martika32
06.09.09, 15:48
Witam. Moim problemem jest moja mama- osoba, której zycie nie
rozpieszczało, wyszła młodo za mąż, za dużo starszego od niej
rozwodnika. Najpierw urodziłam sie ja, poźniej mój brat.Moja mama
radziła sobie ze wszystkim, staniem w kolejkach, gotowaniem praniem,
szyciem, sprzataniem, zaprawianiem słoików itd. a mój tata pracował-
jak się pojawiał to bawił się z nami-do dzisiaj pamietam jak z nami
rysował, czy śpiewaliśmy razem, a on nagrywał te nasze piosenki na
kasety , to do niego w nocy szłam jak bolały mnie nogi, (bo rodzice
spali osobno)on zawsze mnie pocieszał, przytulił, był ze mnie dumny,
chwalił; a mamy nie pamietam chociaz była z nami cały czas , bo nie
pracowała zawodowo ale zawsze miała coś do zrobienia, nigdy nie
przytulała, nie powiedziała, ze mnie kocha, albo jest ze mnie dumna-
ona tylko krytykowała-że źle sie ubrałam, jak ja wygladam, to nie
tak sie robi- daj ja to zrobie, bo ty nic nie potrafisz, zawsze
wszystko musisz zepsuć...tak wygladało moje dzieciństwo... Pół roku
po naszym ślubie mój tato zmarł (przez 6 lat patrzyliśmy na jego
cierpienie i jak sobie dawał z tym radę) pół roku po tym poroniłam
ciążę 6-tygodniową, upragnioną. Moja mama nic nie powiedziała, nawet
nie przytuliła- no cóż zdarza sie powiedziała. po pół roku kolejna
ciąża- urodziła się córeczka. Początki bardzo trudne, nie potrafiłam
jej kochać, ale przyrzekłam sobie jedno nie będę taka jak moja mama.
Mama pomagała ,więc wróciłam do pracy. Ale stale krytykowała, ze
tylko zupa, albo tylko drugie danie, ze w lodówce za maqło rzeczy, ,
ze nie ma owoców(a przeciez wczoraj się skończyły i nie zdąrzyłam
kupić), ze nie poprasowane, ze w szafkach nie poukładane
równo...Starałam się nie zwracać na to uwagi-więc zaczęłam robić tak
jak ona chciała-obiad dwudaniowy, zawsze czysto, poprasowane,
pąsprzatane-ale robiłam to dla niej, a im bardziej sie starałam to
ona jeszcze bardziej dokrecała śrubę. Wkońcu doszło do tego, ze
zamieniłam się w robota, nie w żonę nie w matkę tylko w robota-
ostatnio wypomniał mi to mąż.A najgorsze jest to , ze mieszkamy
teraz razem z nią- jest to stan przejściowy(jeszcze minimum 4
miesiace musimy wytrzymać), ale moje małzeństwo zaczyna się sypać
wogóle cała moja rodzina na tym cierpi,dzieci widzą, ze coś sie
dzieje .
Przepraszam za ten strumień świadomości, ale musiałam to wyrzucić z
siebie. Chyba muszę się udać do jakiegoś specjalisty, a moze to wy
drogie forumki napiszecie co o tym myślicie. Moze to ja sie czepiam,
moze wszystkie mamy się tak zachowują, tylko ja jestem mało
odporna...