kali_pso
19.07.09, 21:56
Oglądałam dzisiaj program na Planete, ale nie pamiętam tytułu.
Było o sytuacji kobiet w Afganistanie, dodajmy, że reportaż dotyczył
stolicy, Kabulu....
Bohaterką końcówki była Nassima- mała, 9-letnia dziewczynka, którą
ojciec w wieku lat 5 przyobiecał innemu na żonę dla jego syna.
Panowie dokonali transakcji handlowej- ojciec Nassimy stracił żonę,
więc ten drugi oddał mu swoją córkę w zamian za Nassimę.
Dziewczynka, zaintersowana nauką, rozpoczeła lekcje w szkole
zorganizowanej przez opieke społeczną i tam też powiedziała o
zbliżającym się przekazaniu jej do rodziny przyszłego męża.
Dyrektorka wraz z opieką zaalarmowała, tzw. dzielnicowych i razem z
policją postanowili dziewczynke ratować.
Nie moge zapomnieć oczu tej dziewczynki, kiedy dorośli radzili co
zrobić z jej życiem, które powinno należeć do niej, dziecka
przecież, a rozmowa toczyła się o niej ale bez niej tak naprawdę.
Wielkie czarne oczy przepełnione łzami....
Co mnie jeszcze uderzyło- opieka społeczna zaprosiła na rozmowę
zainteresowanych panów- tak naprawdę zrobiono wiele i ...nic.
Dziewczynka nie musiała wyjść za mąż w wieku lat 9, ale jej ojciec
stracił twarz w społeczności. Nie musiała przymusowo opuszczać
rodziny, ale rodzina jej przyszłego męża zabroniła jej chodzić do
szkoły...ciotka dziewczynki po raz setny nagabywana przez opiekę,
stwierdziła: "Po co jej szkoła? Niech będzie taka jak my wszyscy". I
wiecie co jest najgorsze? W tej sytuacji ta kobieta miała rację!
Moim zdaniem te metody małych kroczków się nie sprawdzają.
Co z tego, że opiekunki społeczne sa gotowe chodzić po kilka km pod
górę do najbiedniejszych dzielnic, jesli tak naprawdę wszystko co
mogą to jakieś powierzchowne działania, w rękawiczkach, byleby nie
obrazić honoru pana domu, którego obrazę zmywa się krwią. A gdzie
honor tych kobiet?
Kurczę, nie jestem jaką rewolucjonistką, ale bez radykalnych cięć,
emancypacja kobiet w Afganistanie to chyba kosmiczna odyseja. Czy
naprawdę jedynym wyjściem jest metoda małych kroczków? Gdybyście
widziały, jak ci ludzie ze szkoły i opieki rozmawiali z rodzina tej
dziewczynki- delikatnie, żadnych nakazów, prosząco...w wszystko to o
ścianę uderzało..bezsilność i beznadzieja. Jeśli tak dzieje się w
stolicy, to co dzieje się na prowincji? Tam zdaje sie nie ma nikogo,
kto by ratował, a przynajmniej próbował, takie Nassimy...
Doceńcie to, że możecie głosować.
Doceńcie to, że możecie o sobie decydować..
Doceńcie to, że możecie powiedzieć "widziały gały co brały" widząc
rozrzucone brudne, mężowskie skarpetki po pokoju

p