noemi.d
08.08.05, 21:09
Panowie powiedzcie, jak to jest.
Odeszłam od męża kiedy byłam w ciąży,bo miałam dość jego zachowania.bardzo
sie bałam samotności i tego czy sobie poradzę, ale dałam radę. Mój mąż nie
był zbyt zainteresowany ani moją ciążą ,ani tym co u mnie słychać.Ale ja po
zastanowieniu stwierdziłam,że jeśli mnie poprosi,to dam mu jeszcze jedną
szansę. Dałam, znów się przejechałam, ale nie w tym rzecz.Odeszłam od niego
m.in. dlatego że co wieczór słyszałam jaka to jestem gruba, brzydka i jak to
nie spełniam jego oczekiwań łózkowych( nie wsponę,że moich nie spełniał
wogóle)Jeżeli kobieta co wieczór słyszy takie rzeczy od człowieka, którego
bądź co bądź kocha,to w końcu zaczyna się zastanawiać, czy to z nią coś nie
tak czy z facetem.Doszłam do wniosku że z facetem.Odeszłam.
Kiedy okazało się,że mojemu małżonkowi zabrakło mówiąc wprost "dupy" zaczał
skakać koło mnie,i robić wszystko,żeby wylądować u mnie w łóżku.Tylko że ja
na samą myśl o jego dotyku mam wymioty.Nie zgodziłam się i mieszkaliśmy osobno
Kiedy urodzil się nasz syn, mój mąż przyjezdzał do mnie raczej niż do dziecka
i częściej gadał o tym jakby to nam było razem cudownie, niż o czymkolwiek
innym.Tylko że po póltorej roku separacji,ciązy porodzie i 6 m-cach opieki
nad dzieckiem, nie dość że nic do niego nie czuję, to jeszcze na myśl o sexie
z nim dostaję drgawek.A on ostatnio postawił mi ultimatum, że albo zaczne z
nim sypiać,albo on mi pokarze. Kiedy definitywnie odmówiłam zagroził,że w
takim razie zabierze mi dziecko. Wiem,że nie ma szans,ale czy na prawdę
własny fiut jest ważniejszy niż szczeście dziecka ?
Ehh, życie to ciężka harówka ...
Pozdrawiam
Aga mama Bartka