spokojny22latek
25.07.09, 09:46
Mam dosyć duży problem.
Mam 24 lata i żyję w niepełnej rodzinie.
Mój ojciec jest alkoholikiem z którym ja,moja matka i siostra nie mieszkamy od
15 lat.
Problem niestety polega na relacjach z matką.
Obecnie przebywam na wakacjach z moją dziewczyną(niedaleko mojego miejsca
zamieszkania).
Moją możliwośc wyjazdu ''obwarowała'' licznymi zobowiązaniami,których musiałem
dopełnic,żeby''pozwolila mi jechac''.
Moja matka jest osobą bardzo schorowaną.Posiada grupę inwalidzką,jednakże
pracuje na pół etatu jako sprzątaczka.
Nasza sytuacja finansowa nie jest zbyt ciekawa ,gdyż ja jestem jeszcze
studentem(ostatni semestr na politechnice studiów inżynierskich,wcześniej
szkoła zawodowa i technikum)Pracuję weekendami oraz otrzymuję stypendium naukowe.
Niestety pomimo tego dochodzi do bardzo wielu awantur.
Matka tydzień przed naszym wyjazdem zaczęła kaszlec ,jednakże nie chciała iśc
do lekarza bo panicznie bala się raka pluc na który umarł jej ojciec.
Udało mi się przekonac ją jednak do wizyty u lekarza i jak się okazało matka
ma podejrzenie gruźlicy w związku z czym zostala wyslana do szpitala na
oddzial pulmonologiczny(gdzie wcześniej leżał jej ojciec).
Podczas dzisiejszej rozmowy z matką powiedziałem jej,że we wtorek(czyli w dniu
w którym chce się zgłosic do szpitala)pojadę z nią.Ona natomiast zadzwonila do
mojej siostry żaląc się ,że ''olałam ją bo nie przyjechałem natychmiast''.
w późniejszej rozmowie matka zaczęła płakac i wpedzac mnie w poczucie
winy(mówiąc np.,że gdybym ja byl chory to ona by na skrzydlach przyleciala).
Problem mój polega na tym,że takie sytuacje zdarzają się bardzo często.
Moja matka jest osobą niesamodzielną(kiedyś zadzwonila i nakazala mi
NATYCHMIAST wracac do domu,żeby wymienic baterie w wadze,chociaż mogła to sama
zrobic).
Moja matka niestety jest mistrzynią w wpędzaniu mnie w poczucie winy
udowadniając mi w każdej awanturze jakim to jestem okropnym synem,który się o
nią nie troszczy i nie dba.
Moja matka nie pozwala mi wręcz wychodzic wieczorami nigdzie(poza pracą i
uczelnią).Nie mogę też nikogo zapraszac do domu(ona saama również nikogo nie
zaprasza).
Ma natręctwa(boi się psów.kiedy któregoś dnia pies się o nią otarł to ona
wyrzuciła ubranie w którym była w tym dniu ).Kiedyś niestety miała natręctwa
polegającego na zachowaniu ciągłej czystości.Potrafiła zużyc kostke mydla
dziennie.
Nie mam już sił.Zacząłem już szukac psychologa.
Moja matka nie widzi w sobie ŻADNEJ winy.
Co robic?
ps.Niestety dosyc często dochodzi między nami do awantur.Niestety żadne próby
jej zakończenia(np.spokojny ton głosu,rzeczowe argumenty)nie pomagają ,gdyż
mam wrażenie,że matka podczas awantur wpada w amok kompletnie nie słuchając
mnie i nakręcając się coraz bardziej.
Proszę o jakąkolwiek pomoc i wskazówki co robic dalej,gdyż tak dłużej nie
potrafię życ,