Dodaj do ulubionych

Kiedy mężczyźni zaczeli uczestniczyć w porodzie?

12.04.10, 23:12
W naszej tradycji mężczyźni nigdy nie uczestniczyli w porodzie.
Mężczyzna zawsze czekał na zewnątrz.
Skąd się wziął ten zwyczaj aby wpuszczać mężczyzn na sale porodowe?
Czy to jakiś anglosaski zwyczaj jak Hellowen i walentynki?

Od kiedy to się stało tak popularne w Polsce?
Obserwuj wątek
    • demonii.larua Re: Kiedy mężczyźni zaczeli uczestniczyć w porodz 13.04.10, 09:10
      > W naszej tradycji mężczyźni nigdy nie uczestniczyli w porodzie.
      > Mężczyzna zawsze czekał na zewnątrz.
      Do lat 60-tych XX w. nie tylko w naszej kulturze obecność ojca przy porodzie
      była niedopuszczalna. Chociaż np. na Polesiu poród na kolanach męża był
      kultywowany od dawna.
      > Skąd się wziął ten zwyczaj aby wpuszczać mężczyzn na sale porodowe?
      > Czy to jakiś anglosaski zwyczaj jak Hellowen i walentynki?
      To nie jest zwyczaj, tylko konsekwencja respektowania praw pacjenta, którym
      jest również rodząca dziecko kobieta, ma ona PRAWO do wybrania osoby
      towarzyszącej przy porodzie (nie musi to być ojciec dziecka).
      > Od kiedy to się stało tak popularne w Polsce?
      W 1994r. odbyła się pierwsza akcja "Rodzić po ludzku" (w tym samym roku
      podpisano Deklarację Praw Pacjenta). O ile pamiętam o tego czasu zaczęły się u
      nas zmiany, chociaż do ideału wiele jeszcze brakuje.
    • girasole01 Re: Kiedy mężczyźni zaczeli uczestniczyć w porodz 13.04.10, 10:56
      Ale tak wlasciwie to co Ci nie pasuje w tym, ze ludzie maja teraz
      mozliwosc WYBORU? Bo chyba na sile nikt Cie na porodowke nie
      ciagnie, co? A wnioskuje, ze cos Ci sie nie podoba po tym, ze
      respektowanie praw czlowieka porownujesz do anglosaskich zwyczajow
      typu Halloween, co sie ma do siebie jak piernik do wiatraka.
    • deodyma Re: Kiedy mężczyźni zaczeli uczestniczyć w porodz 14.04.10, 12:11
      jedni chca uczestniczyc, inni nie.
      wielu panow jet do tego zmusznych przez swoje partnerki.
      nie wiem od kiedy stalo se to popularne w Polsce, ale jak slysze od
      znajomych pan, ze one chca uczestnictwa swoich partnerow w porodzie
      tylko dlatego, zeby zobaczyli, jak one sie mecza...
      bez komantarza.
      • anaisanais96 nawet jeśli jest zmuszony przez partnerkę, to co ? 13.05.10, 13:15
        nawet jeśli jest zmuszony przez partnerkę to co takiego strasznego w tym jest?
        przecież kobieta w czasie porodu przezywa jedne z najgorszych bóli jakie
        człowiek może przeżyć. Facet tylko ma stać obok i ma wspierać swoją partnerkę.
        Czy to naprawdę tak wiele? Śmiem twierdzić że kobieta musi znosić o wile więcej
        przykrych chwil w oczekiwaniu na przyjście dziecka i później również. A
        mężczyzna się oburza, że partnerka chce by patrzał na te straszne rzeczy, które
        dzieją się na porodówce.
        Naprawdę nie chciałbyś być przy swojej kobiecie jeśli wiedziałbyś że to jej może
        pomóc w ciężkich chwilach?
        • lia.13 Re: nawet jeśli jest zmuszony przez partnerkę, to 13.05.10, 13:47
          no dobra, ale tu chodzi o to, że te jej koleżanki chciały obecności męża na
          porodówce nie dlatego, że to byłoby dla nich wsparcie, pomoc w ciężkich
          chwilach, poczułyby się bezpieczniej, przytulniej i po prostu lepiej, tylko
          dlatego, że one chciały im pokazać, jak to one się teraz muszą męczyć. A to jest
          dla mnie ogromna różnica postaw. Tak ja przynajmniej zrozumiałam post Deodymy.
        • wj_2000 Re: nawet jeśli jest zmuszony przez partnerkę, to 13.05.10, 20:20
          anaisanais96 napisała:
          > przecież kobieta w czasie porodu przezywa jedne z najgorszych bóli jakie
          > człowiek może przeżyć.

          Między 20 a 40 rokiem życia dokuczała mi kamica nerkowa (od 30 lat mam już
          spokój). "Rodziłem" co 2 lata kamienie. 2 razy miałem "cesarkę", bo kamień
          wykańczający mnie przez miesiąc był za duży by wyjść w końcu przez moczowód.
          Moja szwagierka, matka dwóch córek, stale podkreślała, że nie mam się co
          skarżyć, bo ból rodzenia jest na pewno najgorszy.
          I po latach i ją dopadły kamienie w moczowodach. Gdy już wróciła ze szpitala
          przyszła mnie przeprosić. "Ból przy rodzeniu dzieci, to Pikuś wobec ataku
          kamicy nerkowej, powiedziała.
          • okrent9 Re: nawet jeśli jest zmuszony przez partnerkę, to 14.05.10, 08:49
            wj_2000 napisał:

            po latach i ją dopadły kamienie w moczowodach. Gdy już wróciła ze
            szpitala
            > przyszła mnie przeprosić. "Ból przy rodzeniu dzieci, to Pikuś
            wobec ataku
            > kamicy nerkowej, powiedziała.


            Mojej przyjaciółce w liceum po atakach kamieni nerkowych
            współpacjentka w szpitalu, kobieta w kwiecie wieku, powiedziała:
            teraz już możesz spokojnie dzieci rodzić.

            Mnie się wydaje, że kobiety które twierdzą, że nie ma bólu gorszego
            niż ból rodzenia, miały w życiu dużo szczęścia ze zdrowiem smile
            Oczywiście są różne progi wrażliwości (ja się niestety zaliczam do
            ludzi których wszystko boli bardziej niż większość), ale musi być
            chyba jakiś medyczny "wspólny mianownik" bo przecież np. chorym w
            terminalnej fazie raka podaje się na pewno silniejsze leki niż
            rodzącym kobietom? Poparzenia większych powierzchni ciała też na
            pewno są niewyobrażalnie bolesne. Zmiażdżyłam sobie kiedyś mały
            palec drzwiami samochodu (tylko paliczek dystalny) - przez pierwsze
            36-48 godzin pomimo środków przeciwbólowych (co prawda "zwykłych",
            typu paracetamol, w zalecanych dawkach) nie byłam w stanie myśleć o
            niczym innym jak tylko o tym kiedy mogę wziąć kolejną tabletkę.
            Chyba rzadko w dzisiejszych czasach w cywilizowanych krajach kobiety
            muszą rodzić aktywnie przez 48 godzin?
          • kunegunda32 Re: nawet jeśli jest zmuszony przez partnerkę, to 18.05.10, 01:44
            Masz całkowitą rację z tym, że chyba chodzi o to że bóle porodowe mają tak zwany
            wyższy cel, prowadzą do wydania na świat tego jakże oczekiwanego maluszka. Mnie
            ten cel dopingował, a i tak miałam znieczulenie bo nie wydoliłam. Nie rodziłam
            kamienia i mam nadzieję, że mnie to nigdy nie spotka, natomiast dla mnie
            kwalifikacja bólu jest taka od najgorszego: 1/ ból zęba, 2/ bóle porodowe, 3/
            migrena, 4/bóle menstruacyjne, 5/ złamania kości.
    • hanka13 Re: Kiedy mężczyźni zaczeli uczestniczyć w porodz 15.04.10, 13:44
      Mysle, ze od kiedy mają taka możliwośćsmile
      Wielu mężczyzn rozumie, że ich obecność w czasie porodu jest dla
      kobiety ogromnym wsparciem psychicznym. Teraz obok rodzącej kobiety
      jest ktoś, kto może jej pomóc, dac się napić, pocieszyć, podtrzymać
      na duchu w czasie długich bolesnych godzin porodu, a potem dzielić z
      nią radośc spojrzenia na świeżo narodzone dziecko!
      Natomiast w sytuacji, gdy coś przebiega niepomyślnie, jest ktoś
      zdolny do interwencji, która czasem jest potrzebna...Wiem co mówię,
      rodziłam dwoje dzieci, mąż był przy mnie z własnego wyboru - i
      jestem mu za to ogromnie wdzięczna. To były dla mnie ciężkie chwile
      i jego obecnosc i wsparcie zapewnily mi poczucie bezpieczenstwa,
      nieslychanie wazne dla rodzącej kobiety.
      Co zas do odczuc mezczyzn: pierwszy poród - naturalny - był dla
      męża niesamowitym przeżyciem, powiedzial mi potem, że wahał sie, ale
      jest szcześliwy że sie odważyl i nigdy nie zrezygnuje z udziału w
      drugim porodziesmile Mowi, że nic nie rowna sie ze szczesciem jakie
      poczul, gdy uslyszal, zobaczyl i mogl wziac na rece swojego synka
      zaraz po narodzinachsmile
      Polecam! Oczywiscie nic na sile....
    • tarson Re: Kiedy mężczyźni zaczeli uczestniczyć w porodz 17.04.10, 22:31
      witam wszystkich forumowiczow i forumowiczki...
      niespełna 2 lata temu urodziłam swoje pierwsze dziecko.na poczatku
      bardzo sie cieszyłam ze mąż zadeklarował swoja obecnosc na
      porodowce.jednak im blizej było konca tym mnie ogarnialo coraz wiecej
      watpliwosci.pewna dnia powiedzialam po prostu "nie".pozniej przyznal
      mi sie ze chcial uczestniczyc w porodzie ze wzgledu na mnie.nie
      rodzialam w polsce i nie musialam sie bac ze potraktuja mnie jak
      przedmiot a ie osobe.polozne gratulowały mojej postawy ze
      zdecydowałam sie rodzic sama.powiem jedno.nie zaluje.
    • methinks Re: Kiedy mężczyźni zaczeli uczestniczyć w porodz 18.04.10, 22:32
      Nie wiem, czy to tradycja, ja chcialem wziac udzial praktycznie od poczatku.
      Zakladalem po prostu, ze w razie czego sobie wyjde i tyle. Okazalo sie, ze porod
      byl bardzo latwy i krotki (w sumie 3h od pierwszego skurczu). Zostalem do konca,
      przecinalem pepowine, obejrzalem sobie lozysko (bylem strasznie ciekawy jak
      wyglada wink ), itd. I nie mam zadnej traumy. Bardzo sie ciesze, ze bylem przy tym
      wszystkim, mamy sporo zdjec z samego porodu (zeby nie bylo, nie sa zbyt
      drastyczne) - beda na pewno fajna pamiatka dla naszej corki. Moja dziewczyna
      dziekowala mi, ze bylem razem z nia i powiedziala, ze bardzo jej pomoglem
      (pilnowalem, zeby sie zhiperwentylowala, latalem po wode, trzymalem za reke,
      podtrzymywalem glowe przy parciu i takie tam). Takze ja osobiscie nie widze
      minusow, ale nie jestem najlepsza osoba do namawiania innych ojcow do
      uczestnictwa, bo jak wyzej wspomnialem, porod byla latwy, ekspresowy i bez
      komplikacji.
    • tata_tomek Ciekawostka z XVII w. 30.04.10, 11:13
      Ciekawostka z XVII w.:

      *****
      W maju 1693 Sarnecki, dworzanin Radziwiłłów, który z Warszawy do Nieświeża nadsyłał nowinki swemu mocodawcy, poinformował go o zawarciu małżeństwa przez ks. jm. Kazimierza Czartoryskiego z jmp. Izabelą Morsztynówną. (...) Młoda księżna i znajdujący się pod jej wpływami mąż nadal wprowadzali zagraniczne zwyczaje. Budziło to nieraz wrogość zwolenników starych porządków. Plotkarze donosili np.: "Dziś księżna jm Czartoryska, starościna krzemieniecka syna urodziła, z daleka słyszałem, że jmp marszałek nadworny Wks Lit [Wielkiego Księstwa Litewskiego] miał się także dołączyć do tej fabryki.
      *****
      Źródło: Edward Rudzki "Damy polskie XVIII w."

      Jeżeli to prawda, to jego miłość pan marszałek nadworny Kazimierz Czartoryski był protoplastą uczestnictwa tatusiów w porodzie (przynajmniej w naszym regionie) smile
    • mini-menstruacja Ja bymnie wytrzymała... 11.05.10, 09:52

      Tak, swoją drogą. Jeżeli facet jest prawidłowo skonstruowany psychicznie i kocha
      swoją żonę to jak może patrzeć na to co dzieje się podczas porodu ?
      Ja nie wytrzymałabym takiego widoku.
      Jeżeli facet może na to patrzeć to albo jest nieprawidłowo skonstruowany
      psychicznie ( dewiant ? ) albo wcale jej tak bardzo nie kocha... mam mieszane
      uczucia.

      Ja tam bym nie pozwoliła mężowi na taki wyczyn. Nie zniosłabym jego cierpienia.
      Zrobiłabym wszystko żeby do tego nie dopuścić. Gdyby się uparł to miałabym nie
      lada dylemat. Nie, chyba nie mogłabym na to patrzeć...nie mogę patrzeć na porody
      całkiem obcych kobiet a co dopiero kogoś bliskiego...
      • ambivalent Re: Ja bymnie wytrzymała... 13.05.10, 11:29
        Jezeli facet jest prawidlowo skonstruowany psychicznie i kocha swoja
        partnerke (niekoniecznie zone, tak a propos) to bedzie chcial ja
        wspierac w, dla niektorych kobiet, najbardziej bolesnym momencie
        zycia PLUS bedzie chcial byc obecny w momencie kiedy jego dziecko
        przyjdzie na swiat. Dla mnie to normalne, dla mojego partnera tez.
        Jezeli ktos nie moze zniesc widoku krwi itp, niekoniecznie musi byc
        obecny po tamtej stronie smile Moze trzymac za reke, masowac plecy,
        pozwalac sie uwiesic na sobie. Nie musi nikomu patrzec w krocze.

        A co do rzekomej dewiacji, pozostawie bez komentarza.
        • mini-menstruacja Re: Ja bymnie wytrzymała... 13.05.10, 13:08
          Zasadniczo się z Tobą zgadzam, darling...ale nie chodzi mi o widok krwi tylko o
          widok cierpienia ukochanej osoby. Kiedy usłyszałam skowyt rodzącej ( obcej,
          jakby nie patrzeć, osoby ) to nogi się pode mną ugięły i rozpłakałam się.
          Chciałam jej jakoś ulżyć ale nie wiedziałam jak. To był kompletnie obca osoba.
          Gdyby coś takiego spotkało ukochanego człowieka to skończyłabym na oddziale
          psychiatrycznym po próbie samobójstwa z rozpaczy, że nic nie mogę zrobić.

          Nie znaczy to, że nie chciałabym towarzyszyć w trudnym momencie tylko, że trudno
          byłoby mi to znieść. Trzeba być niezłym dewiantem, żeby ot tak bez
          współczucia i li tylko z chęci obserwacji czy kontroli sytuacji beznamiętnie
          patrzeć na męki ukochanej. I jak facet bez chwili zawahania i bez strachu idzie
          na tę porodówkę to mogę mieć małe wątpliwości co do jego uczuć do żony...ale to
          tylko moja opinia. Osobiście imponują mi faceci namawiający żony do cesarek ze
          strachu, żeby nie cierpiała niż ci pierwsi na porodówce, opowiadający później
          jakimi to oni nie są bohaterami...

          P.S. Mąż, partner, kochanek, gach, przydupas, ojciec dziecka, druga
          połowa....obojętne...jakąś nomenklaturę trzeba przyjąć.
          • e.i.t.h.e.l Re: Ja bymnie wytrzymała... 13.05.10, 17:05
            To ja bym odwrotnie powiedziała, że osoba zbyt emocjonalna, zbyt empatyczna i ze słabą odpornością psychiczną nie da sobie rady z takim przeżyciem, natomiast osoba odporna i dojrzała owszem. Przecież to nie jest tak, że tak jak to napisałaś " żeby ot tak bez
            > współczucia i li tylko z chęci obserwacji czy kontroli sytuacji beznamiętnie
            > patrzeć na męki ukochanej", tylko mężczyzna współczuje itd, ale po prostu jest w stanie to wytrzymać, znieść.
            • mini-menstruacja Re: Ja bymnie wytrzymała... 19.05.10, 14:40

              > To ja bym odwrotnie powiedziała, że osoba zbyt emocjonalna, zbyt empatyczna i z
              > e słabą odpornością psychiczną nie da sobie rady z takim przeżyciem, natomiast
              > osoba odporna i dojrzała owszem.


              Oj to ja ani odporna ani dojrzała. Empatia mnie przerasta, najwyraźniej.
          • ludwigvanbeethoven Re: Ja bymnie wytrzymała... 13.05.10, 17:54
            mini-menstruacja napisała:


            <Kiedy usłyszałam skowyt rodzącej>
            Nie kazda rodzaca skowyczy pragne doniesc.Nie przesadzajmy,ze rodzenie
            dziecka to jakas straszna kaaaatastrofa bo bardziej cierpi np pacjent w
            koncowej fazie raka.
            Ja urodzilam 2 dzieci - jedno bez partnera,drugie z mezem.Bardziej
            sympatyczniej wspominam drugi porod.Ponadto bole porodowe szybko sie
            zapomina bo tak nas natura uksztaltowala.Z twoich ugietych nog
            wynosze,ze sama sie na dzieci nie zdecydujesz bo przeciez to meki
            sredniowiecza porownywalne z paleniem czarownic na stosie.Cesarskie
            jest bardziej bolesne tylko,ze pozniej i ci "bohaterzy" ktorzy
            namawiaja swoje partnerki/zony/kobiety na to sa skonczonymi chamami bo
            juz po wszystkim jak taka matka wroci z dzieckiem do chaty to on sobie
            pojdzie do roboty,a ona zaczyna zrec srodki przeciwbolowe i musi kogos
            miec przy sobie caly czas bo dziecka nie podniesie przez jakis
            czas.Ponadto zyjemy w XXI wieku i medycyna ma srodki na usmierzanie
            bolu porodowego zeby rodzace nie skowyczaly....smile

            • mini-menstruacja Re: Ja bymnie wytrzymała... 19.05.10, 14:53

              bo bardziej cierpi np pacjent w koncowej fazie raka.


              1.Nieprawda. Skala bólu opracowana przez anestezjologów mówi coś innego. Ale i
              tak sprawa indywidualna.
              2. Też m i porównanie. Już się rozluźniłam na myśl o porodzie.
              Ej to nic takiego. Końcowa faza raka może być gorsza. Uffff...

              Ponadto bole porodowe szybko sie zapomina bo tak nas natura uksztaltowala

              Jedni zapominają inni nie. I nie ma na to żadnego wpływu fakt, ze są to porodowe
              czy jakiekolwiek inne.


              Z twoich ugietych nog wynosze,ze sama sie na dzieci nie zdecydujesz


              Źle "wynosisz". Już się zdecydowałam. ( zauważyłam, że często rozmówcy wiedzą
              co myślę, czuję, a nawet co robię )


              Cesarskie jest bardziej bolesne

              Kolejny mit. I kłamstwo. Rany pooperacyjne nie są bardziej bolesne od
              porodowych. Można sprawdzić, choć znów to sprawa indywidualna. Bez trudu można
              przyjąć środki na uśmierzenie tego bólu. I jak facet idzie do roboty nawet kiedy
              matka rodziła sn to tez jest skończonym chamem. Mój mnie namawia na SN, ja chcę
              CC i tez uważam, że jest chamem. W razie SN chciałby uczestniczyć. Ja bym się
              wahała.Kwestia gustu
          • memphis90 Re: Ja bymnie wytrzymała... 28.08.10, 21:40
            To był kompletnie obca osoba.
            > Gdyby coś takiego spotkało ukochanego człowieka to skończyłabym na oddziale
            > psychiatrycznym po próbie samobójstwa z rozpaczy, że nic nie mogę zrobić.
            Pozostaje więc mieć nadzieję, że Twoja ukochana osoba nigdy nie będzie
            cierpiała. Bo zamiast pomocy i wsparcia usłyszy tylko trzaśnięcie drzwiami i
            tupot nóg na schodach. Ale luzik, na pewno będzie świadomy, że zostawiłaś go
            cierpiącego dlatego, że tak bardzo kochaszuncertain
      • anaisanais96 Re: Ja bymnie wytrzymała... 13.05.10, 13:21
        czyli jeśli będziesz kiedykolwiek cierpieć wolisz by facet cię zostawił niż
        patrzał jak cierpisz? dziwne rozumowanie. Moim zdaniem facet który kocha swoja
        partnerkę i jest prawidłowo skonstruowany psychicznie zrobi wszystko by ulżyć w
        cierpieniu swojej kobiecie.
      • memphis90 Re: Ja bymnie wytrzymała... 28.08.10, 21:38
        > Tak, swoją drogą. Jeżeli facet jest prawidłowo skonstruowany psychicznie i koch
        > a
        > swoją żonę to jak może patrzeć na to co dzieje się podczas porodu ?
        > Ja nie wytrzymałabym takiego widoku.
        Aha, czyli Twój ukochany chodzi po ścianach z bólu z powodu wspomnianej wyżej
        kolki nerkowej, a Ty na to szybko się ewakuujesz byle dalej- bo nie możesz
        patrzeć jak cierpi? I to wszystko z wielkiej miłości?
      • haldeman79 Re: To kolejna głupia moda 13.05.10, 11:31
        three-gun-max napisał:

        > Ja bym się chyba porzygał przy takim widowisku.

        Nie jesteś przy porodzie żeby zaglądać kobiecie w kroczę, tylko wspierać ją jako
        najbliższa osoba, stojąc dla przykładu w okolicach głowy.
        • lia.13 Re: To kolejna głupia moda 13.05.10, 13:52
          dlatego przed porodem robi się lewatywę. Niektóre panie się nie zgadzają i
          później s.ają na stole, a w tą kupę wpada ich nowo narodzone dziecię wink Ja
          jeszcze nie rodziłam, ale chyba jednak wybrałabym lewatywę przed big_grin
          • ewrzostar Re: To kolejna głupia moda 13.05.10, 15:48
            hm, jesli nigdy nie rodzilas to po co szerzysz tak szkodliwe i glupie ploty i
            straszyc? po co wysmazylas tak durny post?
            Lewatywy nie trzeba robic, a nawet jest to niewskazane. Stolec sie oddaje albo i
            nie. Do kibla, normalnie. Czasem i komus sie trafi, ale zwykle jedyna osoba
            ktora to zauwaza to polozna.
            Przy porodzie inne czynnosci fizjologiczne staja sie banalne i niegodne nawet
            minimum uwagi. Zapewniam Cie.
            • e.i.t.h.e.l Re: To kolejna głupia moda 13.05.10, 17:08
              No ale może dla poprzedniczki inne rzeczy mają znaczenie, przecież ludzie są różni. Co najlepiej widać po wypowiedziach panów, jedni z nich uważają to za najpiękniejsze przeżycie, inni czują wstręt i zbiera ich na wymioty.
              • mini-menstruacja Re: To kolejna głupia moda 19.05.10, 14:35

                Mnie też zbiera na wymioty. Ale kobietom bardziej nie wolno podważać "piękna
                cudu narodzin" niż facetom.
                Jeszcze bardziej mi się zbiera na wymioty gdybym miała przez to przejść. To już
                wole obejrzeć nawet milion porodów niż go przeżyć.
                DZIĘKI BOGU ISTNIEJE CC !!!
            • kunegunda32 Re: To kolejna głupia moda 18.05.10, 01:57
              Lewatywy nie trzeba robic, a nawet jest to niewskazane. Stolec sie oddaje albo i
              nie.

              A któż Ci takich bzdur naopowiadał??? Lewatywa jest wskazana z tego względu że
              wspomaga skurcze, reguluje akcję porodową i przyspiesza rozwarcie. Pomijam fakt
              nieobfajdania dziecka.
    • bifka kiedy się już trochę ucywilizowali 13.05.10, 11:45
      i nie mam wcale na myśli ostatnich 20 lat, tylko czasy np. rzymskie, kiedy
      mężczyzna zawsze odcinał pępowinę swojego nowonarodzonego dziecka, a już na
      pewno syna ... tak więc tradycja jest dość długa i kultywowana w różnych
      częściach świata i obecnie mamy raczej powrót do niej niż nową modę. I chyba nie
      mam w tym nic złego, że dzisiejsi mężczyźni, przynajmniej ich część, aktywnie
      interesują się swoim rodzicielstwem i nie ograniczają się już do stania pod
      drzwiami tylko uczestniczą, pomagają, przeżywają ... w końcu bycie ojcem to
      ważna sprawa w życiu więc czemu nie zacząć tego już na sali porodowej?
      Oczywiście - to jest przeżycie dla chętnych i zmotywowanych panów, jeżeli ktoś
      nie chce i nie czuje potrzeby, to nie ma sensu go ciągnąć na porodówkę bo jest
      taka moda, bo kończy się to jakimiś traumami, urazami psychicznymi i oziębłością
      seksualną, ale wielu panów chce i nie żałuje.
    • kalam07 Impotencja poporodowa 13.05.10, 12:03
      Dotyka ok 10-15% mężczyzn którzyli byli przy porodach, mężczyźni
      stają się niezdoli nieudwracalnie do uprawianie sexu z kobietą którą
      widzieli w sytuacji porodu. Przestawia się coś w psychice i klops.

      Oczywiście sex z innymi kobietami wchodzi w grę.

      Czy wszystkie Panie zwolenniczki towarzystwa sa świadome ryzyka i
      gotowe je podjąć ?
      • ostryga11 Re: Impotencja poporodowa 13.05.10, 12:50
        Przeżylismy z mężem taką sytuację. Mąż był obecny przy drugim
        porodzie, który przebiegał książkowo i raczej łatwo. I wszystko było
        ok. Był też obecny przy trzecim porodzie, bardzo trudnym i długim.
        Po tym doświadczeniu coś w nim się odmieniło - ok. 3 miesięcy nie
        uprawialiśmy seksu (bałam sie, że to nieodwracalne, ale na szczęście
        minęło). Tłumaczył to tak, że seks kojarzy mu się z potencjalną
        ciążą, a ciąża i potem poród z moim niewyobrażalnym cierpieniem i on
        nie jest w stanie mnie na to narazić. Z dzisiejszej perspektywy
        myślę, że w czasie tamtego porodu ktoś (np.lekarz) powinien
        zaproponować mu grzecznie by salę opuścił (nic Pan nie może już
        żonie pomóc, teraz jest czas na fachowców, dziekujemy etc). I
        jeszcze jedna rzecz, o której nikt raczej głośno nie mówi - z moich
        obserwacji wynika, że mąż potrzebował znacznie dłuższego czasu, by z
        córeczką nawiązać prawdziwą więź. Wręcz miałam wrażenie, że
        podświadomie obwinia ją o moje cierpienie. Na szczęście teraz
        wszystko sie poukładało, ale ten pomyśł wspólnego porodu dziś nie do
        końca popieram.
      • ugenwillla Re: Impotencja poporodowa 13.05.10, 13:11
        Tak niestety jest i dotyka to zwłaszcza tych mężczyzn, którzy zostali zmuszeni
        przez partnerki wbrew sobie do udziału w porodzie, choć czuli że jest to
        przeżycie nie dla nich. Mężczyźni też bywają wrażliwi na ból, cierpienie, krew i
        łzy i jeżeli zobaczą nawet klasyczny poród bez komplikacji bez uprzedniego
        przygotowania (np. w szkole rodzenia), to doznają traumy, z której leczyć się
        muszą czasem miesiącami. Są też przypadki omdleń, zasłabnięć, palpitacji serca
        albo torsji na widok akcji porodowej i sytuacja nie wygląda wcale tak jak
        zakładają położnice: romantyczne wspólne przeżycie, trzymanie się za ręce,
        uniesienie i wzruszenia, bo fizjologia nader często bierze górę i niweczy takie
        obrazki. Więc rada jest taka: jeżeli pan chce uczestniczyć, niech chodzi do
        szkoły rodzenia i dowie się jak najwięcej na temat przebiegu porodu, wtedy jest
        szansa że nie bedzie zaskoczony, zszokowany i nie będzie wymagał pomocy większej
        jak rodząca smile
        • rikol Re: Impotencja poporodowa 13.05.10, 13:53
          No jasne, przez setki lat mezczyzni zarzynali sie na wojnach, krew sie lala
          strumieniami. Torturowali innych, obdzierali zywcem ze skory. To im jakos na
          erekcje nie szkodzilo - ciekawe czemu w takim razie widok rodzacej kobiety
          mialby szkodzic? to chyba raczej swiadczy, ze cos jest z tym facetem nie tak,
          jesli nie jest w stanie zniesc fizjologii.
          • gomory Re: Impotencja poporodowa 02.06.10, 16:35
            > mezczyzni zarzynali sie na wojnach, krew sie lala
            > strumieniami. Torturowali innych, obdzierali zywcem ze skory. To im jakos na erekcje nie szkodzilo

            Jak moj dziadzio kogos na palik nawlokl, ze skory obdarl, kolem rece i nogi polamal to nikt nie wymagal zeby pozniej swoja ofiare jeszcze bzyknal. Nawet ewentualny gwalt moj protoplasta raczej wykonal zanim zrobil pozniej ryziu-ryziu. Jesli wiec facetowi nie podoba sie odwrocenie tej kolejnosci swiadczy to, ze jest mezczyzna ktory nie odrzuca wielowiekowego bagazu brutalnosci jaki przodkowie mu wrzucili w spodnie, a nie, ze jest metroseksualny pistus plastus wink.
            • urquhart Re: Impotencja poporodowa 07.06.10, 11:40
              gomory napisał:

              > Jak moj dziadzio kogos na palik nawlokl, ze skory obdarl, kolem rece i nogi pol
              > amal to nikt nie wymagal zeby pozniej swoja ofiare jeszcze bzyknal.

              To żeś gomory pięknie sprawę nakreślił!
              W sumie wszystkie kultury utrzymywały tabu kulturowe na uczestnictwo mężczyzn w porodzie. Takie religijne tabu miały chronić pragmatycznie, choć dziś sprowadza się do zabobonów.
              Ale nie przypadkiem przecież akuszerki szły na pierwszy ogień polowań na czarownice a najczęstszym zarzutem było sprowadzenie "męskiej niemocy" na tego i owego. Kojarzenie uczestnictwem w porodzie z impotencją jest wiec tylko współczesnym odkryciem.

              A kogo interesuje dalsze emocje i argumenty w tym temacie to polecam:
              forum.gazeta.pl/forum/w,15128,107688124,,Porod_rodzinny_prosze_to_przeczytac_i_podpisac_.html?s=0
              _____________________________________
              Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
            • memphis90 Re: Impotencja poporodowa 28.08.10, 21:49
              > Jak moj dziadzio kogos na palik nawlokl, ze skory obdarl, kolem rece i nogi pol
              > amal to nikt nie wymagal zeby pozniej swoja ofiare jeszcze bzyknal.
              Grecy bzykali pokonanych wrogów na potęgę...
        • nadala Re: Impotencja poporodowa 14.05.10, 09:12
          Biedny dostaje torsji i palpitacji serca! Jak nie jest w stanie wesprzeć swojej
          partnerki przy porodzie to co za facet z niego, co za mężczyzna? Takie rzeczy
          drogie Panie to lepiej weryfikować przed ciążą i jak unika odpowiedzialności to
          za drzwi z nim! Kobieta przez poród przechodzi, a on widoku się boi! To wtedy
          nie facet z niego, a strachliwa baba. Jak się cieszę, że mój mąż okazał się
          prawdziwym silnym mężczyzną i wspierał mnie przez cały cholernie trudny poród. I
          nie miał żadnych późniejszych zachwiań seksualnych. Po prostu mężczyzna,
          prawdziwy silny facet, a nie stara ciotka!
          • tangerka i co chcesz nam udowodnić? 14.05.10, 09:41
            pochwalić się swoim facetem? udało ci się, gratulacje! ale wyobraź sobie, że
            faceci są różni podobnie jak kobiety i nie każdy reaguje tak samo! Są kobiety,
            które ze strachu przed naturalnym porodem robią sobie cesarkę na życzenie i są
            faceci, którzy podnoszą ciężary i skaczą ze spadochronem a na sali porodowej
            głupieją i mdleją. Więc nie uogólniaj i nie oceniaj wszystkich według siebie,
            nie wszyscy mogą (nie wszyscy chcą) być tacy jak ty i twój facet.
        • memphis90 Re: Impotencja poporodowa 28.08.10, 21:48
          sytuacja nie wygląda wcale tak jak
          > zakładają położnice: romantyczne wspólne przeżycie, trzymanie się za ręce,
          > uniesienie i wzruszenia, bo fizjologia nader często bierze górę i niweczy takie
          > obrazki.
          Ale o jakich romantycznych uniesieniach mówimy? Facet przy porodzie ma masowac
          plecy, podawać wodę, pomagać wejść pod prysznic czy do wanny, pomagać gramolić
          się na łóżko czy ściągać gacie do badania, podtrzymywać w pozycjach innych, niż
          leżąca. Czyli robić te rzeczy, które robi się przy partnerze kiedy jest chory,
          po operacji, że nie wspomnę, że są jednostki, które wymagają podobnego wsparcia
          po weekendowej imprezie.
        • mariolkamariolka Re: Impotencja poporodowa 01.10.10, 14:59
          > Tak niestety jest i dotyka to zwłaszcza tych mężczyzn, którzy zostali zmuszeni
          > przez partnerki wbrew sobie do udziału w porodzie, choć czuli że jest to
          > przeżycie nie dla nich.

          A co z kobietami, które zostały zmuszone przez partnerów wbrew sobie do samotnego udziału w porodzie choć czuły, że to przeżycie nie dla nich ???

          >Mężczyźni też bywają wrażliwi na ból, cierpienie, krew
          > i łzy i jeżeli zobaczą nawet klasyczny poród bez komplikacji bez uprzedniego
          > przygotowania (np. w szkole rodzenia), to doznają traumy, z której leczyć się
          > muszą czasem miesiącami.

          A kobieta z traumy, że facet ją zostawił samą sobie w bólu, cierpieniu i łzach
        • kalam07 Re: Impotencja poporodowa 13.05.10, 16:11
          to nie żaden szantaż, to FAKT MEDYCZNY, albo jest się świadomym że może dojść do
          takiej sytuacji i bierze się pod uwagę że po porodzie Twój facet (z przyczyn od
          niego przecież niezależnych!!!) Cię więcej nie tknie, albo jest się głupim
          ignorantem,
          poczytaj posty wyżej które mówią o takich przypadkach ! czasem warto widzieć
          więcej niż koniec własnego nosa.

          najweselej jak facet nabawi się impotencji na tle psychicznym , po porodzie na
          który został zaciągnięty szantażem właśnie przez partnerkę (bo inaczej to znaczy
          że nie kocha i inne bzdety), po czym dostaje kopa w dupę bo sex mu się odwidział
          • mini-menstruacja Re: Impotencja poporodowa 19.05.10, 14:26
            Ja mam dla Ciebie inny punkt widzenia. Myślę, że po porodzie to JA nie będę
            mogła tknąć faceta. I to JA nie będę miała ochoty na seks.
            Własnej impotencji po porodzie to, akurat, kobieta ma prawo się najbardziej
            obawiać !!!

            I co wtedy ? Facet powinien mnie kopnąć w dupę, bo seks mi się odwidział ? Co to
            musiałby być za rąbnięty facet ? I co to za rąbnięta baba musiałaby być, żeby
            rzucić faceta bo nie ma ochoty.

            Ja odniosłam się do zdania, że SEX Z INNYMI WCHODZI W RACHUBĘ.
            Nie żeń się i nie rób dzieci jeśli przewidujesz zdradę gdyby małżonka odwidziała
            Ci się ( a propos, po 20 latach tak czy inaczej może Ci się odwidzieć, i co
            wtedy ? seks z innymi ? )
            • makaronnauszy Re: Impotencja poporodowa 19.05.10, 21:56
              > Zgadzam sie z tym, ze kobieta potrzebuje kogos, kto w jej imieniu bedzie walczy
              > l
              > o jej godne traktowanie. Niejednej odmowiono cesarskiego ciecia, co skonczylo
              > sie uposledzeniem dziecka. Rodzaca nie jest w stanie walczyc o siebie, musi byc
              > ktos przy niej, kto jej w tym pomoze. Lekarz tak latwo nie zlekcewazy silnego
              > faceta.
              To prawda. Po rozmowie ze znajomymi kiedy mąż usłyszał że kobiety rodzące same
              są gorzej traktowane zadecydował że chce ze mną być. Kobieta podczas porodu jest
              bezbronna, nawet nie może skutecznie upomnieć się o swoje prawa. Podczas porodu
              u przyjaciół babeczka rodząca obok była pozostawiona sama sobie a do nich ciągle
              ktoś przychodził mimo że komplikacji nie było i poród nie pierwszy. Kobieta
              rodząca sama na prośbę o wodę (w tamtym szpitalu nie było ograniczeń w kwestii
              wody)usłyszała opryskliwe "To już wypiła ? No ile będę nosić?" W szpitalu gdzie
              rodziliśmy z mężem te same osoby które dla nas były bardzo uprzejme i chętne do
              pomocy inne kobiety rodzące w tym samym czasie traktowały opryskliwie i podle z
              tekstem "A to ródź sobie sama" .... po czym położna wyszła zostawiając wijącą
              się w bólu rodzącą ...włącznie
              Tylko gnojki udający "prawdziwych mężczyzn" rozważają poród z perspektywy a co
              jeżeli ja zemdleję, wystraszę się a może trauma.... ojej lepiej zostawię matkę
              mojego dziecka samą sobie zdaną na łaskę i humory kadry szpitala.
              Jeżeli mąż wyraziłby zgodę i wiedziałabym że mogę mu moją obecnością pomóc,
              wesprzeć to mogłabym być przy nim w każdej sytuacji.
              Mój mąż spisał się świetnie, wspierał, masował, zgodnie z naszymi wcześniejszymi
              ustaleniami stał przy mojej głowie ....żadnej traumy nie było smile no ale mój mąż
              to prawdziwy mężczyzna a nie zapatrzony na czubek własnego nosa dzieciak.
              • margonik Re: Impotencja poporodowa 20.05.10, 00:51
                > kobiety rodzące same są gorzej traktowane

                To prawda. Ja pierwsze dziecko rodziłam sama. Szpital miał piękne,
                dobrze wyposażone sale do porodów rodzinnych, ale ponieważ byłam
                sama trafiłam do starej części przypominającej rzeźnię. Położyli
                mnie na starym wysokim łóżku, dali do przykrycia podartą poszewkę od
                poduszki, podłączyli do KTG i kroplówki, zakazali wstawać i...
                zostawili na 10 godzin. Położną przez ten czas widziałam może przez
                kwadrans. Nie było nikogo kto podałby mi wody, czy założył
                skarpetki. W pewnym momencie dziecko zaczęło się dusić - ostatecznie
                poród zakończył sie ekspresową cesarką i reanimacją nieprzytomnego
                już dziecka.
                Gdyby mój mąż był przy mnie, nie doszłoby do tego.

                Drugie dziecko rodziłam już przez planowaną cesarkę. Mąż nie miał
                uczestniczyć, ale ostatecznie wszedł ze mną na salę operacyjną...
                Przetrwał cały poród i jakoś nie zemdlał... Teraz mówi, że od środka
                mu sie też podobam wink
      • rikol Re: Impotencja poporodowa 13.05.10, 13:51
        Jak rozumiem, jesli szympans widzial rodzaca szympansice, to tez nie jest w
        stanie z nia kopulowac?

        A co w takim razie z poloznikami, chirurgami i innymi lekarzami, ktorzy patrza
        codziennie na chore ciala? Oni wszyscy maja zaburzenia? a weterynarze, czy
        rolnicy, ktorzy czesto odbieraja porody? To raczej nienormalne, ze dorosly
        mezczyzna nigdy nie widzial porodu.
        • ugenwillla Re: Impotencja poporodowa 13.05.10, 14:09
          widocznie facet jest jednak trochę bardziej skomplikowany niż szympans i czasem
          reaguje emocjonalnie ...
          a chirurdzy, położnicy i wszyscy lekarze są w pracy i widok fizjologii i chorób
          to dla nich chleb codzienny, są przyzwyczajeni w przeciwieństwie do jakiegoś
          inżyniera czy księgowego, który raz w życiu wchodzi na salę porodową i nikt mu
          wcześniej nie objaśnił czego się spodziewać tylko mamił obrazkami jak z filmu,
          gdzie tatuś robi zdjęcia a mamusia w pięć minut rodzi ślicznego paromiesięcznego
          na oko bobasa ...
          • mini-menstruacja Re: Impotencja poporodowa 19.05.10, 14:43
            inżyniera czy księgowego, który raz w życiu wchodzi na salę porodową i nikt
            mu wcześniej nie objaśnił czego się spodziewać tylko mamił obrazkami jak z
            filmu, gdzie tatuś robi zdjęcia a mamusia w pięć minut rodzi ślicznego
            paromiesięcznego na oko bobasa ...


            O i dzięki za dobre słowo w imieniu kobiet. W szkołach rodzenia tak samo kłamią
            jak i na tych filmach.
            Co ONA, ma powiedzieć gdy jest tak oszukana co do piękna porodu.
            Bo on to jeszcze może sobie wyjść z sali, a ona ?....
        • kalam07 Re: Impotencja poporodowa 13.05.10, 16:15
          rikol napisała:

          > to tez raczej nienormalne, ze dorosly
          > mezczyzna nigdy nie widzial porodu.

          Taaa jasne ... to popytaj bezdzietnych kolegów ilu widziało porody w realu, a
          nie te 2 minutowe sterylne-telewizyjne w amerykańskich produkcjach
        • e.i.t.h.e.l Re: Impotencja poporodowa 13.05.10, 17:13
          Ale tu chodzi o to, że ci mężczyźnie nie mogą tylko z tą konkretną kobietą, a nie, że w ogóle nie mogą. Lekarze, położnicy i rolnicy raczej nie współżyją z samicami, których porody odbierają.
      • aiczka Re: Impotencja poporodowa 13.05.10, 18:20
        Trauma poporodowa objawiająca się zanikiem libido dotyka także kobiety.
        Przestawia im się coś w psychice i klops. Seks łączy im się z ciążą a ta z
        porodem i (nawet niekoniecznie świadomie) nie chcą tego przeżywać. Reakcja
        obronna. Może więc lepiej na wszelki wypadek zrezygnować z udziału kobiet w
        porodach?
    • maryjan_pazdzioch Re: Kiedy mężczyźni zaczeli uczestniczyć w porodz 13.05.10, 12:25
      Facet powinien byc na sali porodowej, zeby w razie czego przypierd* opornemu konowalowi w ryj, bo rodzaca niewiasta zwyczajnie moze nie byc w stanie sama zawalczyc o swoje prawa.

      To jednak nie oznacza, ze powinien jakos bardziej angazowac sie w porod - do tego moze lepiej zeby byla jakas kobieta z rodziny. Pewna grupa facetow widzac babke podczas porodu koduje w lepetynie obraz niewiasty w czasie porodu i pozniej maja jakas blokade psychiczna przy seksie - to nie jest mit, naprawde sa takie przypadki i wcale niemalo.


      Jednak najwiekszym problemem jesli chodzi o porody w PL jest sposob rodzenia. Jest to z reguly albo cesarka albo ten debilny sadystyczny sposob przez polozenie babki w pozycji poziomej na lezance i zmuszanie do parcia. Nie wiadomo dlaczego ten drugi sposob jest okreslany jako porod naturalny, bo z naturalnym nie ma niczego wspolnego. Jest co najwyzej sposobem na wykonczenie kobiety i przy okazji dziecka, a na pewno w wielu przypadkach zapewnia spora dawke meczarni i koduje w psychice kobiety porod jako naprawde traumatyczne, bolesne wydarzenie.

      Naturalny porod to zupelnie cos innego - kobieta powinna miec mozliwosc ruchu, a nie lezec w jednej niewygodnej pozycji. TAK - powinna moc chodzic, dodatkowo stosowane sa czesto rozne pilki, drabinki itd zeby mogla usiasc, podeprzec sie itd. Nie wiem co za debil wymyslil, zeby polozyc kobiete na plasko i kazac jej rodzic, ale skutkiem tego jest wzrastajaca liczba cesarek (nie ma sie co dziwic jesli do wyboru jest pseudo-naturalny sposob rodzenia!), ktore tez nie sa dobre dla kobiety.
      Postawa pionowa jest korzystna rowniez z tego prozaicznego powodu, ze zwyczajnie pomaga grawitacja. Zreszta nie chce mi sie produkowac - poszukajcie sobie, jest pelno materialow w necie.

      W PL naprawde tylko kilka procent (bodajze jakies 5-7%) to sa porody naturalne, reszta to cesarki albo pseudo-naturalny, czyli zmuszanie kobiety do rodzenia w pozycji poziomej (sadyzm w najgorszej postaci).

      Debile z rzadu zastanawiaja sie jak zwiekszyc dzietnosc, a proponuja kobietom taki traumtyczny sposob rodzenia. Kazda kobieta powinna miec mozliwosc porodu naturalnego - gdyby to nie bylo dla niewiast taka meczarnia (chociaz oczywiscie nadal nie jest to przyslowiona "bułka z masłem") to i chetniej decydowalyby sie na kolejne pociechy.
      • rikol Re: Kiedy mężczyźni zaczeli uczestniczyć w porodz 13.05.10, 13:57
        Pozycje na plecach wymyslili mezczyzni poloznicy, zeby im bylo latwiej zagladac
        w krocze. Wczesniej kobiety rodzily na specjalnych krzeslach - wtedy kobietami
        zajmowaly sie akuszerki. Akuszerki i zielarki scigano za czary, a ich funkcje
        przejeli mezczyzni lekarze, ktorzy przez stulecia wiecej ludzi zabili niz
        wyleczyli. Wlasciwie dopiero w XX w. lekarze zaczeli rzeczywiscie leczyc.

        Zgadzam sie z tym, ze kobieta potrzebuje kogos, kto w jej imieniu bedzie walczyl
        o jej godne traktowanie. Niejednej odmowiono cesarskiego ciecia, co skonczylo
        sie uposledzeniem dziecka. Rodzaca nie jest w stanie walczyc o siebie, musi byc
        ktos przy niej, kto jej w tym pomoze. Lekarz tak latwo nie zlekcewazy silnego
        faceta.
    • tangerka Re: Kiedy mężczyźni zaczeli uczestniczyć w porodz 13.05.10, 12:58
      "W naszej tradycji mężczyźni nigdy nie uczestniczyli w porodzie:
      W naszej tradycji przez ostatnie sto lat było również pijaństwo, bumelanctwo,
      sobiepaństwo, samobójcze pojmowanie patriotyzmu, bicie żon i dzieci, jazda po
      pijanemu, praca po pijanemu, ułańska fantazja połączona z warcholstwem i głupotą
      - i czy coś dobrego z tego wynika? Na szczęście, powoli, pod wpływem zachodnich
      nowinek, zmienia się to na lepsze i jest nadzieja że z czasem, za następne sto
      lat, będziemy już cywilizowanym kulturalnym narodem zdolnym do kooperowania z
      lepszą częścią świata.
      • zigzac1 Re: Kiedy mężczyźni zaczeli uczestniczyć w porodz 13.05.10, 13:16
        Mój mąż był przy porodzie i przy ostatecznym rozwiązaniu, czyli cesarskim cięciu. Podczas pobytu w szpitalu nie widzialam kobiety, która rodziłaby bez faceta i nie widziałam żadnego z facetów, który nie mówiłby, że dobrze , że był. Żadnych traum nie odnotowaliśmy. Mężowi wdzięczna jestem za to, że jest prawdziwym przyjacielem, który był ze mną w ciężkich chwilach, a nie odgrodził się od nas i nie palił przysłowiowych cygar za drzwiami. Nadal jest najfajniejszym mężem i jeszcze do tego super tatą.
    • iamhier Re: Kiedy mężczyźni zaczeli uczestniczyć w porodz 13.05.10, 13:32
      Po to zeby opowiadac innym kobietom zeby je podniecic......


      A tak w ogole to co kogo obchodza wasze porody.To tak intymne
      sprawy,ze zadna dama nie bedzie chciala o tym pisac na forum..


      kiedys damami byly nawet kobiety ze wsi,a teraz to takie nie wiadomo
      co....ni to pikne,nie madre ,ni dobrze wychowane....
        • zigzac1 Re: Kiedy mężczyźni zaczeli uczestniczyć w porodz 13.05.10, 16:57
          tiresias napisał:

          > myślę, że narodził się inny zwyczaj w związku z tym: presja na
          > mężczyzn
          , żeby uczestniczyli w porodzie bo w przeciwnym razie są
          > chuyami, egoistami i nie kochają własnej żony.
          > ja nie uczestniczyłem i nie zamierzam.

          A nie są tym wszystkim,co wymieniłeś, jesli mając możliwość pomóc i wesprzeć, nie robią tego?
          • e.i.t.h.e.l Re: Kiedy mężczyźni zaczeli uczestniczyć w porodz 13.05.10, 17:20
            Jeżeli czują, że to dla nich za ciężkie i może przynieść więcej złego niż dobrego, to nie są chamami. Chamem nazwałabym osobę, która narzuca swoją wolę drugiej osobie, która tego nie chce, więc należałoby się już wcześniej dogadać do tego, czy ojciec ma być przy porodzie czy też nie.
            • zigzac1 Re: Kiedy mężczyźni zaczeli uczestniczyć w porodz 13.05.10, 18:54
              A więc wychodzimy z założenia, że kobieta chce porodu? Nie dziecka. Bo skoro facet "jest zmuszany", to co powiedzieć o kobiecie? Wstyd, kurczę, wstyd. Kiedyś po prostu nie można było. Facet oglądał dziecko dopiero, jak wróciło do domu ze szpitala. Teraz można przejść przez to razem. I jasne, że należy to ustalić, czy facet chce, czy nie chce. OSobiście nie związałabym się z facetem, który "nie chce mieć nic wspólnego z taką obrzydliwością". Wtedy ja nie chciałabym mieć nic wspólnego z nim.
                • zigzac1 Re: Kiedy mężczyźni zaczeli uczestniczyć w porodz 13.05.10, 19:41
                  Sugerujesz w swoich wypowiedziach, że to jes kwestia wyboru. Że mężczyzna ma ten wybór, a kobieta nie ma i basta. Kiedyś było też oczywiste, że to tylko kobieta wychowyje dziecko. I też wydawało się, że to kwestia wyborów. Na szczęście czasy się zmieniają i coraz większa ilość ludzi żyje w związkach, gdzie obydwie strony są odpowiedzialne za całokształt. Za niedogodności związane z posiadaniem potomstwa również. W tym za poród.
                  A uwagi niektórych o intymności porodu wydają się naprawdę niezwykłe - robienie dzieciaka i przyjemność z tym związana - to nie jest zbyt intymne. Poród - tak. Niesamowite.
                  • e.i.t.h.e.l Re: Kiedy mężczyźni zaczeli uczestniczyć w porodz 13.05.10, 20:36
                    Nie mówię, że to jest kwestia wyboru mężczyzny, tylko kwestia wyboru partnerów. Oboje wybierają, czy chcą, aby on przy tym był. A samego procesu porodu nie porównuj do zmian kulturowych czy społecznych, bo jednak tak jak się przekształciło to, że mężczyzna może wspomagać kobietę w porodzie czy wychowywać na równi z nią dziecko, to jednak żeby mężczyzna rodził, nie ma póki co fizycznie możliwości. I z tym każda kobieta musi się liczyć, że nikt za nią nie urodzi, co najwyżej jej pomoże, ale to i tak nie będzie równy wkład.
                    • e.i.t.h.e.l Re: Kiedy mężczyźni zaczeli uczestniczyć w porodz 13.05.10, 20:40
                      A i jeszcze jedno, ja nie twierdzę, że to tylko kobiety terroryzują mężczyzn, czy narzucają im co mają robić, bo to działa w obie strony. Jest też przecież tak, że kobieta może sobie nie życzyć, żeby facet był przy porodzie, a on się przy tym jednak upiera. Także najważniejsze to mieć wspólne poglądy na tę sprawę, bo to, że jedni chcą inni nie rodzić wspólnie, to ok, ważne jedynie by w obrębie pary była zgoda w tym temacie.
    • shigella Re: Kiedy mężczyźni zaczeli uczestniczyć w porodz 13.05.10, 17:02
      ten_co_ma_racje napisał:

      > W naszej tradycji mężczyźni nigdy nie uczestniczyli w porodzie.
      > Mężczyzna zawsze czekał na zewnątrz.
      > Skąd się wziął ten zwyczaj aby wpuszczać mężczyzn na sale porodowe?
      > Czy to jakiś anglosaski zwyczaj jak Hellowen i walentynki?
      >
      > Od kiedy to się stało tak popularne w Polsce?
      Ta-co-saczy-jad odpowiada
      Lekarze-poloznicy byli juz w XIX w. Jednym z nich byl niejaki Lister, ten co
      wymyslil ze trzeba zmieniac fartuch i myc lapy miedzy krojeniem trupow a
      odbieraniem porodu.
      Pomysl, ze w domach panujacych krolowej czy ksiezniczce miedzy nogi zagladala
      cala horda facetow, ba czesto robili to tez biskupi, coby sprawdzic czy potomek
      nie zostal podrzucony.
      Krolowa miala rodzic z usmiechem na ustach i toczac konwersacje.
      • pisanie81 Re: Kiedy mężczyźni zaczeli uczestniczyć w porodz 14.05.10, 08:03
        A to dopiero absurd! Jak ci facet majstruje tego dzieciaka, to niby,że jak , nie
        intymnie, jak baraszkujecie w wyrku i eksperymentujecie z własnymi ciałami to
        ok, ale posiedzieć przy rodzącej i potrzymać za rękę (nikt mu nie każe bawić się
        WTEDY w lekarza) to już granica intymności, nie no po prostu nie mogę. A potem
        sama też pewnie się dzieckiem zajęłaś i przewijałaś i kąpałaś bo to intymne? A
        za pięć lat się z nim rozwiedziesz, bo cię ignoruje i nie pomaga w domu,ahh te
        baby...