Dlaczego u nas dziecko to koniec miłości?

22.05.05, 10:49
Nie wiem czy miłość się czasem po prostu wypala, albo to było złudzenie i
zauroczenie może i nigdy jej naprawdę nie było. Mamy 3.5 letnie dziecko i 8
lat małżeństwa za sobą. Zawsze było tak że to ja biegałem za żoną i zgadywałem
jaj oczekiwania i zachcianki, byłem potwornie zakochany, ale po urodzeniu
dziecka ona strasznie się zmieniła względem mnie. Zero uczuć, jak już to
negatywne, że nie zajmuje się dzieckiem. Mamy dwie babcie, które aż się garną
żeby sie dzieckiem zajmować, wiec to nie jest efekt jedynie przemoczenia. Jak
próbuje ją zabrać do restauracji kina teatru, to wychodzi co 30 minut dzwonić
co z synem. Namawiam ją na wyjazd we dwoje, wakacje nie chce słyszeć – tylko z
dzieckiem, a wtedy kontakt miedzy nami jest znikomy. O seksie nie chce mi się
wspominać. Traktuje to jak obowiązek zero inicjatywy wiec i mi ochota przechodzi.
Próbowałem namówić ją na terapie małżeńską (może polecicie coś w Warszawie?),
ale ona uważa, że to ja powinienem się leczyć z zazdrości. Wiem, że wszystko
się rozpada, a ja złapałem się, że coraz później i mniej chętnie wracam do
domu, żal i zawód przepełnia nasze relacje, kusza mnie inne kobiety coraz
bardziej.
Dodam że zarówno ona jak i ja wychowywaliśmy się bez ojca, i bardzo zależało
nam na szczęśliwej własnej rodzinie.
    • czarnamonia Re: Dlaczego u nas dziecko to koniec miłości? 23.05.05, 09:13
      Jest na to tyko jedna rada ZDRADA.jesli twoja kobieta nie spelnia sie jako zona
      kochanka,tylko jako matka to nic nie poradzisz.trzeba byc MATKA KOCHANKA iZONA
      w jednym.Porozmawiaj z nia o tym,moze jak bedzie cie tracic to doceni co
      miala.Pozdrawiam
      • polka33 Do czarnejmoni 08.07.05, 21:10
        Czarnamoniu przykro mi to napisać,ale nie ma za grosz madrości w tym co
        napisałas-za grosz znajomości życia....
    • iurandum Poczytaj o kryzysie pierwszego dziecka 23.05.05, 19:20
      Kryzys pierwszego dziecka - Jak małżeństwo staje się rodziną - Andrzej SAMSON
      www.lucja.alleluja.pl/tekst.php?numer=9043
      Było na Wyborczej, ale jak Samson trafił do aresztu wycieli, a tekst jest dobry...

      Trzeba obudzić tę miłość
      polki.wp.pl/kat,1678,wid,5726293,wiadomosc.html
      Miłość z pieluchami w tle
      katalog.bizz.pl/index.php?engine=tekst&nid=2314&cid=180
      TRUDNOŚCI W MAŁŻEŃSTWIE - MAŁŻEŃSTWO PO URODZENIU DZIECKA
      www.opoka.org.pl/biblioteka/K/katecheta/malzenstwo3.html
      Być ojcem i przetrwać
      polki.wp.pl/kat,1678,katn,Partnerstwo,wid,5185249,widn,By%E6%20ojcem%20i%20przetrwa%E6,wiadomosc.html
      Czy spać razem z niemowlęciem?
      kobieta.gazeta.pl/edziecko/1,55005,1326187.html
      Pierwsze kroki we troje
      polki.wp.pl/kat,1678,wid,1421120,wiadomosc.html

      Smutek świeżo upieczonych ojców
      www.kochamydzieci.pl/nuke/modules.php?name=News&file=article&sid=221
      Konflikty a kryzysy małżeńskie
      www.mediweb.pl/psyche/wyswietl.php?id=1067
      Nic nie jest dane na zawsze, o miłośc trzeba dbać innaczej umiera... Musisz
      chieć tego ty i twoja pani...
    • gosica3 :(((((((((( 23.05.05, 22:18
      To bardzi przykre! Wydawaloby się,że to właśnie dziecko zcala, jednoczy a tu
      zupełnie inaczej. Coś wiem na ten temat i wszystkim moim koleżankom mówię "
      kochane dziecko to próba dla najlepszego związku" . Jestem mamą 2 letniej
      Julki i przeszłam z moim mężem kryzys pierwszego dziecka. Nie moglam już
      patrzeć na moją drugą połowę, działał mi na nerwy maksymalnie. Też myślałam o
      terapii małżeńskiej. I .... wszystko się dobrze skończyło. Wiem,że sytuacja,
      sytuacji nie równa więc nie będę dokonywać porównań ale może wystarczy zwykla
      rozmowa, przedstawienie swoich racji. a jesli to nie pomoże może porozmawiaj z
      jej najlepszą koleżanką. Może wysłucha przyjaciółki, która szepnie do ucha "
      wiesz widzę,że zaniedbujesz swój związek!" Czasami to wystarczy. A jesli i to
      nie pomoże to podeślij żonę do mnie na pogaduchy. To na pewno pomoże!!! smile))))
      Pozdrawiam i życzę dogadania się
      • iurandum Re: :(((((((((( 24.05.05, 13:41
        Masz córeczke a to wiele zmiena. Uczucia maja szanse ułożyć sie bardziej po
        równo. Mamusie nie zakochują sie i w córeczkach i nie dostają na ich punkcie hopla.
        • maja45 Re: :(((((((((( 24.05.05, 18:47
          Bzdura totalna!!!
          Ja mam totalnego hopla na punkcie córeczki i nie wyobrażałam sobie nawet,ze
          przytrafi mi się syn.
          M.
          • iurandum Re: :(((((((((( 25.05.05, 09:44
            > Ja mam totalnego hopla na punkcie córeczki i nie wyobrażałam sobie nawet, że
            > przytrafi mi się syn.

            Miałem na myśli to że znam i czytałem paręnaście przykładów głębokiego kryzysu
            kiedy faceci narzekają że żona przeniosła uczucia na syna, i matki które
            wypłakują się ze mąż widzi już tylko córeczkę.
            Ale nigdy nie spotkałem się z przypadkiem matki zakochanej w córci i
            odstawianego na boczny tor tatusia.
            O mamisynkach słyszeli wszyscy, a o mamicóreczkach?
            • maja45 Re: :(((((((((( 25.05.05, 18:59
              Mój maż nie dałby się odsawić na boczny torsmile)
              A co do mamicóreczek-w naszej rodzinie jest kilka egzemplarzy tego gatunkusmile
              M.
      • asiab_2004 Re: :(((((((((( 25.07.05, 15:11

    • tintin Re: Dlaczego u nas dziecko to koniec miłości? 24.05.05, 00:40
      Wiesz, taki syndrom to rzecz częsta, żeby nie powiedzieć powszednia. tyle że to
      trwa zwykle od kilku miesiecy do roku. Jeśli synek ma już 3.5 roku to pewnie
      sytuacja jest powazniejsza. Cóż, wydaje mi się że z niektórymi kobietami jest
      tak, że wydaje im sie ze ich powołaniem jest być matka. Sam znam takie dwie (na
      szczescie żadna nie jest moją żoną). Ale obwerwowałem ich zadziwiająca
      metamorfoze. kiedy byly ze swoimi najpierw narzeczonymi potem facetami to były
      dziewczyny które chadzały na imprezy, jezdziły w góry, miały hobby, kochały
      seks. I nagle po dziecku.... jakby inne kobiety.
      Jasne, jedna miala depresje poporodową, nigdy tak naprawde nie zdiagnozowana i
      nie leczoną. Druga... nie wiem. Ale z dnia na dzien zostala matkką. i to tylko
      matka. Już nie żoną, przyjaciółka, kobietą kochanką, menedzerem. Tylko matka.
      To bylo widac nawet w wyglądzie. Zaczely sie ubierac ... jak wlasne matki.
      Wygladac 10 lat starzej, workowate swetry itd. Rozmawiac tylko o dzieciach. Tez
      jestesmy rodzicami, tez rozmawiamy o dzieciach. Bardzo to lubimy. Ale rozmawiac
      TYLKO o dzieciach? Tylko o tym czy taki kolor kupki jest właściwy? To szaleństwo.
      Na swoj uzytek nazwałem to syndrom matki Polki. Ale nie wiem co z tym zrobic.
      Widze że te zwizki praktycznie sie rozpadły. Faceci po latach prób właściwie
      dali za wygraną. maja kochanki. A żonom to nawet nie przeszkadza. Chodzą w
      workowatych swetrach i chowają dzieci ktore mają im wszystko zrekompensować.
      Nie wiem co sie stało. Pewnie jest w tym jakas wina tyvh facetów. Ale oni jednak
      zostali tacy jak dawniej. Oni sie przynajmniej starali a ich żony nagle jakby
      spisaly małżenstwo na straty i postanowily ze od dzis są tylko matkami.
      • dagmama Re: Dlaczego u nas dziecko to koniec miłości? 24.05.05, 15:57
        Zgadzam się, ze jest to dość normalne... na początku. Sama mam synka i oszalałam
        kompletnie na jego punkcie, mąż zszedł na dalszy plan, jako osoba, która się
        beze mnie jakiś czas obejdzie.
        Ten jakiś czas trwał sześć tygodni - mniej więcej tyle, ile trwa połóg.
        Zwierzę Wam się, że kiedy pierwszy raz po porodzie mój mąż chciał się kochać,
        moją pierwszą myślą było, że... zdradzę synka. Naprawdę.
        Musiałam się przywołać do porządku, że w końcu czyją ja jestem żoną, a przy tym
        odkryłam, ze też mam ochotę. Hormony to dziwna rzecz.

        Nasz synek ma już roczek i wszystko jest już od dawna w równowadze. Nie
        wyobrażam sobie odtrącenia męża na rzecz synka.

        Pozdrawiam, życzę odwagi i cierpliwości.
    • dziubulek111 Re: Dlaczego u nas dziecko to koniec miłości? 24.05.05, 20:23
      Cześć.

      Opinia mojego męża:
      Odłączyć babę od cyca. Zabrać dzieciaka na wakacje, wyłączyć telefon kom. -
      zabawa z takim dzieciakiem jest dużo lepsza niż użeranie się z babą.

      Dodam od siebie, że może wtedy żona poczuje na własnej skórze tę zazdrość, o
      którą Ciebie posądza. My też mamy 3,5-letniego syna i niezły z niego zakalec. Ja
      nie jestem idealną żoną, więc nie wiem, czy mojego męża można uznać za eksperta
      w wychowywaniu żon.

      Pozdrowienia od mojego - też zaniedbanego - męża.

      T.
    • mifka Re: Dlaczego u nas dziecko to koniec miłości? 25.05.05, 22:45
      najpierw niezajmujesz sie dzieckiem a potem narzekasz, ze zona calkiem sie
      poswiecila dziecku? babcie ojca nie zastapia a twoja zona chce bys to ty
      przejal druga polowe opieki. zanim posluchasz infatylnych rad o kochance
      sprobuj podejsc zone ....poprzez dziecko.bierz czynny udzial w wychowaniu
      pociechy,pokaz zonie,ze radzisz sobie z dzieckiem nie gorzej niz ona. gdy w
      domu dochodzi do sytuacji konfliktowej miedzy nia a synem zawsze stawaj po jej
      stronie a czasem przejmij paleczke w rozwiazniu konfliktu.gdy jestescie w
      restauracji i zona chce dzwonic powiedz "ja to zrobie" albo w ogole wczesniej
      wyjdz z ta inicjatywa. to na poczatek.gdy zona juz przyzwyczai sie do faktu, ze
      w kwestii wchowania moze ci zupelnie zaufac idz o krok dalej."kochanie dostalem
      w pracy premie czy jest cos na co chcialabys przeznaczyc te pieniadze? wiesz,
      tyle czasu poswiecasz naszemu dziecku moze chcialabys odsapnac i wybrac sie na
      relaksujacy masaz albo do fryzjera? zostane w tym czasie z malym a ty sobie
      odpocznij."nie ma takiej zony,ktora po czyms takim odmowilaby swojemu mezowi
      seksu.tylko nie rzucaj sie na nia tak od razu-zacznij od delikatnego masazu nog
      czy plecow i pozwol by ta chwila trwala caaaaaaaaaly dlugi wieczor i byscie
      bardziej 'byli razem' niz uprawiali seks.a potem mozesz zaczac rozmowe
      slowami "bardzo mi brakowalo ciebie i tych naszych wspolnych chwil bez
      brzdaca".krotko i rzeczowo oraz bez wyrzucania czy zarzucania powiedz jej,jak
      sie czujesz i ze sie boisz, ze to koniec waszej mlosci na ktorej ogromnie ci
      zalezy. wysluchaj tego co ma do powiedzenia ona, bo moze sie okazac, ze macie
      jakis maly problem,ktory powoduje duze zgrzyty, a ktorego ty wcale nie
      zauwazasz.
      ta metoda jest bardzo pracochlonna i wymaga duzo cierpliwosci, ale mysle, ze
      warto-dla ciebie,dla niej i dla waszego syna.zycze powodzenia.
      • scorp70 Re: Dlaczego u nas dziecko to koniec miłości? 27.05.05, 15:50
        Taki kobieca wiecznie aktualna rada: zajmij sie dzieckiem.
        Jak jest w małżeństwie źle to na pewno nie bedzie skąd czerpać siły dla faceta
        na to by być dobrym rodzicem.

        Poczytaj wypowiedzi w podobnym wątku który trafił kiedyś na Oślą Ławkę.
        Zobacz tam: czy ona już mnie nie pragnie
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=396&w=19454250&v=2&s=0
        • mifka Re: Dlaczego u nas dziecko to koniec miłości? 31.05.05, 15:40
          a wiesz ze ta banalnie prosta rada dziala w wiekszosci przypadkow? moj dziadek
          zawsze mowil, ze droga do serca mezczyzny prowadzi przez zoladek a do kobiecego
          poprzez dzieci.
          poza tym twoje osobiste problemy nie zwalniaja cie z obowiazkow ojcowskich i
          gadanie ze jak komus sie w malzenstwie nie wiedzie to i ojcem/matka nie chce
          sie byc dobrym to sobie mysle, ze ta osoba jest zdecydowanie niedojrzala i nie
          zaluguje na dzieci.
          • scorp70 Re: Dlaczego u nas dziecko to koniec miłości? 01.06.05, 14:48
            > poza tym twoje osobiste problemy nie zwalniaja cie z obowiazkow ojcowskich

            Moje problemy to ja mam za sobą i zwolniony z obowiązków ojcowskich nigdy się
            nie czułem.
            Ale pamietaj że ślub to nie kontrakt na wychowanie, opiekę nad dzieckiem tylko
            na bycie ze sobą razem.
            A jak zerknąłem na archiwum tego forum to ponuro się robi bo podobnych wątków o
            końcu uczuć seksu zaangażowania po dziecku przewijało się dużo.
            Podobnie jak męzczyźni tracą czasem swoją połowę bo nie potrafią okiełznać
            testosteronu, tak i kobiety tracą swoich wybranków kiedy macierzyństwo zaślepia
            je na wszystko inne.
    • 2koty1 Re: Dlaczego u nas dziecko to koniec miłości? 26.05.05, 23:16
      Bardzo Ci współczuję, bo ja sama też jestem taką okropną żoną. Być może
      lekarstwem byłaby terapia małżeńska, chociaż mało kto decyduje się na taki
      krok.Nie sądzę, żeby uczucia grały tu istotną rolę. Po prostu kobieta
      przestawia się na totalnie inną rolę i nie dopuszcza żadnej innej. Nie wiem,
      dlaczego tak się czasami dzieje. Mojego męża też mi szkoda, sama nie umiem
      znaleźć rozwiązania. Pozdrawiam. Nie zdradzaj, szukaj rozwiązań, ona Ciebie
      ostatecznie nie zdradziła, prawda?
      • kini_m Re: też podobnie... 28.05.05, 12:14
        > Nie wiem czy miłość się czasem po prostu wypala, albo to
        > było złudzenie i zauroczenie może i nigdy jej naprawdę
        > nie było.
        Myślę że to wszystko po kawałku. Na początku jest zauroczenie i zakochanie - a
        potem to musi ewoluować w tę prawdziwą miłość. Jesli się tak nie stanie to samo
        zakochanie sie wypali. Bo zakochani nie widzą u siebie nawzajem wad. Natomiast
        z czasem one zaczynaja być dostrzegane i aby przebyc to razem - wtedy potrzebna
        jest to doroślejsze uczucie, czerpiące z głębszych wartości.
        > ale po urodzeniu dziecka ona strasznie się zmieniła
        > względem mnie
        Mam podobną sytaację. Z tym że już jesteśmy po rozejściu 10 mies, gdy córeczka
        miała 2,5 roku. To jak sie zmianiała moja pani było nie do wyhamowania. Każdy
        mój błąd, wada była pociągała za sobą jej lawinę. (Co z kolei mnie doprowadzało
        do depresji bo nie byłem na przygotowany na taka agresję.)
        Seks sie nie załamał - ale w tak ciężkich psychicznie warunkach zaczął być
        coraz rzadszy. Turystyka, inne hobby - dotychczas wspólne, potem udało sie
        utrzymać już tylko z mojej inicjatywy.
        Dziecko nas nie zdominowało. Lecz jej narastająca agresja i jakiś jej
        wewnętrzny niedosyt za nieukładanie wszystkiego tak jak ona chciała,
        doprowadziło ja do krysysu. Aż postanowiła rozbic rodzinę, wejść na droge
        sądową (w jej agresji nieraz używała straszenia sądem), a w sądzie nawet nie
        wyraziła chęci na jakąkolwiek mowę o ugodzie. (Dla mnie cała sytuacja była
        takim stresem że aż wylądowałem w szpitalu i rozprawa musiałabyć przełożona.)
        U mnie sprawa rozbiła się o tło wychowania w domu alkoholowym (braki mojej pani
        z tego wynikłe). Domyslam sie iż nie otrzymała wystarczjąco miłości ojcowskiej
        w domu ("tatusiowa córeczka") bo ojciec często w amoku alkoholowym, a przez to
        niedopełnienie nie mogła normalnie rozwinąć sie miłość partnerska. Tylko że mi
        się tego nie udało odgadnąć przed rozpadem.
        Cóż, dziś pani próbuje wszytstkim wmówic że jestem chory psychicznie, i
        chciałaby tego dowieść w sądzie - aby bezkrytycznie położyć łapę na dziecku.
        Jestem może jeszcze naiwny że uda nam sie zejść razem. Bo wiem że jej
        posunięcia nie są do końca warukowane jej osobą - lecz pod duzym wpływem
        pępnienia do jej rodziców.
        I jeszcze 2 mies przed odejściem wyszła z kwestią: "A może byśmy zaczęli
        wszystko od nowa." (Tylko że gdy spytałem jak ona to widzi, co naprawić - nie
        umiała nic odpowiedzieć.)
        Natomiast napewno nie zgodze się już na taką agresję, takie piętnowanie (chocby
        jak na forum), i trudno wybaczyć to że odgradza córke i mnie, której nie moge
        zobczyc juz 4 miesiące, z córką którą exia wie że mam najlepsze pod słońcem
        stosunki, nawet nie mogłem wejść na 3 urodziny najukochańszej córki (próbując
        uzasadnić wszystkimi wokół to moją agresję, choć to jej domena).

        Dzisiaj ona i ja piszemy na forum. Nasze opisy są niesamowicie sprzeczne. Ona
        na dokładkę co jakis czas piętnuje mnie na forum bezpośrednimi atakami. Nie
        czynię jej bezpośrednio zarzutów, choć próbowałem się przed nimi bronić
        odpierając.

        Gosica:
        > Wydawaloby się,że to właśnie dziecko zcala, jednoczy
        > a tu zupełnie inaczej.
        Nasza córeczka poczęła się gdy zaczynały właśnie wychodzić na wierzch problemy
        (zaufanie, prawdomówność, dotrzymywanie słowa - u mojej pani). Więc jedyne co
        moglem zrobic dbając o ciążę to wtedy mocno zacisnąć zęby. Gdy po urodzeniu
        córeczki zaczęły wychodzic z powrotem róznice - choćby o inne zapatrywanie na
        dbanie o córeczkę, no o cokolwiek - to agresja narastała tak bardzo że moja
        pani juz kilka miesięcy po urodzeniu chcąc skracać dyskusję używała
        argumentu: "bo pójde do sądu." A chodzilo zaledwie o codzienne problemy.
        Zastanawiam się czy ona zdaje sobię sprawę jak szybko straszak zamienia się w
        broń palną. (Zero pohamowania.)
        • kini_m Re: ...i sugestie 28.05.05, 12:15
          Sad_october, piszesz że:
          > Próbowałem namówić ją na terapie małżeńską.
          Ja przez ileś miesięcy namawiałem panią na wspólna wizytę u psychologa. W końcu
          sie zgodziła.
          Niestety straciliśmy zbyt dużo bo:
          - nie znałem wtedy jeszcze cos takiego jak terapia małżeńska
          - psychologowie na jakich wtedy trafilismy (2) nie byli fachowcami (powinni
          byli skierować od razu nas na właściwą formę pomocy, a nie próbować
          samodzielnie pomagać)
          - przez te ileś chybionych wizyt stracilismy czas i doszlismy do krysysu
          rozstania.

          Tintin słusznie zauważa - jeśli kryzys się przedłuża (dziecko już 3,5 lat) to
          sytuacja jest powazniejsza.
          Zreszta sam zauważasz waszą specyfikę - wasze wychowanie bez ojców. Zapewne
          inaczej to się odciska na kobiecie, a inaczej na mężczyźnie, a kiedys w końcu
          przychodzi czas że te braki dają znać o sobie.

          Więc moje sugestie:
          - wytrwale namawiaj na wspólna terapię
          - od razu na małżeńską
          - trzeba wliczyć że być może trzeba będzie zmieniać terapeutę: myslę że
          właściwym kryterium bedzie taki który was obje traktuje równo, i nie wypomina
          któremuś stanowczo wiecej niż drugiemu.
          - może spróbujcie przyjąć sobie wspólnie jakis plan realizacji wzajemnych
          oczekiwań (przeciez Ty też zapewne nie we wszystkim jesteś cacy) i co zrobić
          gdy coś wam sie z tego nie udaje wywiązać

          I jeszcze jedno: moja pani przeobraziła sie w jej własną matkę (despotyczna
          tesciowa) - przyglądając sie doświadczeniom próbuję dociec co decydyje o tym że
          taka sytuacja zachodzi i czy da się tego uniknąć?
          • bf109g Re: też podobnie... 19.07.05, 18:09
            > Zreszta sam zauważasz waszą specyfikę - wasze wychowanie bez ojców. Zapewne
            > inaczej to się odciska na kobiecie, a inaczej na mężczyźnie, a kiedys w końcu
            > przychodzi czas że te braki dają znać o sobie.

            U mnie też podobnie. Widać to wychowanie kobiety bez ojca ma swoje nieuniknione
            konsekwencje.
        • gosica3 Re: też podobnie... 28.05.05, 20:45
          Przykro mi ( naprawdę ) kiedy czytam Twoją opowieść z życia wziętą.Niestety
          przykre to jest,ze dwoje ludzi, kiedyś zakochanych, ufnych, wierzących w siebie
          gdzieś się zapodziewa i nic po prostu nic nie ma oprócz ....SAMI WIECIE CZEGO.
          nie muszę tego pisać. Nienawiści! Bo jak to inaczej nazwać. Z zawodu jestem
          pedagogiem i żal mi nie Was moi drodzy rodzice( celowo napisałam małymi
          literami) a Waszych dzieci. Szkoda tych kruszyn. A kij zawsze ma dwa
          końce...Zawsze
          • iurandum Re: też podobnie... 30.05.05, 13:12
            Częściowo masz racje. Są skrzywdzeni przez rodziców i sami powielają ten
            schemat. Ale zauważ ze wszystko pod pozorem super miłości do dziecka. Jak w tym
            wątku poniżej o mamisynkach. Czego zatem brakuje żeby wyjść z tego błędnego koła?

            Brak ojca i wychowywanie przez matkę w tłumionej nienawiści do niego szczególnie
            fatalnie wpływa na kobietę i jej przyszłe relacje z mężczyznami.
            W zasadzie to i u mnie było na początku podobnie...
            Moją żona też jest w takiej sytuacji, nawet mając 30 lat każdy kontakt z ojcem
            przypłaca wylewem nienawiści własnej matki.
            I podobnie przechodziliśmy duży kryzys po dziecku chociaz siłami i
            zaangażowaniem obu stron udało nam negatywne tendencje odwrócić.

            O tej nienawiści która narasta stopniowo i nieubłaganie interesująco pisze
            Wojciszke w swojej książce Psychologia Miłości. Bagaż negatywnych uczuć wzg.
            partnera nieubłaganie i regularnie przynosi samo życie. Zawiedzione oczekiwania,
            nieporozumienia. Przeżycia pozytywne zawsze musza być zaplanowane i
            zorganizowane trzeba znaleźć na nie czas i pamiętać, żeby wyrównać te negatywne
            i zachować poczucie satysfakcji w związku... Jak partnerzy o to nie dbają,
            któregoś dnia przeżycia negatywne zaczynają dominować i lawinowo narastać. Po
            przekroczeniu pewnego poziomu, nie ma definitywnie odwrotu, negatywne uczucia
            zamieniają się w nienawiść i przesłaniają całkowicie pozytywne przeżycia z
            przeszłości, a dawne zaangażowanie przejawia się w sile nienawiści. Bardzo
            polecam: PSYCHOLOGIA MIŁOŚCI. INTYMNOŚĆ - NAMIĘTNOŚĆ - ZAANGAŻOWANIE Wojciszke
            Bogdan 9sekund.pl/a1a959940

            Wiem że powiecie że dziecko, że nie ma na nic czasu ale...
            • iurandum Re: o miłości zamieniającej się w nienawiść... 30.05.05, 15:20
              Jeszcze o biologii miłości przekształcajacej się w nienawiść... Cytat.

              Mimo wszystko, jak na gatunek stworzony do miłości i spędzający ogromną ilość
              czasu na zdobywaniu uczucia partnera, jest w nas dużo nienawiści. Jeżeli
              nienawiść jest przeciwieństwem miłości, to czy nie uważa Pani, że za dużo w nas
              tego pierwszego, a za mało drugiego?

              - Tak naprawdę to miłość i nienawiść mają ze sobą mnóstwo wspólnego. Miłość
              bardzo łatwo zmienia się w nienawiść. Dzieje się tak, kiedy system nagrody w
              mózgu dostrzega, że pomimo upływu czasu nie osiągamy przyjemności, np. gdy nasz
              obiekt pożądania nie odpowiada na nasze zaloty. Wtedy pobudzane jest ciało
              migdałowate (ośrodek w mózgu związany z odczuwaniem złości), a to z kolei
              wyzwala gwałtowne reakcje. Nazywa się to agresją w wyniku frustracji. Wiele
              przestępstw popełnia się pod wpływem emocji właśnie dlatego, że miłość i
              nienawiść są nierozłączne. Przeciwieństwem miłości jest raczej obojętność.

              Oczywiście z gazety.
              kobieta.gazeta.pl/poradnik-domowy/1,57321,2373509.html
              • gosica3 Re: o miłości zamieniającej się w nienawiść... 30.05.05, 22:08
                " od miłości do nienawiści krok" - myślę,że niestety tak jest. Rządzą nami
                wszystkimi uczycia skrajne, ale z Twojego postu wywnioskowałam,że skrajnościa
                miłości jest raczej obojętność. Czy ja wiem? Można by polemizować z ta opinią ,
                jaka z każdą zresztą. Ale pewne jest to,że jeśli zostaniemy zranieni to
                automatycznie włącza się w nas alarm - wówcza reagujemy bardzo agresywnie, bądź
                też zamykamy się w sobie, krzyczymy ,albo milczymy ze ściśniętym gardłe3m ( to
                wszystko zależy od temperamentu człowieka. Obojętność, oj chyba dowiodę
                jednak,że po przeciwnej stronie jest obojętnośc, wracając do tematu -
                obojętność związana jest z wyzbyciem się troski o drugiego człowieka ,braku
                empatii,a czy ktoś wyobraża sobie miłość bez tych wartości. Bo można w danej
                chwili nienawidzieć ale gdzieś w głębi dbać o tę drugą połowe, martwić się o
                nią, itd. Na zkończenie , fajnie,że jest jakiś facecik, który głębiej potrafi
                przeanalizować problem. Pozdrawiam.
            • muniek3 u mnie też 03.08.05, 14:15
              chciałbym tylko potwierdzić zasade moim przypadkiem
              tj mojego małżeństwa:

              żona - córka faceta który pił i dręczył rodzine
              ma taki bagaz negatywnych uczuć że mogła by służyć jako granat.
              Nie jest wstanie pohamowac swoich emocji - cokolwiek by ją zdenerwowało.
              Norma to gresja, niechęć, oziębłość, flustracja, nienawiść i wieczne
              niezadowolenie.
              Stan spokoju uwaza za szczyt pozytwnego nastawienia.
              Przestawiła sie na bycie matką (syn) ale i tu widze że któregoś
              dnia kupka bedzie za duza albo bucik sie rozwiąże i skieruje agresje na dziecko

              U mnie cierpliwość już jest wyczerpana
              Trzymam jeszcze za klamkę ale po drugiej stronie drzwi
              ja też już jestem zimny - za bardzo bolało bycie otwartym

              Ostatnia szansa to powrót na terapie

              M.


              WZORCE RODZINNE NAJPEWNIEJ BĘDĄ POWTÓRZONE

    • olusia_a Re: Dlaczego u nas dziecko to koniec miłości? 30.05.05, 14:18
      Witam, ja mam problem z moim mężem to on stał sie obojętny, zero uczuc, zero
      zainteresowania sexem --nic
    • nenetka Re: Dlaczego u nas dziecko to koniec miłości?pilne 30.05.05, 22:39
      nie wiem co o tym pomyslisz ale ja bylam przez pewien czas taka jak twoja
      zona..............moja mala ma teraz dwa lata i cztery miesiace i dopiero teraz
      powracam powoli w ramiona mezasmilemusisz wiedziec,ze wiekszosc kobiet po
      urodzeniu szczegolnie pierwszego dziecka potrzebuje przebywania z nim,
      utrzymywania silnej wiezi,ktora powoli bedzie sie rozluzniac rowniez dzieki
      tobie........kobieta potrzebuje widziec ,ze ojciec zajmuje sie jej dzieckiem
      prawie tak dobrze jak ona ;to pozwala jej na czucie sie bezpiecznej i zaufaniu
      mezowi poniewaz jast wtedy spokojna o swoje potomstwo.....;;zadna babcia nie
      zastapi dziecku ojca!!!!!!!!!a to,ze zona dzwoni i pyta sie "jak maly" to raczej
      powinno cie cieszyc,ty sie o niego nie martwisz jak nie wiesz co robi?????????no
      i jesli zalezy ci na zonie i synu to postaraj sie raczej zyc z nimi we trojke,a
      nie tylko ty i zona,bo juz nie jest was dwoje.......jestescie rodzina!zlozona z
      trzech osob!!!..i jeszcze jedno,im bardziej bedziesz staral sie odizolowywac
      zone od malego tym mniej bedziesz ja widzial.....organizuj wyjscia we
      trojke,nawet kino i resto tez mozna!a wakacje np.nad mozem maly napewno by
      uwielbial!a zona widzadz to bedzie tak szczesliwa ,ze zmieni stosunek do
      ciebie!(rozumiesz juz jak to funkcjonuje???)i zobaczysz ,ze po tych kilku rzaach
      rodzinnych wypadow zona pewnego dnia sama zaproponuje ci wypad gdzies tylko we
      dwoje,.........ze mna tak bylowinkpozdrawiam i powodzenia
      • iurandum Re: Dlaczego u nas dziecko to koniec miłości?piln 31.05.05, 12:49
        > i jesli zalezy ci na zonie i synu to postaraj sie raczej zyc z nimi we trojke,a
        > nie tylko ty i zona,bo juz nie jest was dwoje...jestescie rodzina!zlozona z
        > trzech osob!!!..i jeszcze jedno,im bardziej bedziesz staral sie odizolowywac
        > zone od malego tym mniej bedziesz ja widzial...

        Trzeba jak z wszystkim zachować równowagę.
        Jak kobieta jest gdzieś z dzieckiem to potrafi być myślami ciągle przy nim,
        niemalże nieobecna, (przepraszam, co mówiłeś?) na dłuższa metę takie spędzanie
        wspólnego czasu może być dla faceta potwornie frustrujące.
        Ona musi rozumieć że chwile spędzone tylko we dwoje są potrzebne związkowi jak
        powietrze, a on ze jest ich już troje i planować właściwy czas także dla całej
        trójki.



    • kol.3 Re: Dlaczego u nas dziecko to koniec miłości? 07.07.05, 20:17
      Dziecko to nie koniec miłości. Kiedy urodziło się pierwsze nasze dziecko mój
      mąż nie był przygotowany na to, że noworodek wymaga 24-godzinnej uwagi.
      Dzieckiem zajmowałam się jednosobowo, dziadkowie nie pomagali ani trochę, mąż
      się obraził, bo twierdził, że przesadzam z zajmowaniem się maluszkiem. Byłam
      koszmarnie utyrana, a mimo to doszłam do super figury w pół roku. W domu miałam
      dwójkę dzieci - noworodka i męża. I jadowitą teściową. Postawiłam ultimatum,
      albo dojrzeje, albo się rozstajemy. Dojrzał i zaczął pomagać. Potem przyszła
      rutyna i znużenie. Przynajmniej tak wtedy uważaliśmy. I wtedy życie nam tak
      dokopało, że zaczęliśmy dostrzegać co jest naprawdę ważne. Dziecko zachorowało
      i zmarło. Przy drugim dziecku nie mieliśmy już takich problemów. Wiemy jak
      bardzo kruche jest wszystko co budujemy, jak bardzo trzeba to pielęgnować.
      Szanujemy się bardzo. Mąż jest najlepszym z ojców.
Pełna wersja