hamerykanka
03.08.09, 17:36
Zadzwonilam dzis do mamy w Polsce i zonk...ale od poczatku.
Dokladnie 14 miesiecy temu urodzilam dziecko. Moi rodzice oszaleli
na jej punkcie, ciagle domagali sie zdjec, (oni w Polsce, ja w
Stanach), plakali mi przez sluchawke ze tak bardzo by chcieli poznac
jedyna wnuczke. Ja jako ze mam problemy z papierami, ktore dopiero
porzadkuje(paszport z nazwiskiem panienskim, zielona karta z
nazwiskiem ex, reszta dokumentow na nowe nazwisko) nie moge wyjechac
z kraju bo obawiam sie ze nie wroce. Poprzednim razem, rok temu baba
na lotnisku Okecie robila mi problem z opuszczeniem kraju z powodu
paszportu z panienskim nazwiskiem). Powiedzialam im ze ja nie moge
przyjechac, to zaproponowali ze moj maz moze ja przywiezc i zostawic
na troche (maz nie moze zostac z powodu pracy, zreszta nie zna
polskiego). Zgodzilismy sie i dwa tygodnie temu maz pojechal zawiezc
mala i wrocil. Od tej pory codziennie slysze placze mamy w sluchawce
jak to ona sobie nie radzi, jaka jest zmeczona bo mala jest bardzo
zywa, bo nie chciala jesc, bo za malo kupek. A uprzedzalam lojalnie
ze opieka nad nia nie jest latwa, tak, zeby wiedzieli na co sie
szykuja. druga rzecz, ze zlobki tutaj sa tylko prywatne i drogo
platne, a do tego ciezko znalezc miejsce. Ja czekalam ponad dwa
miesiace, odiwedzilismy ze 20 miejsc, aby cos znalezc, wszezdzie
zapisywalismy sie na listy oczekujacych bo miejsca nie bylo. W koncu
sie udalo. Aby zrobic malej wakacje musialam zrezygnowac z miejsca,
bo zeby zatrzymac miejsce musialabym zaplacic jakby byla, a to plus
cena biletu ..po prostu nie mielismy tyle pieniedzy. W tle jest moj
maz splacajacy pozyczke na dom, w ktorym do konca tego miesiaca
mieszka ex (mieszkala 2,5 roku, w tym czasie moj maz splacal kredyt
na dom, ona placila tylko elektrycznosc i wode). Pod koniec miesiaca
sprzedajemy dom, musimy pojechac tam by sfinalizowac transakcje,
poza tym wymienic uszkodzone przez ex trzy okna, drzwi do garazu
gdzie zaparkowala bez otwierania, posprzatac i podmalowac. A tu mama
z placzem zeby przyjechac i zabrac mala bo chcialaby pojechac do
Niemiec na Zarobek...nosz kurna. Najpierw wielkie obietnice i
radosc, ze zajma sie mala, ze chca zeby zostala jak najdluzej (mowa
byla nawet i o pol roku, i to z ich strony), a teraz nagle im sie
odwiedzialo...jak kurna dzieciom, pobawili sie dzieckiem i zabierz
bo juz maja dosc. A my nie mozemy tego zrobic, nie mamy wolnej
forsy, a maz nie ma wolnego, az do 18 wrzesnia, bo robi budzet i
siedziw pracy dzien w dzien do nocy. Rodzice nie maja paszportow i
wiz.A ja siedze wkurzona i kombinuje co zrobic...rozumiem po czesci
mame, bo znam swoja corke, wiem ze przy niej ani ugotowac ani
posprzatac, ojciec sie wykolegowal z calego interesu i po paru
wyjsciach z wozeczkiem pochwalic sie sasiadom, umywa rece od
obowiazkow domowych, jeszcze ma pretensje ze przychodzi z pracy a
obiadu nie ma na stole...ale kurna chyba wiedzieli jak to bedzie bo
opisywalam dokladnie a oni machali na to reka...no i nie wiem co
robic...