kannama
20.07.09, 10:40
Jestem z mężem 3 lata po ślubie, mamy 10 miesiecznego synka. I...ja
mam niestety teściów! Szczególnie teść jest na mnie ciety bo jestem
z miasta, a więc nic nie wiem o życiu i pracy, nie robie teraz w
polu, tylko się wymiguję że muszę dziecka pilnować a przecież można
go w trawie położyć i z pola będzie go widać itp itd. Uczy dziecko
głupich rzeczy- np.patrz to jest drzewo, i zjada sie je tak.... albo
kwiatki są zółte bo ptaszek je obsrał. Jak mu tłumacze że nie
powinien to co ja tam wiem o wychowywaniu (on w ogóle zwolennik
zimnego chowu). Nie mam już siły- mieszkają niestety blisko nas i co
tydzien u nich jesteśmy. Wczoraj teśc powiedział memu mężowi, że sie
strasznie wpierd.... w małżeństwo ze mna Dodam, że z mężem układa
nam sie ok (on akurat relacji z ojcem nie ma najlepszych).
Najchetniej bym tam w ogóle nie jeżdziła. Tylko z drugiej strony nie
chciałabym pozbawiać małego kontaktu z dziadkami. Czy może zawziąc
sie i nie jeżdzić? Miał ktoś podobne dylematy? Co będzię z mniejszą
szkodą dla dzieciaka?