kred-ka
12.08.09, 19:01
W sobotę byłam na weselu kuzynki. Było to takie typowo wiejskie wesele. Młodzi
postawili sobie za cel samodzielnie je sfinansować, a że nie są zbyt zamożni
wesele było naprawdę skromne. Wynajęli typową remizę strażacką, zespół trzech
śpiewających panów w podeszłym wieku oraz dwie kucharki które na zapleczu
remizy gotowały dla gości ( dzięki Bogu że Sanepid żyje w błogiej
nieświadomości na ten temat

). Z racji tego , że fundusze były ograniczone
jedzenie było bardzo skromne. Po standardowym obiedzie ( rosół, mięsa,
ziemniaki, bukiety surówek) na stół podano jedną tradycyjną sałatkę z
majonezem, galaretkę z kurczaka i półmisek wędlin oraz ciasto. I to na tyle.
Do północy nie było już nic. Po oczepinach były jeszcze tylko flaki. No, i co
tu dużo mówić, goście byli głodni jak psy. Bardzo głośno dyskutowali o tym
stojąc przed salą ( na papierosie

) . Niestety urywki zdań doszły do pary
młodej. Kuzynka się załamała, zepsuło jej to kompletnie zabawę i już do końca
wesela się nie bawiła. Nie spodziewała się , że jedzenia będzie w rezultacie
tak mało i że priorytetem gości będzie jeść, a nie bawić się. Ja ze swoją
opinią stoję gdzieś tak po środku, bo uważam, że zabawa to po pierwsze, ale
dobre jedzonko na pełnych stołach też być powinno. Generalnie wesele było z
tych do kitu. Jestem ciekawa jak to było na weselach na których Wy byłyście?
Czy też liczyło się tylko i wyłącznie jedzenie ( duuuużo jedzenia ) ?