moni692
21.07.09, 17:39
Wlasnie przed chwila maz do mnie dzwonil, zeby mi powiedziec czego sie wlasnie
dowiedzial. Otoz jego kolega z pracy (nasz znajomy) rozwodzi sie z zona. Maja
dwojke dzieci, jedna dziewczynka ma 1,5 roczku, druga 2,5 (miala chemoterpie
ze wzgeldu na bialaczke). Okazalo sie ze ONA go w malzenstwie terroryzowala,
bila, kopala, niszczyla rzeczy. Dziecmi rzucala po lozkach, nawet ostatnio
ktos zglosil policji ze dziecko w parku bila. Teraz przed 2 tygodniami on ja
wywalil z domu, bo juz nie mogl tego wszystkiego wytrzymac, a chcial zeby
dzieci zostaly w domu. Ale nic, zadzwonila po policje i mogla dzieci wziasc ze
soba do domu matki i dziecka a potem do swoich rodzicow. On jej nawet
proponowal terapie rodzinna, normalna terpaie, wszystko...a ona nic.
I wiecie co, najbardziej mi zal tych dzieci, bo tak czy tak nie beda
szczesliwe. Ani z matka ani bez matki.