chyba nie dam rady...

27.11.04, 14:11
proszę Was o wyrażenie swojego zdaniasmile))Jestem w ósmym miesiącu ciąży,może to mały dół tylko, ale mam okrutne wyrzuty sumienia, że tak myślę, a mianowicie dobija mnie fakt, że nie moge nigdzie wyjść "poimprezować" i to się pewnie przez najbliższy rok nie zmieni,natomiast mój facet uważa, że skoro on może to wychodzi i i tak przecież tak rzadko...fuck, nie wiem jak sobie z tym poradzić...czuję się sama z tą ciążą i tak jakbym tylko Ja miała dziecko...Czy macie podobne problemy? Czy to tylko mój facet jest do dupy i nie ma podejścia? Dzięki i pozdrawiam
    • kasika75 Re: chyba nie dam rady... 28.11.04, 12:23
      doskonale Cie rozumiem , mam wrazenie ze sama jestem w tej ciąży, mój mąz
      świetnie sie bawi , fakt nie bronię mu tego , ale jakby sie chwile
      zastanowił,to ciekawe czy jemu przyjemnie by było spedzać samotne wieczory w
      towarzystwie pilota telewizyjnego .Mam tego po dziurki w nosie , czasem sie
      zastanawiam czy sobie zasłuzył aby ze mna rodzić .Tak naprawde przez całą ciaze
      nie robił nic nadprogramowego czego nie robił wczesniej (chodzi mi o pomoc w
      domu).I co teraz ma isc ze mna do porodu , na to trzeba sobie zapracować ....a
      moze mamy naprawde jakiegoś doła ???
      • xin Re: chyba nie dam rady... 28.11.04, 22:43
        hejsmile))dzięki za odpowiedź,nie wiem może faceci sa jacyś inni zero emocji typu postaw się w mojej sytuacji...no chyba że mu jest źle...ale wiesz to chyba zależy tylko od tego człowieka, bo znam gości, którzy potrafią zoorganizować ten czas wolny dla swojej kobietki też,można chodzić do kina,robić cos nadal razem, jeżeli oczywiście się chce...pozdrawiam, a i czy powiedziałaś mu że CI przykro jak wychodzi?
        • kasika75 Re: chyba nie dam rady... 29.11.04, 18:50
          pewnie ze mowiłam , ze mi przykro , ale to działa ...dwa dni i na nowo to samo .
          Ja tez znam facetów , ktorzy bardziej przejmuja sie swoimi kobitkami i wiem ze
          moj maz tez potrafi byc kochany tylko ostatnio coraz mniej tych miłych gestów,
          rowniez pozdrawiam .
          • sm30 Re: chyba nie dam rady... 06.12.04, 21:00
            hej dziewczyny. 2 miesiące temu rodziłam w towarzystwie Mamy. Ojciec
            dziecka "wylogował" się jak byłam w 4 miesiacu ciąży. Pomyslicie wpadka... ano
            nie, namawiał mnie wręcz na dziecko ( musiałam się zresztą lekko podleczyć by
            je mieć ) a potem się rozmyślił i nie widziałam go dziś.
            Jednym słowem w ciąży byłam sama. Na początku rozpacz, myśli, że nie
            tak to wszystko sobie wyobrażałam i że nigdy nie myślałam że to MI się tak
            życie "poukłada". Ale wiecie co, czytając wypowiedzi takie jak Wasze zaczynam
            się cieszyć że jest jak jest ( oczywiście myślę tu o swoich odczuciach, bo
            oczywiście żałuję że dziecko nie ma ojca ). Raz wszystko przebolałam, już się
            nie łudzę, że może coś się zmieni ze strony mężczyzny, Rodzina pomogła mi się
            pozbierać, pogodziłam się z sytuacją i drugą połowę ciąży przeszłam naprawdę
            radośnie myśląc do przodu a nie wstecz.
            Solidaryzyję się z Wami i nie powiem że nie brakuje mi męskiego
            pierwiastka zwłaszcza jak widzę tatusiów w parku z dziećmi. Ale szlak mnie
            trafia jak zgodnie z modą panowie obnoszą się że "razem rodzili" i nawet nie
            zemdleli ( tu prawdziwa bohaterka porodu schodzi na plan dalszy ). Z tego co
            słyszę wasze sytuacje niesą odosobnione. Panowie bohatersko "urodzą" i heja do
            pabu oblaćdzidziusia. Chyba w Wysokich Obcasach przeczytałam że poród to nie
            jest moment na naprawianie relacji. Trzeba go przeżyż z kimś z kim ma się 100%
            dobrych relacji. Uwierzcie mi bo jestem naświerzo po tym. Panowie nie będą was
            bardziej podziwiali po zobaczeniu jak się męczyłyście. niektóre wrecz słyszą że
            po tym wspólnym przeżyciu już nie są pociągające. Zresztą po porodzie nadal nie
            jest się zbyt kobiecym nie mając często przez cały dzień 5 min na zwykły
            prysznic, wciąż mając pare kilo nadwagi i lepiącsię od mleka.
            I nie myślcie że po porodzie coś się zmieni. Jak ktoś nie potrafi
            być przy Was teraz , to tym bardziej będzie uciekał z domu jak pojawi się mały
            wrzaskun, tłumacząc że przecież i tak na razie nie są w stanie go nakarmić.
            ...czasem myślę że mam łatwiej nie czując do nikogo żalu za
            codzienne zachowanie
    • grekupl1 Re: chyba nie dam rady... 06.12.04, 22:18
      Tym razem mówi tata. I mówię za siebie. Chciałem bobask i gd żona zaszła w
      ciążę skończył się pewien okres. Oczywiście mogłem sobie chodzi tu i ówdzie,
      ale nie, bo... i tu można wiele powiedzieć, każda niech sobie powie co chce. Po
      perostu ją kocham i nie nie nawet przez myśl mi nie przeszło, że jak ona w
      domu, to ja moge się zabawić. Coś się w końcu stało!! "Rodziłem z nią",
      pępowiny nie przecinałem, bo wymiękłem, łzy się polały, ale cały czas byłem
      przy niej. I wiem, że byłem jej potrzebny. Pewnie nigdy was nie zrozumiem, bo
      tak natura działa, ale nie zrozumiem też tych, co mając żonę w ciąży a potem
      dzieciaka ida w tango. To chyba nie o to chodzi. Żal mi Cię, że Twój chłop tak
      się zachował ( to do mamy, która sama musiała się uporać z wszystkim) może nie
      byłw wart tego wszystkiego....
      • sm30 Re: chyba nie dam rady... 06.12.04, 22:52
        Wśród wielu żałosnych męskich wypowiedzi, twoja jest drugą piekną którą dziś
        przeczyrtałam i która przywraca wiarę w męski ród. Życzę Waszej rodzince
        wszystkiego naj. I kochaj ją niezależnie co inni "wyzwoleni luzacy" albo
        nieszczęśliwe we własnych związkach zazdrośnice będą pletli o pantoflarstwie
        itp. I tak każdy będzie zazdrościł Wam waszej miłości i wzajemnego szacunku smile
    • mszocik Re: chyba nie dam rady... 07.12.04, 02:29
      Nie chce Cie dobijac, ale u mnie tak to nie wyglada. Kazda wolna chwile
      spedzamy razem (obecnie jestem w 7 miesiacu). Nie czuje sie samotna. Oboje
      bardzo chcielismy tego dziecka i oboje ta ciaze przezywamy, chociaz na pewno
      kazde na swoj sposob.
    • wija1 Re: chyba nie dam rady... 08.12.04, 17:20
      Chyba nie wszyscy sa tacy. Ja mam za soba dwie ciaze i caly czas moglam i moge
      liczyc na wsparcie meza. Zadnych imprez solo (z jego wyboru) podczas ciazy,
      pozniej tez tylko razem. Teraz tez dzielnie pomaga przy naszej dwojeczce - po
      pracy (14 godzin dziennie) zajmuje sie bablami ( 2lata i 3 miesiace ), a o
      gazetce i kapciach dawno juz zapomnial. Idealem oczywiscie nie jest, ale na
      pewno nie mam powodow do narzekan. Zycze ci, aby twoj facet przejrzal na oczy.
      Przeciez dziecko z powietrza sie nie wzielo. Pozdrawiam.
    • yazonisyn Re: chyba nie dam rady... 04.01.05, 11:47
      Nie wszyscy faceci są tacy ja ze swoją Żoną byłem cały czas. Wszystko zależy od
      tego jak dojrzały jest Tatuś do roli ojca a ojcem się stajemy nie tylko wtedy
      gdy już się urodzi dzidziuś ale od momentu poczęcia - ciekawi mnie jeszcze
      jedno kiedy Twój sznowny partner będzie w domu bo po porodzie też przecież
      trzba się zająć dzidziusiem, no a z tego co zrozumiałem to przecież On nadal
      będzie mógł imprezować, gdyż ty przecież sama będziesz mogła pełnić rolę
      tatusia. Przywal mu dwa razy wałkiem może zmądrzeje
    • zaholec Re: chyba nie dam rady... 04.01.05, 12:38
      Nie tylko on, ja też wychodziłem z domu kiedy Żona była w ciąży. Raz w miesiącu
      dostawałem dyspensę. Żona miała swoje zdanie na ten temat ale, w końcu.. raz w
      miesiącu się zgadzała. Zajmowałem się wszystkim co było potrzebne Żonie,
      zorganizowałem dom na Jej powrót ze szpitala, pomogłem przy porodzie i w
      połogu, opiekuję się córeczką. Ja myślę, że ciąża mimo, że jest wspólna w
      pewnym sensie, nie może stanowić kajdanów. Mnie żyło się łatwiej, a przez to
      miałem więcej uśmiechu na twarzy, więcej sił do pomocy. Tylko, że ja
      wychodziłem raz w miesiącu i, jak dobrze pamiętam, w ósmym miesiącu było
      ostatnie wyjście. Teraz mamy córeczkę 8 miesięczną i też raz na miesiąc dostaję
      dyspensę, ostatnio to nawet na piśmie smile)
      Każdy rodzic ma dół związany z ciążą, twierdzenie, że ojcowie ich nie mają jest
      bezpodstawne, w większości przypadków. Ojcom też trudno tak od razu, jak i
      mamom, przyjąć całkiem inny styl życia, inną organizację życia. Wyjście nie
      oznacza automatycznie olewania Żony i pozostawienia Jej samej ze sobą. Wszystko
      musi mieć jakieś ramy i trzymać się zdrowego rozsądku.

      dasz radę.


      Pozdrawiam
    • libra.alicja Re: chyba nie dam rady... 06.01.05, 23:41
      Mój mąż z zasady nie chodzi sam na imprezy. Natomiast od lat raz w tygodniu
      ma "wychodne" w swoim tylko męskim towarzystwie.
      Nie widzę powodu, zeby musiał rezygnować z tego zupełnie, wystarczyło to
      jedynie troche zmodyfikować. Czyli pod koniec ciąży wyjscia były bezalkoholowe
      (ewentualnie poł piwa), tak żeby byc w pełnej gotowości do porodu, a w
      pierwszych tygodniach po porodzie nie wychodził wcale, bo wtedy jeszcze nie
      radziłam sobie z dwójką dzieci.

      Nie mogłam także pójść w ciąży na ślub i wesele przyjaciela męża i uznałam, że
      mąż powinien iść sam, chociaż oczywiście było mi przykro, że ominie mnie taka
      okazja, a on miał wyrzuty sumienia, że idzie sam, ale nie chciałam być psem
      ogrodnika, zwłaszcza, że gdybym poprosiła, to nie poszedłby.

      Mój mąż daje mi wiele dowódów zainteresowania i przywiązania i docenia moją
      postawę, więc nie jest to dla mnie takim problemem.
Pełna wersja