aaagggaaa16
21.07.09, 09:57
CZeść dziewczyny,
ja już czaswem nie mam siły, nie daję rady. Mieszkamy z mężem z
jego rodzicami, mamy osobne mieszkanie ale podwórko wspólne. Kilka
kroków dalej mieszka jego siostra. Od kiedy pamiętam była o wszystko
zazdrosna-jak kupiłam sobieb żółte buty, to mogłam być pewna że za
dwa dni będzie nosić identyczne. Właściwie to nie byłoby rzeczy o
którą nie byłaby zazdrosna. Jak do tej pory jakoś to olewałam.
Sytuacja zmieniła się na gorsze, gdy zaszłam w ciążę. Nie muszę
chyba pisać, że gdy tylko się o tym dowiedziała, natychmiast też
zaszła... No a jak urodziłam w nocy, rano odeszły jej wody, choć do
terminu miała jeszcze 3 tygodnie...

)) no tego akurat chyba nie
mogła zaplanować chociaż któż to wie... no i się zaczęła jazda. jest
tak zazdrosna o małego, że aż skóra cierpnie. tesciowie traktuja
wnuki jednakowo, co ją jeszcze bardzie wpienia, robi im wyrzuty,
oskarża o nierówne traktowanie wnuków... po prostu chce być w
centrum nieustannej uwagi i jasno daje mi do zrozumienia, gdzie
najchętniej widziałaby mnie i małego. Oczywiście codziennie
przychodzi do nas i przesiaduje godzinami. A między dziećmi to jest
tak jakby wyścig szczurów: nie daj Boże że nasz mały coś więcej umie
niż jej. Ja już wysiadam psychicznie, teściowa widzi co się dzieje
ale każdy jej numer tłumaczy i nie da sobie słowa złego powiedzieć.
A ja już mam dosyc robienia dobrej miny do złej gry i po prostu chce
mi się rzygać. Na szczęscie mąż daje rady i wspiera mnie jak może,
ale faceci inaczej to widzą. Oczywiście bez żadnych oporów korzysta
z rzeczy naszego synka, ale z domu od siebie nic nie przynosi. Ja
już mam dosyć, nie wiem co będzie dalej, boję się o swoje dziecko,
bo mimo tego że się uśmiecha do małego, to w oczach ma taką
nienawiść że masakra. Przepraszam za tak długi post, ale trochę
lepiej mi na duszy.