nec_nec
01.09.09, 11:02
Wkurzyłam się wczoraj maksymalnie będąc w Rossmanie w moim mieście -
byłam tam z trzylatką uzupełnić zapas lakierów do paznokci. Dziecko
mega grzeczne, stojące przy mnie, nie krzyczące. Oglądałyśmy te
niesczęsne lakiery, parę wzięłam do koszyka, mała wzięła jeden do
ręki, po czym na moją uwagę odstawiła go na pólkę - sęk w tym, iż
odstawiła do koloru obok tej samej marki. Wyleciała ekspedientka
zaczłęa mówić "boże, boże", kucnęła i mamrotał pod nosem. Ludzie sie
obejrzeli na nas. Po czym powiedziała głośno do stojącego
ochroniarza" a ty czego nic nie robisz? masz ich pilnować (czyli
mnie i dziecka"). Ludzie naokoło zaczęli się nam przyglądać, jakbym
kradła, spaliłam buraka i poszłam do kasy. Powiedziałam ekspedientce
na którą trafiłam w kasie, ze mogłam ułozyć ten nieszczęsny lakier
bez uwag. Ale my mamy liczenie - warknęła. Zero uprzejmości -
dziękuje, dzień dobry - suche "Pin" (do karty). Wyszłam wściekła,
uwagi jak do złodzieja przy innych ludziach, dziecko speszone, nawet
słowa nie powiedziało w tym cholernym sklepie, nie biegało, nic nie
stłukło. Żałuje, ze nie pogadałam z kierowniczką, ale chciałam jak
najszybciej stamtąd wyjść. a może Rossmann powinien wywiesić kartkę
z napisem "dzieciom wstęp wzbroniony"? Bo ja miałam ochotę napisać
im kartkę "więcej kultury!".