embeel
10.07.09, 17:06
On - francuskojęzyczny ale nie Francuz, ona Polka, dwoje dzieci, mieszkają w kraju trzecim, anglojęzycznym, wcześniej mieszkali w Polsce. Wspólny język rodziców angielski, ale żadne z nich nie jest 'nativem'.
Ona nigdy nie znosiła j. francuskiego, reagowała wręcz wysypką. Kiedy urodziły się dzieci zabroniła mężowi mówić do nich po francusku (mąż d.pa się dostosował), sama też nie mówiła do nich po polsku, tylko po angielsku.
Rezultat, po kilku latach starsze mówi po polsku z błędami, ze strasznym angielskim akcentem, z trudem dogaduje się z polskimi dziadkami, z rodzicami taty w ogóle nie potrafi się porozumieć. Młodsze póki co mówi wyłącznie po angielsku...
Uważam, ze zabrali dzieciom ogromną i rzadką szansę mówienia płynnie dwoma, a nawet trzema językami.
Tak się chciałam wygadać, bo dla mnie ta sytuacja to przykład na to, że głupota ludzka nie zna granic, a sama jestem z tematem wielojęzyczności (a raczej dwujęzyczności) w rodzinie związana.