Być feministką to wstyd????

04.01.04, 21:46
"Feminizm- ruch dążący do politycznego i społecznego równouprawnienia
kobiet." tyle słownik wyrazów obcych. przepraszam za takie cytaty i
wyjasnianie powszechnie znanych pojęć. ale ta denotacja jest mi potrzebna,
aby spytać się o wasze konotacje. już tłumaczę sie o co mi chodzi. w róznych
postach pojawiają się krytyczne podejścia do feminizmu, gorące odżegnywania
się,że" ja broń Boże nie jetsem feministka" I bez żadnych złośliwości i
podtekstów, czy któraś z was mogłaby wytłumaczyć mi takie stanowisko. ja
tego nie rozumiem. ja jestem szczęśliwa że:
mogłam studiować
mogę pracować
jeździć samochodem, a nawet sama pociągiem jak mam na to ochotę
chodzić sama do kina i teatru czy innych miejsc
wysłać męża po zakupywink
itd, itd
trywializuję trochę, alemam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi. większość
rzeczy, które dziś uważamy za oczywiste, mamy dzieki feministkom. więc jak
to jest??????


    • edytkus Re: Być feministką to wstyd???? 04.01.04, 23:39
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=582&w=8196767&a=8196767
      • alva2 Re: Być feministką to wstyd???? 05.01.04, 08:54
        Dzięki edytkus. z zainteresowaniem przeczytałam tamtą dyskusję
    • maadzik3 Re: Być feministką to wstyd???? 05.01.04, 09:39
      Rozumiem to tak samo - to po prostu rownouprawnienie. Moje prawa, zycie,
      osobiste szczescie nie sa sterowane poza mna. Jestem feministka. jestem z tego
      dumna.
      M.
    • flo5 Re: Być feministką to wstyd???? 05.01.04, 10:52
      A ja jestem feministką liberalną z elementami radykalnymi i wcale się tego nie
      wstydzę.
      Pozdrawiam
      • martynka30 Re: Być feministką to wstyd???? 05.01.04, 11:50
        Ha ha właśnie zeszłam z wątku, gdzie była mowa o wyborze (zostać z dzieckiem w
        domu czy wracac do pracy). Sądzę, że te zastrzegania "nie jestem feministką,
        ale..." nie wynikają z postrzegania feministek jako agresywnych, wąsatych bab,
        ale z faktu, że niestety najbardziej widoczna część feministek uzurpuje sobie
        monopol na prawdę w wielu kwestiach, a nie wszystkie chcemy się pod tym
        podpisywac, nawet jak jesteśmy feministkami. Ja czuję się feministką. Uważam,
        że nierównowaga zarobków między płciami, pobłaźliwe proteksjonalne traktowanie
        kobiet i wiele innych to rzeczy wymagające zmian. Ale jednocześnie wkurza
        mnie, że ta część feministek która jest obecna w mediach i przez to
        najbardziej widoczna za nieodłączną część feminizmu uważa stosunek do aborcji,
        powtarza "mój brzuch należy do mnie", każdego kto nie jest zwolennikiem
        przyznawania kobiet kandydującym w wyborach parlamentarnych dodatkowych
        punktów identyfikuje jak wroga feminizmu i wiele, wiele innych. I może
        dlatego, tyle kobiet nie określa siebie jako feministek, bo widzi pod tym te
        treści, a nie słownikową definicję ruchu. Pozdrawiam
        • mumin_ek Re: Być feministką to wstyd???? 05.01.04, 13:35
          Ja jestem feministka i jestem z tego dumna. Czym jest dla mnie feminizm? Prawem
          do wyboru, szacunkiem dla drugiego czlowieka.
    • mamamonika Re: Być feministką to wstyd???? 05.01.04, 18:02
      Hej,
      dzisiaj "feminizm" to pojecie-rzeka. Mieści sie w nim i zasługujaca na wielki
      szacunek długoletnia walka o zmianę prawa i mentalnosci (czasami nawet w
      naszych dyskusjach widać, ile jeszce zostało w wielu głowach z niedawnych,
      patriarchalnych czasów) i wygłupy połączone z artystyczną kontestacją. Tak jak
      w kazdym wiekszym zjawisku najbardziej widać postawy radykalne. Ale co do
      pytania - jesli feminizm oznacza po prostu dumę z bycia kobietą, niezależność
      i obalanie kretyńskich ograniczeń- jestem całym sercem za i tak żyję. Ale nogi
      golę, jestem gorąca przeciwniczką aborcji wink
      Sama oceń, czy jestem feministką. Ja po prostu kieruję się sercem i głową, nie
      przejmuję się, czy pasuje to do tej czy innej definicji

      Monika
    • judytak Re: Być feministką to wstyd???? 06.01.04, 09:13
      Tak to już jest, nazwy ruchów ideowych zmieniają swoje znaczenie w kontekście
      historycznym.

      Większość z nas chyba się cieszy, że ma płatne urlopy, okres wypowiedzenia,
      płatne zwolnienia lekarskie, prawo do emerytury, w miarę bezpłatne szkolnictwo
      i służbę zdrowia, a niekoniecznie uważa się z tego tytułu za socjalistą.

      Tak samo z feminizmem.
      Który w swojej obecnej postaci często zajmuje się takimi szczegółami, które
      wydają się nie warte walki, albo które w inny (niewalczący, organiczny) sposób
      łatwiej i skuteczniej można zmieniać.

      Pozdrawiam
      Judyta
      • martynka30 Re: Być feministką to wstyd???? 06.01.04, 13:44
        Trochę nie na temat, ale ja akurat nie cieszę, z bezpłatnej (rzekomo) slużby
        zdrowia czy oświaty. To i tak fikcja, efekt jest taki, ze zamożniejsi płacą
        podwójnie (podatkami oraz opłatami za prywatnego lekarza czy klinikę), a
        biedniejsi często nic nie dostają (bo na "bezpłatne" usługi medyczne czeka się
        często miesiącami, a na "bezpłatne" studia dla dzieci do których trzeba dodać
        koszty utrzymania, akademika i tak ich nie stać). A co do prawa do emerytury,
        to sami sobie na nie zarabiamy oddając na to przez wiele lat część zarobków.
        Fakt, że jesteś zmuszona oddawać swoje pieniądze, by państwo mogło nimi
        (idiotycznie) zarządzać i obracać jest raczej dopustem. A wiele praw
        pracowniczych zwiększających koszty utrzymania pracownika (płatne
        wypowiedzenia itd) tak naprawdę działa przeciw nam, dzięki temu mamy niższe
        zarobki i mniej miejsc pracy. I coż nie trzeba się czuć socjalistą, żeby nim
        być, jak ktoś wierzy, że są rzeczy, które nie muszą nic kosztować, to owszem
        jest socjalistąsmile. Przepraszam za wtręt i pozdrawiam
        • wieczna-gosia Re: Być feministką to wstyd???? 07.01.04, 08:31
          A co do prawa do emerytury,
          > to sami sobie na nie zarabiamy oddając na to przez wiele lat część zarobków

          Co gorsza teraz pewnikiem oddajemy na obecje emerytury a na nasze to pewnie
          tez niz demograficzny bedzie zarabial wink)
          • martynka30 Re: Być feministką to wstyd???? 07.01.04, 17:47
            Hi hi to prawda. Ale to też dlatego, że duża część pieniądzy naszych rodziców
            i dziadków poszły na przygotowania do wojny z Danią. Jako członek UW mieliśmy
            za przeciwnika w ewentualnej wojnie o pokójwink Danię. I na zbrojenia poszła
            masa kasy zusowskiejsad. Dziś nie wydajemy na Danie, ale np. na pewną firmę
            zajmującą się komputeryzacją. Możemy się pocieszyć, że chociaż emerytury
            niepewne to walczymy z bezrobociem utrzymując w owej firmie miejsca pracy
    • monika.zdz Re: Być feministką to wstyd???? 06.01.04, 17:03
      Ja również cieszę się,że kiedyś feministki otworzyły nam drogę do nauki,do
      niezależności,do własnego zdania. Teraz chyba nie ma tak naprawdę feministek-
      feministki były wtedy kiedy proces równouprawnienia się zaczynał. Dzisiaj są
      kobiety nowoczesne,jedne mniej drugie więcej ale żadna chyba nie tkwi w takich
      układach jakie były 100 czy 200 lat temu? Może to odżegnywanie się jest
      spowodowane postrzeganiem feministek jako kobiet drapieżnych ,nienawidzących
      mężczyzn,macierzyństwa itp.? Ja nie jestem feministką,jestem kobietą żyjącą
      zgodnie z duchem epoki,czerpię garściami z tego co feministki nam dały.Jednak
      gdybym urodziła się te 100-200 lat temu to feministką bym została,ponieważ
      miejsce jaki ówcześni mężczyźni wyznaczyli kobietom było niesprawiedliwe i
      skandaliczne.HOWK.
      • edytkus Re: Być feministką to wstyd???? 07.01.04, 00:09
        monika.zdz napisała:

        > Ja również cieszę się,że kiedyś feministki otworzyły nam drogę do nauki,do
        > niezależności,do własnego zdania. Teraz chyba nie ma tak naprawdę feministek-
        > feministki były wtedy kiedy proces równouprawnienia się zaczynał.

        Eee, wtedy to byla emancypacja, a feminizm jest dzisiaj wink
        • katarzyna.br Re: Być feministką to wstyd???? 07.01.04, 11:19
          A ja feministką nie jestem i nie zostanę. Cieszę się że dzięki emanycpantkom
          mamy dzisiaj dostęp do wykoształcenia, prawa wyborcze itd. ale dzisiejsze
          feministki mnie irytują - za wszelką cenę chcą dorównać mężczyznom w każdej
          dziedzinie - nie wiem po co przecież pewnych ograniczeń związanych z płcią nie
          wyeliminują. Urlop macierzyński dla ojca - aby matka mogła wrócić do pracy bo
          więcej zarabia - no nie wiem, chyba bardzo zdesperowana matka, ale to chyba
          dobrze że wogóle jest taka możliwość. Prawo do aborcji, a właściwie do
          morderstwa z premedytacją (wylączając względy zdrowotne) i prostackie, wulgarne
          hasła w stylu " mój brzuch moja sprawa" - no nie tym Paniom już stanowczo
          podziękujemy. Czynne prawa wyborcze - pomysły ustalenie mimalnej ilości
          mandatów poselskich i senatorskich dla kobiet - totalna bzdura, dlaczego
          właściwie już na starcie walka między kandydatami ma być nie równa - liczy się
          człowiek a nie płeć.
          Dorównanie za wszelką cenę mężczyznom to też pokazanie jakie to zakompeksione
          są kobiety, że czują się gorsze od mężczyzn. Jestem kobietą, nie czuje się
          gorsza od mężczyzn a w wielu dizedzinach nawet lepsza ale wielu poczynań
          feministek (szczególnie prawa do aborcji i praw wyborczych popierać nigdy nie
          będę. Moim zdaniem wiele skrajnych feministek powinno pójść do psychologa bo
          mam wrażenie że celem ich życia jest walka z mężczyzną a nie walka o kobiety.

          Popieram za to organizacje pozarządowe działające na rzecz kobiet
          maltretowanych przez mężczyzn, samotnie wychowujących dzieci, bezdomnych -
          taka działalność jest zdecydowanie bardziej użyteczna społecznie.

          Pozdrawiam
          • lena99 Re: Być feministką to wstyd???? 07.01.04, 13:33
            katarzyna.br napisała:

            > Urlop macierzyński dla ojca - aby matka mogła wrócić do pracy bo
            > więcej zarabia - no nie wiem, chyba bardzo zdesperowana matka, ale to chyba
            > dobrze że wogóle jest taka możliwość.


            A ja się bardzo cieszę, że jest urlop rodzicielski. I nie wiem dlaczego
            postrzegać go wyłącznie w kategorii "zarobkowej". Wielu ojców naprawdę
            wspaniale i chętnie opiekuje się dziećmi, dlaczego im na to nie pozwolić?
            Dlaczego gdy matka wraca do pracy po macierzyńskim, wszyscy się zastanawiają
            ile straci w kontakcie z dzieckiem, co ją ominie (pierwszy krok, słowo itd) a
            nie zastanawiamy się, co tracą ojcowie pracujący niemal od momentu narodzin.
            Chciałabym doczekać obowiązkowego urlopu dla ojca (jak np. w Szwecji) ale to
            jeszcze długa droga.


            >Prawo do aborcji, a właściwie do
            > morderstwa z premedytacją (wylączając względy zdrowotne) i prostackie,
            wulgarne
            >
            > hasła w stylu " mój brzuch moja sprawa" - no nie tym Paniom już stanowczo
            > podziękujemy.


            Rzeczywiście w Polsce feminizn=prawo do aborcji, co przesłania inne aspekty
            tego ruchu.


            >Czynne prawa wyborcze - pomysły ustalenie mimalnej ilości
            > mandatów poselskich i senatorskich dla kobiet - totalna bzdura, dlaczego
            > właściwie już na starcie walka między kandydatami ma być nie równa - liczy
            się
            > człowiek a nie płeć.


            Zgadzam się, że liczy się człowiek a nie płeć i dlatego jestem ZA parytetem.
            Krótka opowiastka z mojego miasta: pewna partia była niezwykle aktywna i
            zaangażowana (w dobrym tego słowa znaczeniu), a to dzięki pewnej działaczce-
            kobiecie. Wszyscy członkowie tej partii wychwalali ją za jej działalność. ALE
            gdy przyszło do ustaleń, kto z członków zajmie które miejsce na liście do
            głosowania, tej kobiecie zaproponowano miejsce odległe, chociaż wszyscy
            wiedzieli i zgadzali się, że ona jest liderką. Po prostu, ona była kobietą, a
            nie zdarzyło sie chyba jeszcze, żeby kobieta zajmowała pierwsze miejsce na
            liście wyborczej. Może się to wydawać trochę nie na temat, ale zmierzam do
            tego, że nawet kobiecie-liderce partii trudno jest dostać się np. do Sejmu, a
            co dopiero kobiecie-zwykłemu członkowi. Gdyby był parytet, to mogłoby się
            zmienić. I nie przekonują mnie argumenty, że będzie więcej przypadkowych
            (czytaj: głupszych) kobiet, teraz nie ma parytetu, a popatrzcie jakich mamy
            posłów!
            Poza tym spójrzmy na USA, tam też było wielu przeciwników programu
            wyrównywania szans dla Afroamerykanów (także wśród nich samych), ale program
            zdał egzamin.

            Pozdrawiam, Lena

            • martynka30 Re: Być feministką to wstyd???? 07.01.04, 17:38
              lena99 napisała:
              > A ja się bardzo cieszę, że jest urlop rodzicielski. I nie wiem dlaczego
              > postrzegać go wyłącznie w kategorii "zarobkowej". Wielu ojców naprawdę
              > wspaniale i chętnie opiekuje się dziećmi, dlaczego im na to nie pozwolić?
              > Dlaczego gdy matka wraca do pracy po macierzyńskim, wszyscy się zastanawiają
              > ile straci w kontakcie z dzieckiem, co ją ominie (pierwszy krok, słowo itd)
              a
              > nie zastanawiamy się, co tracą ojcowie pracujący niemal od momentu narodzin.
              > Chciałabym doczekać obowiązkowego urlopu dla ojca (jak np. w Szwecji) ale to
              > jeszcze długa droga.

              A co bys powiedziała na obowiązkowe zwolnienia lekarskie dla ojców ciąż
              zagrożonych?wink))


              > Zgadzam się, że liczy się człowiek a nie płeć i dlatego jestem ZA parytetem.
              > Krótka opowiastka z mojego miasta: pewna partia była niezwykle aktywna i
              > zaangażowana (w dobrym tego słowa znaczeniu), a to dzięki pewnej działaczce-
              > kobiecie. Wszyscy członkowie tej partii wychwalali ją za jej działalność.
              ALE
              > gdy przyszło do ustaleń, kto z członków zajmie które miejsce na liście do
              > głosowania, tej kobiecie zaproponowano miejsce odległe, chociaż wszyscy
              > wiedzieli i zgadzali się, że ona jest liderką. Po prostu, ona była kobietą,
              a
              > nie zdarzyło sie chyba jeszcze, żeby kobieta zajmowała pierwsze miejsce na
              > liście wyborczej. Może się to wydawać trochę nie na temat, ale zmierzam do
              > tego, że nawet kobiecie-liderce partii trudno jest dostać się np. do Sejmu,
              a
              > co dopiero kobiecie-zwykłemu członkowi. Gdyby był parytet, to mogłoby się
              > zmienić. I nie przekonują mnie argumenty, że będzie więcej przypadkowych
              > (czytaj: głupszych) kobiet, teraz nie ma parytetu, a popatrzcie jakich mamy
              > posłów!

              Z wszystkich badań wynika, że większe szanse w wyborach parlamentarnych,
              samorządowyc, prezydenckich i wszelkich innych powszechnych mają np. wyżsi.
              Także na listach wyborczych zajmują oni wyższe miejsca. Więc żeby było
              sprawiedliwie parytety powinny być zagwarantowane również dla niskich.

              > Poza tym spójrzmy na USA, tam też było wielu przeciwników programu
              > wyrównywania szans dla Afroamerykanów (także wśród nich samych), ale program
              > zdał egzamin.


              Wrecz odwrotnie. Nie zdał zupełnie. Zmarnowano masę kasy, którą mniędzy innymi
              zabrano tym upośledzonym grupom. Gdyby o te kwoty pomniejszyć podatki, ci
              ludzie mieli by na na lepsze wykształcenie. Nieco upraszaczam, ale tak działa
              ten mechanizm, jak chcesz komuś dac coś co kosztuje, musisz na to zabrać innej
              grupie, w przypadku rzeczy finasowanych z podatków wszystkim. Zabierasz więc i
              tym najbardziej tego potrzebującym. Później daną kwotę oddajesz pomniejszoną o
              koszty manipulacji (utrzymanie urzędników i biur zajmującym się danym
              programem wyrównywania szans) i pośrednictwa. Najpierw zabierasz, później nie
              oddajesz całości i jeszcze wmawiasz tym, którym zabrałaś że robisz im dobrze.
              To ma być zdany egzamin?

              Poza założeniami i realizacja była nieudolna. Grupy mogące liczyć na wsparacie
              danych programów wybierano chyba losowo. Bo dlaczego Afroamerykanie (a co tam,
              będę superpoprawna) tak, a pochodzący z Azji (często w 1 pokoleniu,
              angielskiego musieli się dopiero nauczyć) nie?

              Pozdrawiam
              • lena99 Re: Być feministką to wstyd???? 07.01.04, 20:34
                martynka30 napisała:
                >
                > Z wszystkich badań wynika, że większe szanse w wyborach parlamentarnych,
                > samorządowyc, prezydenckich i wszelkich innych powszechnych mają np. wyżsi.
                > Także na listach wyborczych zajmują oni wyższe miejsca. Więc żeby było
                > sprawiedliwie parytety powinny być zagwarantowane również dla niskich.

                Ciekawe, czy badania te zostały przeprowadzone też na kobietach?


                > > Poza tym spójrzmy na USA, tam też było wielu przeciwników programu
                > > wyrównywania szans dla Afroamerykanów (także wśród nich samych), ale progr
                > am
                > > zdał egzamin.
                >
                >
                > Wrecz odwrotnie. Nie zdał zupełnie. Zmarnowano masę kasy, którą mniędzy
                innymi
                > zabrano tym upośledzonym grupom. Gdyby o te kwoty pomniejszyć podatki, ci
                > ludzie mieli by na na lepsze wykształcenie. Nieco upraszaczam, ale tak
                działa
                > ten mechanizm, jak chcesz komuś dac coś co kosztuje, musisz na to zabrać
                innej
                > grupie, w przypadku rzeczy finasowanych z podatków wszystkim. Zabierasz więc
                i
                > tym najbardziej tego potrzebującym. Później daną kwotę oddajesz pomniejszoną
                o
                > koszty manipulacji (utrzymanie urzędników i biur zajmującym się danym
                > programem wyrównywania szans) i pośrednictwa. Najpierw zabierasz, później
                nie
                > oddajesz całości i jeszcze wmawiasz tym, którym zabrałaś że robisz im
                dobrze.
                > To ma być zdany egzamin?

                Zgadzam się co do mechanizmu - tak działa całe państwo i podatkisad
                Natomiast nie rozumiem, dlaczego parytet miałby pociągać za sobą koszty.

                >
                > Poza założeniami i realizacja była nieudolna. Grupy mogące liczyć na
                wsparacie
                > danych programów wybierano chyba losowo. Bo dlaczego Afroamerykanie (a co
                tam,
                > będę superpoprawna) tak, a pochodzący z Azji (często w 1 pokoleniu,
                > angielskiego musieli się dopiero nauczyć) nie?

                W porównaniu do USA chodziło mi o to, że ten program przyczynił się np. do
                zatrudniania Afroamerykanów z powodu 'poprawności politycznej'. Tzn gdy o to
                samo stanowisko ubiegało się 2 kandytatów (1 Afro, 2 nie) o tych samych
                kwalifikacjach, to pracodawca przyjmował Afroamer. (upraszczam). Oczywiście
                początkowo nikt nie był zadowolony. Ale po czasie wszyscy oswoili się z
                obecnością w pracy osób o innym kolorze skóry i dziś nie ma już z tym takiego
                problemu (to też uproszczenie).

                Pozdrawiam, Lena
                • martynka30 Re: Być feministką to wstyd???? 08.01.04, 13:32
                  > Ciekawe, czy badania te zostały przeprowadzone też na kobietach?

                  Nie wiem, ale jakie ma to znaczenie? Nawet jak tylko na mężczyznach, to skoro
                  okazuje się, że niżsi zajmują dalsze miejsca na listach wyborczych, to im tak
                  samo jak kobietom należy się parytet, nie? Podobnie z badań wynika, że większe
                  szanse w wyborach oraz przy awansie w pracy mają ludzie w miarę przystojni,
                  kobiet tez to dotyczy (nie mówimy tu urodzie gwiazd filmowych, ale o
                  symetrycznych rysach). To co dla tych zdecydowanie brzydkich też parytet? Też
                  program wyrównywania szans?

                  > W porównaniu do USA chodziło mi o to, że ten program przyczynił się np. do
                  > zatrudniania Afroamerykanów z powodu 'poprawności politycznej'. Tzn gdy o to
                  > samo stanowisko ubiegało się 2 kandytatów (1 Afro, 2 nie) o tych samych
                  > kwalifikacjach, to pracodawca przyjmował Afroamer. (upraszczam). Oczywiście
                  > początkowo nikt nie był zadowolony. Ale po czasie wszyscy oswoili się z
                  > obecnością w pracy osób o innym kolorze skóry i dziś nie ma już z tym
                  takiego
                  > problemu (to też uproszczenie).

                  To tylko fajnie wygląda w teorii. W praktyce bardzo rzadka się zdarza, by
                  jedyną różnicą między kandydatami był kolor skóry. Gwarantowanie
                  Afroamerykanom określonej liczby miejsc w miejscach pracy, rządzie itd. tylko
                  pogłebiło napięcia i efekcie działało (i działa) przeciw Afroamerykanom.
                  Proces wychodzenia z biedy jest niestety procesem długotrwałym, któremu pomaga
                  wzrost gospodarczy (wiecej miejsc pracy), niższe podatki (możliwość
                  wkształcenia), a nie programy wyrównywania szans, które powtarzam zjadły kupę
                  kasy, także z podatków Afroamerykanów. A ja mówiłam jeszcze o przyznawaniu
                  naszego odpowiednika punktów z PRL-u przy ubieganiu się o przyjęcie na studia,
                  co dyskryminowalo między innymi Azjatów.

                  Nadal nie rozumiem koncepcji OBOWIĄZKOWEGO urlopu ojcowskiego. Uważasz, że
                  państwo wie lepiej niż rodzice?

                  Piszesz Leno, że nasz sejm nie byc już głupszy. Niestety może. Spójrz na
                  partię określającą się mianem Zielonych. Na razie jej nie ma w sejmie. Na
                  razie.

                  Pozdrawiam
                  Martyna
                  • lena99 Re: Być feministką to wstyd???? 08.01.04, 20:00
                    martynka30 napisała:

                    > > Ciekawe, czy badania te zostały przeprowadzone też na kobietach?
                    >
                    > Nie wiem, ale jakie ma to znaczenie? Nawet jak tylko na mężczyznach, to
                    skoro
                    > okazuje się, że niżsi zajmują dalsze miejsca na listach wyborczych, to im
                    tak
                    > samo jak kobietom należy się parytet, nie? Podobnie z badań wynika, że
                    większe
                    > szanse w wyborach oraz przy awansie w pracy mają ludzie w miarę przystojni,
                    > kobiet tez to dotyczy (nie mówimy tu urodzie gwiazd filmowych, ale o
                    > symetrycznych rysach). To co dla tych zdecydowanie brzydkich też parytet?
                    Też program wyrównywania szans?


                    Sądząc po tym, co widzę w Parlamencie, niskim i brzydkim nie dzieje się
                    krzywdasmile
                    Możemy nawet mówić o nadreprezentatywnoścismile

                    Oczywiście, wyżsi i przystojni mają większe szanse, nie tylko w wyborach. Ale
                    my zdaje się mówimy o wyrównywaniu szans kobiet i mężczyzn.



                    > > W porównaniu do USA chodziło mi o to, że ten program przyczynił się np. do
                    >
                    > > zatrudniania Afroamerykanów z powodu 'poprawności politycznej'. Tzn gdy o
                    > to
                    > > samo stanowisko ubiegało się 2 kandytatów (1 Afro, 2 nie) o tych samych
                    > > kwalifikacjach, to pracodawca przyjmował Afroamer. (upraszczam). Oczywiści
                    > e
                    > > początkowo nikt nie był zadowolony. Ale po czasie wszyscy oswoili się z
                    > > obecnością w pracy osób o innym kolorze skóry i dziś nie ma już z tym
                    > takiego
                    > > problemu (to też uproszczenie).
                    >
                    > To tylko fajnie wygląda w teorii. W praktyce bardzo rzadka się zdarza, by
                    > jedyną różnicą między kandydatami był kolor skóry. Gwarantowanie
                    > Afroamerykanom określonej liczby miejsc w miejscach pracy, rządzie itd.
                    tylko
                    > pogłebiło napięcia i efekcie działało (i działa) przeciw Afroamerykanom.

                    Być może masz rację, nie jestem aż taką znawczynią tego programu.
                    Ale to było tylko porównanie. Istnieje jedna znacząca różnica między nim a
                    parytetem. Otóż parytet jest systemem proporcjonalnego udziału płci np. w
                    parlamencie, czyli ustala proporcje między liczbą kandydatów obu płci. Nie
                    ustala z góry ile miejsc będzie przeznaczonych dla kobiet. Innymi słowy, jeśli
                    wśród kandydatów jest 50% kobiet i 50% mężczyzn, może się zdarzyć, że
                    wybranych zostanie np.10% kobiet a 90% mężczyzn lub np. sami mężczyźni. Wybór
                    należy do wyborców, którzy głosują na konkretnego człowieka.

                    > Proces wychodzenia z biedy jest niestety procesem długotrwałym, któremu
                    pomaga
                    > wzrost gospodarczy (wiecej miejsc pracy), niższe podatki (możliwość
                    > wkształcenia), a nie programy wyrównywania szans, które powtarzam zjadły
                    kupę
                    > kasy, także z podatków Afroamerykanów.

                    Masz rację! Czy ja gdzieś twierdziłam coś innego? Ale ta dyskusja nie dotyczy
                    problemu wychodzenia z biedy...


                    A ja mówiłam jeszcze o przyznawaniu
                    > naszego odpowiednika punktów z PRL-u przy ubieganiu się o przyjęcie na
                    studia,
                    > co dyskryminowalo między innymi Azjatów.
                    >

                    Przyznawanie punktów za pochodzenie wg mnie było chore. Ale to co innego niz
                    parytet.
                    Przy rekrutacji na studia sa jasne kryteria - studiuje ten, kto zdobędzie
                    największą ilość punktów(czyli zdolniejszy). Ta zasada ma niewiele wspólnego z
                    ustalaniem miejsc na listach wyborczych.


                    > Nadal nie rozumiem koncepcji OBOWIĄZKOWEGO urlopu ojcowskiego. Uważasz, że
                    > państwo wie lepiej niż rodzice?

                    Nie uważam, że państwo wie lepiej niż rodzice. Uważam natomiast, że urlop dla
                    ojców (w obecnym kształcie) pozwala na opiekę nad dzieckiem ojcu z powodów NIE
                    TYLKO finansowych.

                    Uważam ponadto, że OBOWIĄZKOWY urlop dla ojców przyczyniłby się do pogłębienia
                    więzi między nimi a dziećmi, wielu ojcom pozwoliłby bardziej zaangażować się w
                    wychowanie dziecka (do dziś gdzieniegdzie pokutuje model 3xK). Poza tym
                    wyrównałby szanse zawodowe matek i ojców.

                    Oczywiście to wszystko teoria!!!

                    > Piszesz Leno, że nasz sejm nie byc już głupszy. Niestety może. Spójrz na
                    > partię określającą się mianem Zielonych. Na razie jej nie ma w sejmie. Na
                    > razie.

                    Nie znam ani ludzi ani programu Zielonych, ale jeśli będzie jeszcze gorzej, to
                    już tylko emigracjasmile Ale dokąd?!

                    Pozdrawiam, Lena
                    • martynka30 Re: Być feministką to wstyd???? 09.01.04, 15:26
                      > Sądząc po tym, co widzę w Parlamencie, niskim i brzydkim nie dzieje się
                      > krzywdasmile
                      > Możemy nawet mówić o nadreprezentatywnoścismile

                      Subiektywnie mam podobne wrażenie che che, ale cóz zrobić gdy badania temu
                      przeczą...smile



                      > Oczywiście, wyżsi i przystojni mają większe szanse, nie tylko w wyborach.
                      Ale
                      > my zdaje się mówimy o wyrównywaniu szans kobiet i mężczyzn.

                      No że mają większe szanse na sukces reprodukcyjny to juz inna sprawa, na
                      szczęscie w tej kwestii nikt nie wpadł jeszcze na pomysł stworzenia programu
                      wyrównywania szanswink.
                      Co do miejsc na listach wyborczych, owszem mówimy tu kobietach i mężczyznach,
                      ale chyba przyznasz, że zamierzenie pomocy tylko jednej z upośledzonych grup
                      (kobietom) jest etycznie wątpliwe, oznacza dyskrymiancję innych grup. A serio,
                      to ja tymi przykładami próbuje mniej lub bardziej nieudolnie zilustrować do
                      czego prowadzą próby ustawowego rozwiązywanie problemu dyskryminacji



                      Otóż parytet jest systemem proporcjonalnego udziału płci np. w
                      > parlamencie, czyli ustala proporcje między liczbą kandydatów obu płci. Nie
                      > ustala z góry ile miejsc będzie przeznaczonych dla kobiet. Innymi słowy,
                      jeśli
                      > wśród kandydatów jest 50% kobiet i 50% mężczyzn, może się zdarzyć, że
                      > wybranych zostanie np.10% kobiet a 90% mężczyzn lub np. sami mężczyźni.
                      Wybór
                      > należy do wyborców, którzy głosują na konkretnego człowieka.

                      Ale dlaczego zmuszać partie, by musiały koniecznie szukać tych 50% kobiet na
                      listy, jesli akurat będą mieć lepszych mężczyzn? Niech wybierają najlepszych
                      kandydatów na listy. Parytet zmusza do szukania gorszych kandydatów dlatego,
                      że mniej jest kobiet chętnych do startowania w wyborach niż mężczyzn!




                      > Masz rację! Czy ja gdzieś twierdziłam coś innego? Ale ta dyskusja nie
                      dotyczy
                      > problemu wychodzenia z biedy...

                      Czyli nie jesteś jednak socjalistką i nie można się z Tobą pokłócić na
                      całegowink))). Szkodawink))



                      > Nie uważam, że państwo wie lepiej niż rodzice. Uważam natomiast, że urlop
                      dla
                      > ojców (w obecnym kształcie) pozwala na opiekę nad dzieckiem ojcu z powodów
                      NIE
                      > TYLKO finansowych.
                      >
                      > Uważam ponadto, że OBOWIĄZKOWY urlop dla ojców przyczyniłby się do
                      pogłębienia
                      > więzi między nimi a dziećmi, wielu ojcom pozwoliłby bardziej zaangażować się
                      w
                      > wychowanie dziecka (do dziś gdzieniegdzie pokutuje model 3xK). Poza tym
                      > wyrównałby szanse zawodowe matek i ojców.

                      Aj aj! Ja NIE CHCĘ, NIE ŻYCZĘ SOBIE, STANOWOCZO PROTESTUĘ by decyzję o tym kto
                      zostaje z dzieckiem, a kto pracuję, podejmowało za mnie państwo. Jest
                      możliwość urlopu dla ojców super, są związki, które podejmują decyzję, że to
                      ojciec opiekuje się dzieckiem, a matka zasuwa do pracy, też super. Ale
                      OBOWIĄZEK? Co do argumentu o tworzeniu więzi miedzy ojcem a dzieckiem, to nie
                      da jej się wymusić prawnymi rozwiązaniami. W dodatku idąc dalej tym tropem
                      trzeba by i wysmażyć przepis nakazujący np. matkom spędzanie z dziecmi tylu a
                      tylu godzin, z czego taki a taki procent miałby być obowiązkowo przeznaczony
                      na np. przytulanie. Dla małżenstw: zakaz wyjazdu współmałżonka do pracy za
                      granicę (z troski o pielęgnowanie więzi). Dla mających rodzeństwo i rodziców
                      nakaz odwiedzania przynajmniej raz na 2 tygodnie. Państwo gwarantem i
                      współtwórcą więzi rodzinnych, więzi między ojcem a dzieckiem? Przecież to
                      absurd. Proszę mnie tu na siłę nie uszczęśliwiać! Jak ustalimy z mężem, że on
                      chce posiedzieć z małą, a ja chcę wrócić do pracy to tak zrobimy. Ale państwo
                      niech się w wybory mojej rodziny nie wtrąca, bardzo proszę.



                      > Nie znam ani ludzi ani programu Zielonych, ale jeśli będzie jeszcze gorzej,
                      to
                      > już tylko emigracjasmile Ale dokąd?!

                      No na pewno nie do Szwecjismile. A teraz smutna refleksja, niekoniecznie na
                      temat. Partia Zielonych skupia bardzo wiele kobiet. Ich wypowiedzi są tak
                      skandalicznie głupie, że zachodzi podejrzenie, że postanowiły rywalizować w
                      tym względzie z panami i paniami w krawatach w gustowne paski. Rywalizacja
                      jest wyjątkowo zacięta i wyrównana, choc ostanio na niewielkie prowadzenie
                      wysunęli się chyba jednak Zieloni. Zaczynam podejrzewać, że to sabotaż. Celowa
                      kompromitacja kobiet, tudzież osób o odmiennej orientacji. Przecież mamy
                      kurczę tyle mądrych kobiet!

                      Pozdrawiam Lenko
                      Martyna

                      p.s. a co do przekonania na temat wartości człowieka w zależności od płci, to
                      musze Ci Lenko powiedzieć (nie w kontekście tej dyskusji) że nóż mi się w
                      kieszeni otorzyłby (gdybym go miała) gdy moja teściowa wyraziła ogromne
                      rozczarowanie, że urodzi nam się babsztylek. "Syn to syn, nie ma co gadać. Ale
                      może jeszcze Wam się uda, a może to USG myli się?" koniec cytatu. Wyobrażasz
                      sobie? Tylko, że niestety żadna ustawa nie zmieni przekonania osób pokroju
                      teściowej, że prawdziwa matka, to ta co ma syna... kurcze felek.
                      • lena99 Re: Być feministką to wstyd???? 09.01.04, 20:16
                        martynka30 napisała:

                        > Partia Zielonych skupia bardzo wiele kobiet. Ich wypowiedzi są tak
                        > skandalicznie głupie, że zachodzi podejrzenie, że postanowiły rywalizować w
                        > tym względzie z panami i paniami w krawatach w gustowne paski. Rywalizacja
                        > jest wyjątkowo zacięta i wyrównana, choc ostanio na niewielkie prowadzenie
                        > wysunęli się chyba jednak Zieloni. Zaczynam podejrzewać, że to sabotaż.
                        Celowa
                        > kompromitacja kobiet, tudzież osób o odmiennej orientacji. Przecież mamy
                        > kurczę tyle mądrych kobiet!

                        Nie znam wypowiedzi kobiet z partii Zielonych, ale nie sądzę, że to jakaś
                        prowokacja. Ja w swoim życiu spotkałam naprawdę wielu ludzi niemądrych
                        (nazwijmy to oględnie). A poza tym tacy ludzie nie tylko nie uważają się za
                        głupich ale nawet za mądrzejszych od innych, a co za tym idzie, pragną
                        decydować i rządzić. Niestety(:

                        >
                        > p.s. a co do przekonania na temat wartości człowieka w zależności od płci,
                        to
                        > musze Ci Lenko powiedzieć (nie w kontekście tej dyskusji) że nóż mi się w
                        > kieszeni otorzyłby (gdybym go miała) gdy moja teściowa wyraziła ogromne
                        > rozczarowanie, że urodzi nam się babsztylek. "Syn to syn, nie ma co gadać.
                        Ale
                        > może jeszcze Wam się uda, a może to USG myli się?" koniec cytatu. Wyobrażasz
                        > sobie? Tylko, że niestety żadna ustawa nie zmieni przekonania osób pokroju
                        > teściowej, że prawdziwa matka, to ta co ma syna... kurcze felek.


                        Rzeczywiście, twoja tesciowa nie podlega pod żadną ustawę i nie ma dla niej
                        karysmile. Na pocieszenie powiem ci, że moja własna mama, na wieść o tym, że
                        będziemy mieli synka, zachowała sie bardzo podobnie: "Może następnym razem się
                        uda?" mając na myśli córkę! Nie wiem co z tymi mamami się porobiło...

                        Pozdrawiam cieplutko, Lena
        • monika.zdz Re: Być feministką to wstyd???? 08.01.04, 16:59
          edytkus napisała:

          > monika.zdz napisała:
          >
          > > Ja również cieszę się,że kiedyś feministki otworzyły nam drogę do nauki,do
          >
          > > niezależności,do własnego zdania. Teraz chyba nie ma tak naprawdę feminist
          > ek-
          > > feministki były wtedy kiedy proces równouprawnienia się zaczynał.
          >
          > Eee, wtedy to byla emancypacja, a feminizm jest dzisiaj wink
          A! Może i racja!.W takim razie byłabym ówczesną emancypantką.
    • beata32 Re: Być feministką to wstyd???? 07.01.04, 11:04
      No jasne, że wstyd ...
      wink
      To tak jakby się przyznać, że jestem brzydka, nie mogę znaleźć chłopa i w
      związku z tym nienawidzę całego rodzaju męskiego i atakując mężczyzn się za
      swoje frustracje odgrywam ... tak w każdym razie chyba panowie na to patrzą.

      A tak wogóle - to cieszę się, że mogłam studiować, że mogę pracować i nieźle
      zarabiać, że nie umieram ze strachu co by było jakby moja jedyna ostoja
      zapewniająca byt puściła mnie w trąbę, prowadzę samochód, mogę bez podtekstów
      pracować z mężczyznami w niby 'męskim' zawodzie. Będąc w ciąży - nie musiałam
      się ukrywać w domu ze wstydem - ale do ostatniego miesiąca chodziłam do pracy.
      I nawet czasami głosuję w wyborach ...

      Może lepiej byłoby sprecyzować pojęcie 'feministka' - jeśli to sympatyk
      feminizmu, albo osoba korzystająca ze zdobyczy - to chyba większość jeśli nie
      wszystkie współczesne kobiety są z definicji feministkami. A jeśli działaczka
      odpowiedniego ruchu ... to nie.

      Pozdrawiam
      • d.orka Re: Być feministką to wstyd???? 10.01.04, 18:00
        O! Jeden z moich ulubionych tematów!
        Ile kobiet, tyle feministek. Nie ma jednego feminizmu.
        Moja przyjaciółka z lat dziecięcych nazywa siebie feministką.
        Ja też nazywam siebie feministką, ale gdyby ona to usłyszała pękłaby ze śmiechu.
        W swoim pierwszym (po długich latach milczenia)liście do mnie grzmiała - jak ja
        mogę niweczyć osiągnięcia wielu ciężkich starań pokoleń feministek urywając
        studia i nie pracując zawodowo, zajmując się tylko dziećmi? Co one sobie o mnie
        pomyślą, gdy dorosną?
        Cóż, mój feminizm przejawia się w nieco inny sposób.

        Mój mąż uważa, że feminizm nie istnieje.

        To o co tu chodzi? wink
        Dorka
        mama Sikorek i może Leonka
        (jak nie, to mąż zapowiedział, że odeśle mnie z tą babską zgrają do Mamusi)
Pełna wersja