zaborcza,toksyczna matka i 24 letni syn

25.07.09, 09:46
Mam dosyć duży problem.
Mam 24 lata i żyję w niepełnej rodzinie.
Mój ojciec jest alkoholikiem z którym ja,moja matka i siostra nie mieszkamy od
15 lat.
Problem niestety polega na relacjach z matką.
Obecnie przebywam na wakacjach z moją dziewczyną(niedaleko mojego miejsca
zamieszkania).
Moją możliwośc wyjazdu ''obwarowała'' licznymi zobowiązaniami,których musiałem
dopełnic,żeby''pozwolila mi jechac''.

Moja matka jest osobą bardzo schorowaną.Posiada grupę inwalidzką,jednakże
pracuje na pół etatu jako sprzątaczka.
Nasza sytuacja finansowa nie jest zbyt ciekawa ,gdyż ja jestem jeszcze
studentem(ostatni semestr na politechnice studiów inżynierskich,wcześniej
szkoła zawodowa i technikum)Pracuję weekendami oraz otrzymuję stypendium naukowe.

Niestety pomimo tego dochodzi do bardzo wielu awantur.
Matka tydzień przed naszym wyjazdem zaczęła kaszlec ,jednakże nie chciała iśc
do lekarza bo panicznie bala się raka pluc na który umarł jej ojciec.
Udało mi się przekonac ją jednak do wizyty u lekarza i jak się okazało matka
ma podejrzenie gruźlicy w związku z czym zostala wyslana do szpitala na
oddzial pulmonologiczny(gdzie wcześniej leżał jej ojciec).
Podczas dzisiejszej rozmowy z matką powiedziałem jej,że we wtorek(czyli w dniu
w którym chce się zgłosic do szpitala)pojadę z nią.Ona natomiast zadzwonila do
mojej siostry żaląc się ,że ''olałam ją bo nie przyjechałem natychmiast''.

w późniejszej rozmowie matka zaczęła płakac i wpedzac mnie w poczucie
winy(mówiąc np.,że gdybym ja byl chory to ona by na skrzydlach przyleciala).

Problem mój polega na tym,że takie sytuacje zdarzają się bardzo często.
Moja matka jest osobą niesamodzielną(kiedyś zadzwonila i nakazala mi
NATYCHMIAST wracac do domu,żeby wymienic baterie w wadze,chociaż mogła to sama
zrobic).

Moja matka niestety jest mistrzynią w wpędzaniu mnie w poczucie winy
udowadniając mi w każdej awanturze jakim to jestem okropnym synem,który się o
nią nie troszczy i nie dba.

Moja matka nie pozwala mi wręcz wychodzic wieczorami nigdzie(poza pracą i
uczelnią).Nie mogę też nikogo zapraszac do domu(ona saama również nikogo nie
zaprasza).

Ma natręctwa(boi się psów.kiedy któregoś dnia pies się o nią otarł to ona
wyrzuciła ubranie w którym była w tym dniu ).Kiedyś niestety miała natręctwa
polegającego na zachowaniu ciągłej czystości.Potrafiła zużyc kostke mydla
dziennie.

Nie mam już sił.Zacząłem już szukac psychologa.
Moja matka nie widzi w sobie ŻADNEJ winy.

Co robic?


ps.Niestety dosyc często dochodzi między nami do awantur.Niestety żadne próby
jej zakończenia(np.spokojny ton głosu,rzeczowe argumenty)nie pomagają ,gdyż
mam wrażenie,że matka podczas awantur wpada w amok kompletnie nie słuchając
mnie i nakręcając się coraz bardziej.

Proszę o jakąkolwiek pomoc i wskazówki co robic dalej,gdyż tak dłużej nie
potrafię życ,
    • morgen_stern Re: zaborcza,toksyczna matka i 24 letni syn 25.07.09, 10:09
      Jest tylko jedna rada - ODCIĄĆ SIĘ. Nie ma innej.
      Naucz się na pamięć "nie mogę przyjechać", "nie mogę tego zrobić", generalnie
      "NIE". Nie wdawać się w przepychanki słowne, płacze, wyrzuty. Zachować spokój.
      Paradoksalnie, czasem kiedy tacy ludzie trafią na kogoś stanowczego przyhamowują.

      Inaczej zostaniesz żałosnym maminsynkiem złączonym wieczną pępowiną ze straszną
      mamusią i nigdy nie ułożysz sobie życia.
      Mamusia do psychiatry, choć jak przypuszczam, zadanie może być nieco trudne smile
      Powodzenia!
      • azile.oli Re: zaborcza,toksyczna matka i 24 letni syn 25.07.09, 11:06
        Podpisuję się pod przedmówczynią. Nie można dać się wpędzić w
        poczucie winy. Dobrze byłoby też się wyprowadzić, bo łatwiej
        zachować dystans do pewnych spraw z odległości. Rozumiem, że tu jest
        też problem siostry, bo gdy matka straci jedną ''ofiarę'' może się
        przerzucić na dziewczynę. Współczuję. I też uważam, że matce
        przydałaby się pomoc psychiatryczna.
    • myga Re: zaborcza,toksyczna matka i 24 letni syn 25.07.09, 11:16
      Przeczytaj ksiazke "toksyczni rodzice", bardzo ci pomoze.
    • myga Re: zaborcza,toksyczna matka i 24 letni syn 25.07.09, 11:19
      czytelnia.onet.pl/0,17732,0,1,nowosci.html
    • ik_ecc Re: zaborcza,toksyczna matka i 24 letni syn 25.07.09, 14:24
      Moja matka zachowywala sie podobnie, tylko ze u nas bylo to rozlozone
      na kilka osob (ja, siostra i jedna kolezanka matki). Bezustanne
      telefony (nie mieszkam z nia, ale potrafila dzwonic kilkanascie razy
      dziennie), bezustanne wpedzanie w poczucie winy, robienie z siebie
      ofiary ktora nic nie potrafi robic (np. pomimo tego ze matka ma prawo
      jazdy i samochod, ja ja musialam wozic co weekend na zakupy),
      histerie kiedy gdzies wyjezdzalam (a gdy mnie nie mogla namierzyc,
      wolala policje - niezaleznie od mojego wieku - ostatnio tak zrobila
      gdy mialam 31 lat).

      Podobnie zachowywala sie jej matka (moja babcia) w stosunku do swoich
      dzieci.

      Mojej matce przeszlo dopiero kiedy poszla na prochy antydepresyjne.
      Przeszlo doslownie jak reka odjal - skonczyly sie telefony, histerie,
      placze, itd. Dzwoni w konkretnych sprawach, generalnie rzadko, bo
      jest zbyt zajeta spotykaniem sie u kolezanek, wyjazdami, itp. Zaczela
      po prostu zyc.
      Ale zrobila to z wlasnej woli, tzn. chodzila do psychologa. Nie wiem
      czy sie kgos da zmusic.
    • figrut Re: zaborcza,toksyczna matka i 24 letni syn 25.07.09, 14:46
      Mam podobnie i było to na tyle uciążliwe, że w końcu uciekłam z tego domu, choć
      poczucie winy nie opuszczało mnie jeszcze kilka lat. Musisz sobie jedno
      uświadomić - jesteś odrębnym człowiekiem i masz prawo do własnego życia. Musisz
      nauczyć się mówić NIE, ale to cholernie trudne, bo po każdym NIE czujesz się jak
      świnia i zaczynasz sobie wyobrażać, że matka jest naprawdę chora i może
      powiedziałeś to NIE w niewłaściwym momencie. Ja już się nauczyłam, ale trwało to
      osiem długich lat. Nie mam już poczucia winy. Spełniam swoje obowiązki w
      stosunku do rodzicielki, ale nie podporządkowuję swojego życia według jej
      wymogów. Mieszkając u siebie, zaczęłam wiele spraw widzieć z boku. Kiedyś moja
      Mama umierała co tydzień, co miesiąc skakała z balkonu, truła się, szła się
      utopić, zamarznąć itp. bo "nikomu nie jest już potrzebna". Kiedy przestałam
      pokazywać, że się martwię i zapytałam na spokojnie, czy ma jakieś wskazówki
      dotyczące swojej śmierci, zostałam nazwana wyrodną córką która chce się jej
      szybko pozbyć, ale o dziwo planowanie "samobójstwa" bardzo się ograniczyło.
      Gdyby nawet takowe popełniła zostawiając liścik, że wszystkiemu winna jestem ja,
      teraz już nie czułabym się winna. Dopełniłam i dopełniam wszystkich obowiązków
      córki. Nie mam sobie nic do zarzucenia. Jeśli posunie się do takiego kroku,
      będzie to tylko i wyłącznie jej własna decyzja niezależnie od tego, czy mnie
      uzna za winną takiego czynu. Jest dorosła, nie chce się leczyć u psychiatry, bo
      uważa że z nią wszystko w porządku, a tylko my chcemy z niej głupią zrobić - jej
      sprawa.
Pełna wersja