Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa

17.06.09, 14:36
Może wymyslicie cos,doradzicie,bo ja nie wiem już jak jej pomoc.
Sprawa wyglada tak.
Dziewczyna wyjechala na studia do innego miasta,tu poznala swojego
obecnego chlopaka. Studia skończyla,zaczęla staż w urzędzie.
Chłopak,jako,ze jest rok mlodszy i na medycynie-jeszcze studiuje.
Mieszkaja razem, miesiąc temu jego rodzice kupili mu mieszkanie,wiec
tam sie urządzają i niby wszystko ladnie pieknie. Ale. Dziewczyna ma
endometriozę od kilku ładnych lat. I ostatnio lekarz powiedzial
jej,że to jest ostatnia szansa na zajscie w ciażę. Jesli teraz nie
będzie miala dziecka,to nie urodzi nigdy. Kazal jej przemyslec
sprawe,bo sytuacja zdrowotna jest nieciekawa. No więc ona,jako,że
faktycznie chcialaby miec juz dziecko,rodzinę,zaczęla rozmowę z
chlopakiem. Ten na to,ze absolutnie,ze jak chce,to moze dac
ogloszenie,ze szuka tatusia. A w ogole,to on ma sesje i ona go
powinna wspierac teraz,a nie glowe mu zawracac. Dziewczyna jest
załamana. Facet ja rozczarował,nie wie,co zrobic z wiedzą od
lekarza. Myslała,że po 6 latach chłopak zdecyduje sie na zalozenie
rodziny,tym bardziej,że finansowo "stoi" bardzo dobrze. I co ja mam
jej doradzic? Jak go zostawi,to moze o dziecku zapomnieć,chociaz w
sumie,to i teraz tez. Z przygodnie poznanym facetem tez sobie nie
sprawi dzidziusia.Poza tym kwestia finansow- jest na stazu,zarabia
marne grosze. Sama z dzieckiem soie nie poradzi.Masakra jakaś.
    • hellious Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 14:55
      Ale do dupy... nie wiem co poradzic... chlopa nie zmusi, sama sie nie zapldni, z
      byle kim tez nie bardzo... ciezko tu poradzic cokolwiek, bo wlasciwie wszystko
      zalezy od faceta...
      • caffe_mocca Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 15:03
        Sytuacja niefajna ,ale ... nie rozumiem zdania "myslała że po 6 latach
        chłopak zdecyduje się na dziecko"

        To nie gadali ze sobą? Nie ustalili konkretnie czy oboje chcą dziecka?
        Nie ustalili ze np. nie po 3 latach zwiazku a po np. 6 latach.
        Chyba bedąc z kims takie rzeczy się razem planuje, ustala i wiadomo co druga
        strona chce. (tym bj. jesli jedna ze stron wyraznie deklaruje chcec posiadania
        dziecka i wie ze ma pewne problemy zdrowotne które w pewnym momencie moga jej
        uniemozliwić zajscie w ciążę).
        Z tego co piszesz ona pomyslala ze jakos to bedzie i "jakoś" facet się zgodzi.

        Facet ma absolutne prawo nie chcieć dziecka teraz (ba! ma prawo nawet nie
        chciec dziecka w ogóle) .
        Przykro mi - bo współczuje twojej znajomej - ale to niestety jej problem że
        wybrała faceta który dziecka nie chce lub nie wyjaśnili tego razem czego obie
        strony chcą
        • caffe_mocca Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 15:07
          Jeszcze jedno - ja swego czasu stanowczo nie chcialam miec dzieci.
          Moi partnerzy byli o tym informowani na samym poczatku. Mówiłąm od razu że to
          bezdyskusyjne. (teraz sie to zmienilo i jestem w planowanej ciąży ale to nie
          istotnesmile).
          Gdyby mi nagle moj facet przyszedł i powiedział ni z gruszki ni z pietruszki :
          chcę teraz dziecko bo....(coś tam)" zaproponowałabym mu dolładnie to co ten
          facet twojej znajomej - to sobie zrób casting na mamusie dziecka, bo ze mną tego
          wczesniej nie ustaliłeś (lub ze wyraznie mowiłam :nie chcę).
          • black_memento Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 15:15
            Nie o ustalanie chodzi czy jego brak. Dla obojga nich było zawsze
            oczywiste,że kiedys sie pobiorą,będą mieli dzieci. I było tez
            oczywiste,że stanie się to po skończeniu jego studiów. I ok,on ma
            prawo teraz powiedziec:sorry,ale jeszcze nie czas dla mnie. Tylko to
            jest sytuacja podbramkowa troszkę. Albo teraz albo nigdy. Gdyby
            oboje byli na pierwszym roku,czy mieli po 15 lat,to sprawa jest
            oczywista. Ale ona juz po studiach,on kończy. Maja mieszkanie,on na
            brak kasy raczej nie narzeka. Ona nie oczekuje od niego,ze poświeci
            dla niej karierę. Gdybys Ty sie znalazla w takiej sytuacji-nie
            wymagałabys od swojego kilkuletniego partnera chociażby przemyślenia
            sprawy? ŁAtwo jest powiedziec-jak sobie nie poustalali,to jej
            problem. Ale postaw się w jej sytuacji...
            • deodyma Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 18.06.09, 13:33
              a maja prace oboje?
              dziecko tez ma swoje potrzeby a wszystko kosztuje.
              czy bedzie ich na dziecko stac?
              a chlopak moze teraz nie chce miec dziecka i co w zwiazku z tym?
              rozejda sie i dziewczyna na gwalt bedzie szukala chlopa, ktory ja
              zaplodni?
              dla mnie to bez sensu.
        • embeel Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 15:09
          a tej endometriozy nie da się zoperować? czy to już wyrok, była u innego lekarza?

          co do faceta, to ma prawo nie chcieć.

          a z innej beczki, znam dwie szczęśliwe pary w takiej sytuacji (z endo już nic
          się nie dało zrobić), które zaadoptowały dzieci takiej sytuacji i dały
          szczęście, miłość i nowy dom maluchom.
          • black_memento Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 15:17
            No wlasnie byla u innego lekarza,nawet znanego
            specjalisty.Niestety,potwierdził diagnozę tamtego.Co do adopcji-
            gdyby uslyszala:niestety,nic nie da sie juz zrobic,to musztarda po
            obiedzie,zostaje tylko adopcja. Ale tu jest jeszcze szansa na swoje
            dziecko.
            • embeel Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 15:36
              no trochę do d.py. trudno mi się wypowiadać, bo cokolwiek by sie wydarzyło, to
              jedna latorośl (choć to stanowczo za duże słowo) juz mam. Znam podobny przypadek
              - z powodu HPV - ale zakończony pozytywnie. facet tez na początku nie chciał,
              ale ostatecznie sobie przemyślał... może jednak jeszcze zmieni zdanie, kiedy
              emocje opadną.

              --
              Nietoperz
    • nombrilek Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 15:35
      Mnie tez lekarze mowili ze mam endometrioze i ciagle zapalenia
      jajników i ze beda problemy z zajsciem w ciaze, a zaszłam za
      pierwszym razem bez zabezpieczenie, a planowalismy dziecko troche
      pozniej, no ale skoro gadali ze pewnie trzeba bedzie sie leczyc i ze
      beda problemy to...
      • black_memento Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 15:41
        No tak,ja tez znam pare,ktora miala ten sam problem i tez za
        pierwszym razem sie udalo.Ale rozumiesz-raz sie uda,raz nie. A jak
        nie?
        • zlotarybka_1 Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 15:52
          a ja uważam, że facet zachował się średnio. Rozumiem, że sytuacja go
          zaskoczyła, ale gadkę strzelił delikatnie mówiąc niedelikatną. Co
          innego, gdyby stwierdził, że potrzebuje paru dni, trochę
          zastanowienia, że to wszystko zbyt nagle na nich spadło, ok, ale
          dowalił dziewczynie chamski tekst i to w sytuacji, kiedy jej też
          jest bardzo ciężko. Jednym słowem nie pomyślał o niej ani trochę.
          Nie wiem, czy na jej miejscu chciałabym jeszcze z nim dziecko.

    • deela Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 15:47
      nie kumam
      facet MUSI miec teraz dziecko bo ona tylko teraz moze?
      ak mozna w ogole komus cos takiego narzucic
      w glowie mi sie nie miesci
      • black_memento Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 15:57
        Nie,nie musi. Ale mógłby chociaz ja wesprzec,porozmawiac z nią. PO 6
        latach zwiazku w strasznie cieżkiej sytuacji pozostawił ją samej
        sobie.Ona mu niczego nie narzuca-ona sama nie wie co o tym wszystkim
        myslec,jest zagubiona. A on sie jeszcze obraził;/
        • fabryka.lodow.napatyku Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 16:07
          z drugiej strony, bedac juz 6 lat razem to pewnie jakos tam juz planowali
          wspolna przyszlosc, zalozenie rodziny.
          bo w tym momencie wynika, ze jesli facet chce tworzyc z nia rodzine, to rowniez
          siebie skazuje na bezdzietnosc i wlasnie tak bywa, ze choc uwaza ze nie pora
          teraz na dziecko, to musi sie zmusic i postawic to na pierwszym miejscu w
          obecnej sytuacji, bo to nie jest tylko jej problem
          albo nie jest ona dla niego najwazniejsza i jeszcze poszuka sobie towarzyszke do
          zycia
        • 3-mamuska Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 16:16
          wydaje mi sie od czlowieka ktory bedzie lekarzem mozna oczekiwac lepszego
          zrozumienia w temacie zdrowia,ale ja mysle ze facet to egoista i teraz sie nie
          zdecyduje a potem wymieni ja na lepszy model z ktorym bedze mogl miec dziecko
      • semijo Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 16:05
        A mi się w głowie nie mieści że ktoś może tego nie zrozumieć. Mówimy
        o długoletniej parze, dorosłej, mieszkającej razem, planującej razem
        przyszłość, z niezła sytuacja materialną. Jesli facet tak zareagował
        to są tylko dwie możliwości. Albo nie wiąże z nią przyszłosci i jest
        z nią tylko po to by miec kogoś do obsługi kiedy ON się uczy. A
        kiedy skończy studia wielki pan doktor znajdzie sobie inną. Albo nie
        chce mieć dzieci w ogóle. Chyba każdy przeciętnie myślący człowiek
        zdecydował by się w takiej sytuacji na dziecko. Szkoda kolezanki..
        • karolciaa23 Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 16:12
          jeżeli chłopak wie o chorobie i tak postąpił, to chyba nie wiąże z tą dziewczyną
          przyszłości
      • girasole01 Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 17:24
        Wiesz, jezeli to jest kobieta, z ktora planuje spedzic zycie to
        wlasnie tak - MUSI teraz albo nigdy. Tak jak i ona.
        Sytuacja faktycznie strasznie trudna, moim zdaniem jak on sie nie
        zgodzi teraz na dziecko to ten zwiazek nie przetrwa, bo ona zawsze
        bedzie miala mu za zle, ze mogli miec dziecko, a nie maja.
        W zasadzie nie da sie poradzic nic innego jak tylko probowac
        rozmawiac z facetem, bo tekst ze ma teraz sesje pokazuje, ze sobie
        koles nie zdaje sprawy z powagi sytuacji. Jak to nic nie da to
        pozostaje zaplodnienie z dawcy spermy, ale to juz ona musi
        zdecydowac czy by sie na cos takiego godzila i tego chciala.
        A nie daloby sie np. zamrozic komorek jajowych? I potem ich
        zaplodnic i umiescic w macicy surogatki? Dla mnie to jest science-
        fiction, ale ludzie postawieni pod sciana sa na rozne rzeczy
        gotowi...
      • gacusia1 Deela,ja wiem ze mialas horrorowy porod ,-D 17.06.09, 17:29
        ale 6-letni zwiazek do czegos zobowiazuje. Jesli dla faceta
        wazniejsza jest sesja niz przyszlosc jego partnerki,jej klopoty
        zdrowotne to raczej nie swiadczy to o jego odpowiedzialnosci.
        Nie ma mowy o zmuszaniu kogos do czegos,bo to nie ma sensu. Chodzi o
        fakt,ze facet kazal jej ogloszenie dac bo sam umywa rece od
        odpowiedzialnosci. Ja juz z kims takim nie chcialabym miec dziecka.
      • nangaparbat3 Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 18:07
        deela napisała:

        > nie kumam
        > facet MUSI miec teraz dziecko bo ona tylko teraz moze?
        > ak mozna w ogole komus cos takiego narzucic
        > w glowie mi sie nie miesci

        Nikt nic nie musi.
        Ale jesli kobieta, z którą jest i - zakladamy - zamierza spędzic zycie, jest w
        sytuacji, ze teraz albo nigdy - to przyzwoity męzcyzna zdecyduje sie dla niej.
        Jesli nie, to znaczy, ze nie dojrzał do zwiazku. A nawet zachodzi obawa, ze
        nigdy nie dojrzeje.
        Mnie sie w głowie nie miesci jak mozna tak prostej sprawy nie pojmowac.
    • dynema Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 16:22
      Pytanie czysto techniczne: jakim cudem ich sytuacja finansowa moze
      byc dobra jesli on nie pracuje, bedzie robil staz (za smieszne
      pieniadze),a ona tez robi staz, a pozniej nie bedzie pracowac?

      Ja wiem ze ona jest zaslepiona, ale trzeba byc realista.
      • black_memento Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 16:33
        JEGO sytuacja finansowa. Nie pracuje,ale od poczatku studiow ma
        najlepsze wyniki,wiec dostaje co miesiac stypendium(ok. 600-700
        zl),ktorego nie rusza. Kasa sie gromadzi na koncie. Dodatkowo ma
        ardzo dorze sytuowanych rodzicow,ktorzy raczej nie skapia mu na nic.
        Mieszkanie,samochód,zagraniczne wczasy dwa razy do roku itp. itd.
        Nie sądze,żeby nagle przestali go utrzymywac,a nawet jesli on juz
        zacznie zarabiać i sie usamodzielni,na pewno beda pomagac i to
        hojniesmile Ona robi staż,ale nie wiadomo,co bedzie dalej-moze dostanie
        etat,może nie.
        • dynema Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 16:42
          A jaki jest jej finansowy wklad w ten zwiazek? Jakie ona ma prawo
          dysponowac pieniedzmi obcych ludzi?

          Co innego utrzymywac wlasne dziecko, a co innego dac sie doic obcej
          osobie.
          • black_memento Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 16:54
            dynema napisał:

            > A jaki jest jej finansowy wklad w ten zwiazek? Jakie ona ma prawo
            > dysponowac pieniedzmi obcych ludzi?
            >
            > Co innego utrzymywac wlasne dziecko, a co innego dac sie doic
            obcej
            > osobie.

            Hmmm,czyli-gdyby mieli dziecko,to byloby wg Ciebie obce dla
            niego,tak? Nie rozumiem. On jej nie utrzymuje,ona tego nie oczekuje.
            Mowa o dziecku.
            • dynema Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 17:03
              Rodzice nie maja obowiazku utrzymywac dziecka po ukonczeniu nauki. I
              jesli Mlodzi decyduja sie na zalozenie rodziny, to powinni zakladac
              ze beda zyc na swoim, a nie kalkulowac ile to rodzice mogli by
              jeszcze dac. Bo wychodzi na to, ze oni sobie zrobia dziecko, a
              najbardziej poszkodowani finansowo beda dziadkowie, ktorych o zdanie
              nikt nie pytal.

              Mi tez by sie nie podobalo jakby moj nawet maz mowil np. ze moi
              rodzice moga sprzedac samochod bo on chce na MBA. Twoja znajoma jest
              mocno roszczeniowa pod tym wzgledem i porobuje dysponowac cudzymi
              pieniedzmi co jest szczytam chamstwa.
              • black_memento Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 17:06
                No akurat moja znajoma ani slowem nie wspomniala o jakichkolwiek
                oczekiwaniach finansowych w stosunku do faceta. Wiec nie widze nic
                chamskiego w jej zachowaniu;/
                • black_memento Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 17:12
                  Watek finansowy pojawil się w tym poście jakby dodatkowo. To nie
                  jest glowny problem. Kiedy ja zaszlam w ciaże,oboje z męzem bylismy
                  bez pracy. Ciąza zdopingowala nas do dzialania i w tej chwili oboje
                  pracujemy. Dalismy i dajemy sobie radę. Zarowno dla mnie,jak i dla
                  kolezanki,sa w zyciu wieksze wartosci,niz kasa. Gdybym byla na jej
                  miejscu,zdecydowalabym sie na dziecko mimo braku pracy. Gdybym byla
                  na jego miejscu,wspieralabym ja wszystkimi siłami i zrobila
                  wszystko,żeby dac rade finansowo,bo to bylaby także moja sprawa i
                  moj problem lub zakonczyla zwiazek.
                  • joanna29 Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 17:42
                    Nie patrzy na pieniadze rodziców chłopaka to za co zamierza życ z
                    dzieckiem? On stypendium, ona na staży i to ma wystarczyc na życie.
                    Nie powiesz mi, że będąc w ciąży szukałas pracy.
                    Mysle, że dziewczyna skończyła studia i postanowiła ułożyc sobie
                    życie i nie biorąc pod uwagę, że partner jeszcze studiuje, nie ma
                    srodków utrzamania. Dobrze, że on trzezwo mysli i nie daje się
                    wrobic na dziecko.
                    • dynema Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 17:55
                      Zgadzam sie z Toba, tez mi na to wyglada.
                • dynema Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 17:34
                  Skoro ja nie interesuja cudze finanse i od nich nic nie chce to skad
                  jej znajomi (np. Ty) wiedza ile rodzice chlopaka mu dali, kto placil
                  za wycieczki,kiedy,i czy nadal beda dawac?

        • deodyma Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 18.06.09, 13:39
          dobrze sytuowani rodzice to jeszcze nie wszystko.
          ze sa przy kasie, to jeszcze nie znaczy, ze maja cala rodzine
          utrzymywac.
          a te 600-700 zl, ktore dostaje co msc za stypendium to tak naprawde
          leza sobie na koncie, poki nie maja jakichs powazniejszych wydatkow
          a takie beda, gdy tylko urodzi sie dziecko.
          to , co teraz lezy na koncie, szybko sie skurczy i co dalej?
          jego rodzice maja dawac im kase na zycie?
    • irmaaa Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 16:25
      Co to znaczy, że "finansowo stoi dobrze". Będąc studentem obciążyłby finansowo
      głównie swoich rodziców. Biorąc pod uwagę kierunek studiów jeszcze przez kilka
      pierwszych lat (staż, specjalizacja), będzie mu trudno utrzymać rodzinę.
      Rozumiem,ze dziewczyna ma problem, ale facetowi też nie łatwo wziąć w tym
      momencie odpowiedzialność za dziecko.
      • black_memento Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 16:35
        No tak,dziewczyna ma problem. Facet nie. No jasne. Przeciez,jesli
        ona jest chora,to ona ma problem...Ale jesli on ma sesje i jest mu
        cieżko,to to juz jest wspólny problem...
        • irmaaa Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 16:45

          Nie mówimy o sesji, tylko o wzięciu odpowiedzialności za rodzinę.
          • black_memento Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 16:49
            Ano nie mowimy o sesji,tylko o wzajemnym wspieraniu się i szacunku
            dla drugiej osoby. W kilkuletnim związku to raczej już powinno się
            powaznie myslec o partnerze/partnerce i jego/jej problemach. Problem
            jednego powinien być problemem drugiego. Kilkuletni związek to juz
            nie jest zabawa we wspieranie przy sesji,tylko bycie razem ze
            wszystkimi konsekwencjami.Przynajmniej powinien być.
    • cofoko Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 16:45
      Do dupy to jest nie ta sytuacja,a ten "mężczyzna".Jak znam życie dziewczyna
      zostanie z nim pewnie,bo trudno jej ot tak przekreślić wspólnych lat,a potem
      będzie pisała na emamie jakiego ma beznadziejnego faceta.To jest pewnie pierwszy
      tak poważny sprawdzian dla ich związku,jeżeli chłopak nie zmieni zdania to moim
      zdaniem zawali na całego i nie nadaje się na partnera na całe życie.Przyszły
      lekarz-rewelacja.
    • kicia031 Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 16:46
      Dla mnie 6-letni zwiazek bez oswiadczyn, zareczyn i doprecyzowanych
      planow - data slubu, uzgodnione plany prokreacyjne - to jest slepa
      uliczka. W ktora nie nalezy sie pchac.
      • black_memento Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 16:51
        kicia031 napisała:

        > Dla mnie 6-letni zwiazek bez oswiadczyn, zareczyn i
        doprecyzowanych
        > planow - data slubu, uzgodnione plany prokreacyjne - to jest slepa
        > uliczka. W ktora nie nalezy sie pchac.

        No wlasnie-tak czy siak,to nie jest wlasciwy facet dla tej
        dziewczyny. Ona o tym wie. Kazdy o tym wie. Ale ona go kocha,chce z
        nim być i go nie zostawi. Mniejsza o to. NAwet,gdyby go zostawila,to
        o dziecku moze zapomniec. TAk źle i tak niedobrze.Cholerka.
    • joanna29 Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 17:10
      Na poczatek to co lekarz jej powiedział, że albo zajdzie w tym cyklu
      w ciaże, albo juz nigdy?? Bzdura! Endometrioze mozna leczyć, a w
      ostateczności jest in vitro, skoro ma facet kase to i sfinansowanie
      in vitro nie bedzie problemem. Rozumiem, że 2 lekarzy potwierdziło
      endomertiozę, ale tylko konował mógł jej powiedziec ze jak tteraz
      nei zajdzie to juz nigdy dzieci nie będzie miała.
      Koleżanka będąc od 5 lat z studentem medycyny (który napewno wie co
      to endometrioza) wie ile pracy wymagają takie studia. Skoro mają
      teraz po 24 lata to może poczekać jeszcze koleżanka 2 lata i wtedy
      zaczac starania o dziecko. To, że rodzice kupili mieszkanie to
      znaczy że rodzice są ustawieni, a nie chłopak. Chłopak jak skonczy
      medycyne, zrobi specjalizace to wtedy tez moze w koncu bedzie
      ustawiony dzieki nauce.
      Chłopak postapił racjonalnie, że nie chce teraz pakować się w
      pieluchy. W końcu za co bedzie utrzymywał dziecko jak jeszcze
      studiuje.
      Poradz jej żeby dała chłopakowi skończyć studia, porozmawiała o
      wspólnym zyciu (małżeństwie po studiach), dopytała się o
      endometrioze i poczecie najlepiej w klinice nieplodności albo u
      chłopaka.
      • black_memento Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 17:15
        No,kurcze,ona była u najlepszego specjalisty i choroa jest tak
        zaawansowana,ze niestety,musi podjac decyzje w ciagu dwoch miesiecy.
        Ona ma 27 lat,on-26. Acha,a pogadac o przyszlosci sie z nim nie da.
        Obraża sie,dupek;/
        • bsl Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 17:19
          no i podsumowałaś goscia smile
          a dzieci tak jak napisalay dziewczyny ma prawo nie chciec
          niech sie koleznaka weźmie w garsc i zacznie życie na włąsna ręke ,
          bo przyszlosci i oparcia w tym panu to ona miec nie bedzie
        • joanna29 Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 17:46
          Poszukaj sobie forum endometrioza i zobacz jaka to popularna choroba
          i nie jest ona wyrokiem. A w ciąże od tak się nie zachodzi, więc co
          jak w ciagu 2 cykli nie wyjdzie? Niepłodność się leczy, nie zawsze
          ale w dzisiejszych czasach często się wygrywa. Myslę, ze ona chce go
          wrobic na dzieko.
        • dynema Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 17:54
          Twoja znajoma KLAMIE, to jedno jest pewne(jesli ten tekst o 2
          miesiacach jest jej). I sie nie dziwnie chlopakowi ze sie obrazil,
          bo ona go probuje robic w konia. Ale tu wyobraznia ja troche
          poniosla.

          Ciekawa jestem ile z tej historii jest wynikiem faktu ze nie ma
          lepszej motywacji do posiadania dzieci jak bogaty partner, dom w
          ktory sie grosza nie wlozylo, oraz nudna i slabo platna
          praca....Ogolnie rzecz biorac historia mocno naciagana...
    • gacusia1 Alez fi..t z tego palanta!!! 17.06.09, 17:24
      Ja bym sie nie zastanawiala,co jej powiedziec. Gdyby mi facet
      zatekscil,ze mam dac ogloszenie na tatusia to predzej spakowalabym
      walizki,niz je rozpakowalam. Normalnie faceci coraz czesciej mnie
      powalaja...
    • kawka74 Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 17:56
      Wydaje mi się, że albo ona coś źle zrozumiała, albo coś poprzekręcała, albo lekarze są do niczego.
      Endometriozę leczy się farmakologicznie albo operacyjnie, ale nie histerycznym nakłanianiem pacjentki do NATYCHMIASTOWEGO (bo dwa cykle to jest NATYCHMIAST) zajścia w ciążę, co ma marne szanse powodzenia, jeśli choroba jest już tak zaawansowana.
      Powinna udać się do kolejnego lekarza, FACHOWCA, który nie będzie jej straszył, tylko wdroży odpowiednie leczenie.
      Zachowanie faceta nieszczególnie mi się podoba, chociaż nie wiem, jak zachowałabym się, gdybym była w jego sytuacji i znienacka ktoś by mnie przyatakował taką propozycją stawiając mnie niejako pod ścianą.
    • nangaparbat3 teksty lekarzy 17.06.09, 18:18
      Lekarze rzucaja teksty, ze wlos sie jeży, i to tak zwani dobrzy lekarze też, a
      ginekolodzy zwlaszcza.
      Do mojej siostry, naonczas 24 letniej: ta macica krzyczy o dziecko.
      Do mnie, wtedy 26, mięśniaki: nawet jak pani zajdzie, to nie donosi. Lekarz -
      wybierany z wielka starannoscią, najlepszy wowczas w miescie. Po tamtym tekscie
      przestalam do niego chodzic, przestalam sie leczyc (nie zachecam, ale tak zrobilam).
      Narzeczonemu zapowiedziałam, ze dzieci pewnie miec nie będziemy - zaszlam za
      pierwszym razem bez zabezpiecznia, donosiłam bez najmniejszego problemu.
      Wiec primo, doradź kolezance, by skonsultowala cala sprawę jeszcze u dwóch
      innych lekarzy. Pewnie kazdy powie co innego, ale moze ktorys ją uspokoi.
      Co do młodzieńca - brałabym nogi za pas.
      Wykazal sie zerową empatia i to go calkowicie dyskwalifikuje jako towarzysza na
      zycie. I już.
    • ykke Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 18:28
      Ale czy ona mu powiedziała, jaki jest problem, czy tylko to, że chce
      dziecka już teraz? Jeśli chłopak wie o problemach zdrowotnych, to
      jeśli w ciągu kilku dni nie zareaguje inaczej powinna go wykopac, bo
      jak widac nie będzie miała w nim oparcia w przyszłosci.
    • mamamonika Moja rada - z flachą do lekarza ;-) 17.06.09, 18:41
      Właśnie uratował ją od toksycznego związku z gliździastym palantem.
      • mamamonika Re: Moja rada - z flachą do lekarza ;-) 17.06.09, 18:46
        Jeszcze sprostuję - nie podoba mi się jego olewcza postawa wobec
        znajomej, typowo palancka, a nie fakt, że nie chce dziecka za
        miesiąc począć, hop siup na łeb tongue_out To mi się akurat podoba i
        świadczy o rozsądku. Ale sam sposób rozmowy ze znajomą jest dla tego
        faceta dyskwalifikujący. Pogoniłabym jak najdalej można.
    • joanna29 Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 18:51
      Jak by facet napisał "jestem studentem, dziewczyna jest na stazu,
      twierdzi że jak nie zajdzie w ciągu 2 miesięcy w ciąże to juz nie
      bedzie mogła mieć dzieci bo taka jest chora", to byscie współczuli
      facetowi, że dziewczyna chce do wrobić.
      Widać, że w ogołe nie wiecie co to jest endometrioza (Ci nalaujacy
      na faceta).
      Zastanówcie się facet - prawie lekarz (już po zajęciach z
      ginekologii) dowiaduje sie, że dziewczyna ma endometrioze i musi
      teraz zachodzic w ciąże. Dziewczyna wciska mu kit, z czego facet
      zdaje sobie sprawe, ja się dziwie, że facet jej nie wyprowadził
      skoro ona chce go wrobić.
      • nangaparbat3 Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 22:18
        Widzisz, ja niestety wierzę, ze lekarz cos takiego powiedzial. Przykro mi
        niezmiernie, ale doświadczenie wlasne i innych kobiet (troche na ten temat
        powyzej) przemawia za taka opcją.
        Jesli szanowny student wie, ze lekarz powiedzial bzdure, powinien spokojnie
        wyjasnic swojej kobiecie, jak jest, zabrac ja do innego lekarza, pomóc sie upewnic.
        A ciekawe, skad ta Twoja pewnosc, ze mamy do czynienia ze świadomym wrabianiem
        mlodzieńca.
        • joanna29 Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 18.06.09, 07:07
          Bo wiem co to endometrioza i tłumaczenie dziewczyny jest bez sensu.
          Posługuje sie szantażem 2 miesiace na zajście w ciąże.
          • black_memento Re: joanna29 18.06.09, 19:43
            Śpieszę Ci wyjaśnić parę kwestii. O jakim szantażu mówisz? Ona tylko
            powiedziała mu,co usłyszala od lekarza. Zapytała,co on na to. Ani
            razu więcej nie wspomniała o tym,po tym co usłyszała w odpowiedzi.
            Chyba masz złe wyobrażenie na temat jej osoby,więc musisz
            wiedzieć,że nie nalezy ona do ludzi,którzy myślą wyłącznie o sobie.
            Myslę,że wiele osbób na jej miejscu po prostu odstawiłoby tabletki i
            wrobiło chłopaka w dziecko. Ona tylko zapytała,oczekiwała
            rozmowy,zrozumienia,pocieszenia. |Nie ma pretensji do niego,że nie
            chce miec dziecka. MA pretensje o to,jak się zachował,czyli o to,że
            okazał się egoistą,który w trudnym momencie nie chce nawet
            porozmawiać,wesprzec. Tym bardziej,że jest już prawie lekarzem,tak?
            Właśnie kończy ostatnią sesję,wiec chyba moge tak mówić. Więc
            liczyła na to,że on jej może więcej wyjaśni,uspokoi ją. To tyle.
            Jeśli zdecydowałby się na dziecko,to wspaniale. Nie zdecydował się-
            załamka,ale także zrozumienie i poszanowanie jego woli. Tyle.
    • kol.3 Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 19:09
      Facet ma nieskończone studia, nie wiem dlaczego ma się nagle rzucać w dzieci.
      Może facetowi, jako prawie lekarzowi, cała ta sprawa wydaje się niewiarygodna?
      Bo mnie te 2 miesiące, kiedy trzeba koniecznie zajść w ciążę się specjalnie nie
      podobają.
      Powstaje pytanie czy oni w ogóle rozmawiali o małżeństwie, o byciu razem na całe
      życie, a tu awantura o dziecko.
      Z drugiej strony jak znam życie panowie często rezygnują ze związków z chorymi
      kobietami, z którymi nie ma szans na zdrowe dziecko. Presja rodziny tu jeszcze
      dochodzi.
    • myelegans Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 17.06.09, 23:06
      Nie czytalam, wiec pewnie bede dublowac
      1. lekarz-konowal - endometrioze sie leczy farmakologicznie i
      chirurgicznie. Tysiace kobiet z endometrioza w ciaze zachodza, ze
      wspomaganiem, lub nie, ale zachodza. Dopoki ma jajniki i macice
      wszystko jest mozliwe. Lekarz nie jest wszechwiedzacy i NIE WIE jaki
      bedzie postep choroby, ani jakie konsekwencje, szczegolnie w krotkim
      czasie. Te 2 miesiace od czapy, srednia dlugosc starania sie o ciaze
      u ZDROWEJ kobiety w tym wieku to..... 6 miesiecy.
      2. Chlopak ma prawo nie chciec dziecka teraz, on ma przeciez 23-24
      lata, przed soba zakonczenie wymagajacych studiow, dyplom, staz,
      specjalizacje, moze chciec pojezdzic po swiecie, moze chciec
      pojechac postudiowac za granice. Dziecko to pewnie ostatnie
      wydarzenie, ktorego by sobie zyczyl, ale potraktowal ja bardzo nie
      tego. Nie takiej terapii kolezanka wymaga, gdyby byl dojrzalym
      partnerem, rzeczywisci ten zwiazek cenil, uznalby, ze problem
      dotyczy obojga i szukal rozwiazan.

      Dziewczyna niech sie leczy, i zakonczy zwiazek. Wiesz, co sie
      stanie? Ona bedzie dramatyzowac, szantazowac, nalegac, naciskac, w
      koncu cos musi puscic i pewnie bedzie to poczatek konca. Sa na
      kompletnie innych etapach rozwoju.

      Znam kilka takich sytuacji, w tym mojego meza i wszystkie te zwiazki
      zakonczyly sie rozstaniem. Moj maz jako 28-latek mieszkal z
      dziewczyna, przez 3 lata zaznaczajac od poczatku, ze dzieci nie
      chce, dziewczyna zaczela naciskac na dziecko i dala mu termin.
      Wyprowadzil sie po miesiacu. Dziewczyna dokladnie rok po rozstaniu
      urodzila dziecko, nie trudno policzyc, ze szybko uwinela sie z
      poznaniem i zajsciem w ciaze.
      • black_memento Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 18.06.09, 19:48
        myelegans napisała:

        > Nie czytalam, wiec pewnie bede dublowac
        > 1. lekarz-konowal - endometrioze sie leczy farmakologicznie i
        > chirurgicznie. Tysiace kobiet z endometrioza w ciaze zachodza, ze
        > wspomaganiem, lub nie, ale zachodza. Dopoki ma jajniki i macice
        > wszystko jest mozliwe. Lekarz nie jest wszechwiedzacy i NIE WIE
        jaki
        > bedzie postep choroby, ani jakie konsekwencje, szczegolnie w
        krotkim
        > czasie. Te 2 miesiace od czapy, srednia dlugosc starania sie o
        ciaze
        > u ZDROWEJ kobiety w tym wieku to..... 6 miesiecy.

        Dokładnie,to samo dzisiaj powiedziałam koleżance i ona mi przyznała
        rację. Obie stwierdziłyśmy,że lekarz beznadziejny i ona postanowiła
        jeszcze do dwóch innych się wybrać.

        > 2. Chlopak ma prawo nie chciec dziecka teraz, on ma przeciez 23-24
        > lata, przed soba zakonczenie wymagajacych studiow, dyplom, staz,
        > specjalizacje, moze chciec pojezdzic po swiecie, moze chciec
        > pojechac postudiowac za granice. Dziecko to pewnie ostatnie
        > wydarzenie, ktorego by sobie zyczyl, ale potraktowal ja bardzo nie
        > tego. Nie takiej terapii kolezanka wymaga, gdyby byl dojrzalym
        > partnerem, rzeczywisci ten zwiazek cenil, uznalby, ze problem
        > dotyczy obojga i szukal rozwiazan.

        Dokładnie mam takie samo zdanie i moja przyjaciółka tezsmile
        >
        > Dziewczyna niech sie leczy, i zakonczy zwiazek. Wiesz, co sie
        > stanie? Ona bedzie dramatyzowac, szantazowac, nalegac, naciskac, w
        > koncu cos musi puscic i pewnie bedzie to poczatek konca.

        No to właśnie kwestia taka,że ona wcale nie naciska i nie
        dramatyzuje. jest osobą,która o sobie zawsze myśli na końcu.
        Pocieszające jest jednak to,że chłopak chyba się zreflektował,że
        przegiął i przynajmniej zaczął z nią o tym rozmawiać. A o to jej
        chodziło.
    • malila To się chyba nazywa 18.06.09, 10:36
      "szczęście w nieszczęściu" albo "nie ma tego złego, co by na dobre
      nie wyszło".
      Jeśli chodzi o lekarzy, to nie takie diagnozy się słyszało. Zdarzają
      się niestety tacy, którzy upajają się swoją wiedzą i poczuciem
      władzy albo tacy, którym brakuje zdolności przewidywania skutków
      własnego zachowania i w konsekwencji rzucają w pacjenta nie tyle
      diagnozą co klątwą.
      Ale być może w tym momencie życia tej dziewczyny będzie to miało
      dobry skutek. Bo wymaga od jej partnera pokazania tego, kim on
      rzeczywiście jest i co jest dla niego ważne. Pozwala im
      skonfrontować swoje oczekiwania i systemy wartości. Jeśli nie uda
      się ich pogodzić, jest to zapewne ostatni dobry moment na rozstanie
      dla obojga.
      • mal_art Re: To się chyba nazywa 18.06.09, 10:55
        Z tej mąki nie będzie chleba. Niezależnie od stopnia zaawansowania choroby
        dziewczyny, straszenia lub nie lekarzy, to pan wykazał się empatią na poziomie
        jamochłona, a to raczej nie stwarza dobrych rokowań na przyszłość. Ma prawo nie
        chcieć dzieci teraz, albo w ogóle, ale ma też obowiązek podejść ze zrozumieniem
        i współczuciem do problemów partnerki.
        • kotbehemot6 Re: To się chyba nazywa 18.06.09, 11:37
          EEetam. dzieciuchy straszne. jak wyżej endometriozę się leczy więc nie będe sie
          powtarzac. Chłopak...cóz... studenciak ma na głowie naukę a nie pieluchy i tyle.
          Szczerze powiem,ze nie spoziewałabym sie od dziciaka-sorry ale facet na studaich
          chocby medycznych to naparwdejeszce dziecko, jakiejś innej odpowiedzi w tej
          sytaucji.
        • alexa0000 Re: To się chyba nazywa 18.06.09, 11:58
          Endometriozę sie leczy, to prawda. Nie ma jednak gwarancji,że sie ją
          wyleczy.Maoja najblizsza przyjacółka walczyła z nia siedem lat.Zaraz
          po ślubie w wieku 25 lat stwierdzili z mezem,ze pojezdżą po swiecie,
          pozyją, a potem przyjdzie czas na dziecko. Po rocznych staraniach
          okazało sie że choroba jest bardzo zaawansowana.Zabiegi
          chirurgiczne,leki, nadzieja-nic z tego. Endo zaniszczyła jej
          jajowody, były poskręcane, sztywne, kontrast nie chciał przechodzić.
          Po kilku nieudanych in vitro poddali się. Sugerowano jej nawet
          wyciecie jajowodów, ale nie zgodziła sie. Organizm ma czasem na
          szczescie zdolnosć do regeneracji, bo od 3 miesiecy walczy w nocy z
          trzymiesiecznym synem.Nalezy jednak pamietac,że nie często dostaje
          sie takie prezenty od losu.W wielu przypadkach ta choroba daje sie
          wyleczyć, ale powiedzcie mojej kolezance " uwazasz,że tamta powinna
          czekać i nie przesadzać, to sie leczy"?. Zabiłaby was smiechem.
          Niestety, takie teksty padaja tylko od tych, którzy NIE MIELI z tym
          problemu. Nie twierdze,że on ma sie zgadzac na to dziecko.
          Twierdze,że nie dziwie sie je strachowi o ewentualny brak potomstwa.
          • kawka74 Re: To się chyba nazywa 18.06.09, 12:59
            Po rocznych staraniach
            > okazało sie że choroba jest bardzo zaawansowana.Zabiegi
            > chirurgiczne,leki, nadzieja-nic z tego.
            [ciach]
            W wielu przypadkach ta choroba daje sie
            > wyleczyć, ale powiedzcie mojej kolezance " uwazasz,że tamta powinna
            > czekać i nie przesadzać, to sie leczy"?. Zabiłaby was smiechem.

            Koleżanka autorki wątku nie była nawet leczona. Po prostu lekarz KAZAŁ jej zajść w ciążę przy zaawansowanej endo i do tego postraszył, że na tym jej szanse się kończą. Jakie są szanse zajścia NATYCHMIAST przy zaawansowanej endometriozie, gdy partnerzy (oboje) są dodatkowo pod ogromnym ciśnieniem?
            Nie masz wrażenia, że to trochę inna sytuacja, niż u Twojej koleżanki, która przeszła, jak sama piszesz, zabiegi chirurgiczne i leczenie? Tutaj nie ma leków, nie ma niczego, tylko kategoryczny nakaz zajścia. Już widzę, jak ta dziewczyna zachodzi, po prostu migusiem.

            > Niestety, takie teksty padaja tylko od tych, którzy NIE MIELI z tym
            > problemu.

            Pudło.
            I nadal uważam, że panna powinna znaleźć kompetentnego lekarza, a nad kompetencjami chłopa zastanowić się później, niekoniecznie urywając mu łeb.
            • alexa0000 Re: To się chyba nazywa 18.06.09, 13:40
              Nie wiem, co dokładnie jej powiedział. Jesli powiedział,ze na tym
              szanse sie koncza, pewnie przesadził.Ale faktem jest,ze zajscie w
              ciaze jest uważane za najskutecznijszy "lek" przy endometriozie.Ze
              jest to trudne, nie watpie. Być może zakładał,że uda jej się, i
              wtedy nie trzeba bedzie szukac innych srodków. Ale przeciez ona nie
              próbowała nawet zajsć, wiec tego nie wiemy, czy udałoby sie, prawda?
              Koniecznosc interwencji chirurgicznej uzalezniona jest od stopnie
              zaawansowania choroby. Może u niej taka jeszcze nie zaistniała.Moze
              nie chciał przeprowadzac niepotrzebnej na razie laparotomii.Nie
              wiem. Lekarz pewnie zasugerował najlepsze i najprostsze wg niego
              postepowanie( niezrozumiała jest tylko dla mnie ta kwestia 2
              miesiecy ).Zaznaczyc też trzeba,że lekarze nie bardzo interesuja sie
              stanem cywilnym, uwarunkowaniami rodzinnymi itp. Wiem jedno. Jesli
              człowiek ma zaufanie do specjalisty, i usłyszy niefajna diagnozę
              tego typu, to chocbym słyszała pózniej od innych "możesz poczekać,
              zoperuj sie, nie musisz sie spieszyć " czułabym sie rozdarta i
              niepewna przyszłości, pełna strachu o pózniejsze ewentualne
              niepowodzenia.Bo nigdy nie wiadomo, jak bedzie, na dwoje babka
              wrózyła. Zwłaszcza,że mogłabym spróbowac tradycyjnej "metody"
              leczenia. Bez gwarancji powodzenia, ale chociaz spróbowac. Tu tego
              niet. A dziewczyna pewnie w panike wpadła, nie dziwie sie.
              • kawka74 Re: To się chyba nazywa 18.06.09, 14:06
                Z opisu wynika, że lekarz orzekł, że to ostatnia szansa i że jeśli nie teraz, to nigdy. Jakim konowałem trzeba być, żeby wiedząc o zaawansowanej endometriozie i wątpliwej możliwości zajścia tak kogoś straszyć? Straszyć ewindentną nieprawdą? Ciąża w endometriozie działa leczniczo, owszem, ale raczej przy mniej zaawansowanym choroby. Liczenie na to, że ktoś zajdzie, jeśli endometrioza posunęła się tak daleko, jeśli dostarcza się pacjentce ciężkiego stresu (dziękuję bardzo, bzykać się na gwizdek z obłędem w oczach i strachem na karku), nie zna się jej sytuacji rodzinnej (jak widać, dla niej to stres dodatkowy) - to jakaś pomyłka.
                Chyba że chodziło o to, że wg lekarzy to ostatnia szansa na zajście naturalne (ale dlaczego dwa miechy, to nie wiem), a potem to leki, nóż i in vitro.
                W ogóle to jakieś pokręcone.
                • alexa0000 Re: To się chyba nazywa 18.06.09, 14:20
                  Kawka, ja sie z Toba zgadzam.Wiesz jak to jest jedna pani
                  drugiej...itp. Nie znamy szczegółow. Dla mnie sprawa wyglada tak:
                  jest chora, jest sugestia, że powinna spróbowac zajść, potem nigdy
                  nic nie wiadomo. Ona spanikowana chce, on nie, i zonk.A dalej nie
                  wiadomo, co bedzie, trza zajrzeć do szklanej kuli. Moze da sie
                  wyleczyc, moze (tfu) nie.W kazdym razie ma niewesołą sytuacje, i
                  tyle.
                  • kawka74 Re: To się chyba nazywa 18.06.09, 14:30
                    > nic nie wiadomo. Ona spanikowana chce, on nie, i zonk

                    O tak, zonk jest spory. Z jednej strony rozumiem ją, że się boi, że przegapi, że to ostatni dzwonek. Z drugiej dla niego też mam ociupinę zrozumienia - dwudziestoparolatek kończący trudne studia, nagle dowiaduje się, że MUSI zostać ojcem TERAZ, że nikt nie pozostawia mu wyboru nawet co do czasu. Mało komfortowa sytuacja.
                    Dla niej oczywiście też niełatwa, skoro wierzy lekarzowi, a partner się nie zgadza - klęska. Dlatego uważam - zakładając, że nie poprzękręcała słów lekarza, że powinna znaleźć kompetentnego fachowca, który nie będzie jej straszył, a rozprawienie się z facetem zostawić na potem. Z tym nie ma ciśnienia, zawsze zdąży go porzucić, natomiast przydałoby się wyprostować sprawę choroby.
    • zawsze.ktos Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 18.06.09, 13:28
      szczerze to diagnoza lekarza wydaje mi się tutaj sprawa drugorzędna.
      Sytuacja wygląda tak, załamana dziewczyna przychodzi do faceta a
      którym jest 6lat, który teoretycznie ja kocha i teoretycznie planuje
      z nią swoją przyszłość i mówi mu ze jest chora i jeśli myslą o
      dziecku to teraz albo nigdy. Facet studiuje maedycynę, coś tam
      teoretycznie wie i jeskli miałby wątpliwości co do diagnozy
      lekarskiej to należałoby je przedyskutować, pójść z dziewczyna do
      innego specjalisty. Reakcja typu to wystaw ogłoszenie, skonczyłaby
      się u mnie spakowaniem walizek i wyprowadzką. To ma być facet to
      mały niewyrośnięty gnojek.
      Sprawa finansów, rodziców stać utrzymują chłopaka i jestem pewna, że
      gdyby poszedł do nich i poprosił o pomoc, przedstawił sytuację, że
      są razem kochają się i nie mają wyjścia a chcą mieć dziecko to by mu
      też pomogli. Od tego do cholery sa rodzice, żeby wspierać swoje
      dziecie jedni jak ich stać robią to finansowo, drudzy w inny sposób.
      Jestem pewna że gdybym była w podobnej sytuacji to mój chlopak z
      miejsca zabrałby się do roboty a rodzice, zarówno moi jak i jego by
      nam pomogli, w końcu też na pewno chcieliby mieć wnuka. I od razu
      mówię nie nie mam postawy rozczeniowej, dziś rodzice pomagają nam
      (jesteśmy w podobnej sytacji co koleżanka autorki wątku, wprawdzie
      już po studiach ale w pierwszych pracach za marną kasę) i staramy
      się w miarę mozliwości jak najmniej z tej pomocy korzytac, natomiast
      kiedy nasi rodzice będą na emeryturach my będziemy wspierać
      finansowo ich i jest to dla mnie naturalne i oczywiste.
    • deodyma Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 18.06.09, 13:31
      chlopaka nie zmusi do tego, zeby zrobil jej dziecko.
      jesli on tego nie chce, nie da rady. zreszta to tylko chlopak i czy
      pozniej beda ze soba, tego nawet oni sami nie wiedza.
      to nic, ze sa ze soba 6 lat.
      sytuacja nieciekawa i tyle.
      przeciez dziewczyna nie zmusi nikogo do tego, zeby ja zaplodnil, bo
      ona musi miec teraz dziecko.
    • alabama8 Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 18.06.09, 14:27
      Taki jakby trochę niedelikatny ten chłopak. Czy to faktycznie
      materiał na męża? Z relacji wynika, że po pierwsze zachowuje się
      egoistycznie, po drugie być może koleżanka nie wyłuszczyła tematu w
      sposób dogłębny, w spokojnej rozmowie. Rozmowa wydaje się być
      zdawkowa, na biegu, na szybko. Niech usiądzie spokojnie i z nim
      pogada - jak widzą życie za 2-3 - 5 lat.
    • sanna.i Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 18.06.09, 14:33
      Facet samolub i egoista.Zostawił ją z problemem samą sobie.I ten jego
      tekst...żenada, zwłaszcza,że po 6 latach związku.Co JA bym zrobiła? Skończyłabym
      związek z tym panem.Bo za 5 lat na wzmiankę o adopcji powie jej,żeby sobie sama
      adoptowała,bo on chce własne.I znajdzie sobie nową, płodną. Facet ewidentnie jej
      nie kocha.Więc raz - zostawić go. Dwa...- tu będzie kontrowersyjnie.Ja bym się
      zdecydowała na "przypadkowego" tatusia.Znam kilka kobiet w dojrzałym wieku,które
      z różnych względów nie miały dzieci (jedne nie mogły,inne nie chciały).WSZYSTKIE
      żałują. Ale zaznaczam,że JA bym pewnie tak zrobiła, rozumiem,że innym może się
      to nie podobać.
      • myelegans Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 18.06.09, 14:55
        > Ja bym się
        > zdecydowała na "przypadkowego" tatusia

        Zwlaszcza, ze dziewczyna jest na stazu, i nie wiadomo, czy i kiedy
        bedzie miala prace, nie mowiac o takich drobiazgach jak np.
        mieszkanie. Zawsze dom samotnych matek zostaje, byle miec dzidziusia.
        • black_memento Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 18.06.09, 20:02
          Dziewczyny,po pierwsze,to bardzo Wam dziękuję za wszystkie
          odpowiedzi. Bo naprawdę pomogłyściesmile Rozmawiałam dzisiaj z
          koleżanką i powiedziałam parę rzeczy:
          1. Że,z tego,co wiem,endo można leczyć chirurgicznie i zeby poszła
          do dwóch innych specjalistów i pogadała- przyznała rację i nawet
          dodała,że faktycznie dowiedziala się dzisiaj od swojego faceta(który
          przemyślał sprawę i zaczął w końcu rozmawiać),że wyleczyć nie
          można,ale zaleczyć tak i po zaleczeniu będą nawroty,ale w
          międzyczasie ciąża wchodzi jak najbardziej w rachubę.Więc idą RAZEM
          do jeszcze jednego lekarzasmile
          2. Że facet ma prawo nie chcieć dziecka,ale powinien chociaż
          porozmawiac itp. Na szczęście zaczął rozmawiać i już lepiej między
          nimi. Stwierdziłyśmy obie,że i tak jest egoistą,ale dobrze,że ma
          przebłyski chociażsmile
          3.Że trzeba do sprawy podejśc na spokojnie,ponieważ lekarz nie
          będzie utrzymywał jej i dziecka,więc latwo mu jest ją poganiać.

          Wiecie co? Normalnie mi ulżyło,jakby o mnie chodziłosmile
          • kawka74 Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 18.06.09, 21:48
            Więc idą RAZEM
            > do jeszcze jednego lekarzasmile

            Razem nie razem (acz dobrze to wróży), dobrze, że jeszcze jeden fachman rzuci okiem na sprawę.

            > 2. Że facet ma prawo nie chcieć dziecka,ale powinien chociaż
            > porozmawiac itp

            Wyszedł z szoku i rozmawia, czyż nie? smile Jak już pisałam wyżej, ja się specjalnie jego szokowi nie dziwię.
            Powodzenia życzę koleżance i w leczeniu, i w związku smile
            • pesteczka5 Re: Problem mojej przyjaciółki-trudna sprawa 18.06.09, 23:42
              Pierwszy poważny sprawdzian dla związku, choroba będzie drugim,
              dziecko trzecim... niech ćwiczą, a jak im wyjdzie, to ich historia
              naturalna.

              Nam ginekolog powiedział: pani? z tym panem? w życiu dziecka mieć
              nie będziecie. Może in vitro...
              Urodziłam temuż panu i sobie dwoje dzieci. W czasie przerwy w
              leczeniu, a nawet właściwie dopiero w diagnostyce. Bez żadnego
              wspomagania rozrodu (choc z perturbacjami ciążowymi). Najnaturalniej
              w świecie. Są zdrowe.

              Ważna rozmowa może scementować związek, nie ma jednej jedynie
              słusznej recepty na życie, na dziecko, na małżeństwo. Mogą iść do
              lekarza razem, nakreślić plan A, plan B, ustalić, co dla nich ważne.
              Mogą się też zachować jak szczeniaki.
              Możesz jedynie potrzymać za przyjaciółkę kciuki.
Pełna wersja