nnika5
22.04.05, 23:27
witajcie,
co prawda jak widze forum chyba zdominowane przez kobitki ale moze jakis facet z "meskiego" punktu widzenia pomoze mi zrozumiec..
juz chyba klasyczna sytuacja: po porodzie sie pozmienialo, sex rzadko i nudno. klotnia gonila klotnie. dziecko ma 1,5roku. od przeszlo pol roku nie uslyszalam od niego ANI JEDNEGO milego slowa, komplementu. rozmawialismy coraz rzadziej a jak juz to na tematy dziecka. na poczatku roku bylo tak zle ze przez miesiac mieszkal poza domem. wrocil bo postanowilismy ratowac to malzenstwo. potem 3 dni dobrze 3 dni zle i tak na przemian. pomysl terapii malzenskiej wysmial. od jakiegos czasu po powrocie z pracy albo wylaczal telefon albo non stop nosil go "przy tylku".zaluje ze wtedy nie zwrocilo to mojej uwagi. 2 tygodnie temu zapewnial mnie ze kocha mnie, nie chce mnie stracic i chce ratowac to malzenstwo. znowu nastaly te dobre dni. prawie tydzien temu, kiedy wlasnie mielismy wychodzic na zakupy, on zostawil na chwile nieopacznie telefon wlaczony na wierzchu a mnie podkusilo. przeczytalam tylko 1 smsa i ciesze sie ze wiecej nie czytalam. jakas pani wyrazala ogromny zal ze w niedziele do niej nie przyjedzie ale rozumie ze auto niesprawne do konca i zeby zadzwonil jak juz wezmie kapiel bo jej smutno.
na pytanie kto to:
1,dostal dzikiego, sploszonego wyrazu twarzy
2, stanowczo powtarzal ze to NIKT
3, potem ze..."to taka znajoma ktora mu czasem pomaga mnie wqr***ic"
4, ze to tylko kolezanka z ktora czasem wypije kawe i milo spedza czas (!!)
5, doznal naglej calkowitej amnezji dotyczacej dlugosci czasu spotykania sie z nia
kazalam mu sie wynosic bo to nie byl pierwszy tego typu numer. pare miesiecy temu tez znalazlam smsa w ktorym z kolei on zalowal ze nie zdazyl na ta kawe i masaz ale co sie odwlecze to nie uciecze.okazalo sie ze wzial laske na stopa. niby byla fizjoterapeutka i stad ten masaz. ale to ogolnie zart.
uwierzylam idiotka. chcialam uwierzyc.
gdy kazalam mu sie wynosic bez slowa sie spakowal i wyszedl.nie probowal wyjasnic, wyrazic zalu. od tygodnia nie powiedzial ani slowa na temat zaistnialej sytuacji. nawet zwyklego przepraszam. nie mieszka w domu ale odwiedza dziecko.
zlozylam pozew o czym go poinformowalam. chcial jedynie wiedziec czy z orzekaniem o winie i czy mam zamiar ograniczyc jego prawa rodzicielskie.
juz sie nie ludze ze milczec kaze mu tylko jego osli upor.
powiedzcie mi tylko panowie...po co mowil ze kocha, chce ratowac i nie chce stracic? dla zamydlenia oczu? zebym byla spokojna a on zeby mogl spokojnie do niej jezdzic? czekal na "wlasciwy" moment? czy moze na rozwoj wypadkow z NIA? zostawial sobie furtke? jakby nie wyszlo z kochanka wrocilby do zoneczki? po co snul plany na wakacje?
jak mozna byc tak wrednym, podlym i wyrachowanym????
to jeszcze nic. po 3 nocach od zajscia przyszedl odwiedzic dziecko. gdy kladlam ja spac powiedzialam ze juz moze isc. a on ze smiechem jakbym powiedziala dobry dowcip: ale ja dzisiaj TUTAJ spie.
powiedzialam tylko ze chyba ma nasrane i zeby juz lepiej poszedl. i niby co?? jak panience pasuje zeby u niej spal to spi a jak nie pasuje to bedzie przychodzil spac do jeszcze-zony???? jak dla mnie szczyt tupetu!!!
prosze was...powiedzcie co kieruje facetami w wymyslaniu idiotycznych wymowek, glupich textow i chamskich zagrywek