tabakierka2
19.08.09, 09:50
takie refleksje mnie naszły.
Pojechałam nad morze, bo uwielbiam łazić po plaży, po łydki w
wodzie, błekit nieba + mewy + zapach morza i jego szum - koi moje
nerwy. Jak opalanie to albo w ruchu albo leżąc na piaseczku naszym
polskim...Ale to ja
Ludzie ode mnie z ośrodka wypoczynkowego (fajna nazwa) w wieku
bardzo różnym od młodych ok.30stki + dzieci aż do 60tki i więcej
zdecydowanie preferewali przesiadywanie w oknach i 'obserwowanie'
otoczenia (społecznego, że tak powiem) albo!!! paradowanie w
kostiumach tudzież w negliżu (panowie) wokół ośrodka i opalanie się
na watpliwej urody trawce przy ulicy pełnej samochodów (do plaży
jakieś 500m). I ja się pytam - po co jechać nad morze te 4-5 godzin,
skoro można sobie pod blokiem/domkiem spokojnie posiedzieć na
słońcu?a może to normalne? a ja sie czepiam?
P.S wątek powielam