Walczyłybyscie o związek?

07.07.09, 21:32
Gdyby mąż(WASZ MĄŻ)kogos poznał ,albo nawet nie-ale po prostu by Was przestał
kochac..
Walczyłybyscie?
Jak bardzo ?
Jak długO?
Gdyby była "ta trzecia"-zadzwoniłybyscie do niej?Znam taki przypadek,ze zona
zadzwoniła proszac by ta -odczepiła sie od jej męża..Z dobrym skutkiem smile

Ja szczerze mowiac chyba spasowałabym.
Na zasadzie nie to nie.
Próbowałabym ratowac zwiazek moze jakis krótki czas..
    • szyszunia11 Re: Walczyłybyscie o związek? 07.07.09, 21:37
      tak, walczyłabym. Co do "jak bardzo, jak długo" - odpowiedź zalełzałaby już od konkretnej sytuacji, absolutnie nie da się powiedzieć "na zaś".
      • ola_motocyklistka Re: Walczyłybyscie o związek? 07.07.09, 21:41
        Walczyłabym. Ale do czasu. wszystko zależy od tego jak z kim dlaczego.
        Walczyłabym metodami fair: rozmowa, terapia małżeńska, itp.
        Jeśliby się nie udało-mam nadzieję że rozpoznam granicę między walką o dobro
        rodziny, a upokorzeniem i "żebraniem" o jakieś uczucia, w tym litość.
        Nie oddałabym życia swojego dotychczasowego bez walki, w/g mnie świadczyłoby to
        o tym że mi nie zależało.
    • kropkacom Re: Walczyłybyscie o związek? 07.07.09, 21:38
      Z brakiem miłości trudno walczyć. No chyba że skok w bok by z miłością nie miał
      nic wspólnego ale to chyba jeszcze gorzej. Nie wiem.
      • mamaemmy Re: Walczyłybyscie o związek? 07.07.09, 21:41
        kropkacom napisała:

        > Z brakiem miłości trudno walczyć.

        no właśnie ja o tym mówie.
        Sytuacja kiedy facetowi przeszło..uczucie

        Chociaz z drugiej strony znam sytuacje ,ze facet mówił,ze sie odkochał,a potem
        ,nagle go olsniło,ze jednak kocha ją dalej.
        I zwiazek trwa nadal


    • 18_lipcowa1 Re: Walczyłybyscie o związek? 07.07.09, 21:41
      jakby przestal kochac nie walczylabym
    • lisbeth25 Re: Walczyłybyscie o związek? 07.07.09, 21:41
      Nie.
      Gdyby zdradził: nie mogłabym być z dziwką.Zresztą gdyby kochał, nie
      zdradziłby.
      Gdyby przestał kochać: dałabym mu wolną rękę. Bycie z osobą, której się
      nie kocha jest straszne. Zresztą nikogo nie można zmusić do miłości.
    • driadea Re: Walczyłybyscie o związek? 07.07.09, 21:45
      Do niedawna byłam pewna, że walczyłabym do końca. Teraz wiem, że nie. Nie
      walczyłabym o żaden związek, o żadnego mężczyznę. Jeśli mnie nie chce, co ja
      mogę na to poradzić, jak mogę z tym walczyć..? Zresztą, tak naprawdę chyba nie
      warto. Warto walczyć tylko o siebie smile
    • szyszunia11 Re: Walczyłybyscie o związek? 07.07.09, 21:48
      ale co to znaczy "przestał kochać"? miłośc to nie tylko uczucie, to także decyzja, z uczuciami bywa róznie, ale jak najbardziej można walczyć o ich powrót.
      • mamaemmy szyszunia? 07.07.09, 21:58
        miłośc to nie tylko uczucie, to także decyzja,


        tak myslisz?
        • driadea Re: szyszunia? 07.07.09, 22:00
          miłośc to nie tylko uczucie, to także decyzja

          Chyba małżeństwo (związek). Miłość to uczucie, nie żadna decyzja. Miłość to
          raczej niezdecydowanie wink
        • szyszunia11 Re: szyszunia? 07.07.09, 22:32
          tak, jestem o tym głęboko przekonana - i uczucie i decyzja. Uczucie to cos ulotnego, niestabilnego, ale mimo tych wszystkich jego fluktuacji miłość może trwać i się rozwijac własnie dzięki decyzji.
          • atra1 Re: szyszunia? 08.07.09, 14:36
            Poprę
            miłość to i uczucie, i szacunek, i przyjaźn, i pożadanie, i przyzwyczajenie, i decyzja, ale jeżeli nie ma elementu "uczucie" ta decyzja na zostanie np. może wynikać z pozostałych "składowych" miłości
    • figrut Re: Walczyłybyscie o związek? 07.07.09, 21:54
      Nie.
      • asiara74 Re: Walczyłybyscie o związek? 07.07.09, 22:04
        Jeśli czułabym, ze mężowi zależy i zapomniał sie ponieważ nasze uczucia lekko
        przyblakły w codzienności to tak walczyłabym. Gdyby dawał wyrażnie do
        zrozumienia ze szczęścia chce szukać u innej to raczej nie.
        • ledzeppelin3 Re: Walczyłybyscie o związek? 07.07.09, 22:50
          Jeżeli przestałabym być kochana, walczyłabym jedynie, żebym też się odkochała
          I o alimenty, ofkors wink
    • whiteczeremcha Re: Walczyłybyscie o związek? 07.07.09, 22:50
      Nic na siłę,nie walczyłabym.
      • n-lgimnazjum Re: Walczyłybyscie o związek? 07.07.09, 23:04
        Znam przypadek, kiedy żona z dwójką nastoletnich córek udała się do
        kochanicy swojego męża w celu poproszenia jej o odczepienie się od
        tegoż. Pani je tak zwyzywała, że żonie odechciało się walki.
        Spakowała męża jeszcze tego samego dnia. To było 20 lat temu. Córki
        nie utrzymują kontaktu z ojcem, żona ułożyła sobie życie z kimś
        innym. Mąż jest nadal z ta panią, ale sielankę i namiętność
        zastąpiły kłótnie i nienawiść. Może życie ich wszytskich wyglądałoby
        inaczej, gdyby żona walczyła do końca (tylko co to znaczy?).

        O mojego męża bym walczyła. Z perspektywy czasu widzę, że o wiele
        wcześniejszych związków nie było warto walczyć.
      • czar_bajry Re: Walczyłybyscie o związek? 07.07.09, 23:09
        Nie nie walczyła bym bo po co- jeżeli przestał mnie kochać to przecież żadna
        siła nie zmusi go aby pokochał ponownie a żebranie o odrobinę miłości i
        zainteresowania nie leży w mojej naturze.
        A jeżeli pojawiła by się ta trzecia to tym bardziej, jednego czego jetem pewna
        to tego ze nie umiała bym wybaczyć zdrady, mam za bujną wyobraźnie i w każdej
        sytuacji "widziała" bym go z nią a to pewnie by mnie zabiło albo wpędziło do Tworek.
        Miałam taką sytuację w rodzinie mój cioteczny brat przechodząc kryzys wieku
        średniegotongue_out wdał się w romans i jak sam twierdził zakochał się i wyprowadził z
        domu zostawiając żonę i dzieci, jego żona i matka jeździły za nim do panienki
        robiły awantury osobiste i telefoniczne, wydzwaniały do pracy itp, panna nie
        pozostawała dłużna i cyrk trwał w najlepsze. Małżonka wraz z córkami modliła się
        żarliwie o powrót męża i ojcasmile. Finał był taki że kochanka zaszła w ciążę, żona
        dopięła swego i przyciągnęła męża do domu w grę wchodziły jeszcze jakieś nerwice
        dzieci i różne inne kwiatki.
        Teraz oni są kochającym małżeństwem i jak się na nich patrzę to mdło mi się robi
        a tamta wychowuje dziecko sama, tylko tego dzieciaka szkoda bo co ono winne że
        dorośli kretynisad
    • hanalui Re: Walczyłybyscie o związek? 07.07.09, 22:56
      Nie, bo...i tu jeszcze z mlodzienczych romantycznych czasow tekst
      pod ktorym sie moge podpisac:

      Gdyby kiedyś się zdarzyło
      Że precz odejść zechce miłość
      Róbmy tak, by nam nie było
      Potem wstyd

      Gdy opuszcza nasze progi
      Kłód nie kładźmy jej pod nogi
      Nie stawiajmy w poprzek drogi
      Murów jej

      Trudno ją wstrzymywać siłą
      Bo gdy odejść zechce miłość
      W każdym murze znajdzie wyłom
      Żeby przejść

      Choćby serce z bólu łkało
      Próżno winę, winę całą
      Zrzucać na nią, by bolało nas
      Ciut mniej

      Nie próbujmy jej unurzać
      W nierozważnych słów kałużach
      By cierpienia nie przedłużać
      Nam i jej
    • aurinko Re: Walczyłybyscie o związek? 07.07.09, 23:28
      Nie. Jak już nie ma miłości to nie ma po co walczyć.
      • thaures Re: Walczyłybyscie o związek? 07.07.09, 23:44
        Na pewno nie poszłabym do tej drugiej kobiety. Podejrzewam,że wpadłabym w
        rozpacz, a potem we wściekłość, ale nie walczyłabym o pozostanie męża w domu.
        Dostałby ultimatum, a potem, ewentualnie, walizki za drzwi. Z drugiej strony
        zdrady nie potrafiłabym wybaczyć i zapomnieć, więc nie wiem czy dobrze byłoby
        pozostać razem.
        Jedyna rzecz, co do której nie wiem jakbym się zachowała to sprawa dzieci.
        Skręcałoby mnie jakby do niego(nich) szły i nie wiem czy w jakiś sposób nie
        buntowałabym, nawet nieświadomie, dzieci przeciwko ojcu. Ale może rozum by mi na
        to nie pozwolił.
    • agatracz1978 Re: Walczyłybyscie o związek? 07.07.09, 23:38
      Nie, zwłaszcza gdyby przestał kochać - o co wtedy walczyć?
      • phantomka Re: Walczyłybyscie o związek? 08.07.09, 01:24
        Chyba nie, bo nie umiem prosic o cokolwiek, dlatego chyba o milosc
        czy wspolne bycie razem, tym bardziej.
        Natomiast znajac swoj charakter, pewnie mocno uprzykrzylabym mu
        zycie (gdyby mnie zdradzil) bo nie znam wiekszego upokorzenia niz
        puszczenie kogos kantem w zwiazku.
        • kocianna Re: Walczyłybyscie o związek? 08.07.09, 07:26
          Zgadzam się z Szyszunią, miłość to także decyzja. To akt woli.
          Zauroczenie, zakochanie, pociąg fizyczny - to wszystko sprawy biologicznie
          uwarunkowane i z przyczyn fizjologicznych bardzo krótkie. To zbyt kruche
          podstawy do budowania związku.

          Ja o swój związek zawalczyłam i warto było. Kryzys (jak to często z kryzysami
          bywa) stał się impulsem do rozwoju i wytworzenia nowej jakości. A mogło "nas"
          już nie być... Walka paradoksalnie wcale nie trwała długo: "pierwsza pomoc" -
          warsztaty (jak w sygnaturce) - 3 dni, potem przez rok spotkania "utrwalające",
          moja własna terapia - 8 tygodni. Jeśli związek się sypie, to zawsze przyczyny
          leżą po obu stronach i czasami warto zacząć od siebie.
          • driadea Re: Walczyłybyscie o związek? 08.07.09, 13:23
            Zdaje się, że istnieją to rozbieżności znaczeniowe. Dla ciebie miłość i związek
            to to samo. Dla mnie absolutnie nie. I o ile zgodzę się, że związek,
            niekoniecznie małżeński, to jak najbardziej decyzja (między innymi decyzja), to
            miłość - nie. Chyba, że to ona decyduje. My, tak naprawdę, nie mamy nic do gadania.
            • asia_i_p Re: Walczyłybyscie o związek? 13.07.09, 10:54
              A ja dalej zgadzam się z Szyszynią. Dlaczego miłość ma być tym
              jedynym uczuciem, któremu poddajemy się bezkrytycznie?
              Wściekam się, ale nie biję, nie zabijam - bo nie muszę się poddawać
              wściekłości. Tak samo z nienawiścią, zazdrością, strachem - branie w
              karb tych uczuć uznajemy za dowód silnego charakteru. A miłości
              poddajemy się przy pierwszym drgnieniu serca, bo uważamy, że to
              romantyczne i urocze. To takie samo uczucie jak inne i jeśli
              rozsądek i sumienie mówią, że źle robimy, to może warto trochę
              poczekać i się zastanowić. Jeżeli to jest ta życiowa miłość lub ten
              ostateczny koniec związku, to ich nie przegapimy. A jeśli wpływ
              bzów, maja, księżyca, depresji, naturalnego rytmu zmian - to nie
              rozwalimy czegoś, w co dwoje ludzi włożyło masę uczuć i pracy.
              Twierdzę, że moralny obowiązek poddania się sile miłości to norma
              kulturowa narzucona przez hollywodzkie szmiry i że gdbyby ktoś w
              podobny sposób próbował oddać władzę nad swoim życiem jakiejkolwiek
              innej emocji, to by go uznali za psychicznie chorego.
    • franczii Re: Walczyłybyscie o związek? 08.07.09, 07:52
      ja bym walczyla o mojego, wiem, ze mozna walczyc i moze sie udac dlatego warto
      probowac bez unoszenia sie glupia duma. Piszac o walce nie mam na mysli
      blagania, zeby nie odchodzil, nie mam na mysli wydzwaniania i nachodzenia tej
      drugiej jesli taka ma, nic z tych rzeczy. Przyjrzalabym sie sobie i szukalabym
      przyczyny w sobie i na tym by sie skupila. poza tym co to znaczy, ze przestal
      kochac? czy mozna przestac kochac kogos z dnia na dzien? kryzys zaczyna sie
      wczesniej i osoba ktorej zalezy zauwazy to duzo wczesniej i podejmie dzialania
      jak tylko zacznie sie dziac cos zlego a nie bedzie czekac az uczucie umrze. taka
      walka to element pielegnowania zwiazku .
    • deodyma Re: Walczyłybyscie o związek? 08.07.09, 10:06
      nie.
      nie walczylabym.
      bo i coz by to bylo za malzenstwo, gdyby maz siedzial ze mna z
      przymusu albo z litosci?
      • daisy Re: Walczyłybyscie o związek? 08.07.09, 10:15
        Walczyłabym, walczyła, szczególnie gdyby w grę nie wchodziła inna pani. W
        związku ciągle zdarzają się jakieś doły, większe i mniejsze. Trzeba budować most
        i przechodzić na drugą stronę.
        Mój obecny związek któregoś razu rozpadł się niby kompletnie, tak z wyprowadzką,
        ale nie olałam, nie wyjechałam, nie poddałam się i teraz jesteśmy małżeństwem i
        już tak pewnie zostanie. A mój facet dokładnie tak samo - "odkochał się". Jak
        facet jest fajnym, to trzeba próbować ratować sprawę...
        W razie zdrady jest pewnie trochę inaczej, ale nie mam takiego doświadczenia.
    • gonia28b Re: Walczyłybyscie o związek? 08.07.09, 11:22
      Gdzyby mnie przestał - nie walczyłabym, bo nie byłoby już o co...
      "ta trzecia" jest zupełnie inną parą kaloszy.
      istnienie "tej trzeciej" nie musi oznaczać, że on mnie przestał
      kochać. Albowiem każde z małżonków może mieć swoich
      przyjaciół/przyjaciółki, zależy tylko jak są oni sobie bliscy i czy
      to drugie z małżonków i nie/nim wie i co ona/on na to...
    • bsl taaa 08.07.09, 11:41
      ja się do walki nie nadaję , zawsze przegrywam bo strategiem jestem
      marnym smile
      ale próbowałam, teraz z perspektywy czasu wiem że strasznie bałam
      się zostać sama , 3 dziecko rodziłam juz jak ex się wyprowadził ,
      dałam rade troche to trwało , ale wyszło mi to na dobre że odszedł ,
      bo wiem że jakby został zdradzałby dalej
    • elza78 Re: Walczyłybyscie o związek? 08.07.09, 11:58
      nie nie walczylabym, jesli w zwiazku pojawia sie trzecia osoba to znaczy
      zwyczajnie ze cos z nami jest mocno nie halo... ze cos mocno nie gra, do tego
      stopnia ze jest to nienaprawialne... dla mnie zdrada jest ta granica ponad ktora
      zostaja tylko gruzy, nie walczylabym, odeszlabym bez skrupulow.
      zdrada swiadczy o braku szacunku, mozna sie zwyczajnie rozejsc i poszukac kogos
      nowego takie dzialanie to zwykle chamstwo... a chamstwa zwlaszcza od najblizszej
      osoby nie potrafilabym wybaczyc...
      z reszta moje doswiadczenia zyciowe dowodza ze wybaczac zwyczajnie nie warto
    • malina-pl Re: Walczyłybyscie o związek? 08.07.09, 12:14
      Walczę, bo kocham. Choć czasem brakuje mi już sił.
    • lila1974 Re: Walczyłybyscie o związek? 08.07.09, 12:31
      Gdyby małżeństwo zaczęło mi się chwiać w posadach, to próbowałabym dociec, co
      jest źródłem naszych problemów.

      Gdyby w grę wchodziła fascynacja inną kobietą, to myślę, ze winiłabym siebie i
      starałabym się zaradzić.

      Gdybym jednak odkryła, że mąż jest zaangażowany w romans to nie sądzę, abym
      chciała małżeństwo ratować.
    • vibe-b Re: Walczyłybyscie o związek? 08.07.09, 12:32
      Nie walczylabym.
      Taka walka jest z gory przegrana. Nie wiem nawet co jest gorsze: czy
      poczucie odrzucenia pomimo stoczenia walki czy tez (gdyby przyjac
      tzw pozytywny obrot sprawy- ze facet zostanie) - a wiec czy tez
      gorsze jest zycie z kims kto jest z nami z litosci? EEE...walka o
      kogos kto nie kocha to zadanie dla masochistow.
      • franczii Re: Walczyłybyscie o związek? 08.07.09, 13:07

        juz ktoras z kolei osoba zaklada, ze facet jesli zostaje to robi to z litosci.
        jesli zostaje z litosci to nie oznacza to wygrania walki a jedynie jej
        odroczenie. Dlaczego nie moze wedlug was zostac z wlasnego wyboru?
        oprocz poczucia odrzuceia jest jeszcze trzecia mozliwosc: poczucie triumfu po
        wygranej walce. Poznlam smak triumfu i twierdze, ze warto bylo podjac ryzyko
        bycia odrzuconym, kazda walka to ryzyko obrazen, ja tez odnioslam rany choc
        wyszlm zwyciesko ale nie zaluje. zalowalabym gdybym uciekla i skreslila za
        jedno podkniecie, za ktore ja tez wine ponosilam.
        dla mnie osobisce nie podjecie walki o zwiazek to albo dojscie do wniosku ze
        nie warto i nigdy nie bylo warto i przekreslenie wszystkiego co bylo i mogloby
        byc lub zwyczajne tchorzostwo i ucieczka. nie wiem co gorsze.
        • vibe-b Re: Walczyłybyscie o związek? 08.07.09, 13:49
          franczii napisała:

          >
          > juz ktoras z kolei osoba zaklada, ze facet jesli zostaje to robi
          to z litosci.
          > jesli zostaje z litosci to nie oznacza to wygrania walki a jedynie
          jej
          > odroczenie. Dlaczego nie moze wedlug was zostac z wlasnego wyboru?


          Jak ci nie pasuje motyw litosci to sobie wstaw cokolwiek innego np.
          wspolne kredyty, rownie zalosny powod. Autorka w poscie wstepnym
          zaznaczyla, ze mowi o sytuacji, gdy mezczyzna przestaje kochac.
          Jesli wiec ta niekochana kobieta stoczy walke i facet z nia zostaje
          to wlasciwie co to za wygrana i co to za truimf o jakim piszesz?
          Smakuje zycie z kims kto nie kocha, a jedynie sie ugial przed
          damskimi lzami?Toz to samobiczowanie sie, ale jak widac niektore
          baby lubia robic z siebie cierpietnice.
          • franczii Re: Walczyłybyscie o związek? 08.07.09, 14:17
            a skad wiadomo, czy i kiedy on przestal kochac. zanim milosc umrze to wiele sie
            dzieje, trzeba tylko nie byc slepym i chciec cos z tym zrobic. ale jesli juz
            oboje dopuscili do tego, ze ktores przestalo kochac to nie wiem, czy mozna cos
            zrobic.
            wracajac do mojego doswiaczenia to ne wiedialam, czy on jeszcze kocha czy juz
            przestal. podjelam ryzyko i okazalo sie ze jeszcze nie przstal a zaryzykowalam
            bo poczuwalam sie do wspolodpowiedzialnosci, bo mi zalezalo, bo jesli istniala
            najmniejsza mozliwosc ze jeszcze mozemy byc razem ja chcialam ja wykorzystac, bo
            nie chcialam aby wszystko sie zakonczylo przez nieporozumenie, niedopowiedzenie
            i falszywa dume. Mysmy jeszcze wtedy zadnych wspolnych zobowiazan nie mieli,
            choc mieszkalismy razem, kazde z nas w kazdej chwili moglo za soba zamknac
            drzwi z drugiej strony.
            • vibe-b Re: Walczyłybyscie o związek? 08.07.09, 17:43
              franczii napisała:



              b
              > o
              > nie chcialam aby wszystko sie zakonczylo przez nieporozumenie,
              niedopowiedzenie
              > i falszywa dume.


              Ale chyba ci sie tematy watkow poklamkowaly czy cus. Nie mowimy o
              rozpadzie zwiazku w wypadku nieporozumien, niedopowiedzien i
              sprzeczek tylko mowimy o wygasnieciu uczucia. Mozna sobie skakac do
              oczu a mimo to kochac, ale mozna tez byc anielsko uprzejmym i nie
              miec do partnera wiecej uczucia niz do doniczki na przyklad.
              Zas walka o partnera, ktoremu jestesmy najzupelniej obojetni jest
              nie tylko z gory skazana na porazke, jest tez taka...odzierajaca z
              godnosci, mam wrazenie ze ta strona walczaca zachowuje sie jak
              skamlacy pies.
              • franczii Re: Walczyłybyscie o związek? 08.07.09, 21:11

                vibe-b nic mi sie nie pokrecilo, nieporozumienia tez inne mialam na mysli ale o
                tym potem.
                Zobojetnienie nie przychodzi ot tak nagle i znikad. Zanim partner calkowicie
                zobojetnieje sa na pewno niepokojace objawy i cos zaczyna sie psuc. jesli drugi
                nie wychwyci tych sygnalow lub je zignoruje to znaczy, ze jemu tez nie zalezy i
                ten co przezywa kryzys nie ma zadnego bodzca zeby chciec cos poprawic. wtedy
                rzeczywiscie nie ma sensu zadna walka bo i po co, widac uczucia nie ma po zadnej
                stronie. mnie o to wlasnie chodzilo kiedy pisalam, ze warto walczyc. Mnie
                zalezalo i zareagowalam natychmiast kiedy tylko zdalam sobie sprawe, ze mamy
                prawdziwy kryzys a i tak nie bylo to zaraz na poczatku bo pierwsze objawy
                zbgatelizowalam liczac, ze samo sie jakos ulozy. poza tym wydawalo mi sie, ze
                mialam wazniejsze sprawy na glowie typu praca, studia, szkolenie, wyjazd
                sluzbowy i odkladalam zajecie sie nami i to byl blad, ktory zrozumilm i ktory
                staralam sie potem naprawic.

                A co do niedomowien i nieporozumien to mialam na mysli nieporozumienie tego
                rodzaju, ze w zabieganiu i rutynie oddalamy sie o siebie i zaniedbujemy, jemu
                wydaje sie ze mnie nie zalezy, ja naturalnie nie mam sobie nic do zarzucenia,
                zwiazek zaczyna sie psuc, on wdaje sie w flirt z jakas nowopoznana panna, ja
                unosze sie duma i nie okazuje mu, ze jednak mi na nim zalezy bo to skamlanie,
                nie staram sie zozumiec jego zachowania, nie uznaje, ze mogl sie poczuc
                zaniedbny, nie przyjmuje na siebie zadnej odpowiedzialnosci za rozklad i
                obwiniam tylko jego tym bardziej ze dal mi dowod w postaci smsowego flirtu, on
                nie przyznaje sie , ze tez cierpi bo cos sie w nim jeszcze tli. rozchodzimy sie
                i kazde lize rany we wlasnej norze. takiego nieporozumienia chcialam uniknac.
    • umasumak Taj naprawdę 08.07.09, 12:55
      dopóki coś takiego się Tobie samej nie przytrafi, nie wiesz jak będziesz
      postępować.
    • iwona_r1 Re: Walczyłybyscie o związek? 08.07.09, 12:59
      Ile z Was przeszlo na wlasnej skorze koszmar rozstania z osoba,
      ktora kochalysie? Opinie odwazne, ale smiem twierdzi, ze czysto
      teoretyczne. Gdybac mozna sobie...
      • bsl ja :) 08.07.09, 13:02

        • iwona_r1 Re: ja :) 08.07.09, 13:10
          Bsl...totez Tobie wolno jezyk strzepic wink
          Ale na powaznie...a jednak walczylas. Wiekszosc z nas walczy, gdy
          kocha. Bo milosc czymkolwiek jest to racjonalnosci jej przypisac nie
          mozna. I choc czesto nasze dzialania z boku wygladaja jak rzucanie
          sie ryby na statku (tak to chyba bylo), to warto walczyc o cos w co
          sie wierzylo. Chocby po to, by nie zadawac sobie pytania...a moze
          nie zrobilam wszystkiego co w mojej mocy... Kazdy ma prawo do bledu
          i kazdy ma jeszcze jedna szanse...niektorzy twierdza, ze juz u
          innej wink
          • in-ca Re: ja :) 08.07.09, 13:37
            Nie mogłabym być z kimś kto mnie nie kocha, nie walczyłabym, bo po co?
            • bsl Re: ja :) 08.07.09, 13:39
              ale czemu zakładacie że nie kocha ??
              mój kochał a jakże i ją i mnie big_grin
            • franczii Re: ja :) 08.07.09, 14:00
              kiedy ja zaczynalam walke moj mnie jeszcze kochal, nie kochal nikogo innego ale
              zaczal sie juz kims zauroczacsmile mysmy sie obydwoje pogubili . na poczatku
              czulam ie urazona ale potrafilam uznac ze ja tez sie przyczynilam do naszego
              oddalenia. moje walczenie to nie bylo skamlanie i deprecjonowanie konkurencji a
              okazywanie (nawet nie mowienie) ze mi zalezy i zdobywanie, uwodzenie i wydobycie
              z siebie tego,za co mnie pokochal a co sie w wirze zycia codziennego
              zawieruszylo a co prawdopodobnie odnalazl u kogos, kim zaczal sie fascynowac.
              gdyby mnie sie przytrafilo potkniecie mam nadzieje, ze on nie odpusci i nie
              postawi na nas krzyzyka. to by znaczylo ze jestem dla nigo obojetna
      • driadea Re: Walczyłybyscie o związek? 08.07.09, 13:41
        Ja. A tak naprawdę, to wcale nie przeszłam. Albo ciągle jestem w trakcie albo
        nigdy z tego nie wyjdę.
        -
        Z każdym dniem mojego życia zwiększa się nieuchronnie liczba tych, którzy mogą
        mnie pocałować w dupę.
        • gosika78 Re: Walczyłybyscie o związek? 08.07.09, 21:44
          Mam to samo uncertain
    • panirogalik Re: Walczyłybyscie o związek? 08.07.09, 19:52
      tak, wałczyłabym. Zaczęłabym od naprawy naszego związku, do kochanki bym nie
      dzwoniła, chociaż kto wie, co by mi odbiło.
      Gdyby to był jednorazowy skok w bok, mąż dała bym mu skierowanie na badania, po
      gębie a czegoś innego długo, długo bym mu nie dawaławink. Romans bardziej bym
      przeżywała, jednak bym starała się męża odzyskać. Wyjątkowo, gdyby w "kwiecie
      wieku" znalazł sobie młodszą, jędrniejszą, z bardziej napiętą skórą,
      postawiłabym sprawę jasno, wóz albo przewóz, koniec romansu i próbujemy od nowa
      albo rozwodzimy się i dzielimy majątek. Nie popuściłabym ani złotówki.
      Ewentualnie, gdyby mi nie zależało, nic bym nie robiła tylko znalazła sobie
      własnego kochanka.
    • gosika78 Re: Walczyłybyscie o związek? 08.07.09, 21:48
      Walczę a raczej walczymy blisko rok. Sieczka emocjonalna.
      Poznał kogoś, zakończył kwestię, nie przestał mnie kochać.
      Ja do niej nie zadzwoniłm, nie robiłam scen, nie spotykałam się z jej mężem, nic z tych rzeczy.
      Jeśli ktoś tego nie przeżył NAPRAWDĘ NIC o tym nie wie, gdybać sobie można...
    • miminko Re: Walczyłybyscie o związek? 08.07.09, 22:09
      ja nie walczylam. nie wiem czy to dobrze, bylam w ciazy jak sobie znalazl
      kochanke. kazalam mu sie spakowac i wyprowadzic - nie mialam sily na nic innego
      i balam sie, ze zostanie z nim na jego warunkach przyplace zdrowiem psychicznym.

      oczywiscie samo rozstanie tez mnie duzo kosztowalo, do dzisiaj sie zbieram. nie
      dzwonilam do nowej, ale nie ukrywalam ze jej nie cierpie i nie chce jej widziec
      na oczy. to ona do mnie zadzwonila ze swoimi roszczeniami, tupeciara. nie mam
      pojecia co by sie dzialo gdybym nie wystawila mu walizek za drzwi i chyba nie
      chce wiedziec.

      dzisiaj oni nie sa juz ze soba, ja tez zostawil dla innej. ja buduje zwiazek z
      kim innym i walcze o niego (nowy zwiazek, nie bylegowink. nie, moj nowy nie ma
      kochanki ale kolejna milosc po takich przejsciach jest trudniejsza, jest duzo
      niewymowionych pretensji, brak zaufania.

      coraz bardziej wierze w to, ze milosc to JEST decyzja, tak samo jak wiernosc i
      bycie na dobre i na zle. zbyt wiele sie naogladalam 3-4 letnich stazem zwiazkow,
      zbyt latwo konczonych, dla kolejnych zauroczen czy po prostu z powodu braku
      odpowiedzialnosci za swoje wybory zyciowe. pewnie, ze zakochanie jest cudowne
      ale mija po 3-4 latach wlasnie i co dalej? rzucamy sie i ruszamy na kolejny
      podboj (w tej lub odwrotnej kolejnosci)? co zyskuje moj byly skaczac z kwiatka
      na kwiatek? nie kocham mojego aktualnego tak jak exa ale mam teraz o wiele
      wieksza motywacje by o zwiazek walczyc. zrozumialam po prostu jak niewiele warte
      jest chwilowe zakochanie, blednie interpretowane jako milosc.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja