wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona

10.07.09, 17:06


On - francuskojęzyczny ale nie Francuz, ona Polka, dwoje dzieci, mieszkają w kraju trzecim, anglojęzycznym, wcześniej mieszkali w Polsce. Wspólny język rodziców angielski, ale żadne z nich nie jest 'nativem'.
Ona nigdy nie znosiła j. francuskiego, reagowała wręcz wysypką. Kiedy urodziły się dzieci zabroniła mężowi mówić do nich po francusku (mąż d.pa się dostosował), sama też nie mówiła do nich po polsku, tylko po angielsku.
Rezultat, po kilku latach starsze mówi po polsku z błędami, ze strasznym angielskim akcentem, z trudem dogaduje się z polskimi dziadkami, z rodzicami taty w ogóle nie potrafi się porozumieć. Młodsze póki co mówi wyłącznie po angielsku...
Uważam, ze zabrali dzieciom ogromną i rzadką szansę mówienia płynnie dwoma, a nawet trzema językami.

Tak się chciałam wygadać, bo dla mnie ta sytuacja to przykład na to, że głupota ludzka nie zna granic, a sama jestem z tematem wielojęzyczności (a raczej dwujęzyczności) w rodzinie związana.
    • kaskahh Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 10.07.09, 17:14
      naprawde szkoda
      umiejetnosc mowienia 3 a nie jednym to roznica...
      ja sie tez zawsze denerwuje, gdy slysze takie historie
      badz kolezanki, ktore mieszaja jezyki - myslace, ze mowienie niepoprawnym
      niemieckim z polskim akcentem jest super dla dziecka
      eh, szkoda slow
      • princess_yoyo Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 10.07.09, 17:53
        sytuacja jest troche dziwna rzeczwiscie ale wielojezycznosc nie jest
        latwa o ile nie mieszka sie w kraju gdzie wiecej niz jeden jezyk
        jest uzywany na codzien. chyba ze ma sie czesty kontakt z dziadkami
        albo krajem pochodzenia ale to tez sie czesto odbywa kosztem wakacji
        np.
        najbardziej szkoda francuskiego i mozliwosci porozumienia z rodzina
        ze strony ojca. starszy przeciez polski zna chociaz nie biegle.
        angielski jest i bedzie dla nich jezykiem podstawowym bo tam
        mieszkaja.

        mieszkam za granica i mam paru znajomych ktorzy pochodza z rodzin
        imigranckich i zadne z nich nie mowi biegle w jezyku rodzicow, moja
        najlepsza przyjaciolka nie mowi prawie wcale. ale cos za cos - zadne
        z nich nie mialo problemow ze zdobyciem dobrego wyksztalcenie.
        dzieci do ktorych rodzice mowia tylko w 'jezyku przodkow' moze i
        jezyka nie zapominaja ale start maja na pewno gorszy.

        to by bylo na tyle, chcialam tylko powiedziec ze nie jest to takie
        proste jakby sie moglo wydawacsmile
        • embeel Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 10.07.09, 18:08
          wiem, ze to nie takie proste, samą mnie to czeka wink ale dziwactwem dla mnie
          jest, aby własna matka nie mówiła do dzieci w rodzinnym języku, tylko po
          angielsku, tym bardziej, że sama kaleczy...Nawet w Polsce tak robiła, do
          starszego po polsku mówiła wyłącznie niania, dlatego dziecko coś jeszcze pamięta.

          Co do mówienia wyłącznie w jezyku przodków i gorszego startu to az mi się nie
          chce wierzyć. Kazdy dodatkowy język to kolejny atut, a dzieci przecież łatwo
          przyswajają ten 'z zewnątrz' chociażby poprzez szkołę i kontakt z rówieśnikami.

          Znam kilku Francuzów polskiego pochodzenia ze starszego pokolenia, którzy
          żałują, że polski rodzic (najczęściej jest to matka) nie mówił do nich po
          polsku, bo takie były czasy, ze nie wypadało, że lepiej było poświęcić język,
          aby lepiej się zasymilować...
    • anmoko Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 10.07.09, 18:01
      Dla mnie to tez jest niezrozumiale. Tak samo, jak np. sytuacja
      kolezanki, ktora wyszla za maz za Polaka mieszkajacego od lat w
      Niemczech, wyjechala do niego i teraz ich troje dzieci mowi tylko po
      niemiecku! Zwazywszy na to, ze ona nigdy nie bedzie mowic po
      niemiecku bez obcego akcentu, to jej dzieci cale zycie beda sluchaly
      jej kaleczenia! Nie wyobrazam sobie takiej sytuacji. Ja bym dazyla
      do tego, zeby dzieciaki jak najwczesniej poznaly jezyk (-i) ojca,
      matki lub dziadkow. Im wczesniej, tym latwiej i naturalniej im to
      przyjdzie.
    • hamerykanka Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 10.07.09, 18:02
      Ja tez mam znajomych,malzenstwo Polakow, mieszkajacych w Stanach od
      lat. Starsze dziecko ktore przyjechalo jako kilkulatek mowi po
      polsku, corka w tej chhwili 5 letnia na polski odpowiada po
      angielsku, zmuszona mowi kilka slow po polsku z amerykanskim
      akcentem. Ja sama chce zeby moja mala w tej chwili 13 miesieczna
      mowila rowniez po polsku, ale maz jest Amerykaninem ktory po polsku
      zna tylko "tak", "nie" i "piwo" smile. To bedzie trudne zadanie...
      • embeel Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 10.07.09, 18:16
        mój zna trochę więcej isporo rozumie ale bardzo kaleczy wymowę. żartuję, że
        podszkoli się, kiedy Emma zacznie do niego mówić, a on nic nie zrozumie.
      • kropkacom Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 10.07.09, 18:20
        Znam Angielkę która wyszła za Czecha (mieszka w Czechach) i dziecko mówi w dwóch
        językach. Ale znam też Polkę która ma męża Hiszpana (mieszkają na stałe w
        Londynie) i dziecko mówi tylko po angielsku. Jak się potem okazało mały ma
        problemy zdrowotne przekładające się też na możliwości nauki więc angielski był
        kompromisem aby nauczył się chociaż jednego języka dobrze. Rożnie bywa. Co nie
        zmienia faktu że wielojęzyczność to prawdziwy prezent dla dziecka na przyszłość smile
        • kura17 Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 10.07.09, 18:32
          Kropka, ale z moich obserwacji (moich wlasnych dzieci), maluchy ucza sie jezykow
          niejako "mimochodem", bez wysilku, wystarczy do nich mowic w danym jezyku. nasz
          starszy synek, do ktorego ja mowilam po polsku, a maz i "srodowisko" po
          niemiecku (mieszkamy w niemczech), zaczal mowic bardzo szybko (duzo wczesniej,
          niz jednojezyczni rowiesnicy), w dwoch jezykach. nie widzialam zadnego "stresu",
          czy trudnosci w uczeniu sie 2 jezykow, to nastapilo zupelnie mimochodem
          (strasznie mnie to fascynuje, taka chlonnosc umyslowa dzieci generalnie smile
          • kropkacom Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 10.07.09, 18:37
            > niejako "mimochodem"

            Widać nie dla wszystkich to mimochodem. Dzieci tez są różne.
            • kura17 Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 10.07.09, 18:40
              ale jestes pewna, ze ten dzieciak nie mogl sie tego nauczyc?
              moje dzieci zadne zdolniachy, zapewniam Cie!
              kontakt z polskim maja glownie przeze mnie, czasem z odwiedzjaca
              babcia/ciocia/itp (ale niezbyt czesto).

              i dlatego pisze, ze mimochodem - bo nie zauwazylam zandych trudnosci.
              po prostu kazdy z rodzicow mowil do nich wylacznie w swoim jezyku.

              oczywiscie nie znam sie, mozliwe, ze sa dzieci, ktore nie sa w stanie sie
              nauczyc dwoch jezykow. tak tylko dywaguje na podstawie swoich obserwacji samego
              procesu uczenia sie (a w zasadzie jego braku)
              • kropkacom Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 10.07.09, 18:43
                > ale jestes pewna, ze ten dzieciak nie mogl sie tego nauczyc?

                Nie wiem czemu miała by kłamać. Nie drążyłam tematu więc nawet nie wiem czy w
                przypadku tego dziecka chodzi o autyzm czy coś innego.
                • kura17 Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 10.07.09, 18:59
                  oczywiscie, ze nikt pewnie nie klamal.
                  ale moze podchodzili do tego troche, hm, zapobiegliwie? ze niby dziecko ma
                  jakies klopoty, to po co mu mieszac w glowie dodatkowo dwoma jezykami?
                  a calkiem mozliwe (ale to moje zdanie), ze nie byloby zadnych klopotow z
                  nauczeniem sie 2 jezykow "mimochodem".

                  no ale to dywagacje bez sensu, bo nie wiemy (nie wiem) dokladnie, co i jak smile
          • m.i.n.e.s Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 10.07.09, 22:00
            kura17 napisała:

            > Kropka, ale z moich obserwacji (moich wlasnych dzieci), maluchy
            ucza sie jezyko
            > w
            > niejako "mimochodem", bez wysilku, wystarczy do nich mowic w danym
            jezyku



            Dzieci sa rozne i nie wydawaj takich ostatecznych sadow.
            Przyklad mojego dziecka- 4 pierwsze lata w Polsce, obecnie od 4 lat
            w Niemczech, skonczona 2 klasa, rodzice mowiacy w domu tylko po
            polsku. I mozesz mi wierzyc badz nie, ale moje dziecko mowi bardzo
            brzydko po polsku. Rozumie wszystko , problem zaczyna sie kiedy musi
            odpowiedziec.
            Przezywa istne meki,kiedy musi zbudowac jedno poprawne zdanie.
            Znam jeszcze kilkoro dzieci, dla ktorych nie jest to takie latwe,
            bez stresowe jak sie wam wydaje.


      • kura17 Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 10.07.09, 18:29
        maz nie musi umiec po polsku! smile wiem, co mowie - moj maz jeste niemcem,
        mieszkamy w niemczech, wiec dzieci "siedza" w jezyku niemieckim.

        ale ja ZAWSZE mowie do nich po polsku, WYLACZNIE po polsku. i obaj synowie nie
        maja problemu ze zrozumieniem i polskiego i niemieckiego. starszy (4 lata) mowi
        w dwoch jezykach, bardzo ladnie, choc po polsku ma obcy akcent, niestety...
        mlodszy (2 lata) jeszcze duzo nie mowi, ale tez mysle, ze nie bedzie mial
        problemow z polskim (rozumie wszystko).

        po prostu uzywaj do dzieci wylacznie polskiego i bedzie dobrze smile

        dodatkowo, my z mezem rozmawiamy ze soba po angielsku i starszy synek juz bardzo
        duzo rozumie (choc nigdy do niego po angielsku nie mowilismuy), a po paru
        miesiacach kursu heleny doron, umie tez sporo powiedziec po angielsku.

        w sumie - trojjezycznosc za darmo wink bo nie widze zadnego wysilku u dzieci, zeby
        sie tych jezykow nauczyc
        • budyniowatowe Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 10.07.09, 23:03
          kura17 napisała:

          >
          > ale ja ZAWSZE mowie do nich po polsku, WYLACZNIE po polsku. i obaj
          synowie nie
          > maja problemu ze zrozumieniem i polskiego i niemieckiego. starszy
          (4 lata) mowi
          > w dwoch jezykach, bardzo ladnie, choc po polsku ma obcy akcent,
          niestety...
          > mlodszy (2 lata) jeszcze duzo nie mowi, ale tez mysle, ze nie
          bedzie mial
          > problemow z polskim (rozumie wszystko).
          >


          Poczekaj jeszcze pare lat az dzieci pojda do szkoly i wtedy sie
          wypowiadaj smile. Juz teraz piszesz, ze synek niestety mowi z obcym
          akcentem i to sie bedzie poglebiac, a jego zasob slow w jezyku
          polskim w porownaniu z jezykiem niemieckim bedzie raczej skromny.

          • socka2 Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 10.07.09, 23:56
            no niebardzo to madre ze strony tej kobiety.
            moje dzieci, urodzone i mieszkajace na stale za granica, porozumiewaja
            sie doskonale (jak na swoj wiek)w jezyku polskim i oczywiscie w jezyku
            kraju, w ktorym mieszkamy. podstawa jest chciec - moim celem bylo
            nauczenie dzieci jezyka polskiego, maja tv polska, kupuje im ksiazki
            polskie i rozmawiam z nimi tylko po polsku (no, czasem ich ochrzanie w
            tym drugim jezyku wink
        • mamamaxa Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 12.07.09, 12:45
          Wiesz, Ty masz jeszcze male dzieci, poczekaj az starszy pojdzie do szkoly... U
          wszystkich dzieci wielojezycznych jest tak, ze tylko jeden jezyk umieja bardzo
          (!) dobrze (najczesciej jezyk srodowiska - szkola, przedszkole itp.) Pozostale
          jezyki umieja i rozumieja, ale nie w takim sopniu, jak ten pierwszy.
          Mam 6-latka i juz nie raz mi sie zdarzylo, ze (ja mowie do niego po polsku),
          kiedy mu cos wyjasnialam, powiedzial do mnie: mama, opowiedz mi to tak, jak Papa
          mowi (niemiecki). Jesli dziecko omawialo w przedszkolu dinozaury po niemiecku i
          mi zadaje pytania, po niemiecku, to niestety nie bedzie rozumialo odpowiedzi o
          dinozaurach po polsku. W momencie, kiedy zaczynasz tlumaczyc niemieckie slowka
          na polski, dziecko traci cierpliwosc, bo ono chce odpowiedz tu i teraz. I
          nastepnym razem w ogole do Ciebie nie przyjdzie. Dlatego uwazam, ze mozna i
          trzeba robic ustepstwa, nawet wtedy, kiedy sie z dziecmi generalnie rozmawia po
          polsku.
          • aniorek Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 14.07.09, 00:04
            mamamaxa napisała:

            > Wiesz, Ty masz jeszcze male dzieci, poczekaj az starszy pojdzie do szkoly... U
            > wszystkich dzieci wielojezycznych jest tak, ze tylko jeden jezyk umieja bardzo
            > (!) dobrze (najczesciej jezyk srodowiska - szkola, przedszkole itp.)

            Moj facet jest Finem, z ojcem i babcia porozumiewa sie po szwedzku, z druga babcia, mama i rodzenstwem po finsku. Chodzil do szwedzkojezycznych szkol, ale przyjaciol ma finskojezycznych. Tak samo plynnie mowi zarowno po szwedzku, jak i po finsku. Oczywiscie szwedzki uzywany w Finlandii rozni sie od tego w Szwecji, ale zasob slownictwa facet ma tak samo bogaty w obu jezykach. Dlatego nie jest to tak, ze tylko jeden jezyk mozna umiec bardzo dobrze i nie ma co generalizowac. Wiele zalezy od rodzicow oraz od naturalnych zdolnosci dziecka.
      • e_r_i_n Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 10.07.09, 18:45
        hamerykanka napisała:

        > Ja sama chce zeby moja mala w tej chwili 13 miesieczna
        > mowila rowniez po polsku, ale maz jest Amerykaninem ktory po
        > polsku zna tylko "tak", "nie" i "piwo" smile. To bedzie trudne
        > zadanie...

        Dlaczego trudno? Ustal zasadę i się jej trzymaj, że Ty rozmawiasz z córką tylko
        po polsku.
        • zlotarybka_1 Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 10.07.09, 18:56
          e_r_i_n napisała:

          Ustal zasadę i się jej trzymaj, że Ty rozmawiasz z córką tylko
          > po polsku.

          przy okazji mąż ma szansę się od Was nauczyć trochę polskiego...
    • zlotarybka_1 dziewczyny, a czy na moim miejscu... 10.07.09, 18:28
      uczyłybyście dziecka równocześnie 2 języków?
      Sytuacja jest następująca: jestem Polką w 100%, mąż też. Mieszkamy w
      Polsce. Obydwoje mówimy biegle po hiszpańsku, spędziliśmy w
      Hiszpanii parę lat. W domu często gadamy w tym języku żeby nie
      zapomnieć. Czasem trochę niegramatycznie. No i z akcentem polskim.
      Jednym słowem na kilometr "czuć" żeśmy Słowianie. Istnieje
      zagrożenie, że młoda czegoś się źle nauczy. Wydaje mi się jednak, że
      warto. Jak uważacie?
      • kropkacom Re: dziewczyny, a czy na moim miejscu... 10.07.09, 18:35
        > Polsce. Obydwoje mówimy biegle po hiszpańsku, spędziliśmy w
        > Hiszpanii parę lat. W domu często gadamy w tym języku żeby nie
        > zapomnieć. Czasem trochę niegramatycznie. No i z akcentem polskim.

        Dla mnie to nie ma sensu trochę skoro nie mówicie perfekt i tylko od czasu do
        czasu. Na pewno się osłucha jednak. Właściwie nie wiem smile
        • zlotarybka_1 Re: dziewczyny, a czy na moim miejscu... 10.07.09, 18:41
          zapomniałam dodać, że dziecko przyszło na świat w Hiszpanii,
          dochodzi więc jeszcze sentyment...
      • kura17 Re: dziewczyny, a czy na moim miejscu... 10.07.09, 18:42
        Rybka, podobno sprawdza sie, gdy jeden rodzic zawsze mowi w jednym ejzyku do
        dziecia, a drugi - w drugim. czyli w Waszym przypadku ktos musialby mowic non
        stop i tylko po hiszpansku do dziecka...

        ale osluchac, pewnie sie oslucha. my z mezem rozmawiamy po angielsku ze soba (ja
        polska, maz niemiec) i starszy syn (4 lata teraz) od dosc dawna sporo rozumie, a
        ostatnio i cos wtraca po angielsku.
        • zlotarybka_1 Re: dziewczyny, a czy na moim miejscu... 10.07.09, 18:46
          kura17 napisała:

          > Rybka, podobno sprawdza sie, gdy jeden rodzic zawsze mowi w jednym
          ejzyku do
          > dziecia, a drugi - w drugim.

          tak, dokładnie tak mówiła lekarka naszej córki.
          • embeel Re: dziewczyny, a czy na moim miejscu... 10.07.09, 18:52
            Rybko, to sie nazywa OPOL - one parent one language, ale z tego, co wiem, to zaleca sie, kiedy rodzice są roznojezyczni. zadaj to pytanie na Wielojęzyczności, ciekawe, co Ci doradzą.
            • kura17 Re: dziewczyny, a czy na moim miejscu... 10.07.09, 19:00
              u nas to sie swietnie sprawdza, ale my jestesmy native w polskim i niemieckim
              (nie oboje, kazde w swoim smile
        • myelegans Re: dziewczyny, a czy na moim miejscu... 10.07.09, 19:02
          d...a salata. Latwo sobie gdybac i krytykowac. Duzo zalezy od
          dziecka. Do mojego prawie 5-latka mowie, tylko i wylacznie po
          polsku, czytam polskie ksiazki, oglada polskie DVD (ostatnio sie
          zdziwil, ze Kubus Puchatek mowi po ang.), z wyjatkiem, kiedy mamy
          jego przyjaciol w domu, wtedy mowi dwoma jezykami, z przewaga ang.
          Mial polska nianie, chodzi do sobotniej szkoly polskiej. Rozumie
          wszystko, ale odpowiada mi po ang. Jego jezyk poslki jest na
          poziomie 2.5-3 latka.
          Jestem jego jedynym zrodlem jezyka, poza tym, przedszkole,
          przyjaciele (wiekszosc niepolska), dziadkowie, rodzina wszystko po
          ang. Zaczyna mu brakowac slownictwa po polsku, frustruje sie, bo nie
          potrafi sformuowac mysli szybko i sprawnie jak po ang. O swoim dniu
          w przedszkolu nie potrafi mi opowiedziec, bo jak po polsku "circle
          time" albo jadl na ... no wlasnie "lunch" "chicken nuggets" a po
          poludniu poszli na "farmers market" i juz wychodzi sieczka. Pewne
          rzeczy i sformuowania sa inherentne dla jezyka i trudno
          przetlumaczalne zwlaszcza dla kogos z ubogim slownictwem.
          Zauwazylam, ze zaczyna zwracac sie do taty zeby mu cos wytlumaczyl,
          np. dlaczego w nocy nie spadamy z Ziemi, albo dlaczego gazu nie
          widac, albo jak to sie dzieje, ze pije biale mleko i wysikuje go na
          zolto. Jak ja u zaczynam tlumaczyc, to sie denerwuje i kaze mi
          tlumaczyc po ang. bo polskiego slownictwa nie rozumie. Jak mu
          tlumacze slownictwo, to trace go szybko, wtedy idzie do ojca po
          tlumaczenie. Moje dziecko jest niezwykle werbalne, posluguje sie
          bardzo dojrzalym slownictwem i ma bogaty slownik.
          Wyjezdzam z nim do Polski, ale sa to 2 tygodnie roku, z czego
          pierwszy to adaptacja, w drugim sie przestawia i zaczyna mowic po
          polsku. Po przyjezdzie sytuacja trwa moze 2-3 tygodnie i wszystko
          wraca do normy przez nastepny rok.

          Moje obserwacje, jezeli dwoje rodzicow jest nativow, to dzieci beda
          mowic, jezeli tylko jedno, to szczesciem bedzie jezeli bedzie mowilo
          na poziomie podstawowym. Sa dzieci, ktore sa zmotywowane i
          naturalnie im to przychodzi, moj gzemplarz taki nie jest.

          Maz nauczyl sie polskiego na poziomie podstawowym, wiec nie czuje
          sie wyobcowany
          • kura17 Re: dziewczyny, a czy na moim miejscu... 10.07.09, 19:20
            z tego, co zrozumialam, tamci rodzice nawet nie probowali! i o to caly ambaras -
            ze zrezygnowali bez powodu wlasciwie.
            co szkodzi sprobowac?
            Twoj syn przynajmniej rozumie, mowi na poziomie podstawowym. "do zycia" i
            pogadania z dziadkami pewnie mu to wystarczy, jak sie zmotywuje, to sie pozniej
            nauczy wiecej.
            ale tak gadac do wlasnego dziecka w obcym jezyku??? no nie wyobrazam tego sobie...

            moj ma 4 lata, JESZCZE sie od polskiego nie odsuwa... ale tez sie boje tego, co
            Ty opisujesz... ja o tyle mam lepiej, ze moja mama i siostra duzo nas odwiedzaja
            (i my je), wiec ma troche wiecej kontaktu. i on uwielbia, jak babcia mu czyta i
            tlumaczy (mama jest nauczycielka wink, wiec mam nadzieje, ze sie nie zniecheci za
            szybko...
            ... ale boje sie wink
            • hamerykanka Re: dziewczyny, a czy na moim miejscu... 10.07.09, 19:30
              Ja tez wlasnie tego sie boje. Ze kontakt z polskim tylko przeze mnie
              bedzie niewystarczajacy. Na razie mam jeszcze troche czasu-oblozylam
              sie ksiazkami o dwujezycznosci i zamierzam je przeczytac od deski do
              deski. A swoja droga mala bedzie w czwartek wywieziona do polskich
              dziadkow na dwa miesiace-bedzie troche stresu bo zostanie tam sama,
              maz wraca po paru dniach, ja nie moge wyjechac z roznych powodow.
              Maz sie martwi ze wroci trajkoczac po polsku czego on nie bedzie
              rozumial.
              Uprzedzajac atak-wiem ze mala jest troche mala na takie samodzielne
              wakacje ale moi rodzice bardzo chca ja poznac, a nie mamy szansy na
              wspolne wakacje w tym roku.
              • kura17 Re: dziewczyny, a czy na moim miejscu... 10.07.09, 19:37
                u nas zawsze dluzsze odwiedziny w polsce, albo odwiedziny polskich gosci
                powodowaly widoczny skok umiejetnosci polskiej mowy smile
                mam nadzieje, ze tak bedzi i u Ciebie! powodzenia smile
                • embeel Re: dziewczyny, a czy na moim miejscu... 10.07.09, 19:47
                  myślę, ze najważniejsze to chcieć i zrobić ile się da. Dzieci wybierają łatwiznę
                  komunikowania się i pewnie mojej kozie tez będzie łatwiej posługiwać się
                  francuskim, szczególnie, że będzie miała jego znaczącą przewagę. Na forum
                  "Wielojęzyczności" są jednak przykłady rodziców pokazujące, że wieloletnia
                  konsekwencja mimo wszystko przynosi rezultaty.
                  Dam tyle ile mogę, sama kiedyś wybierze.

                  A w sytuacji przeze mnie opisanej rodzice nawet nie próbowali - co uważam za
                  zwyczajnie głupie.
                  Szkoda, tym bardziej, że facet ma dzieci z pierwszego małżeństwa w rodzinnym
                  kraju i nigdy nie wiadomo, może dzisiejsze maluchy zechcą kiedyś poznać
                  przyrodnie rodzeństwo, szczególnie, ze różnica wieku nie aż tak wielka...
                  • myelegans Re: dziewczyny, a czy na moim miejscu... 10.07.09, 19:58
                    Tez nie wyobrazam sobie moienia do syna w jezyku, ktory nie jest
                    moim pierwszym, z tym ze ja tu juz mieszkam 17 lat i tez przyznaje,
                    ze czasami i slownictwa brakuje, zwlaszcza specjalistycznego. O
                    nauce tym co robie, rzeczy bardzo techniczne tez trudno mi po polsku
                    mowic. Bedac w Polsce unikam tych tematow, nie chcac byc posadzona o
                    snobke wink

                    Zauwazylam, ze w rodzinach polskich, gdzie rodzice prawie nie mowia
                    po ang. dzieci juz wieksze tez zaczynaja odpowiadac po ang., a juz
                    rodznstwo rozmawia ze soba tylko po ang. Bez wyjazdow (dlugich) do
                    Polski sie po prostu nie da opanowac jezyka biegle.

                    Bylam a konkursie recytatorskim w polskiej szkole przedszkole - 8
                    klasa. Byly dzieci, ktore mowily bez akcentu, nigdy nie
                    pomyslalabym, ze nie urodzily sie w Polsce, ale byly tez takie,
                    ktore mowily z ciezkim, fatalnym akcentem. Fakt czy oboje rodzice
                    byli Polakam i mowili w ojczystym jezyku byl czesto bez znaczenia.
                    Dziewczyny mojej niani, obie urodzone tutaj, niania po ang. nie
                    mowi. Starsza mowi ladnie i bez akcentu, mlodsza odpowiada po ang.,
                    polski ma brdzo ciezki akcent i wyraznie unika. Mowi jak musi.
                    • majenkir Re: dziewczyny, a czy na moim miejscu... 10.07.09, 20:18
                      Sa ludzie, ktorzy znaja piec jezykow, a w zadnym nie maja nic do
                      powiedzenia... wink.
                      Ja tez bylam taka madra - w domu tylko po polsku, polskie ksiazki,
                      polskie filmy, bla bla... A jezyk tubylcow i tak predzej czy pozniej
                      sie przebije... Zreszta, co w tym zlego?
          • e_r_i_n Re: dziewczyny, a czy na moim miejscu... 10.07.09, 20:17
            myelegans napisała:

            > Moje obserwacje, jezeli dwoje rodzicow jest nativow, to dzieci
            > beda mowic, jezeli tylko jedno, to szczesciem bedzie jezeli bedzie > mowilo na
            poziomie podstawowym.

            Moja kuzynka mieszka w Kanadzie, ma męża Malawijczyka - ale właściwie
            wychowanego w Kanadzie, rozumiejącego po polsku coraz więcej, ale nie mówiącego
            (poza paroma słowami). Dzieciaki (dwójka) mówią po polsku (owszem, czasami
            brakuje im słów, ale się dogadują, np. z moim młodym) - po polsku mówi do nich
            mama, dziadek + polska szkoła sobotnia.
            • hamerykanka Re: dziewczyny, a czy na moim miejscu... 10.07.09, 21:29
              U nas nie ma szkoly sobotniej a szkoda. No nic, bede regularniei
              wysylac do Polskismile
              Na razie mala opanowala w rownym stopniu "come" i "chodz" , "no"
              i "nie". Na reszte nie reaguje. Na "nie" obojetnie w ktorym jezyku w
              zasadzie tez nie...smile
              • e_r_i_n Re: dziewczyny, a czy na moim miejscu... 10.07.09, 21:31
                hamerykanka napisała:

                > Na "nie" obojetnie w ktorym jezyku w zasadzie tez nie...smile

                To chyba przypadłość większości dzieci wink
            • myelegans Re: dziewczyny, a czy na moim miejscu... 11.07.09, 02:41
              e_r_i_n napisała:

              > (poza paroma słowami). Dzieciaki (dwójka) mówią po polsku (owszem, czasami
              > brakuje im słów, ale się dogadują, np. z moim młodym) -
              No wlasnie, slowem kluczowym jest "dogaduja" nie mowia plynnie i swobodnie na
              kazdy temat. Zreszta o znajomosci plynnej jezyka mozna mowic, jezeli jest ona w
              mowie i pismie. Znajac jezyk tylko mowiony, nie potrafiac plynnie czytac i
              pisac, to po wyjsciu z domu on zaniknie. Widze to na kazdym kroku. Kiedys w
              dziecinstwie, owszem mowili na tyle, ze "dogadywali" sie z babcia i dziadkiem,
              ale nigdy nie nauczyli sie pisac, i czytac, tzn. wypowiadac. Znam tylko jednego
              chlopaka, ktory mowi, pisze i czyta na tak jakby byl urodzony w Polsce, ale
              wychowal sie z wielopokoleniowej rodzinie polskiej, w polskiej dzielnicy. Jezeli
              kuzynka jest jedynym zrodlem jezyka, to to dogadywanie bedzie trwalo do szkoly,
              pewnie wczesnej podstawowej, pozniej dochodzi jeszcze wstyd, zwlaszcza dla
              tych, ktorzy sa perfekcjonistami. Beda mieli blokade przed mowieniem z bledami,
              wiec beda unikac, im wiecej beda unikac itd.....


              po polsku mówi do nich
              > mama, dziadek + polska szkoła sobotnia.
              a ja jestem tylko ja, nie mam dziadkow, polskich znajomych b. malo.
              • dyzurna Re: dziewczyny, a czy na moim miejscu... 11.07.09, 05:37
                a ja sie nie dziwie ze tak ta mama postapila,
                sama mam corke obracajaca sie w 4 jezykach i co wszytskie ma poznac
                tak hop siup. dobrze wiem jakie to trudne.
                powoli na wszytsko przyjdzie czas..
              • e_r_i_n Re: dziewczyny, a czy na moim miejscu... 11.07.09, 10:27
                myelegans napisała:

                > No wlasnie, slowem kluczowym jest "dogaduja" nie mowia plynnie i
                > swobodnie na kazdy temat.

                To dogadywanie jest o tyle istotne, że Młody póki co języka nie zna.
                Dzieciaki mówią. Oczywiście akcent jest - nie dyskutuję. Ale będąc w Pl mówią po
                polsku - z każdym dniem pobytu coraz swobodniej i płynniej.

                > Zreszta o znajomosci plynnej jezyka mozna mowic, jezeli jest ona w
                > mowie i pismie.

                Starsza - lat 8,5, pisze i czyta po polsku.
                Chodzi do szkoły dwujęzycznej (ang-fran) plus polskiej w soboty.
                Nacisk na używanie polskiego jest duży (w wykonaniu mojej kuzynki) - do tego
                stopnia, że ostatnio pół roku dzieciaki chodziły do szkoły w Polsce.
                • myelegans Re: dziewczyny, a czy na moim miejscu... 11.07.09, 14:25
                  NIe mowie, ze sie nie da, tylko niech mi nikt nie wmawia,kto niebyl
                  w sytuacji, ze to tak bezbolesnie i przez osmoze wchodzi, bo nie
                  wchodzi, potrzeba duzo pracy. NIe wystarczy mowic w jezyku, trzeba
                  sie przylozyc do pisania i czytania, tak jak do nauku obcego
                  jezyka.Wiec dodatkowo do lokalnej szkoly musza dojsc lekcje jezyka w
                  domu, po godzinie dziennie z rodzicem jako nauczycielem. Sprobuj
                  nauczyc swoje dziecko obcego jezyka i rob to codziennie przez kilka
                  lat i zobaczysz jak szybko motywacji zabraknie z jednej i drugiej
                  strony.
                  POL roku w polskiej szkole zrobi wiecej niz 2 lata nauki z rodzicem,
                  ale nie wszyscy moga wyslac dziecko do polskiej szkoly, ja takiego
                  luksusu nie mam. Moje dziecko bedzie mialo jezyk tylko taki na ile
                  mnie zaparcia i motywacji wystarczy. NIe mowie o
                  poziomie "dogadywania" sie, ale faktycznej znajomosci na poziomie
                  prawie native. Wszystko jeszcze zalezy od dziecka niektore chetnie
                  bedzie sie przestawaialo, a juz drugiemu zabraknie motywacji i
                  pojdzie w zaparte. Widzialam to wielokrotnie.

                  Dlatego takie ocenianie z drugiej strony barierki troche mnie
                  irytuje, ze dzieci tak od razu, naturalnie bede mowily w 3-4
                  jezykach.

                  Mamy przyjaciol, ona Turczynka, on Wegier, do siebie mowia po ang.
                  Ona z corka w domu, nie pracowala caly czas ktos z rodziny
                  przyjezdzal do niej i mowila do corki caly czas po turecku. Mala
                  mowila po ang. a po turecku zaczela jak ja wyslali na 6 tygodni do
                  Turcji jak miala 4 lata. Wczesnie nie mowila wcale pomimo, ze matka
                  tylko tureckim sie z nia poslugiwala.
                  • wieczna-gosia Re: dziewczyny, a czy na moim miejscu... 11.07.09, 14:38
                    siostra mojego meza widze ze przegrywa walke o dujezycznosci- z sama soba z
                    okolicznosciami. Jej maz nie umie po angielsku, ona tak jest od 25 lat i jej w
                    tej chwili tez wygodniej jest mowic po angielsku. Mloda ma dwa lata i zadnych
                    objawow ze po polsku rozumie cokolwiek. Dziewczyna gada do niej po polsku ale
                    polecenia wydaje po angieslku, tkwi w niej jakis taki straszny strach ze maz
                    bedzie sie zle czul jak mloda po poslku zagada a on nie zalapie itd- no ogolnie
                    widze ze nie ma pomyslu na rozwiaznie.

                    A ja nie wyrwe sie z propozycja pomocy nieproszona bo tej uwazam ze z jednej
                    strony- fajnie. Z drugiej- nie dramatyzujmy.
                    • wieczna-gosia Re: dziewczyny, a czy na moim miejscu... 11.07.09, 14:41
                      jeszcze jedno- moja babcia miala przyjaciolke. Przyjaciolka miala corke w
                      szwecji i 3 wnukow. Wszyscy mowili po polsku bardzo podstawowo, w zasadzie
                      jedynie w czasie wakacji troche sie poduczali. Dwoje zapomnialo polskiego
                      zupelnie- najstarsza w wieku studenckim wrocila do polskiego, poszla na
                      polonistyke w sztokholmie, zostala tlumaczem- ale polskiego w duzej mierze
                      uczyla sie jako obcego jezyka. Jej pochodzenie dalo jej glownie pomysl na zawod
                      a nie faktyczna znajomosc smile
                      • myelegans Re: dziewczyny, a czy na moim miejscu... 11.07.09, 15:11
                        > jedynie w czasie wakacji troche sie poduczali. Dwoje zapomnialo polskiego
                        > zupelnie- najstarsza w wieku studenckim wrocila do polskiego, poszla na
                        > polonistyke w sztokholmie, zostala tlumaczem- ale polskiego w duzej mierze
                        > uczyla sie jako obcego jezyka. Jej pochodzenie dalo jej glownie pomysl na zawod
                        > a nie faktyczna znajomosc smile

                        HAWK! i to jest norma, nie wyjatek.

                        Jak obserwuje polskich rodzicow w szkole sobotniej mojego dziecka, to oni mowia
                        do dzieci mieszanka pol-ang. nazwy wlasne i trudne do przetlumaczenia nie
                        tlumacza, i sa to ludzie, ktorych ang. najczesciej tez jest na mocno podstawowym
                        poziomie. dzieci podczas przerwy na korytarzu ze wspolziomkami rozmawiaja tylko
                        po ang., rodzenstwo miedzy soba tez po ang.
                        Bez dluzszych pobytow w Polsce i formalnej nauki w szkole (nie mowie o
                        sobotnich, polskich szkolach, gdzie jest to nauka 4 godziny tygodniowo) jakas
                        wyjatkowa plynnosc jezykowa jest wykluczona, bedzie to jezyk potoczny, na
                        dogadanie.

                        Obecna mojego eksa jest w Australii, wyjechala jako 5-letnei dziecko z matka z
                        Polski. Z matka rozmawia po polsku potocznie, mowi z bardzo ograniczonym zasobem
                        slow, budujac proste zdania. Jak chce sie rozwinac przechodzi na ang. POmimo, ze
                        mama uczyla ja pisac i czytac, jej probki pisania emailowego sa na poziomie 2-3
                        klasisty, wiec dla 27-letniej kobiety to tortura. W Polsce nigdy nie byla, matka
                        byla jej jedynym zrodlem jezyka, i to pomimo motywacji, to wszystko co
                        osiagnela. Jezyk na dogadanie, w zasadzie bez umiejetnosci czytania i pisania.
                    • myelegans Re: dziewczyny, a czy na moim miejscu... 11.07.09, 14:47
                      To jest bardzo powszechne w mieszanych malzenstwach, jedna strona
                      moze sie czuc wyobcowana i odcieta od konwersacji, a to sie dzieje
                      codziennie, w banalnych zyciowych okolicznosciach. Jedno z rodzicow
                      moze miec cichy zal, ze jest wylaczone, wiec durga strona, zeby nei
                      robic przykrosci....
                      Moj maz jest samoukiem, lubi jezyki, polskiego nauczyl sie SAM na
                      poziomie podstawowym, mial zeszyty zapisane odmianami i formami
                      gramatycznymi. Ja nie mam oporu przed mowieniem do dziecka po
                      polsku, ale juz w Polsce musze robic za tlumacza przy szybkiej,
                      codziennej konwersacji. Bedac "instant translator" na codzien jest
                      b. meczace i zabiera duzo czasu, konwersacja robi sie sztuczna, wiec
                      rozumiem wiele osob sie poddaje.
    • 18_lipcowa1 kretyni 10.07.09, 21:41
      mogli spokojnie rozmawiac z dziecmi - on po francusku, ona po
      polsku, angielskiego by sie same nauczyly w szkole

      szkoda, wielka szkoda
    • mamabuly Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 11.07.09, 00:26
      ogromna strata!! Dzieci spokojnie były by trzyjęzyczne w tej
      konkretnej sytuacji. My mieszkamy u frankofonów. W domu mówimy po
      polsku. Nasza piecioletnia córka swobodnie opanowała francuski w
      przedszkolu i bawiąc się z koleżankami. Oczywiście, że jej pomagam i
      koryguje błędy po francusku. No bo szczerze trochę było mi jej żal,
      że takie maleństwo musi sobie samo radzić z obcym językiem. No może
      nie do końca obcym bo urodziła się za granicą, ale przez pierwszy
      rok życia miała kontakt wyłącznie z mową polską.

      Natomiast lepszym przyktu. że dzieci dosłownie wdychają języki są
      nasi znajomi. Para amerykańsko-niemiecka. Tylko, że dziadkowie ich
      ojca byli Polakami. Natomiast rodzice matki, gdy ta była nastolatką
      zamieszkali w ameryce łacińskiej. W tej chwili dzieci, które rodziły
      się w odstępie dwóch lat, a najstrsze ma dziesięć lat operują już
      pięcioma językami. Z ojcem rozmawiają po angielsku, z matką po
      niemiecku. W szkole po francusku. A ponieważ najtańsza siła robocza,
      chodzi o niańki, pochodzi z Europy Wschodnie lub Ameryki Łacińskiej
      a rodzice posługują się zarówno polskim (ojciec) jak i hiszpańskim
      (matka) dzieci były pod opieką opiekunek posługujących się tymi
      językami. Pewnie na ich talent językowy mają wpływ odziedziczone, po
      rodzicach zdolności językowe ale dzieci bezbłędnie posługują się
      wszystkimi tymi językami.

      Myślę, że to kwestja wyboru. Ponieważ mieszkamy w kosmopolitycznej
      Szwajcarii gdzie nawet w supermarkecie słychać masę różnych
      dialektów dziecko zwyczajnie osłuchuję się z różnymi językami. Nie
      boi się ich. TAk jak my powiedzmy... komputera... Trzeba tylko
      ogromnej cierpliwości i czasu a wszystko przyjdzie naturalnie.

      pozdrawiam
    • mamamira Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 11.07.09, 00:56
      Zle zrobiła,mogla uczyć.Moje dzieci z nami rozmawiając po polsku,miedzy sobą po
      niemiecku a syn w pracy mowi tylko po angielsku.Niedawno urodziła nam się
      wnuczka tata mówi do malej tylko po niemiecku(nie zna polskiego) a córka tylko
      po polsku.
      • hugo43 Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 11.07.09, 08:24
        my mieszkamy w polsce i maz bardzo sie martwi czy synek pozna dobrze
        turecki.ja mowie do dziecka tylko po polsku,maz po turecku,miedzy
        soba po angielsku.na szczescie mamy tu w polsce kuzynow meza,wiec
        wujkowie bardzo sie przydadza w tej naucesmileja z kolei martwie sie,ze
        synek jesli zalapie troche angielski od nas,to z bledami.no ale moze
        nie bedzie mial leku przed mowieniem jak wielu mlodych ludzi.i
        bardzo bym chciala,zeby synek byl dwujezyczny,moze mu sie to przydac
        w zyciu,nie tylko rodzinnymsmile
    • marsupilami25 Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 11.07.09, 08:15
      Wylamie sie i powiem tak: jej sprawa, jej dzieci, zrobila jak chciala. Nie uwazam, zeby wielojezycznosc byla az tak niezbedna jako gratisowy zyciowy posag, szczegolnie jesli sa to 3 rozne jezyki. Mozliwe, ze bala sie "pomieszania z poplataniem". Sama nie posle syna do angielskiego przedszkola we Francji, pomimo ze mam taka mozliwosc. Jaki powod? Chcialabym zeby w miare dobrze mowil po polsku i na tym sie skupil (w domu rozmawiamy wylacznie po polsku, utrzymujemy kontakty z polskimi znajomymi). Do opieki zatrudnilam Francuzke, wiec sami nie wpajamy mu slowianskiego akcentu. Moim zdaniem wystarczy do czasu kiedy pojdzie do szkoly, tam zacznie nauke trzeciego jezyka.
      • kropkacom Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 11.07.09, 08:27
        > Nie uwaz
        > am, zeby wielojezycznosc byla az tak niezbedna jako gratisowy zyciowy posag, sz
        > czegolnie jesli sa to 3 rozne jezyki.

        Niezbędna nie jest smile Patrząc jednak na to ile ludzie płaca za naukę języków
        obcych i to jakie daje możliwości ich znajomość jest to genialna sprawa.
        • myelegans Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 11.07.09, 14:32
          > Niezbędna nie jest smile Patrząc jednak na to ile ludzie płaca za
          naukę języków
          > obcych i to jakie daje możliwości ich znajomość jest to genialna
          sprawa.

          Dramatyzujesz. Ile to ludzi placi gruba kase za nauke polskiego?
          Moje dziecko jest native w ang. Wolalabym, zeby drugi jezyk to byl
          hiszpanski, rosyjski, albo chinski z praktycznej strony, a polski to
          ze wzegledow sentymentalnych i zeby z dziadkami mogl sie dogadac, bo
          juz z kuzynami moze spokojnie po ang.,
          Dochodzi do smiesznych sytuacji jak jestesmy w Polsce, ja chce, zeby
          wszyscy mowili do neigo po polsku, tymczasem starsi kuzyni i
          znajmomi chca swoj ang. szlifowac i mowia do niego po ang.
          • kropkacom Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 11.07.09, 15:01
            > Dramatyzujesz. Ile to ludzi placi gruba kase za nauke polskiego?

            Zawsze wychodzę z załozenia że nie wiadomo co Ci się w przyszłości przyda. Może
            nawet język polski i niekoniecznie tylko do komunikacji z rodziną.

            > Moje dziecko jest native w ang. Wolalabym, zeby drugi jezyk to byl
            > hiszpanski, rosyjski, albo chinski z praktycznej strony,

            To zmień miejsce zamieszkania albo męża na Hiszpana lub Rosjanina. Nikt Ci nie
            broni smile
            • myelegans Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 11.07.09, 15:03
              kropkacom napisała:

              > To zmień miejsce zamieszkania albo męża na Hiszpana lub Rosjanina. Nikt Ci nie
              > broni smile

              Sa inne sposoby. Zupelnie niepotrzebna zlosliwosc. Do szkoly, do ktorej moje
              dziecko pojdzie od 1 klasy bedzie mial hiszpanski.
              • kropkacom Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 11.07.09, 15:39
                > dziecko pojdzie od 1 klasy bedzie mial hiszpanski.

                Ale nie będzie native speaker w hiszpańskim.
                • wieczna-gosia Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 11.07.09, 16:03
                  i co z tego ze sie tak przewrotnie zapytam? IMHO jesli masz polski w domu z mama
                  to tez nie jestes native. Nie znam zadnej osoby dwujezycznej bez akcentu. To sa
                  owszem nativi- kraju zamieszkania.
                  • fogito Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 12.07.09, 23:11
                    Jak sie z mama mowi po polsku w domu to jest sie na pewno nativ smile.
                    Moj 5 letni syn mowi po polsku i po angielsku bez akcetu. Polski ma
                    po mamie a angielski po tacie. Wiekszosc roku spedzamy w Polsce, a
                    syn chodzi do szkoly angielskiej. Staramy sie zbalansowac ilosc
                    poszczegolnych jezykow, zeby bylo mniej wiecej po rowno. A na
                    dodatek moj syn ma niedosluch rzedu 75-80Db i jakos mu to nie
                    przeszkadza byc dwujezycznym. Wszystko zalezy od rodzicow i ich
                    nastawienia. Jak oni odpuszcza to i dziecko odpusci.
          • fogito Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 12.07.09, 23:17
            myelegans napisała:


            > Wolalabym, zeby drugi jezyk to byl
            > hiszpanski, rosyjski, albo chinski z praktycznej strony, a polski
            to
            > ze wzegledow sentymentalnych i zeby z dziadkami mogl sie dogadac,
            bo

            Ja ucze syna po polsku, zeby ze mna sie mogl dogadac i zebym mogla
            swobodnie z nim po polsku o wszystkim rozmawiac i zeby sie smial z
            tych samych kawalow i czytal te same bajki Brzechwy a pozniej Pana
            Tadeusza w oryginale... smile
            Jestem teraz u dziadkow w Stanach i sa pod ogromnym wrazeniem z jaka
            latwoscia maly przechodzi z jednego jezyka w drugi. Rowniez jego
            audiolog i laryngolog byli w lekkim szoku jak dziecko z duzym
            ubytkiem sluchu moze tak pieknie nawijac w dwoch jezykach.
            • myelegans Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 13.07.09, 01:18
              Fogito, widzisz roznice w sytuacji? Ty dzielisz czas pomiedzy Polske i Stany,
              wiec nie musisz calej roboty odwalac sama, bo masz szkole, dziadkow, rodzicow,
              znajomych, przyjaciol po obu stronach oceanu. W tej chwili nie ma przewagi
              zadnego jezyka.
              Nie osiagnelabys pewnie tego samego rezultatu, gdybys do Polski jezdzila raz w
              roku na 2-3 tygodnie, i byla jedynym zrodlem jezyka.
              Jak sie zakotwiczycie, tak ze bedzie chodzil do szkoly w jednym miejscu, ten
              jezyk przewazy szale.
              • fogito Re: myelegans 13.07.09, 01:49
                Pewnie, ze widze, ale znam wiele rodzin z dziecmi dwujezycznymi,
                ktore sie tak nie przemieszczaja i swietnie mowia w dwoch jezykach.
                Owszem otoczenie jest bardzo pomocne, ale najwiekszy wplyw na jezyk
                maja rodzice i szkola. No i moze jeszcze tesciowa w wakacja, bo gada
                jak najeta surprised
                Ja wybralam dla dziecka swiadomie szkole angielska w Polsce, bo
                chcialam zeby mowilo dobrze po angielsku. Gdybys ty wybrala dla
                dziecka polska szkole w Stanach to pewnie twoja sytuacja zblizylaby
                sie do mojej. Chociaz pewnie nie ma tam 'normalnych' szkol tylko
                niedzielne.
                A ja jeszcze dlugo sie nie zakotwicze ze wzgledu na korzysc jaka
                czerpiemy z ciaglego przemieszczania. Chociaz ma to tez ogromne
                minusy zwlaszcza dla kogos takiego jak ja, kto dostaje atakow paniki
                w samolocie.
        • marsupilami25 Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 11.07.09, 16:33
          Mylisz sie, znam dodatkowo 3 jezyki i nigdy nie placilam za nauke zadnego z nich (mowie o kursach) - pomijam fakt, ze obecnie dwoch w ogole nie uzywam. Jestem zwolenniczka nauki jezykow obcych, ale nie za wszelka cene (3 naraz to chyba duzo ?). Genialna sprawa moze i tak, ale to sa malutkie dzieci, chyba warto sie zastanowic przed takim tokiem nauczania. Autorka postu wyjasnila, ze ta osoba wstydzi sie polskosci - dziwny wybor, ale nie nasz, wiec nie nam oceniac tym bardziej, ze nie uscislila powodu.
      • embeel Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 11.07.09, 15:50
        znam prawdziwy powód - a raczej taki, jaki mi podano - ona wstydzi się Polski,
        marzy o życiu w USA, spędziła tam z przerwami 2 lata i jest przekonana, ze to
        raj na ziemi. wierzy, ze kiedyś tam zamieszkają. A jemu zabroniła mówić po
        francusku, bo tego języka nienawidzi. Nie wybiegała myślami tak głęboko...myślę,
        ze wielojęzyczność swoich dzieci ma po prostu głęboko...a szkoda. wiem jak
        trudno nauczyć się polskiego - mój drogi mąż trochę cierpiał, a zdolnosci
        jezykowe ma.

        Szkoda potencjalnego kapitału i tyle.
    • ik_ecc cos krecisz 11.07.09, 19:56
      embeel napisała:

      > sama też nie mówiła do nich po polsku, tylko po angielsku.
      > Rezultat, po kilku latach starsze mówi po polsku z błędami, ze
      > strasznym angielskim akcentem

      Jesli dziecko mowi choc troche po polsku (nawet z bledami i akcentem)
      to znaczy ze mowiono do niego po polsku - nie ma innej sily. Tak wiec
      albo krecisz albo nie znasz calej sytuacji.

      Moja 4-latka, do ktorej mowie po polsku tyle ile daje rade (co nie
      znaczy ze 100% - w sytuacjach socjalnych jest to albo niegrzeczne
      albo fizycznie intensywnie meczace) ale ktorej jestem jedynym zrodlem
      polskiego (no, plus jakies filmy i piosenki czasami) mowi po polsku
      bardzo slabo i z akcentem. Rozumie wszystko co do niej mowie, ale z
      mowieniem jest duzo gorzej.

      Plynna i bezbledna dwujezycznosc jest bardzo trudna (musi byc
      spelnionych duzo warunkow w otoczeniu), a plynna i bezbledna
      wielojezycznosc jest zarezerwowana raczej dla szczegolnie
      uzdolnionych. Zazwyczaj najsilniejszy jest jezyk otoczenia, reszta
      kuleje. Czesto przy silnym nacisku na plynna wielojezycznosc ZADEN
      jezyk nie jest opanowany dobrze. Tak ma np. moja siostra, ktora
      wychowala sie w kraju dwujezycznym (w szkole jezykiem wykladowym byl
      francuski, a jezyk otoczenia to angielski), z trzecim jezykiem w
      domu. Rodzice tak cisneli na dobry polski, ze udalo im sie uposledzic
      pozostale jezyki - moja siostra teraz twierdzi, ze zadnego jezyka nie
      zna na prawde dobrze. Najsilniejszy jednak jest jej angielski ktory
      jest jezykiem otoczenia i jej przyjaciol, a w ktorym w zasadzie nie
      miala duzo 'formalnego' szkolenia.

      Nie wstydze sie Polski i uwazam ze niezle jest znac dwa jezyki chocby
      dla mentalnej gimnastyki, ale nie mam zbyt wybujalych ambicji i
      nadziei na poziom znajomosci jez. polskiego mojej corki... Bede sie
      cieszyc z biernego zrozumienia.
      • embeel Re: cos krecisz 12.07.09, 10:03
        jakbyś przeczytała dokładnie, to wiedziałabyś, że do starszego dziecka po
        polsku mówiła niania, stąd jeszcze coś pamięta.

        • ik_ecc Re: cos krecisz 12.07.09, 14:55
          embeel napisała:

          > jakbyś przeczytała dokładnie, to wiedziałabyś, że do starszego
          > dziecka po polsku mówiła niania, stąd jeszcze coś pamięta.

          Przeczytalam Twoj pierwszy post dokladnie. Nie ma mowy o niani. Moze
          gdzies tam nizej napisalas, ale nie bardzo mam czas sie przedzierac
          przez 58 wypowiedzi.

          Z mojego punktu widzenia pyszczysz na temat, o ktorym raczej nie masz
          wiekszego pojecia... Rozni ludzi roznie przezywaja emigracje, rozne
          maja powody, zeby robic to co robia. Tobie ktos cos i kims powiedzial
          i z radoscia wyrzucasz teraz na forum.

          Kiedy bylam w ciazy moim najwyzszym priorytetm bylo zeby dziecko bylo
          jak najbardziej 'polskie' jak tylko sie da - polskie imie, polski
          jezyk, polska szkola, polskie wakacje, itp. Dziecko sie urodzilo i
          widze, ze w zyciu - i w wychowaniu dziecka - sa rozne wazniejsze
          rzeczy niz naciskanie na jezyk. Wazniejsze jest teraz dla mnie *jakim
          jest czlowiekiem* a nie czy aby na pewno po polsku mowi bez
          akcentu...
          • embeel Re: cos krecisz 12.07.09, 18:51
            nie podoba mi się sposób w jaki się do mnie odnosisz, ale niech ci będzie. nie wiem tylko skąd w tobie tyle agresji...

            Co do 'pyszczenia' to nie znasz mnie wiec nie oceniaj. Sama mam dwujęzyczną rodzinę i dlatego pozwalam sobie na komentarze. Opisaną rodzinę znam niestety dość dobrze, ostatni raz widziałam ich kilka dni temu i miałam okazję sama się przekonać, że starsze dziecko nie mówi dobrze po polsku, ze matka nawet w obecności innych Polaków zwraca się do niego po angielsku a ono mówi do niej 'mummy'...szkoda mi się trochę zrobiło i tyle. Tym bardziej, że ojciec skarżył mi się - w ukryciu - to już zupełnie inna kwestia jakie mają układy z związku, że musi się przed zona kryć - że czuje iż zmarnował szansę mówienia do starszego po francusku i prosił o pomoc, jak przekonać żonę aby przynajmniej pozwoliła mówić do młodszego po francusku (mamusia zgadza się wyłącznie na śpiewanie kołysanek)..pozwoliła....ojcu do własnego dziecka... chore to mi się trochę wydało dlatego się rozpisałam...
            • fogito Re:embeel 12.07.09, 23:32
              Zgadzam sie z toba, ze rodzice zaprzepascili szanse dziecka na
              dwujezycznosc. Niepodobienstwem sie wydaje, ze rodzice nie mowili do
              dziecka w rodzimych jezykach. To zakrawa na absurd. Znam podobna
              rodzine w polsko-angielska mieszkajaca w Polsce, gdzie w domu mowi
              sie tylko po polsku a synek 5 letni nie zna prawie zadnego slowa w
              jezyku ojca, bo ten zna polski i uznal, ze maly sie kiedys tego
              angielskiego nauczy. Tylko, ze chyba zapomnial o uczuciach syna, bo
              jak poszlismy w gosci to chlopiec uslyszal mojego syna
              rozmawiajacego po angielsku z jego ojcem i bylo mu szalenia przykro,
              ze on nie potrafi. Nie rozumiem takiej postawy na zasadzie - nie bo
              nie. Owszem jesli dziecko ma trudnosci mozna wybrac latwiejsza
              opcje, ale dlaczego z gory pozbawiac go szansy poznania jezykow
              rodzicow. Nie rozumiem kompletnie.

              • embeel Re:embeel 13.07.09, 12:45
                no właśnie ja też nie rozumiem tego podejścia. Nie trzeba przecież od razu
                zakładać, ze dziecko ma wyrosnąć na poliglotę, sama nie mam takich ambicji, czas
                pokaże, jak Koza będzie mówić, pisać i czytać po polsku otoczona zewnątrz j.
                francuskim; znam co prawda sytuację odwrotną rodziny fr-pl w Polsce gdzie
                sześciolatek pięknie, ale naprawdę pięknie mówi po francusku, ma bardzo bogate
                słownictwo a kontakt z językiem ma wyłącznie poprzez ojca i ewentualnie wizytę
                kogoś z jego rodziny raz w roku...ale reguł nie ma.

                Natomiast opisana przeze mnie wcześniej sytuacja potencjalnie trójjęzycznej
                rodziny jest po prostu groteskowa... wręcz nierealna, dlatego pewnie tyle
                dociekać, ale niestety, prawdziwa...
              • nanuk24 Re:embeel 14.07.09, 00:36
                A ja rozumiem, bo moje dziecko jest w takiej samej sytuacji. Narodowym jezykiem
                mojego meza jest rosyjski, w domu mowimy tylko po polsku, dziecko w przedszkolu
                rozmawia po angielsku. Rosyjskiego syn nie zna. na poczatku ojciec uzywal
                rosyjskiego, ale celowo zrezygnowalismy z niego poniewaz syn do 3 roku nie
                mowil. Ograniczylismy sie do dwoch jezykow i teraz posluguje sie plynnie dwoma
                jezykami. Trudno. Poslemy go do szkoly na j. rosyjski.
                Mysle, ze jezeli bedzie mial zdolnosc do szybkiej nauki jezykow jak jego tata,
                ktory plynnie wlada czterema jezykami, w tej chwili uczy sie piatego i po
                ukonczeniu nauki tego jezyka chce wystartowac z szostym - poradzi sobie.

                Po prostu wole syna, ktory mowi poprawnie choc w jednym jezykusmile
                • fogito Re:nanuk 14.07.09, 02:43
                  A propos rosyjskiego to w syna klasie jest chlopiec, ktory od mamy
                  nauczyl sie rosyjskiego, w szkole angielskiego a od otoczenia
                  polskiego. Ale dzieci sa rozne i niektore potrzebuja wiecej czasu na
                  przyswojenie jezykow.
      • 18_lipcowa1 Re: cos krecisz 12.07.09, 18:54
        Eee nie przesadzaj. Mam w rodzinie 6 latka i chlopiec bardzo ladnie
        i z akcentem mowi dwoma jezykami, obydwa swietnie rozumie, w obu
        jezykach czyta ksiazeczki.
      • fogito Re: cos krecisz 12.07.09, 23:25
        ik_ecc napisała:

        >> Plynna i bezbledna dwujezycznosc jest bardzo trudna >

        Dla malych dzieci jest to latwizna jesli bedzie zachowana zasada
        OPOL i rodzice nie beda popelniac bledu mieszania jezykow.
        Najczesciej dzieci traca dwujezycznosc z powodu rodzicow, ktorzy w
        pewnych momentach odpuszczaja.

        • myelegans Re: cos krecisz 13.07.09, 01:37
          Dla malych dzieci dwujezycznosc jest prosta, bo jest naturalna, tylko pozniej
          dochodzi szkola, przyjaciele, i jezyk szkolny przewazy, dlatego, ze nie bedzie
          jednoczesnie studiowal biologii, chemii, matematyki, czy fizyki w dwoch
          jezykach. Do tego musza sie przylozyc rodzice i taki sam program przerabiac w
          drugim jezyku.
          Dochodza jeszcze niuanse jezykowe, np. czytanie literatury, gdzie jezyk pisany
          rozni sie bardzo od mowionego.
          Zobaczysz jak syn bedzie w 4 czy 5 klasie i czy bedzie czytal polskie lektury
          szkolne bedac w szkole w Stanach. Do tego dochodzi jeszcze znajomosc kultury,
          ktorej nie da sie oderwac od jezyka.

          Male dziecko mowi jezykiem taki jaki slyszy, nie musi rozprawiac o polityce, ani
          o tym co przeczytalo ostatnio w NYT, nie bedzie recenzowalo widzianego ostatnio
          filmu.

          Mowie z moich 17-letnich obserwacji polskich rodzin na emigracji, gdzie jedno
          lub dwoje rodzicow jest Polakami. Jak w domu mowi sie tylko i wylacznie po
          polsku, to dzieci mowia z rodzicami. Rodzenstwo w wieku szkolnym juz do siebie
          mowi po ang. Bardzo niewielu z nich plynnie pisze i czyta, nawet jak jezdza co
          roku na 2 miesiace do Polski na wakacje. Tu na prawde trzeba szkoly, albo
          wyjatkowego zaciecia rodzica.
          Ja jeszcze zaobserwowalam, ze w naszej sobotniej polskiej szkole w mlodszych
          klasach 1-4 jest jeszcze sporo dzieci, chociaz im wyzej, tym mniej. U starszakow
          byla 25 osobowa grupa, a juz 2 klasa to tylko 15 dzieci, a w 7-8 tylko 5. Widac,
          ze im starsze dzieci tym maja inne zainteresowania i priorytety, odmawiaja
          chodzenia do polskiej szkoly w soboty, bo maja inne zajecia np. sportowe.
          Nie ma motywacji i jak dziecko nie ma motywacji, to rodzice moga ze skory
          wylezc. Im dalej tym mniej mowia bo nie potrafia rownie swobodnie wypowiadac sie
          w obu jezykach, bo jezyk sie zmienia.
          Chyab sie zamkne, bo sie powtarzam wink
          • fogito Re: cos krecisz 13.07.09, 02:02
            Wszystko zalezy od szkoly. Ja wybralam dla syna taka, w ktorej do
            poludnia ma zajecia po angielsku a po poludniu lekcje polskiego -
            czytanie i pisanie. Co do przykladania sie rodzicow to masz duza
            racje. Mysmy sie bardzo przylozyli, bo u mojego syna zdiagnozowano
            niedosluch w wieku 2,5 i dopiero wtedy zaczal uczyc sie mowic. Z
            powodu blednej diagnozy lekarzy stracilismy ponad dwa lata z jego
            zycia na nauke jakiegokolwiek jezyka. Syn od prawie 3 lat chodzi do
            polskiego logopedy. Uwazam tez, ze w przypadku mieszkania na
            emigracji nic nie stoi na przeszkodzie, zeby znalezc dziecku
            polskiego nauczyciela, ktory przerabialby polski program jesli
            rodzice nie maja na to checi i czasu.
            Ja tez znam sporo rodzin mieszanych jezykowo i dzieci dwu lub wielo
            jezycznych mieszkajacych w Europie. I z tego co obserwuje swietnie
            sobie radza w konwersacji i nauce w kilku jezykach. Stany to
            specyficzny kraj, w ktorym nie ma parcia na znajomosc jakiegokolwiek
            jezyka poza angielskim i moze hiszpanskim. Niewielu ludzi mowi
            wiecej niz ojczystym jezykiem i dlatego pewnie nastolatkowie
            przejmuja od rodzicow te tendencje. Daltego ja chcialabym ksztalcic
            syna jak najdluzej w Europie jesli oczywiscie warunki finansowe nam
            na to pozwola, bo maz od czasu do czasu biadoli, ze w Stanach mialby
            to wszystko za darmo surprised
          • aniorek Re: cos krecisz 14.07.09, 00:37
            myelegans napisała:

            > Dla malych dzieci dwujezycznosc jest prosta, bo jest naturalna, tylko pozniej
            > dochodzi szkola, przyjaciele, i jezyk szkolny przewazy, dlatego, ze nie bedzie
            > jednoczesnie studiowal biologii, chemii, matematyki, czy fizyki w dwoch
            > jezykach. Do tego musza sie przylozyc rodzice i taki sam program przerabiac w
            > drugim jezyku.

            Jak juz napisalam wyzej - plynna znajomosc dwoch jezykow na poziomie native jest mozliwa. Sa kraje, w ktorych sa np. dwa jezyki urzedowe. Przy odrobinie checi i wysilku kontakt z kazdym z tych jezykow moze byc taki sam, czego rezultatem jest plynna znajomosc obu. W Finlandii ludzi znajacych finski i szwedzki na identycznym poziomie jest naprawde sporo. Mowie tu glownie o regionie wokol Helsinek, bo sa tez miejsca w FI, gdzie ludzie w ogole nie znaja finskiego.
            • myelegans Re: cos krecisz 14.07.09, 01:55
              Mowimy o dwoch roznych rzeczach, co innego wychowanie sie w srodowisku
              dwujezycznym, bo kraj jest dwujezyczny, wiec rownolegle ida dwa jezyki caly
              czas, albo OBOJE rodzice i w domu mowi sie w jednym jezyku, rodzina,
              wielomiesieczne wyjazdy do innego kraju, a co innego jak rodzic jest JEDYNYM
              zrodlem jezyka. Skala trudnosci leci do gory i wymaga LAT konsekwencji i
              zaparcia, bo jezyka nie ma w szkolach, urzedach, nikt na ulicy nim nie mowi.
              Znajomi i przyjaciele rowniez. W wielu krajach jest wielojezykowosc, ale ten
              jezyk wali z kazdej strony, nie od jednej osoby. Mowie tu caly czas o tych
              urodzonych na emigracji, dla ktorych kraj rodzicow (jezeli nie wyjezdzaja
              czesto) to jedynie jezyk. O niuansach jezykowo-kulturowych juz nie mowie.
              Wielojezycznosc jest jeszcze mozliwa jak np. emigracja nastapi jak juz dzieci
              umieja czytac i pisac w swoim jezyku, i wyjezdzaja w wieku 11-13 lat. Wtedy jest
              nawet szansa na bezakcentowe mowienie w w nowym jezyku.

              Biscotti, gratuluje serdecznie, ze wystarczylo Wam samozaparcia. Moje dziecko
              juz sie burzylo w starszakach, ze nikt z jego przyjaciol w soboty do szkoly nie
              chodzi. U nas jeszcze dlugo samodzielny wyjazd na cale wakacje nie bedzie
              wchodzil w rachube.
              • fogito Re: myelegans 14.07.09, 02:52
                Wydaje mi sie, ze tak zle chyba nie jest. Gdybys konsekwentnie bez
                przerwy i bez zadnych wyjatkow mowila do dziecka od poczatku tylko
                po polsku i czytala mu tylko polskie ksiazki to nie ma sily zeby
                dziecko nie nauczylo sie polskiego. Jesli odpuscilas i mowisz po
                angielsku to trudno sie dzieciom w sumie dziwic. W dwujezycznosc
                trzeba zainwestowac czas i uzbroic sie w cierpliwosc. A
                niejednokrotnie wydac spore pieniadze na wyjazdy do dziadkow na
                wakacje.
                Wielokrotnie Polacy na emigracji nie ucza wlasnych dzieci polskiego
                z powodow, ktorych ja osobiscie nie rozumiem.
                • myelegans Re: myelegans 14.07.09, 03:12
                  Mowilam i mowie do syna po polsku od poczatku bo inaczej nie potrafie, wyjatkiem
                  sa sytuacje towarzyskie, gdzie jest mieszane towarzystwo, wtedy mowie po ang.,
                  czesc tlumacze na polski. Czytam mu polskie ksiazki, oglada polskie filmy na
                  DVD, jezdze z nim co roku do Polski na 3 tygodnie, chodzi do sobotniej szkoly
                  jezycznej i co? W szkole sie nie odzywa, nawet pytany, chociaz polecenia pani
                  wykonuje, pisze troche, ale nie mowi, na konkurs recytatorski nie bylo szansy
                  zeby go wypchac, wiec nie naciskalam. Przez 3 lata mial polska nianie, do ktorej
                  mowil po polsku, do mnie od zawsze mowil po ang. bo takim jezykiem rozmawiam z
                  jego tata, wiec wie, ze rozumiem, czasami jak chce cos powiedziec, zeby inni nie
                  zrozumieli powie po polsku, ale jest to jezyk na poziomie 2.5-latka, zdania 3-4
                  wyrazowe, w porownaniu z poziomem jezykowym ang. to jest niemowlectwo jezykowe,
                  wiec sie frustruje, bo po prostu nei potrafi sie wypowiedziec. Do dziadkow nie
                  moge wyslac, bo starsi i schorowani, nie daliby rady, a kuzyn jest o 10 lat
                  starszy i towarzystwo kuzyna bawi go tak sobie, a ja mam 3 tygodnie w roku
                  urlopu. W sumie przestalam sie tym stresowac, nawet jak to bedzie bierna
                  znajomosc jezyka, to bede usatysfakcjonowana. Ja bede nadal mowila do niego po
                  polsku, bo rozumiec to rozumie.

                  Kilka pokolen wstecz bylo rzecza powszechna, ze emigranci celowo nie uczyli
                  jezyka rodzicoe, zeby dzieci zasymilowaly sie ze srodowiskiem, i nie byli to
                  tylko Polacy. Kiedys slyszalam mera Bostonu, pierwsze pokolenie, z calej
                  wloskiej rodziny, ktory zaluje, ze rodzice nie nauczyli go wloskiego, naciskali,
                  zeby dzieci od poczatku poslugiwaly sie tylko ang. Spotykam wielu ludzi, ktorzy
                  urodzili sie tutaj, ale rodzice byli Polakami, jeszcze mowili jak mieszkali w
                  domu z rodzicami, po wyjsciu z domu i rozpoczeciu doroslego zycia, jezyk powoli
                  zaczal u nich zanikac, i juz ich dzieci nie mowia wcale. Anegdotycznie wnukowie
                  znaja wulgaryzmy, nazwy ulubionych potraw i "kocham cie" od babci i tyle.
                  • fogito Re: myelegans 14.07.09, 03:54
                    No to skoro mowisz do niego po polsku i oglada polskie filmy +
                    jezdzi do Polski na wakacje to jest to spora dawka jezyka.
                    Przynajmniej tak to wyglada tutaj na monitorze. Ja mowie do syna po
                    polsku rowniez w sytuacjach towarzyskich, bo kazde odstepstwo od
                    reguly OPOL powoduje zaniechanie uzywania jezyka.
                    Ja tez mowie do meza po angielsku ale do dziecka juz zawsze po
                    polsku chociaz czesto gesto jest to bardzo meczace.
                    Oczywiscie zyl sobie nie wyprujesz i dziecka do niczego nie zmusisz,
                    ale na pewno w twoim wypadku skupilabym sie na mowieniu do syna po
                    polsku bez zadnego wyjatku, niezaleznie co sobie towarzystwo
                    pomysli. I zaczelabym mu podsuwac fajne ksiazki zeby sam zaczal
                    czytac po polsku oraz fajne polskie filmy na DVD - np. polskie
                    klasyki jak Akademia Pana Kleksa, W pustyni i w puszczy, jesli nie
                    jest za 'stary' na to.
    • wieczna-gosia Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 13.07.09, 23:22
      z drugiej strony- no wiem ze sie czepne- zaprzepaszczona szansa na co? Mowie to
      jako osoba, ktora porozumiewa sie w wiecej niz dwoch jezykach z jednej strony, a
      z drugiej- majaca swiadomosc ze jezyk to nie tylko kod slowno- gramatyczny i
      pewne niuanse beda dla mnie zamkniete, chociaz po dwoch jezykach poruszam sie
      pewnie. No wiec szansa na co? na polskosc? Znam Polakow z serca co pokochali ten
      kraj durny i chmurny chociaz nie mowia bez akcentu. Znam takich ktorzy mowia bez
      akcentu ale nie chca sie czuc Polakami wola- obywatelami swiata. Tlumacz to
      jedyny zawod gdzie natywnosc jezyka jest jego wymierna korzyscia. We wszelkich
      innych zawodach wystarczy znajomosc czasami wieksza czasami mniejsza by juz moc
      sobie polski wpisywac do CV.
      • bi_scotti Re: wielojęzyczność - szansa zaprzepaszczona 14.07.09, 01:26
        Ja mam trojke doroslych dzieci, ktore mowia BIEGLE po polsku,
        angielsku i francusku. Po polsku czytaja, pisza z bledami ale pisza -
        np. pocztowki z wakacji czy emails do rodzicow ZAWSZE tylko po
        polsku, bo takie jest nas-rodzicow oczekiwanie. Ale to w zadnym
        wypadku SAMO NIE PRZYSZLO. Niech sobie nikt nie wyobraza, ze
        wielojezycznosc przychodzi dzieciom NATURALNIE. To jest ciezka praca
        rodzicow, trzeba duzo konsekwencji, przekonania o sensie i czasami
        ostrego nacisku. Ja, oczywiscie, uwazam, ze warto, bo inaczej nie
        wlozylabym tego wysilku i pieniedzy (wakacje w Polsce dla Trzech
        Muszkieterow to byly spore wydatki na nasza imigrancka kieszen!) i
        moje dzieci teraz, kiedy same rozumieja i WYKORZYSTUJA (!) pozytywy
        znajomosci wiecej niz jednego jezyka doceniaja wlozony wysilek. Ale
        w sumie rozumiem rodzicow, ktorym sie nie chce. Rozumiem choc nie
        usprawiedliwiam. Szczegolnie, ze wszystkie ostatnie badania nad
        wielojezycznoscia wskazuja jednoznacznie, ze znajomosc wiecej niz
        jednego jezyka pomaga w nauce czytania i pisania jak rowniez
        spowalnie proces rozwoju demencji i Alzhaimera u tych, ktorzy sa na
        to "skazani" genetycznie. A jako, ze wciaz nie wiemy kogo z nas to
        dotyczy, to warto pewnie sie zabezpieczac wink
        Znajomosc wiecej niz jednego jezyka to przede wszystkim otwarcie
        kolejnych drzwi i okien na swiat. Skoro mozna dzieciom dac
        te "klucze", to czemu ich nie dawac?
Pełna wersja