Tatus a traktowanie przez sluzby zdrowia

30.12.04, 22:49
Nie wiem jak reszta, ale ja przez okres trwania ciazy, podczas porodu bylo ok
(pewnie ze wzgledu na zone), i po porodzie, czasami sie czulem jakby to
dziecko wcale nie bylo tak wazne dla mnie, wazne jest dla mamusi. To mamusia
wszystko musi wiedziec, wszystko musi widziec, tatus niekoniecznie. A to
dziecko to jest tylko mamusi, czy wspolne ??? Widocznie my jestesmy przez
sluzbe zdrowia traktowani jako dawcy nasienia, nic wiecej, po za tym zadnych
praw nie mamy, a ci co chca je miec sa jacys nienormalni. Ogolnie tatus
aktywnie uczestniczacy w ciazy jest traktowany jako jakis niepotrzebny intruz.
A dzis sie znowu wkurzylem i w koncu wybuchne, przyszedlem rano do zony (no bo
tez wkoncu w dzien trzeba pracowac) i mi marudzili ze wizyty sa od 12 do 19,
kurna ja przyszedlem zonie troszke pomoc, odciazyc (ja sie chwile zajmuje
dzidziusiem, a zona sie nie musi martwic i moze cos zrobic przy sobie) a oni
traktuja jakbym jej chyba jakas krzywde przyszedl robic.
Prawa matki tak, a co z prawami ojca ??
Moze jakos mam pecha, a moze tez tak macie, powiedzcie ??
    • szkodnik Re: Tatus a traktowanie przez sluzby zdrowia 31.12.04, 07:26
      Szczerze mówiąc dziwię się służbie zdrowia, którą opisujesz.
      U mnie wyglądało to zupełnie inaczej.
      Rodziliśmy w szpitalu na Karowej w Warszawie. Z powodu remontu szpitala na
      solcu i kłopotów w kilku innych, wszystkie ciężarówy odsyłane były właśnie na
      Karową. W krótce okazało się, że brakuje miejsc na poporodówce. W związku z tym
      sale do porodów rodzinnych zostały przekształcone w poprodówkę. To był szok. W
      pokoju mojej żony było w sumie 5 kobiet ze swoimi maluszkami, a pokój duży nie
      był. Jak wiadomo, na blok porodowy nie wolno wchodzić, za wyjątkiem służby
      zdrowia i "towarzyszów porodowych". Ja siedziałem przy żonie od godziny 7 rano
      do 22-ej. Trwało to przez wszystkie dni pobytu żony w szpitalu. Musiałem mieć
      na sobie tylko fartuszek i "worki" na butach - taki wymóg. Tylko jedna siostra
      docinała mi co jakiś czas ale ja nie przejmowałem się tym, miałem inne rzeczy
      na głowie, a poza tym byłem w takiej euforii, że mógłym skrzywdzić wszystkich
      tych, którzy nie pozwoliliby mi się zobaczyć z córką lub żoną. smile
      W sumie nasz pobyt w szpitalu wspominam bardzo miło. smile
      Pozdrawiam.
      • kariin Re: Tatus a traktowanie przez sluzby zdrowia 03.02.05, 00:12
        mam na imie Arek, moja żona rodziła w szpitalu na solcu,sebastian nasz syn
        musiał być kilka godzin poddawany naświetlaniu lampą ultrafioletową a strasznie
        tego nie lubił, pewnej nocy tak mocno dał sie we znaki mojej żonie że
        zadzwoniła abym przyjechał do szpitala było ok 22, pielęgniarki chciały mnie
        wyżucić , ale powiedziałem że tylko ochrona będzie wstanie mnie wyżucić więc
        dały sobie spokój,pamiętaj najważniejsza jest zawsze Twoja rodzina
    • aerde Re: Tatus a traktowanie przez sluzby zdrowia 31.12.04, 08:01
      Być może masz pecha, w każdym szpitalu jest pewnie inaczej. Moja żona rodziła w
      Wołominie i nikt nie krzywił się ani na moją obecność przy porodzie, ani na
      późniejsze ciągłe przebywanie na oddziale. Ale...
      Żona rodziła w święta i miała to szczęście, że ruch był nie duży. Rodziła
      praktycznie sama, sala trafiła jej się jednoosobowa, więc moja obecność nikomu
      nie przeszkadzała. Gdy na sali leży jednak więcej kobiet, to trudno się dziwić,
      że personel stara się ograniczyć zarówno czas odwiedzin, jak i liczbę
      odwiedzających. Dla każdej kobiety zaraz po porodzie męcząca i krępująca jest
      obecność obych osób i chyba nie zbyt dobrze świadczyłoby o personelu, gdyby nie
      dbał o ich komfort.

      No chyba, że macie salę jednoosobową, to wtedy ograniczanie Twojej obecności
      przy żonie to lekka nadgorliwość.
    • yazonisyn Re: Tatus a traktowanie przez sluzby zdrowia 04.01.05, 19:51
      Panowie po porodzie to się dopiero zacznie jak idę z dzieckiem i z Żoną do
      lekarza to kogo lekarz pyta o to jak się czuje Syn oczywiście Żony jak chce dać
      zwolnienie to komu oczywiście Żonie ale nie tylko w służbie zdrowia jesteśmy na
      marginesie w Żłobku normalne była że odbierając Syna otrzymywałem kartkę na
      której było wypisane - "Zalecenia dla Mamy" i jak tu się nie denerwować. To
      jest jawna dyskryminacja Tatusiów.
      • aerde Re: Tatus a traktowanie przez sluzby zdrowia 04.01.05, 21:16
        A po co się denerować? Są to powszechnie panujące stereotypy (choć czytając posty na tym i innych forach - dotyczące narzekań na mężów i ojców, wcale nie takie nieprawdziwe) i lepiej się z nich śmiać, niż tracić zdrowie.
        Gorzej, gdy taki stereotyp powiela sędzia lub sędzina przydzielając prawo do opieki nad dzieckiem. Ale to zupełnie inna para kaloszy.
    • shuriken Re: Tatus a traktowanie przez sluzby zdrowia 06.01.05, 12:09
      Po prostu trafiłeś na szpital z kiepskim personelem. Podaj jego nazwę i adres, żeby
      inni wiedzieli, czego unikać...
    • libra.alicja Re: Tatus a traktowanie przez sluzby zdrowia 06.01.05, 23:29
      Ja po obu porodach miałam pojedyńczą salę, więc mąż mógł siedzieć ile chciał
      (bo pamiętajcie, że nie chodzi tu tylko o wasze żony, ale także o komfort
      innych pacjentek, którym takie wizyty moga przeszkadzać).

      Natomiast mielismy sytuację, kiedy przyszła pielęgniarka żeby pobrać krew córce
      i wyprosiła męża z sali, poczuł się tak głupio, że nawet nie zaprotestował.

      Po drugim porodzie, podawałam pielęgniarce jakieś dane, w tym czasie mąż zaczął
      przewijać naszą córkę (bo w szpitalu w dzień on się nią zajmował cały czas, a
      ja tylko w nocy) i ona przerwała pisanie i mówi: niech pani patrzy mężowi na
      ręce, potem pani mi poda resztę". Ja na to, ze mąż jest doświadczonym ojcem i
      robi to lepiej ode mnie, bo ja ledwo stoję.

      Myślę, że nie ma co sie przejmować i im częściej panowie będą obecni na
      porodówkach, tym mniej stereotypów będzie ich dotykać.
      • aleksandrynka Re: Tatus a traktowanie przez sluzby zdrowia 09.02.05, 21:32
        niech pani patrzy mężowi na
        > ręce, potem pani mi poda resztę"

        dobre! smile
        A może myslała, że coś ukradnie?
        • mamakini Re: Tatus a traktowanie przez sluzby zdrowia 22.02.05, 11:03
          U nas podobnie: dyskryminacjia ojca przez służbę zdrowaia. Kidy byliśmy z małą
          na pogotowiu z powodu bardzo wysokiej temperatury przyszło nam odwiedzić wiele
          gabinetów lekarskich, laboratoria itp. Za każdym razem słyszeliśmy: "Proszę,
          niech PANI wejdzie z dzieckiem". Mąż nie bardzo się przejął: zawsze wchodził z
          nami. Albo napis "Hotel dla MATEK" w szpitalu dziecięcym.
    • mifka Re: Tatus a traktowanie przez sluzby zdrowia 26.02.05, 23:55
      co prawda jestem kobieta ale wiem co czujesz. Kiedys poszlismy z mezem do
      lekarza i oczywiscie oboje weszlismy do gabinetu, na co kwasne spojrzenie.
      nastepnie przez cala wizyte pan doktor ignorowal mojego meza, bo jak
      twierdzil "najwazniejsze zeby matka wiedziala".
      w anglii jest jeszcze gorzej - podczas wizyty w szpitalu pani doktor zapytala
      czy "ten pan to maz" bo gdyby nie byl to musielabym wypisac specjalny
      formularz,ze jest ojcem i ze ma prawo byc przy tej wizycie. Jednym slowem maz
      matki ma wieksze prawa niz ojciec! Wlasnie dlatego Batman wisial pol dnia na
      palacu krolewskim.
      Proponuje aby panowie zalozyli Stowarzyszenie Obrony Praw Ojcow i zaczeli
      walczyc o swoje prawa. I nie dac sie pielegniarom!
Pełna wersja