Co traci rodzina zapracowanego ojca

29.12.04, 09:01
A co w sytuacji gdy to przyszła matka ma absorbującą pracę? Ja właśnie taką
mam. Zarabiam dwa razy więcej od mojego męża. Chciałabym zdecydować się na
dziecko. Oczywiście w pracy zawsze jest zły moment. W końcu jednak podejmę
taką decyzję bez względu na okoliczności. W chwili obecnej nie mogę sobie
wyobrazić jak będzie wyglądało nasze życei gdy pojawi się dziecko.
    • kaska1973 Re: Co traci rodzina zapracowanego ojca 29.12.04, 09:13
      Nie straszę ale ja mam taka sytuacje. Problem to znalezienie czasu dla dzieci,
      domu i dodatkowo oswojenie meza z ta sytuacja. To chyba najgorsze, ma on
      poczucie niedowartosciowania jako maz, ojciec i glowa rodziny utrzymujaca dom.
      Starac sie bedzie w tej nowej sytuacji tobie dorownac i sprostac wymaganiom
      stawianym przez życie, zacznie szalenczo pracowac wtedy ty zostaniesz sama z
      dzieckiem, domem i kariera bez jego pomocy. Nie zazdroszcze ale pamietaj nie
      daj sie zyciu i dzielnie stawiaj mu czola majac jednak w miare rozszadku na
      pierwszym miejscu rodzine przed praca i posprzatanym domem smile
      POWODZENIA
      • wio_sna Re: Co traci rodzina zapracowanego ojca 29.12.04, 17:02
        Moje zarobki kilkakrotnie przewyższały mężowskie. Ja poszłam na wychowawczy, bo
        nie wyobrażamy sobie, aby ktoś inny wychowywał nasze dzieci. To była wspólna
        decyzja, choć jeszcze w ciąży rozważałam możliwość wysłania na wychowawczy męża.
        Okazało się, że za pensję męża też można żyć. On sam poczuł sie bardziej
        odpowiedzialny za rodzinę, jego zarobki wzrosły. Początki były trudne, ale teraz
        jest OK. Niedługo zamierzam wrócić do pracy po 4 latach wychowywania dwójki
        naszych dzieci.
        Decyzję zawsze można zmienić.
        • serwal Re: Co traci rodzina zapracowanego ojca 22.11.06, 17:58
          A ja jestem kawalerem i wiem, że nie założę rodziny, bo pracuję od poniedziałku
          do piątku "gdzieś w Polsce". Polega to na tym, że jak wyjadę o 07:30 w
          poniedziałek, to wracam w piątek o 22:00. A czasami to i dwa tygodnie mnie nie
          ma. Zarabiam tylko trochę lepiej niż moi rówieśnicy, ale ważne jest, że pracuję
          w zawodzie wyuczonym. Potem będę budować sobie dom, biorąc kredyt hipoteczny, a
          wtedy to już na pewno nie będę miał ani czasu ani forsy na rodzinę. Oczywiście
          wielu pomyśli, a na co ci dom? Otóż po to, aby się na starość zabezpieczyć.
          Potem się chatę sprzeda i kupi jakąś kawalerkę. A uzyskaną różnicą uzupełnię
          własną emeryturę, bo na ZUS nie ma co liczyć. Wszak politycy już kombinują
          jakby tu II filar przez ZUS wypłacać.
          • embea drogi kawalerze... 22.11.06, 18:44
            Nie zarzekaj się z tą rodziną, zwłaszcza jeśli chcesz miec dom, bo przed
            szczęściem, jesli nadejdzie, się nie obroniszsmile Ja to tak widzę przynajmniej. W
            domu musi ktoś zamieszkać, a kiedy nie będzie w nim wrzasku i smiechu dzieciaków
            (i żonywink, to to nie jest dom, tylko nieruchomość.
            Męża nie widzę od 5:45 w poniedziałek do 21.00 w piątek, bo pracuje 170km od
            naszego miasta. Tyle jednak zarobił, że za 2 miesiące przeprowadzimy się tam,
            gdzie pracuje, do pięknego domu. Myślę, że on-mąż jest szczęśliwy, że na niego
            czeka rodzina...
    • olga998 Co traci rodzina zapracowanego ojca 09.11.06, 10:26
      Jestem kobieta opuszczona przez ojca. I chociaz minelo juz wiele lat, a ja mam
      swoja rodzine i ulozone zycie, to tkwi we mnie jak zadra. Kompleksy i brak
      wiary we wlasne sily to nic w porownaniu do slabosci do zonatych i dobrych
      mezczyzn, w ktorych podswiadomie szukam ojca. Z tym, to dopiero trudno jest
      zyc.
    • hela6 Co traci rodzina zapracowanego ojca 22.11.06, 11:55
      Jak ludzie głupie to wszędzie problem znajdą.
      W życiu widze rodziny zapracowanych ojców, którzy za chlebem a nie za kawiorem za granicę wyjechali, i tam wogóle nie jest słodko. Ale bywa mądrze. Bywa też że rodzice po 8 godzin max. pracują, w domu ptasiego mleka nie brakuje, a rodzina wogóle nie zintegrowana, no bo przecież każdy ma swoje bardzo ważne sprawy w klubie, w skepach....
      E tam, po co ja wogóle głos zabieram.
    • cloclo80 Re: Co traci rodzina zapracowanego ojca 22.11.06, 20:24
      Nic nie traci, może poza paroma miligramami cuchnącej białej cieczy wlewanej od
      niechcenie w kobiete niczym krople do nosa.
      • mefissto Re: Co traci rodzina zapracowanego ojca 22.11.06, 22:39
        No pewnie ze nic nie traci a moze tylko zyskac, kase big_grin ktos musi pracowac zeby
        utrzymac rodzine, a kolezanka ktora siedzi juz 4 lata na maciezynskim hmm ja bym
        takiego darmozjada z domu wywalil. Obowiazki w domu mozna podzielic, wynajac
        nianie i wracac do roboty. Nania kosztuje grosze jak 2 osoby pracuja.
    • rekasus1 Co traci rodzina zapracowanego ojca 23.11.06, 09:16
      Dlaczego nikt nie pisze to tym, co traci rodzina zapracowanej mamy? Czy tylko
      ojcowie pracuja a mamy siedza na urlopach wychowawczych? Mam 3-miesiecznego
      synka i ani jednego dnia urlopu. Caly cas pracuje, o maciezynskim nie chcialam
      nawet slyszec, dzieckiem zajmuje sie cala rodzina, poczawszy od ojca, poprzez
      mame a skonczywszy na babci i, jak tylko sie wkoncu zwolni miejsce, na zlobku.
      Moze zaczniemy rozmawiac o normalnej rodzinie, w ktorej nie ma patologii w
      rodzaju mamusiowego wysiadywania gniazdka przez xlat?
      • tata_tomek Re: Co traci rodzina zapracowanego ojca 28.11.06, 10:00
        rekasus1 napisała:

        > Dlaczego nikt nie pisze to tym, co traci rodzina zapracowanej mamy?

        1/ dlatego, że to artykuł o zapracowanych tatusiach
        2/ dlatego, że to forum 'etata' a nie 'emama'
    • zbinx Co traci rodzina zapracowanego ojca 24.11.06, 10:14
      Jestem ojcem dwójki dzieci (3,5 i 1,5) i od początku staram się brać bardzo
      aktywny udział w ich wychowaniu. Oczywiście pracuję, podobnie jak moja żona.
      Jesteśmy w o tyle dobrej sytuacji, ze mozemy liczyć na pomoc obu babć. Zarówno
      praca żony jak i moja bywają niekiedy bardzo absorbujące czasowo, ale nie
      dajemy sie zwariować. Gdybym musiał siedzieć do 21:00 codziennie, zmieniłbym
      pracę, bo nie kasa w życiu jest najwazniejsza, a gdybym nie mógł znaleźć innej
      pracy, pensja żony musiałaby wystarczyć.
      Oboje wiemy, że najważniejsze w wychowywaniu dzieci jest wspólne spędzanie jak
      największej ilości czasu. To procentuje, dzieci czują, ze są najważniejsze i
      TYLKO o to chodzi. Mam nadzieję, że gdym stracił pracę, moje relacje z dziećmi
      nie uległyby zmianie, że nadal wiedziałyby, ze są kochane i ważne.
      Chciałbym zwrócic uwagę na jeszcze jeden fakt. Społeczeństwo z jednej strony
      wymaga od ojców tego, by aktywnie uczesniczyli w wychowaniu dzieci, z drugiej
      jednak, zawsze faworyzuje w roli rodzica matkę. Nie wspomnę juz tego, że sprawy
      rozwodowe prawie zawsze kończą się w ten sposób, ze to matka "dostaje" dziecko.
      Spójrzcie choćby na adres strony z komentowanym właśnie artykułem:
      kobieta.gazeta.pl/edziecko/......
Pełna wersja