alan69
15.09.05, 10:57
Moje pierwsze małżeństwo rozpadło się po urodzeniu syna. Do tego momentu
wydawało mi się żę świetmie rozumieliśmy i układało się nam także seks był
świetny. Ale po dziecku okazało się że jesteśmy sobie obcy. I nie tylko
problem polegał na tym że brak było mojej pomocy. Mieliśmy i nianię i
opiekunkę, tylko że ją przestało interesować cokolwiek innego poza małym
dzieckiem. Zaniedbała się, straciliśmy kontakt, jej nie cieszyły wcale chwile
spędzone ze mną , byłem tylko powodem do rozżalenia, wypominania,
utyskiwania, kwaśnej miny, współżycie było jej gorzkim cierpiętnictwem,
przestaliśmy wychodzić gdziekolwiek razem, żyła tylko kontaktami z innymi
mamuśkami. Było coraz gorzej. Byłem w depresji, w pracy mi się waliło, nie
mogłem wytrzymać bez niej, ale z nią było mi jeszcze gorzej, jedno wielkie
rozczarowanie i gorycz. Wyprowadziłem się, zmieniłem pracę, poznałem inna
wspaniałą i gorącą kobietę, moja obecną żonę, przy której poczułem że jestem
dla niej ważny, każde chwile spędzone razem były radością i przepełnione
namiętnością i poczułem że od nowa żyję Zaczęliśmy rozmawiać o naszym dziecku.
Był to dla mnie trudny temat. Ale przekonała mnie ze rozumie, że nasz związek
jest dla niej najważniejszy i że ona nie zachoruje na syndrom Matki Polki.
Byłem pełen obaw ale okazało się że może się udać. Mamy 3 letnią córeczkę i
ani nasze stosunki ani namiętność wcale na tym nie ucierpiały, jesteśmy razem
zaangażowani, ale ciągle czuje że nasz związek jest na pierwszym miejscu a
nasza córeczka jego najsłodszym owocem. Jesteśmy dla siebie cały czas mili i
serdeczni, mimo zmęczenia. Ja się staram i widzę że ona się stara, a nasza
córa na tym tylko zyskuje. Okazało się że dziecko nie musi być uwiązane do
mamy i 20 godzin noszone na rękach. Potrafimy być czasami tylko dla niej, ale
czasem tylko dla siebie mam oczym myśleć i czerpać siły myśląc o wspaniałych
chwilach które nas razem jeszcze czekają i gnam do domu myśląc o ostatnich
igraszkach w łóżku i pomysłach którymi nie zaskakuje.
Może to kwestia miłości że nie jest prawdziwa i blednie przy macierzyństwie,
może kwestia tego że przy drugich związkach ludzie cenią siebie bardziej i
wzajemnie swoje potrzeby, nie wiem , smutno mi gdy czytam o waszych
problemach, sam nie wiem dlaczego jedne kobiety takie są że jedne potrafią
wykorzystać dziecko jako dodatkowe spoiwo związku a dla innych związek z
mężczyzna spada przy dziecku na daleki plan.
Przepraszam ze trochę nieskładnie, ale to dla mnie do dziś trudny i osobisty
temat.