chrupka23
10.08.04, 09:25
Opowiem wam moja historie i chcialabym abyscie powiedzieli mi czy naprawde
jestem taka zla zona za jaka uwaza mnie moj maz.
Jak kazda kobieta chcialam bardzo miec dziecko, kiedy powiedzialam mezowi ze
jestem w ciazy plakal z radosci, bylam szczesliwa, spelnialo sie moje
marzenie. miala meza dom i w drodze bylo dziecko. bylam naprawde szczesliwa.
brzuszek rosl a w nim nasze szczescie, M byl dumny ze bedzie mial corke (z
poprzedniego zwiazku ma syna). Nadszedl dzien porodu byl caly czas ze mna,
tak bardzo mi pomogl za co jestem mu niezmiernie wdzieczna. Jak wiadomo kazdy
nowo upieczony tatus musi opic narodziny dziecka i tak bylo w naszym
przypadku, tylko dla mnie wygladalo to troszke inaczej. Porzadek jaki
zrobilam przed wyjsciem do szpitala zniknal po trzech dniach picia. Sprzatala
potem moja siostra zebym miala jak do domu wrocic z dzieckiem, przyjechalismy
bylam szczesliwa ze jestem w domu ale, zaraz byly pretensje ze moja mama jest
z nami (wielka klotnia) a ona zrobila mi tylko obiad bo M nawet o tym nie
pomyslal, nawet nie napalil w kominku zeby bylo cieplo a byl to 27 listopad.
Zaczal sie dla mnie ciezki czas, maz mi nie pomagal calymi dniami pracowal,
wychodzil rano i wracal poznym wieczorem a ja przez 24 h zasuwalam przy
dziecku jednoczesnie sprzatajac piorac gotujac i palac w kominku. nie mialam
sil, nie dawalam sobie rady sama a jago nie bylo, potem zaczal pic wiec
mialam na glowie jeszcze pijanego meza, klotnie wyzwiska, krzyki, i tak
minelo juz prawie 9 m-cy. mam wspaniala corcie ktora nie chce byc na rekach u
taty a kiedy mnie obejmuje ona zaczyna plakac, poprzez jego glosne zachowanie
po pijaku dziecko zrywa sie ze snu przy najmniejszym stuknieciu z wielkim
strachem w oczach. w tym czasie zdazylo mu sie mnie pobic dwa razy, dostalam
nawet kiedy trzymalam na rekach dziecko moze dlatego ona tak teraz reaguje na
niego. obecnie jest miedzy nami zle poniewaz znalazl sobie pocieszycielke,
twierdzi ze to co sie stalo miedzy nami to to ze nieokazywalam mu uczuc kiedy
urodzila sie mala, ze odrzucilam go, czul sie samotny i dlatego zaczal pic i
znalazl sobie inna. mowi ze jest mi wierny, ze lacza ich tylko smsy i nic
wiecej, ale czytalam te smsy pelne milosnych wyznan, az serce mi sie kraja na
sama mysl o nich. powiedzial mi ostatnio ze spoznilam sie 3 m-ce z
okazywaniem mu uczuc, ze teraz sie zakochal i to juz koniec, ze pozwala mi
mieszkac z nim tylko i wylacznie ze wzgledu na dziecko, ale przeciez i tak
sie nim nie zajmuje, nie nosi nie bawi sie z nia nigdy jej nie nakarmil,
zadko przewijal i moze przez ten caly czas byl z nami na spacerze 6 razy.
cala wina spadla na mnie, bo go odrzucilam, przestalam kochac, ze cala milosc
przelalam na dziecko.
czy naprawde to przeze mnie rozlecialo sie nasze malzenstwo, czy pomoc jakiej
od niego oczekiwalam to bylo za duzo, zbyt wiele.
Prosze powiedzcie co tym myslicie. Bede wdzieczna za wszystkie odpowiedzi
Pozdrawiam
Mama "mama malego diabelka"