kamykowiec
23.08.09, 15:09
Syn ma 3 i pół roku i od września ma miejsce w przedszkolu
(niepublicznym). Jest dzieckiem bardzo ciekawskim, radosnym i
bezproblemowo pozostającym bez rodziców w miejscach, gdzie ma
zapewnioną opiekę nawet obcych osób (mam na myśli jakieś
zorganizowane zajęcia) -> nie dochodzi do żadnych płaczów z tego
tytułu, jest wprost zachwycony, że będzie uczestniczył w czymś
ciekawym.
Mam też córkę. Ma teraz rok i 2 m-ce, jest wcześniakiem. Z uwagi na
chaos, jaki w jej układzie nerwowym wprowadziły szczepionki (doszło
już do podejrzeń o mpdz), odkąd skończyła pół roku jest
nieszczepiona i tak będzie przez kolejne 2 lata. Leki, jakie
zmuszona była brać w czasie ostrych infekcji też okazuje się
działają na nią specyficznie -> jeśli są możliwe neurogiczne skutki
uboczne, to właśnie ona je będzie miała. I to takie, że w grę
wchodzi wizyta na pogotowiu.
Jest też mąż

który o 4 rano wyjeżdża do pracy, do godziny 12-13
nie ma z nim ŻADNEGO kontaktu, a powrót do domu czy to w normalnych
warunkach, czy ekspresowo, to i tak ponad godzina. Po pracy w domu
jest o 16.
Od grudnia do marca przerabialiśmy wzajemne zarażanie się dzieciaków
i to "pierdołami" typu infekcje wirusowe. Starszy znosi je już
dzielnie, natomiast mała potrafi wrzeszczeć pół nocy, bo coś jej
dokucza - typu zatkany nos. W tym wszystkim mąż śpiacy w normalnym
trybie po 4-max 5 godzin dziennie wówczas nie śpi wcale, bo mała
szaleje, więc ją "ratujemy", zasypiamy na chwilę i za jakiś czas
powtórka z rozrywki - zaś odizolować go nie mam gdzie

. Ledwo
ciągnie i śpiąc te 4-5 h, a praca ciężka - a co dopiero nie śpiąc,
bo nie ma jak.
No i teraz wielkimi krokami nadchodzi wrzesień. Po wielotygodniowych
rozmowach podjęliśmy decyzję, że syn nie pójdzie do przedszkola.
Cholernie boję się chorób, zarażania małej (kiepsko u niej z
odpornoscią, no i ze szczepieniami na bakier), której leczenie to
nie taka prosta sprawa. Nie chcę jej niepotrzebnie faszerować
lekami, osłabiać i tak nienajlepszej jakości układu odpornościowego.
Od 4 rano jestem sama z dzieciakami i mam wizje, jak to o 5 okazuje
się, że któreś ma rota i godzinę później z odwodnionym gnam do
szpitala, drugie ciągnąc tam ze sobą, bo nie mam z kim go zostawić.
Taki niestety u nas przebieg miał rota u syna - odwodnił się w
czasie wymiotów w godzinę z hakiem tak, że był prawie nieprzytomny.
Boję się pasożytów, tak powszechnych u przedszkolaków -> bo nie chcę
małej znów bez jej "winy" obciążać lekami, by wytłuc cholerstwo.
Jestem przeciwna antybiotykoterapii, ale wiem, że prędzej czy
później przedszkolna infekcja okaże się być bakteryjna i innego
wyjścia mieć nie będę.
Do tego nie odpowiada mi przedszkolna dieta (II śniadanie to
drożdżowce, pierniczki itp. + kubuś

gęsty, kubuś zdrowy...,
słodzonka herbatka od rana bez możliwości podawania niesłodzonej, bo
sodzina lepsza...), ale przedszkole z uwag pojedynczych rodziców nic
sobie nie robi, bo większości dzieci to odpowiada, a rodzice nawet
nie czytają jadłospisu...
Koniec końców decyzja zapadła. Zapiszemy syna na sobotnie 3godzinne
zajecia dla dzieci w jego wieku.
Z jednej strony po podjeciu takiej decyzji kamień mi spadł z serca,
z drugiej cholernie mi żal dziecka, bo miałby tak o wiele ciekawiej
niz w domu, bo właśnie nie przeżywałby koszmaru rozstania, bo nie
jest typem maminsynka, bo by sie rozwijał, bo angielski, bo...
Tyle że odbyłoby sie to kosztem jego chorób, chorób małej, bólu
brzucha (tak reaguje na soki), mojego strachu, że z dwójką muszę się
SAMA (taką mamy sytuację) tłuc po lekarzach, za trzy dni znow, bo u
małej się przyniesiona przez brata infekcja rozwinie, po (odpukać!)
szpitalach, że jak kiedyś po godzinie od objawów choroby dziecko
zacznie mi się lać przez ręcę, a ja jestem SAMA... Że moje starania
żywieniowe pójdą na zmarnowanie, bo tam akurat dzieci piją słodzone
herbatki, te nieszczęsne soczki, jedzą danonki, jedzą co dnia
słodycze jako posiłek.
Długo mogłabym pisać.
Czy dziecko bez przedszkolnej przeszłosci rozwojo ma szanse na start
zerówkowy bez uczerbku, bez "tyłów"? Czy takie dziecki rzeczywiscie
odstają umiejętnościami od rówieśników po edukacji przedszkolnej?