dziecko to własność kobiety?

29.11.10, 23:12
Zdziwiło mnie, jak bardzo jest to głębokie myślenie. Mamy z żoną zły okres i sporo kłótni, i zdarzało się mówić o rozstaniu. A żonie się zdarzały teksty typu "i nie dam ci dziecka", albo "i już więcej nie zobaczysz dziecka". Nagle się włączał automat, że dziecko z matką, że ona będzie racjonować "widzenia", że dziecka "nie da". Oczywiście, że przeważnie to matka robi większość spraw wokół dziecka i sądy zresztą matkę uznają za "naturalnego" rodzica. No ale u nas nie było tak, bo akurat to ja się zajmuję taką obsługą codzienną, od kiedy skończyło się karmienie piersią.
Może faktycznie matka jest najważniejsza. Ale strasznie łatwo to idzie w stronę pełnego prawa własności.
    • kotkowa Re: dziecko to własność kobiety? 30.11.10, 15:52
      E tam, mówiła tak w złości. Lepiej popracujcie nad atmosferą, a nie o rozwodach gadajcie. Macie malutkie dziecko, warto dla niego zrobić wszystko.
      • mali_kali Re: dziecko to własność kobiety? 13.12.10, 16:40
        Mowila w zlosci? Czyli zeby zranic? Klamala, specjalnie po to, zeby bylo mu przykro???!!!

        Ja nie chce uzywac tutaj przeklenstw, ale kobiety, ktore tak robia sa p@#dolone!!!

        I co? Jeszcze mu radzisz akceptowac takie zachowania??????
    • green_land Re: dziecko to własność kobiety? 01.12.10, 17:02
      Tak to wygląda przy rozwodzie. Każdy szantażuje czym może...
    • camel_3d Re: dziecko to własność kobiety? 02.12.10, 09:16
      niestety wiele matek po rozwodzie msci sie na ex-mezach i ograniczy lub utrudnia mu kontakt z dzieckiem. a w chwili kiedy poznaja jakiegos goscia potrafia kompletnie uniemozliwic kontakty.
      I to wcal enie sa takei pojedyncze przypadki i wcale nie dotycza tylko ludzi z marginesu...
      najgorsze oczywisci ejest kiedy dzeici sa malutkie.... starsze ciezko przekonac, ze tata byl be...a takei malutkie..latwo im püranie z mozgu zrobic.. zreszta mialoem taki przypadek w rodzinie...
    • all-in Re: dziecko to własność kobiety? 06.12.10, 15:25
      Taka sama refleksja przyszła mi do głowy ponad rok temu, kiedy wydarzyło się coś, o czym piszę poniżej. Odpowiedź niestety jest twierdząca. W polskim myśleniu i praktyce - w tym także sądowej - dziecko jest traktowane jak własność matki. Ona urodziła i wykarmiła piersią, co daje jej pełne prawo do dysponowania nim według własnego widzimisię. To przekonanie jest tak głęboko zakorzenione, że staje się czymś oczywistym, wręcz naturalnym. Dodaj do tego kult Matki-Polki i dostaniesz dogmat, że Matka jest największym dobrem dziecka.

      Bardzo często, w razie rozstania rodziców, dziecko służy matce m.in. do tego, żeby załatwić ojca na cacy. Dlatego niezależnie od swojej historii, jako rodzic drugiej kategorii, zostaniesz weekendowym tatusiem i będziesz mógł mówić o dużym szczęściu, jeśli uzyskasz częstsze „widzenia”. Do tego rzecz jasna alimenty na wyrównywanie matce stopy życiowej.

      Ojcowie zajmujący się dziećmi w większym zakresie niż matka to dobry temat na plotki wśród znajomych czy artykuł-ciekawostkę do działu lifestyle. Ale kiedy przychodzi do walki w sądzie, zostajesz przemielony zgodnie z obowiązującym schematem. Bo takie przypadki jak Twój, czy mój są na tyle rzadkie, że nieistotne z punktu widzenia królowej nauk, statystyki. Do tego masz przeciw sobie - złożony z matek - skład sądu rodzinnego, dysponujący kategorią tzw. doświadczenia życiowego. W tym wypadku jest to nic innego jak stereotyp, że dziecko musi być z matką.

      A teraz moja historia dla wytrwałych. Długa, nudna i bez happy endu.

      Zajmowałem się synem na pełny etat od kiedy skończył półtora roku. Pracując zdalnie z domu, byłem z nim aż do momentu ułożenia do snu. Moja eks po powrocie z pracy nie miała z reguły na to siły, czasu ani ochoty. Rozstaliśmy się, kiedy junior miał 6 lat i szedł do zerówki. W czasie mediacji ustaliliśmy, że zostanie ze mną w moim mieszkaniu, które od urodzenia było jego domem. Eks przeprowadziła się nieopodal i zabierała go co drugi weekend i raz w tygodniu. O żadnych alimentach z jej strony nie mogło być mowy, a 1000 zł miesięcznie za prywatne przedszkole płaciłem ja.

      Po roku eks oświadczyła, że zamierza „stworzyć dom ze swoim synem”. Było to o tyle kuriozalne, że właśnie wyprowadzała się z wynajętego mieszkania i szukała kolejnego. Wcześniej zapisaliśmy małego do państwowej szkoły niedaleko domu i we wrześniu wystartował tam do pierwszej klasy. Po półtora miesiąca eks pod moją nieobecność zabrała go od dziadków i na tydzień słuch o nich zaginął. Po interwencji na policji, dowiedziałem się, że zapisała go do innej szkoły i złożyła w sądzie wniosek o ustalenie miejsca zamieszkania u siebie. Nie znałem wtedy adresu ani jej, ani szkoły.

      Po dwóch miesiącach odbyła się pierwsza rozprawa. Sędzia stwierdziła, że taka sytuacja jest jak najbardziej w porządku. Wprawdzie nie pochwaliła metod, ale powiedziała, że skoro syn chodzi do szkoły, a w pokoiku u matki ma „kącik do nauki”, to powinien zostać u niej. Głównym argumentem za takim stanem rzeczy było - uwaga - to, żeby nie robić dziecku w życiu rewolucji. Ja dostałem „szerokie kontakty” w postaci co drugiego weekendu i jednego dnia w tygodniu, plus 800 zł alimentów do zapłacenia.

      Od tamtej pory minął już ponad rok. Syn jest rozchwiany emocjonalnie i ma problemy w nauce. Kursuje tylko ze świetlicy do - trzeciego z kolei - mieszkania matki, która „nie ma warunków” na zorganizowanie mu jakichkolwiek dodatkowych zajęć. Co ciekawe, biegłe z RODK stwierdziły, że mam równe z matką kompetencje wychowawcze i rekomendowały podział opieki tydzień na tydzień. Sąd łatwo oddalił ten wniosek, powołując się na „dobro dziecka”.

      Teraz czekam na odrzucenie zażalenia na tę decyzję w wyższej instancji. Potem już tylko ostatnia rozprawa, która według wszelkiego prawdopodobieństwa zakończy się przyklepaniem obecnego stanu rzeczy. Od syna wiem, że eks szykuje mu już kolejną przeprowadzkę i zmianę szkoły. Jako Matka ma do tego pełne prawo.
      • camel_3d a to dziwne... 10.12.10, 22:37
        np w niemczech o ile nie odebrano jednemu z rodzicow wladzy rodzicielskiej to nawet rodzic nie moze sam szkoly wybrac, musi byc podbis obojga rodzicow, nie mozna zlozyc podania o paszpot itd.... ale tu tez sedziowie preferuja matki... ktore czasem maja gdzei kwestie widzenia sie ojca i dziecka.
    • deodyma Re: dziecko to własność kobiety? 10.12.10, 19:52
      w pewnym sensie chyba tak wlasnie jest.
      naprawde nie znam panow, ktorzy po rozstaniu ze swoimi zonami/partnerkami chcieliby opiekowac sie swoimi dziecmi i one wlasnie zostaja z matka.
      malo tego, wszak znam przypadek, jak to wspanialy maz i ojciec, zostawil zone i wypial sie na dzieci calkowicie, gdzie wczesniej wsrod znajomych, przyjaciol i rodziny uchodzil za wzorowego ojca i meza.
      pan dzis widuje dzieci raz w tyg po dwie godz i jesli wezmie je do siebie, to za chwile spowrotem odwozi je do mamusi, poniewaz woli bawic sie w kawalera z innymi paniami.
      przykre, ale prawdziwe.
      • camel_3d Re: dziecko to własność kobiety? 16.12.10, 10:59
        a ja znam mame (moja) ktora olala troje dzieci (1.5 roku, 3 laata i 14 lat) i sie z dnia na dzein wyprowadzila... przez 34 lata nie dawala znaku..i nagle przyszlo wezwanie do sadu i placenie na nia alimentow bo ma za mala rente...zalozyla sprawa...
        i takie mamy tez sa....
    • all-in Re: dziecko to własność kobiety? 29.08.11, 13:34
      Odgrzewam wątek, bo znalazłem niezły tekst, gdzie pani wymsknęła się kwestia, która ładnie ilustruje sposób myślenia sporej części polskich matek:

      warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,10182270,Spor_o_dziecko__Matke_wspieraja_internauci.html
      Cała sprawa podobna do mojej, tylko tym razem wygląda na to, że sąd stanął na wysokości zadania.
    • tikitaki3 Re: dziecko to własność kobiety? 12.09.11, 10:32
      nie dziecko nie jest własnością matki i takie teksty nawet powiedziane w złości są poniżej krytyki!niestety kobiety często wprowadzają je w czyn co i jest jeszcze straszniejsze!
      ja swojego eks naprawdę nie lubię ,ale dziecko widuje kiedy chce nawet poza wyznaczonymi w sądzie terminami-wystarczy ,ze wyrazi chęć.3 letnia córka była z nim na wakacjach jeździ do niego raz w miesiącu na weekend a poza tym on sam przyjeżdża kiedy tylko chce.i do głowy by mi nie przyszło ograniczać mu widzeń.
    • maly_ksiaze Re: dziecko to własność kobiety? 16.09.11, 18:21
      Jakby co to Ty masz prawo zabrać jej dzieci!!!
      Znam takich. Jest nawet stowarzyszenie ojców, które pomaga w sądzie przy tego typu sprawach - pogugla i...nie odpuszczaj, czasy sie zmieniły i jeśli udowodnisz, że potrafisz się zajmowac dzieckiem to spoko je dostaniesz.
Pełna wersja