Dodaj do ulubionych

Ojcze, ojcze!

10.05.21, 08:11
"Słychać było tętent koni i maszerujących szybko ludzi, potem ujrzeliśmy mijający nas oddział wojska rzymskiego udający się w kierunku wsi. Staliśmy niemal ogłuszeni tupotem nóg i szczękiem broni.

Gdy dotarliśmy do wsi, panował tam zamęt. Żołnierze zdążyli już przeszukać domy w poszukiwaniu buntowników i zaaresztować w brutalny sposób pięciu mężczyzn. Mieszkańcy wsi tłumnie się zebrali, prosząc Rzymian, by ci uwolnili pojmanych mężczyzn. Oświadczyli, że mężczyźni ci są niewinni, i domagali się, by ich zwolniono. Centurion, który siedział na koniu, wcale nie chciał słuchać, rozkazał za to żołnierzom, by odparli nacierający tłum. Gdy tak się stało, mały chłopiec wybiegł z tłumu, krzycząc:

– Ojcze, ojcze!

Jeden z żołnierzy, potężnej budowy i wysokiego wzrostu, uderzył chłopca zaciśniętą pięścią i chłopiec ów, który miał około czterech lat, upadł na ziemię, a jego ciałem wstrząsnęły konwulsje. Tłum ucichł, a oficer zgromił żołnierza:

– Głupcze, to jeszcze dziecko.

Oficer zeskoczył z konia i pochylił się nad chłopcem, który przestał się już wić i leżał martwy. Gdy zdejmował hełm, można było dostrzec łzy spływające mu po policzkach.

Wykrzyknął:

– To przecież jeszcze dziecko, mam syna w jego wieku, to jeszcze dziecko.

I szczerze zapłakał.

Gdy tłum rozstąpił się, by umożliwić Mi przejście, przesunąłem się naprzód. Wyglądało na to, że żołnierze chcą Mnie zatrzymać, i wtedy ktoś krzyknął:

– To Jezus z Nazaretu, to ten prorok, wielki uzdrowiciel.

Słysząc to, żołnierze cofnęli się, a Ja podszedłem do chłopca. Centurion spojrzał na Mnie i powiedział:

– Czy potrafisz pomóc?

W jego sercu ujrzałem zagubioną duszę, przepełnioną bólem, jaki niosła za sobą praca, którą wykonywał, pełna śmierci i zniszczenia… ale pod tym zamętem zdołałem dostrzec współczucie, miłość i nadzieję.

– Pomogę – odpowiedziałem, pochylając się i podnosząc chłopca z ziemi.

– Ale przecież on nie żyje – powiedział żołnierz, który uderzył chłopca. – Teraz nic już nie możesz zrobić.

Łagodnie się do niego uśmiechnąłem i rzekłem:

– Mój Ojciec, który Mnie posłał, ocala życie i je zabiera. Należy ono do Niego i może nim rozporządzać… więc jeśli wolą Jego jest, by ten chłopiec żył, to będzie żył.

– W takim razie Twój Ojciec musi być czarownikiem – odrzekł żołnierz.

– Nie, Mój Ojciec jest Bogiem całego stworzenia, który uczynił wszystko, co istnieje, i jest Jego wolą, by to dziecko żyło.

Gdy wypowiedziałem te słowa, chłopiec wrócił do życia, płacząc:

– Mamo!

Żołnierz, zdziwiony, cofnął się, a matka dziecka podeszła do chłopca i podniosła go… pełna radości, pełna dziękczynienia, błogosławiąc Boga za Jego miłosierdzie. Żołnierze wpatrywali się we Mnie, gdy tłum zaczął jednym głosem wielbić Boga.

– Kim Ty jesteś? – krzyczał z bojaźnią żołnierz.

– Ja Jestem – powiedziałem, a tłum się uciszył.

– A co to za odpowiedź? Ja pytam, kim Ty jesteś, a Ty mówisz: „Ja Jestem”.

– Ja jestem Synem, Ja jestem Barankiem i Ja jestem przebaczeniem od Boga.

Centurion wskoczył pospiesznie na konia, a do swoich ludzi warknął:

– Uwolnijcie tych ludzi. Nie potrzebujemy ich.

Spojrzał na Mnie i skinieniem podziękował, po czym odjechał z wioski wraz ze swoim oddziałem."
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka