sad_october
22.05.05, 10:49
Nie wiem czy miłość się czasem po prostu wypala, albo to było złudzenie i
zauroczenie może i nigdy jej naprawdę nie było. Mamy 3.5 letnie dziecko i 8
lat małżeństwa za sobą. Zawsze było tak że to ja biegałem za żoną i zgadywałem
jaj oczekiwania i zachcianki, byłem potwornie zakochany, ale po urodzeniu
dziecka ona strasznie się zmieniła względem mnie. Zero uczuć, jak już to
negatywne, że nie zajmuje się dzieckiem. Mamy dwie babcie, które aż się garną
żeby sie dzieckiem zajmować, wiec to nie jest efekt jedynie przemoczenia. Jak
próbuje ją zabrać do restauracji kina teatru, to wychodzi co 30 minut dzwonić
co z synem. Namawiam ją na wyjazd we dwoje, wakacje nie chce słyszeć – tylko z
dzieckiem, a wtedy kontakt miedzy nami jest znikomy. O seksie nie chce mi się
wspominać. Traktuje to jak obowiązek zero inicjatywy wiec i mi ochota przechodzi.
Próbowałem namówić ją na terapie małżeńską (może polecicie coś w Warszawie?),
ale ona uważa, że to ja powinienem się leczyć z zazdrości. Wiem, że wszystko
się rozpada, a ja złapałem się, że coraz później i mniej chętnie wracam do
domu, żal i zawód przepełnia nasze relacje, kusza mnie inne kobiety coraz
bardziej.
Dodam że zarówno ona jak i ja wychowywaliśmy się bez ojca, i bardzo zależało
nam na szczęśliwej własnej rodzinie.