iurandum
25.05.05, 16:58
"<~Daniel3> Kiedy można nazwać kogoś maminsynkiem???
Joanna Heidtman: To określenie z języka potocznego, właściwie obelga. Ludzie
nazywają tak osoby, które ich zdaniem są za mocno kontrolowane przez rodziców,
zwłaszcza w relacji syn – matka
<~porzeczka> Czy pani zdaniem facet, którego można nazwać 'maminsynkiem' miał
zbyt mało zainteresowania ze strony ojca?
<~Chris8> Czy jest wyłącznie "wina" matki czy obojga rodziców? Czy może każdy
przypadek jest inny?
Joanna Heidtman: W pewnym sensie jest to wina obojga rodziców. Bo nawet jeśli
ojciec nie interesował się synem, mając problem z głowy, ponieważ matka była
stale z dzieckiem, to przecież on w ten sposób także się "przyłożył" do
końcowego efektu takiego wychowania. Oczywiście, że każdy przypadek jest inny,
jak zawsze, ale w naszym przypadku - polskiej kultury są pewne fatalne wzorce
wyręczania przez matki swoje latorośle płci męskiej niemal we wszystkim"
Ciekawie o przyszłości mamisynków:
rozmowy.onet.pl/1,artykul.html?ITEM=1138056&OS=52869
Jeszcze:
"Statystyki są bezlitosne: faceci wydają na bukiety z okazji Dnia Matki trzy
razy więcej niż na walentynkowe kwiaty dla ukochanej. Matkom kupują też
droższe prezenty niż kochankom, i to aż o 40 proc!
- Ta wiadomość doda otuchy tysiącom matek, które obawiają się, że synowie
zapomną o nich, gdy stworzą związek z inną kobietą - tak Anglicy skomentowali
wyniki badań przeprowadzonych u nich na początku roku."
serwisy.gazeta.pl/metro/1,50145,2729176.html