jarkar
30.12.04, 22:49
Nie wiem jak reszta, ale ja przez okres trwania ciazy, podczas porodu bylo ok
(pewnie ze wzgledu na zone), i po porodzie, czasami sie czulem jakby to
dziecko wcale nie bylo tak wazne dla mnie, wazne jest dla mamusi. To mamusia
wszystko musi wiedziec, wszystko musi widziec, tatus niekoniecznie. A to
dziecko to jest tylko mamusi, czy wspolne ??? Widocznie my jestesmy przez
sluzbe zdrowia traktowani jako dawcy nasienia, nic wiecej, po za tym zadnych
praw nie mamy, a ci co chca je miec sa jacys nienormalni. Ogolnie tatus
aktywnie uczestniczacy w ciazy jest traktowany jako jakis niepotrzebny intruz.
A dzis sie znowu wkurzylem i w koncu wybuchne, przyszedlem rano do zony (no bo
tez wkoncu w dzien trzeba pracowac) i mi marudzili ze wizyty sa od 12 do 19,
kurna ja przyszedlem zonie troszke pomoc, odciazyc (ja sie chwile zajmuje
dzidziusiem, a zona sie nie musi martwic i moze cos zrobic przy sobie) a oni
traktuja jakbym jej chyba jakas krzywde przyszedl robic.
Prawa matki tak, a co z prawami ojca ??
Moze jakos mam pecha, a moze tez tak macie, powiedzcie ??