ulala72
28.12.03, 19:55
Cześć, dziewczyny.
Zbliża sie koniec roku i czas na podsumowania. U mnie zdarzyło się wiele
dobrego (przetrwałam trudną ciążę, urodziłam wymarzoną córeczkę), choć też
trochę złego (straciłam pracę, krucho u nas z finansami). Ale nic nie
tłumaczy tego, że sie tak zaniedbałam. Nie chodzi nawet o wagę, ale o figurę
(brak tali), zapuszczone włosy, paznokcie, stopy. Od roku nie maluję się,
właściwie nie zakładam spódnic (ani sukienek) ani butów na obcasie. Nie
kupiłam sobie nic nowego, a stare tylko wrzucam do pralki i nawet nie
prasuję. Wciąż mam żylaki i rozstępy (tylko zeby podleczone). Rozpacz!
Ale jakoś nie mam motywacji, aby się wziąć za siebie. Nie mam na to ani
czasu (sama z dwójką dzieci, domem i zleceniami na głowie; mąż wraca późnym
wieczorem, a w niedzielę odsypia, dziadkowie się nie kwapią), ani kasy
(oj,oj, naprawdę szczypiemy się), ani ochoty - z tym właśnie najgorzej.
Wydaje mi się, że to wszystko jedno jak wyglądam, skoro właściwie z nikim
się nie widuję (rozmawiam przez telefon i na forum), a dzieciom i tak się
podobam, zwłaszcza jak tarzam się z nimi po podłodze. W lustro nie patrzę
lub patrzę i wzruszam ramionami.
Czasem nawet nie przebieram się w piżamę, tylko padam tak, jak jestem. Bywa,
że do południa chodzę w szlafroku. Chyba wypada się tylko cieszyć, że nadal
codziennie biorę prysznic, myję zęby, włączam pralkę i odkurzacz...
Czy ktoś mnie rozumie; powie, co dalej?
Czekam na odzew - Ulala