zielona_anka
24.06.09, 15:03
Witam! Ja po raz 1 pisze, choc od dawna czytam.
Jestem wrecz wsciekla na meza, nie odzywam sie od wczoraj po
ciezkiej awanturze. Az mna telepie, bo nie rozumiem jak mozna byc
takim idiota, kretynem i wykazac totalny brak myslenia.
Otoz sprawa sie ma tak, iz z kasa u nas jest obecnie tak srednio,
nie jest to stan staly, tylko raczej przejsciowy, na pewne pieniadze
czekamy, poczynilismy rozne inwestycne i ogolnie przyszlosc jako
tako wyglada. Jednak obecnie jestemy tak na styk, na oplaty,
jedzenie i ...no wlasnie jestem w polowie ciazy. Mialam zamiar
powoli robic drobne zakupy dla dziecka.
Mielismy ekstra kase, ktora zarobilismy razem.
No i ja sobie i tych pieniadzach myslalam, ze fajnie ze sa to pojda
na poczet jakiegos rachunku moze, a moze odlozymy i w koncu kupie
cos dla dziecka.
No i wczoraj sie dowiedzialam, ze moj maz- nic mi nie mowiac, a
rozmawialismy chwile przed tym przez telefon zaliczkowal z tych
pieniadzy auto, ktore zaklepal dla kolegi.
Tzn kolega sam nie mogl, bo szybko, bo okazja, bo to dobry znajomy
ktory fakt- nam wiele pomogl itp. No i maz wplacil te pieniadze na
zaliczke tego auta.
Jestem wsciekla i nie chodzi o te pieniadze ( bo i tak mamy u tego
znajomego dlug i sadze ze ta kasa pojdzie na poczet tego dlugu)
tylko o sam fakt konsultacji ze mna.
Jak sie o tym dowiedzialam wczoraj to wpadlam w furie, jak mozna byc
tak niefrasobliwym? BO :
Kasa byla ewidentnie wspolna.
Maz wiedzial ze cienko przedziemy, wiedzial ze planuje jakies
wydatki.
Nic mi nie powiedzial o swoim zamiarze.
I jest zdziwony ze mam pretensje, mowi ze przeeciez to taka forma
oddania. Ok, ja nie mam pretensji, ze trzeba oddac, tylko :
Nie bylo mowy ze oddajemy teraz,bo termin oddania kasy znamy i nie
musialo to byc teraz.
I najwazniejsze nie skonsultowal tego ze mna, a ja ciezko na te
pieniadze zapracowalam.
Wiec od wczoraj sie nie odzywamy, siedze wsciekla,on w pracy- pisze
do mnie zebym sie odezwala, bo nie odbieram telefonu. Wczoraj cos
tam baknal typu ' przepraszam' ale mnie to nie zadowala.
Wiadomo ze mi przejdzie, ze sie nie rozwiode, ale po prostu nie
moge, no nie moge przezyc tego, zesmy tak durno te kase stracili, ze
ja nie mialam ani slowa do powiedzenia, ze maz tak mnie olal i nie
zapytal. Normalnie czuje sie jakbym zostala zdradzona.
Nie mam ochoty z nim gadac, wczoraj wywrzeszczalam mu to co mysle, a
nie wiem co dzis, nie wiem sama co robic, jak przemowic, jak dac
odczuc ze zrobil zle....?
Rozumiecie mnie choc troszke?