mamakasienki1
24.08.09, 12:49
Zacznę od początku
Mam szczęśliwą rodzinę, dwie śliczne córki, brak mi tylko pracy.
W zeszłym miesiącu jeszcze miałam dobra pracę i wszystko wyglądało,
że będę ją nadal miała

Pracowałam w urzędzie, byłam zadowolona z pracy, choć działka dość
trudna i niewdzięczna to świetnie się odnalazłam w tym co robiłam i
doskonale sobie radziłam, współpracownicy mnie lubili, kierownictwo
i dyrekcja zawsze zadowoleni z efektów i ze mnie ogólnie.
Był tylko jeden problem, a mianowicie pracę dostałam przypadkiem,
lub przez pomyłkę, moje rosyjskojęzyczne imię wskazywało, że jestem
kimś innym niż w jestem faktycznie, no i prezydent miasta
(prawosławny)będący w komisji rekrutacyjnej wybrał mnie. Rozmowa też
poszła mi rewelacyjnie. Jeszcze nie odbyłam chyba tak sympatycznej
rozmowy jak wtedy to było niespełna rok temu. Później wielka radość
z otrzymanej pracy, a po akończeniu umowy na czas określony
dowidzenia i żadnych wyjaśnień.
Dyrektor z kierownikiem bardzo zabiegali o to żebym została, jednak
prezydent był nieugięty, stwierdził, że się nie nadaję i koniec.
Tylko, że ja nigdy nie miałam problemów, a prezydent nigdy nie miał
możliwości ocenić mnie ani mojej pracy, bo zwyczajnie nie widział
jak pracuję.
Obiecano mi inną pracę w innym miejscu ale nic z tego nie wyszło, a
mi się chce wyć, na moje poprzednie stanowisko właśnie ukazało się
ogłoszenie. O pracę nie jest łatwo, szczególnie teraz, i mimo
doświadczenia i dość wysokich kwalifkacji jest mi trudno znaleźć
cokolwiek innego.
Dlaczego ktoś kto daje pracę tylko "swoim" tak źle ocenia innych?
Byłam dobrym pracownikiem, nikt nigdy nie miał powodu, żeby nawet
źle o mnie pomyśleć i dlatego tak strasznie mnie boli ta utrata
pracy.
Mąż mnie pociesza, w końcu nie umieramy z głodu, pieniędzy nam
wystarcza, ale ja chciałam pracować i robiłam to dobrze, więc
dlaczego, dlaczego bez słowa wyjaśnienia musiałam odejść? Do
ostatniego dnia nikt nie wiedział co ze mną będzie, nawet ja sama.
jest mi poprostu bardzo smutno.