47
Kolejny problem z rodzaju "Nienawidzę swojej teściowej..." Naprawdę
nie mam komu się wyżalić, a mojej matki nie chcę już denerwować.
Mieszkamy z moim mężem u moich rodziców, żyjemy raczej w zgodzie
a powodem najczestrzych kłótni jest moja teściowa. Żyjemy z jdnej
pensji, niezbyt wysokiej i na pół opłaamy mieszkanie z mioimi
rodzicami. Pieniążków nie zostaje dużo... i do tego
teściowa...ciągle nie ma pieniędzy, kilka dni po wypłacie nie ma już
za co żyć. Na początku pożyczałam jej pieniądze, bo było mi jej żal,
że nie może znaleść pracy i nie ma za co żyć. Ale ostatnimi czasy
zaczęła pozyczać także kawę, herbatę...Fakt, pieniądze zawsze
oddawała ale po 2 tygodniach znowu pożyczała... Często dawałam jej
ostatnie grosze, bo głupio było odmówić a M. się obrażał gdy mowilam
mu, że więcej jej nie pożyczę. ale ostatnio przeszła samą siebie.
Pprosiliśmy ją by zaopiekowała się naszym synkiem na kilka godzin.
Powiedziała, że weźmie go do siebie(mieszka blok obok)... Mi ten
pomysł się nie spodobał. Obcy dom, obce zapachy,pies śpiący na
kanapie. Maluch ma niecałe 3 miesiące i jedynym miejscem ktore zna
jest tylko jego dom... Nie chciałam żeby się wystraszył nowego
otoczenia,tym bardziej, że mnie przy nim nie będzie. Teściowa
zaczęła si drzeć, że jaki obcy dom jak oni są rodziną(nie zrozumiała
że tu codzi o np. inne barkterie), że tylko ją wołamy jak coś od
niej chcemy itd itd. Nagle zapomniała o tym ile my jej pomagaliśmy
(sama szukałam jej pracy, pisałam CV i listy motywacyjne)I strasznie
sie oburzyła, że jej syn tym razem stanął po mojej stronie... Ubrała
się i wyszła...Zostaliśmy z dzieckiem i zaplanowanym wyjazdem do
bratowej męża... Cóż spakowaliśmy bąbla w fotelik,do samochodu i
pojechaliśmy z nim... Nic mu się nie stało, był zadowolony, po
powrocie do domu nie płakał i spokojnie zasnął. Obiecałam już sobie,
że nigdy jej nie poproszę o pomoc i nigdy jej pomocy już nie
udzielę. gorzej z moim M.- jest na nią zły, ale gdy wyszła to na
siłę go zatrzymałam żeby nie biegł za nią i nie
przepraszał...Precież nie miał za co(prynajmmniej mi się tak
wydaje). Jak się zachować gdy znowu przyjdzie jak gdyby nigdy nic?
Wypomnieć jej to? Czy po prosu powiedzieć, że jak przyszła po
pieniądze to nie mam? I jak przekonać męża, że od roku czasu ma
swoją własną rodzinę nie powinien utrzymywać już matki ojca i dwóch
braci?