pytanko do panow

17.07.04, 17:03
w zwiazku z tym,ze to forum dla tatusiow ma takie pytanko...jak udowodnic
mojemu mezowi,ze rozwinal sie we mnie instynkt macierzynski i pragne
dziecka...???on powiedzial,ze jeszcze nie jest gotow i musze czekac kilka
lat,ale ja nie wytzymam!!!co mam zrobic??jestem zalamana.
    • new5 Re: pytanko do panow 17.07.04, 19:22
      To nie tłumacz tylko sama zaplanuj.ja tak zrobiłam bo mój bał sie a to ze znów
      poronie ,a to ze pieniedzy nie starczy itp.a nasza ma już 11 mies.,pieniedzy
      starcza nawet na opiekunkę,fakt ze ciąza była zagrożona ale co tam...donoszona
      i urodziła sie zdrowa córcia!!!
      • new5 Re: pytanko do panow 17.07.04, 19:22
        acha ,nie jestem panem -gdyby co!
        • dagella Re: pytanko do panow 17.07.04, 20:30
          ale jak ty to sama zrobilas???
      • nie.dzielny.tatus Re: do Dagelli Rady Praktyczne 24.07.04, 17:13
        Podobno są desperatki, które przebijają igłą gumki jeszcze w opakowaniu. Do
        tego etapu jeszcze nie doszłaś.

        A tak na poważnie. To są gumki i gumki. Z naszych doświadczeń oraz doświadczeń
        niektórych moich znajomych wynika, że najbardziej niezawodne są Durexy, więc z
        twojego punktu widzenia nieodpowiednie. Często zawodzą gumki Unimilu zwłaszcza
        w wersji extra cienkiej (chyba różowe opakowanie), a także wszelkie inne gumki
        małoznanych polskich firm. Niestety facet czuje pęknięcie gumki, ale chyba to
        uczucie przychodzi za późno ha,ha. W każdym razie nie można tracić nadzieji.Z
        moich doświadczeń wynika, że jak kobieta zafiksuje się na dziecko to jest jak
        lawina. Można tylko zejść jej z drogi, albo puścić się z prądem.

        Powodzenia
    • shuriken Re: pytanko do panow 19.07.04, 16:05
      Kolejny post z cyklu "to nie jest pytanie do panów"...

      Nie masz co go przekonywać, że TY dojrzałaś, bo sęk w tym, że jego zdaniem ON nie
      dojrzał. Na pocieszenie dodam, że chyba wszyscy jesteśmy trochę "niedojrzali do
      rodzicielstwa" i dojrzewamy, że tak powiem, w trakcie <smile
    • nie.dzielny.tatus Re: pytanko do panow 19.07.04, 23:13
      Ależ zapomnij tabletki i do roboty (chociaż może trochę odczekaj podobno po
      takim bezpośrednim odstawieniu mozna mieć trojaczki) jakaś bielizna itd. Twój
      stary trochę się powścieka jak powiesz ale się z tym pogodzi najpóźniej w dniu
      urodzin, no i pokocha maluszka. wiesz jak ja się wsciekałem jak moja zona
      chaciała się rozmnażać a ja nie chciałem. byłem przykry dla niej, bardzo
      przykry, a dzisiaj tak cudownie mój 14 miesięczny synek zasnął na moich rękach.
      co prawda moja żona ze mną tego nie przećwiczyła tj. zapominania tabletek. Ja
      w naszym starym mieszkaniu (wynajmowanym zanim kupiliśmy własne)zatrułem się
      tlenkiem węgla czyli czadem. Żonka wyciągnęła mnie nieprzytomnego z łazienki i
      tak uratowała mi życie. Pod maską tlenową w karetce pogotowia patrząc się na
      taką sliczną pania doktor brunetkę o niebieskich oczach uświadomiłem sobie, że
      o mało co a nie przedłużyłbym gatunku i swoich genów, na facetów to działa. No
      i kilka godzin później w szpitalu pod serią kroplówek wyjęczałem żonie że mogę -
      chcę mieć dziecko.

      No ale nie sugeruję ci żebyś podtruwała męża, bo ja byłem bardzo blisko
      kostuchy. Łatwiej jest zapomnieć tabletki. No i ważne jest żeby z tego
      płodzenia potomka było dużo radochy. I nie bój się mu potem powiedzieć o ciąży -
      dojdzie do siebie.

      Pozdrawiam

      Aha Jak przyjechało pogotowie, to lekarz spytał się czy koniecznie musiałem się
      truć, a moja żona obruszyła się: ... no przecież jesteśmy dopiero pół roku po
      ślubie..... to terma była niesprawna .....
      • dagella Re: pytanko do panow 20.07.04, 10:59
        ale my uzywamy gumek...
        • shuriken Re: pytanko do panow 20.07.04, 15:51
          To tym bardziej nie ma co zmuszać faceta do bycia ojcem. Uważam, że taktyka typu
          "zapomnieć pigułkę" jest po prostu nie fair.

          Kobiety, jak wiadomo, mają zegar biologiczny, a mężczyźni co najwyżej zegarek wink
          Może jednak warto zastanowić się wspólnie nad tym, czy jako rodzina jesteście
          gotowi na dziecko:
          * finansowo (zabezpieczenie potrzeb itp.)
          * emocjonalnie (odpowiedzialność, nieprzespane noce, spora abstynencja seksualna
          wink
          * organizacyjnie (organizacja opieki nad maluchem)

          Warto też rozważyć kwestie zdrowotne (odpowiednie odżywienie, rzucenie
          nałogów) i wiekowe (latka lecą, płodność spada, ryzyko wad wrodzonych rośnie), by
          decyzję podjąć świadomie i WSPÓLNIE.
          ---
          Shuriken
          "in vino veritas"
    • nie.dzielny.tatus Re: Dla Dagelli Rady Praktyczne 24.07.04, 17:15
      Podobno są desperatki, które przebijają igłą gumki jeszcze w opakowaniu. Do
      tego etapu jeszcze nie doszłaś.

      A tak na poważnie. To są gumki i gumki. Z naszych doświadczeń oraz doświadczeń
      niektórych moich znajomych wynika, że najbardziej niezawodne są Durexy, więc z
      twojego punktu widzenia nieodpowiednie. Często zawodzą gumki Unimilu zwłaszcza
      w wersji extra cienkiej (chyba różowe opakowanie), a także wszelkie inne gumki
      małoznanych polskich firm. Niestety facet czuje pęknięcie gumki, ale chyba to
      uczucie przychodzi za późno ha,ha. W każdym razie nie można tracić nadzieji.Z
      moich doświadczeń wynika, że jak kobieta zafiksuje się na dziecko to jest jak
      lawina. Można tylko zejść jej z drogi, albo puścić się z prądem.

      Powodzenia
    • nie.dzielny.tatus Re: Do Dagelli i Shurikena 24.07.04, 17:51
      Shuriken, nie będę piał zachwytów nad tobą jak niektóre Panie, ani liczył
      twoich postów, ale generalnie tak jakoś zawsze zgadzałem się z tym co pisałeś,
      chociaż nie zawsze to wyrażałem. Teraz nie do końca masz rację.
      Oczywiscie, ideałem jest podjęcie wspólnej decyzji. Ale jest to tylko model
      teoretyczny zdarzający sie czasami w realnym życiu. Do podjęcia wspólnej
      decyzji potrzebna zgoda objga rodziców. Zatem powinna być podjęta przez
      akalamację. Tak jak w Sejmie w I Rzeczypospolitej. Tyle, że tam do 1652r. jak
      ktoś chciał korzystać z liberum veto, to się mu mówiło stul waść gębę i ustawy
      jakoś przechodziły. Jak poseł Śiciński otworzył puszkę PAndory i rzekł słowa
      liberum veto, to musiał uchodzić bo by go Panowie Bracia na szablach roznieśli.
      No ale sejm zerwał.

      Jak by ode mnie to zależało, to myślę, że do dzisiaj nie byłbym ojcem. Przez
      następne kilka lat też nie. A potem pewnie bym stwierdizł, że już stary jestem
      i do szczęścia potomek mi niepotrzebny. Wcześniej pewno sfrustrowana żona
      zrobiłaby krzywdę mi albo sobie. Małżeństwo pewno by szlak trafił. Dziecko
      kojarzyło mi się tylko z kłopotami, ograniczeniami, wyrzeczeniami ..... niczym
      dobrym. W kadżdym razie, jesli moje małżeństwo porównać do dwuosobowego Sejmu
      ala I RP, to ustawa pt. dziecko nigdy by nie przeszła, bo ja bym do bólu używał
      prawa liberum veto i zrywał każdy sejm. Na szczęście moja lepsza połowa kazała
      mi "w końcu stulić gębę" jak panowie bracia w sejmie i dobrze na tym wyszłem.
      Musiała tylko wykorzystać moją niedyspozycję tj. około 40 % hemoglobiny we krwi
      związanej z tlenkiem węgala zamiast z tlenem.

      Takie podejście jak moje w przeszłości jest dosyć powszechne. W każdym razie
      gdyby od nas facetów zależało przetrwanie gatunku, to by dawno upadł. Dzięki
      kobietom istniejamy jako gatunek. U większości facetów różnice polegają tylko
      na stopniu samozaparcia w opieraniu się zdesperowanej kobiecie i no i stopniu
      odpowiedzialności.
      Pewien mój znajomy ksiądz zwykł mawiać, że kobieta matką się rodzi, facet
      dopiero nim zostaje. Ja ojcem zostałem na sali porodowej. A jak się
      dowiedziałem, że będę ojcem, to pomimo przyjecia ustawy - dziecko, poczułem żal
      że pewien etap w życiu mi sie kończy. Potem stopniowo mi to mijało.
      W każdym razie tacy odpowiedzialni faceci jak ty należą do mniejszości. To
      komplement. Ja należałem do większości. Obawiam się, że wspólne podejmowanie
      decyzji to też nieczęśta sytuacja.

      Z jednym muszę Ci przyznać rację. Z góry załozyłem, że jedyny problem to źle
      pojęte pragnienie uporządkowanego życia, bądź używania życia bez dziecka,
      niechęć do brania odpowiedzialności etc. Na to moje rady są w porządku. Tu
      przyczyny mogą leżeć gdzie indziej, czego oczywiście się nie dowiedziałem, jak
      sam stwierdziłeś przyczy opóru mogą mieć charakter organizacyjny, mieskaniowy
      zdrowotny etc. Jeśli takie były przyczyny oporu to moje podejście było nie
      fair. Z posta Dagelli wynikało raczej, że to zwyczajna niechęć męża do
      posiadania dzieci - rzecz powszechna.

      Na zakończenie - Trochę mniej mentorskiego tonu.

      Pozdrawiam, mam nadzieję, że Cię nie uraziłem.
      Pozdrawiam
      • setia Re: święta prawda 26.07.04, 10:11
        Brawo dla tego pana!
        Gdybym ja nie wzięła wreszcie sprawy w swoje ręce mój mąż w życiu nie
        dowiedziałby się jakim jest cudownym ojcem. Codziennie mi dziękujesmile))))
      • shuriken Re: Do Dagelli i Shurikena 28.07.04, 17:10
        Po pierwsze - nikt z nas nie wie, jak wygląda sytuacja małżeńska Dagelli, bo to jej
        prywatna sprawa i z krótkiego opisu ciężko cokolwiek wywnioskować. Nie lubię
        rozgrzebywania prywatności na forum, stąd moje opinie są dość ogólne.

        Po drugie - zakładanie, że mąż Dagelli - i w domyśle każdy facet - jest ograniczony
        umysłowo, sam nie wie, czego chce i trzeba go uczęśliwiać na siłę jest dla mnie
        przerażające. A potem się ludzie dziwią, że są rozbite rodziny itp. przyjemności.
        Logiczniejsze wydaje się zaczęcie od prób porozumienia się i znalezienia złotego
        środka, a nie wrabianie męża w ojcostwo i liczenie na to, że się przekona. Bo jeśli
        przypadkiem nie jest taki głupi, wie, czego chce i ma powody do takich a nie innych
        decyzji, to robi się jemu - a często i dziecku - zwykłe świństwo.

        Po trzecie - przetrwanie gatunku zależy od facetów, bo partenogeneza nie
        występuje naturalnie u człowieka. Od tysięcy lat faceci wywiązują się z tego
        obowiązku bez większego problemu, a czasem wręcz z nadwyżką (zdrady,
        poligamia, nieślubne dzieci).

        Po czwarte - jeśli się komuś nie podoba mój ton, to trudno. Nie zamierzam się
        wstydzić swojej inteligencji.
        • setia Re: Do Shurikena 28.07.04, 17:42
          To prawda nikt z nas nie zna dokładnie sytuacji Dagelli. Ja zakładałam, ze
          obydwoje są zgodni co do chęci posiadania dziecka, problemem jest czas, kiedy
          ma to nastapić. A czas na dziecko nigdy nie jest odpowiedni.
          • natasza222 Re: Do Shurikena 28.07.04, 19:51
            bbbbrrr
          • shuriken Re: Do Shurikena 29.07.04, 11:46
            Powtórzę się jak zdarta płyta: proponowanie w takiej sytuacji odstawienia tabletek/
            przekłucia prezerwatyty jest uprzedmiotowieniem mężczyzny, traktowaniem go jak
            niedorozwiniętego debila vel "dawcy genów". Tak desperackie kroki można
            podejmować dopiero wtedy, gdy wyczerpie się metody "polubowne" - szczera
            rozmowa, rozważenie za i przeciw, pomoc psychologa itp. A z inicjującego dyskusję
            postu Dagelli jasno wynika, że prosi ona o radę dotyczącą PRZEKONYWANIA, a nie
            zmuszania!

            Wyświechtany komunał o tym, że nigdy nie ma odpowiedniego czasu na dziecko ma
            znacznie sensowniejszą odmianę - czas może być lepszy lub gorszy (idealny pewnie
            nie jest nigdy, choć nie ośmieliłbym się tego powiedzieć parom walczącym z
            bezpłodnością). Do wyobraźni faceta mogą przemówić argumenty biologiczne:
            spadająca z wiekem płodność, rosnące ryzyko wad genetycznych itp. Powtarzam -
            warto spróbować tego wszystkiego, bo raczej na pewno związkowi nie zaszkodzi.
            • setia Re: Do Shurikena 29.07.04, 16:27
              > Wyświechtany komunał o tym, że nigdy nie ma odpowiedniego czasu na dziecko ma
              > znacznie sensowniejszą odmianę - czas może być lepszy lub gorszy

              Wybacz, dla mnie nie jest to żadna odmiana, ale zdanie posiadające zupełnie
              inny sens.
              • shuriken Re: Do Shurikena 29.07.04, 17:20
                Owszem - prawdziwszy niż wspomniany komunał. Bo skoro nigdy nie jest dobry czas,
                to dzieci można robić kiedykolwiek. Wygodne usprawiedliwienie, ale logika zerowa.

                Dla jasności - słowo "odmiana" zastosowałem nie w znaczeniu ściśle gramatycznym.
    • malgorzatorstwo Re: pytanko do panow 30.07.04, 22:41
      Ja wiem, że to może nie do końca na temat....Ale ja jestem mamą 16 miesięcznego
      synka - mojej jednej z dwóch największych miłości. Tyle, że to MÓj MĄŻ bardzo
      bardzo i jeszcze raz bardzo chciał mieć dziecko. To w nim, a nie we mnie
      obudził się instynkt rodzicielski! A mnie sie nie bardzo chciało...Tzn niby
      tak...ale może nie...Głównie chyba ....z powodu aplikacji która bardzo chce
      skończyć w terminie... No teraz mamy syneczka...Jest cudny...najcudniejszy i w
      ogóle. Prawie rok byłam z nim w domu...I byłąm szczęśliwa z tego powodu. Ale o
      co chodzi. Od początku, mimo że więcej przebywałam z Kajkiem i miałam więcej
      wprawy uważałam, że jesteśmy takimi samymi ekspertami w sprawie dziecka...bo
      tak samo długo jesteśmy rodzicami... I teraz mój mąż jest osobą która potrafi
      się syneczkiem zajmować 24h 7 dni w tygodniu, z wszystkim potrafi sobie
      poradzić, nigdy nie traci cieprliwości, nerwów, sił i fizycznych i
      psychicznych...Treaz mam 3 ciężkie miesiące - ryje do końcowego egzaminu, a mój
      małżonek wyjeżdża na całodzienne i weekendowe eskapady z juniorem. Nie martwię
      się o nich, wiem że mąż zajmuje się cudnie synem....Tyle tylko, ze strasznie za
      nimi tęsknię.

      pozdrawiam - mamaKajka i jej Kajko
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=14394759&v=2&s=0
    • dagella dziekuje.. 03.08.04, 21:13
      dziekuje wszystkim za odpowiedzi...ja nie chce zmuszac mojego meza do tego aby
      zostal ojcem bo nie chce aby do konca zycia wypominal mi to. jak dziecko bedzie
      plakalo to nie wezmie go na rece bo powie: chcialas to teraz baw a ja ide na
      rower...pragne przezywac kazde chwile ciazy w szczesciu a nie strachu,ze on sie
      domysli,ze sama zrobilam sobie to dziecko przebijajac prezerwatywe...nigdy nie
      posune sie do czegos takiego...wiem,ze moj maz ktory ma 34 lata mysli o dziecku
      i spokojnie czekam az powie: kochanie,jestem gotow aby zostac tata.

      ps.tak na marginesie to juz 6 dni spoznia mi sie okres...moze sie udalo...

      pozdrawiam was wszystkich cieplutko. dagmara
Pełna wersja