e-ojczym - jest tu ktoś taki? odezwij sie kolego..

22.11.05, 00:12
Do wszystkich ojczymów, prawdziwych i tych na razie tylko to praktykujących:

Czy sa tu faceci zyjacy w zwiazkach rodzinnych z dziecmi swoich partnerek?

Jesli tak, to albo wyroznijmy taki watek, albo zrobmy nowe forum i pogadajmy,
moze uda sie wyjsc jakos z masy klopotow, jakie niestety (po jakims stazu)
pojawiaja sie nieuchronnie na rozowym jeszcze niedawno horyzoncie rodzinnym.

Na zachete przyznam, ze mam dopiero 2 letni staz i wlasnie przechodze trudne
chwile przechodzenia "od fascynacji nowoscia do frustracji codziennoscia"
(bynajmniej nie z mojej strony, ale ze strony dzieci). Stoje coraz wyrazniej
przed dylematem:

Byc Ojcem Wymagajacym (ktos z dwojga rodzicow musi), czy niezobowiazujacym
kumplem (narazajac sie na adekwatne traktowanie). W kazdej z tych ról tkwią
pułapki.

1) ojciec wymagajacy - narażam się na negację, bo wymagam (nauka, porządek,
zachowanie), do tego mniej kupuję prezentów, a jeżeli już, to konstruuję
sytuację wychowawczą (nagroda/zachęta) - zupełnie (właściwie trzykrotnie
zupełnie) odwrotnie od Mamy, która rozdaje prezenty seryjnie, losowo,
wlasciwie bez okazji... ;-( Żadnych uwag wychowawczych, żadnego timing'u,
żadnego zastanowienia...

2) kumpel - jak kazdy kumpel ceniony jestem albo za "sztamę", albo za
uległość. Kumpel-Rodzic (nawet taki "sztuczny rodzic" jak ja) to na dłuższą
metę kontrukcja niemożliwa, nie mogę przecież będąc ponad 3-krotnie starszy
grać permanetnie w gry sieciowe (na prąd trzeba zarobić), roztrząsać szczegóły
poszczególnych typów broni i wyposażenia wojskowego (taki okres... a ja w
wojsku nigdy nie byłem...), albo zgadzać się na menu w postaci pizzy,
spaghetti bolognese lub ew. paluszków rybnych i chipsów na codzień... (tu
odzywa się rodzicielski rozsądek). Uległy też być nie mogę, bo to tylko sprawę
pogrąża i wystawia mnie na pośmiewisko całego rodzinnego klanu z psami włącznie.

Dni mijają, miesiące się zmieniają, lata lecą a ja zamiast położyć się spać
koło Ukochanej, sprawdziwszy wcześniej, czy Małe już zasnęły i okryć je
dokładnie kołderką, piszę monologi na gazetowe forum, licząc, że znajdzie się
jakiś "brat", co też nie ma lekko...

...aby nie zanudzać, kończę ten pilotażowy odcinek i zachęcam e-ojczymów do
odpowiedzi na mój apel. A może Wy wszyscy jesteście panowie szczęśliwi? Kto wie...

tzw.tata

    • anetina Re: e-ojczym - jest tu ktoś taki? odezwij sie kol 29.11.05, 11:40
      a w jakim wieku macie brzdące ???
      • jaremax Re: e-ojczym - jest tu ktoś taki? odezwij sie kol 30.11.05, 01:43
      • tzw.tata Re: e-ojczym - jest tu ktoś taki? odezwij sie kol 14.12.05, 01:47
        11/13 dz/ch

        To już nie brzdące, to młodzież (buntująca się / zbuntowana)

        t.t
    • renia68 Re: e-ojczym - jest tu ktoś taki? odezwij sie kol 12.12.05, 17:37
      Witam!Wprawdzie nie jestem ojczymem ale obserwuję sytuację u mnie w najbliższej
      rodzinie.Moja siostra mając 7-letniego chłopca wyszła za mąż .Mają wspólne
      dziecko.I powiem ci jedno tak z obserwacji bo nie jestem na codzień u
      nich.Cokolwiek by szwagier nie zrobił to jest zle być może dlatego że
      siostrzeniec jest w takim a nie innym wieku.
      • towita Re: e-ojczym - jest tu ktoś taki? odezwij sie kol 15.12.05, 14:42
        Mój mąż jest ojczymem mojego starszego syna (9 lat). Narazie (odpukać) nie ma
        problemów. Fakt, że zawsze podejmujemy wspólnie z mężem decyzje, ale może też
        dlatego starszy syn się nie buntuje, że biologiczny ojciec nie utrzymuje z nim
        kontaktów? No cóż najtrudniejszy czas chyba jeszcze przed nami...
    • nina73 Re: e-ojczym - jest tu ktoś taki? odezwij sie kol 27.12.05, 09:24
      Mój syn, lat 11 też ma ojczyma. Relacje miedzy nimi są dobre, budowane długo i
      delikatnie. Czasem panowie sie zetną, ale zauważyłam że oni chyba nawet to
      lubią, bo jak chce coś powiedzieć to mówią żebym sie nie wtrącała. No to sie
      nie wtrącam.Relacje zbudowali na podobnych zainteresowaniach - razem
      majsterkują. Mój mąż na poczatku zaciskał zęby jak mały mu ruszał narzędzia i
      kładł w dziwnych miejscach. Teraz się dogadali że ma odkładać je na miejsce i
      może używać wszystkiego co jest bezpieczne dla dziecka. Poza tym mój syn może
      na ojczyma liczyć (np razem jeżdzą na zakupy)i bardzo go lubi - sam mi to
      powiedział. Czego i Tobie życzę, a rola to nie łatwa - wiem bo sama jestem
      macochą.
    • sylwii32 Re: e-ojczym - jest tu ktoś taki? odezwij sie kol 10.01.06, 13:11
      Pomyślałam ze moze i ja dorzuce swoje 3 grosze chociaz ojczymem nie jestem-smile
      Mam 3 dzieci w podobnym wieku jak Twoje
      Najstarsza córka ma 14,syn 13 i 10 córka

      Mój obecny partner jest z nami od 3 lat
      Swojego ojca dobrze znaja i swietnie wiedza
      kto nim jest
      Wpierw zwracały sie po imieniu
      jednak zawsze i od poczatku uświadamiałam je ze
      duzo zalezy od nich czy bedziemy razem
      ale tez co do tego ze jesli sie zdecyduja,zaakceptuja a co za tym idzie dadza
      swoje oparcie to i przyjma regółe ze beda liczyc sie z jego zdaniem
      Były wzloty i upadki
      Ale kiedy jechaliśmy po pierwszy biustonosz chciała by tata
      (bo tak sie zwracaja teraz do niego chociaz mogły po imieniu)pojechał razem z
      nami
      To on ja odwozi do szkoły jadac do pracy tak samo jak reszte
      To on sam wprowadził ze przed szkoła daje na bułke po złotówie czy kupi cos
      dobrego ale w zamian kiedy chce by sprzatały czy odrabiały lekcje robia to.
      Innym razem wygłupiaja sie czy czasem tez graja wspolnie na kompach.
      Mój partner jest imformatykiem,ma dostep do wielu rzeczy z tej dziedziny i
      czasem cos czyta by wiedziec o czym mowia
      Nigdy jakos nie zauwazyłam zeby ukrywał co mysli jak cos przeskrobia
      poprostu dałam mu mozliwosc wychowywac je ze mna chociaz czasem było ciezko
      przypomniec sobie ze teraz jest razem a nie nadal ja sama
      Wiem ze dzis chodz wymaga i wyciaga konsekwencje to nie zamieniłyby go nawet na
      własnego ojca

      Dodam tylko ze jest młodszy o 7 lat ale podejscie ma naprawde
      dorosłego,powaznego człowieka
      Poradził sobie widzac ze ma moje popracie a i dzieci
      tez musza byc tego swiadome ze ufam gosciowi który ma mieszkac z nimi

      pozdrawiam-smile))))))))
      • tzw.tata Pożegnanie 12.01.06, 14:27
        Jestem pod wrażeniem Twojej wypowiedzi, sylwii32.

        STRASZNIE WAM ZAZDROSZCZĘ!

        Ja także (z ogromna dumą i przyjemnością) odwoziłem Małe do i ze szkoły, robiłem
        kanapki, wspólne zabamy, lekcje, kino, itp.itd. Zorganizowalem im czas i
        pomoglem znalezc i rozwinac zainteresowania. Kiedys nawet czesto mowily "kocham
        cie". Tez były wzloty i upadki.

        Ale u nas zasadniczym problemem był brak jednomyslnosci wobec Dzieci, a na
        dodatek pojawiła się modelowa tesciowa (wrogość w skali 1-10: 15!), która
        zawładnęła do reszty pustym polem po naszej niekonsekwencji i braku wspolnego
        programu. Niezalatwione sprawy z przeszlosci (mimo moich wysilkow z "podaniem
        rozwiazan na tacy" wlacznie) tez w tym nie pomogly.

        Moja (ex) partnerka swoim ostrym i niepohamowanym temperamentem wcale mi w
        niczym nie pomogla... Wrecz przeciwnie, kiedy potrzebowałem porozmawiać na nasz
        temat, nigdy nie miala czasu... Podobnie jak dla Dzieci. Prezenty nie sa w
        stanie zastapic milosci.

        Dzis jestem "na walizkach", bogatszy o "szczepionke na zycie" i mocne
        postanowienie, aby po raz pierwszy skorzystac z zycia dla siebie...

        Strasznie to smutne i gdzieś tam (wracając do początku) szkoda, ale te ostatnie
        miesiace obnazyly wiele nieprzekraczalnych barier i uprzedzen, z ktorymi ja juz
        nie mam sily walczyc. Po prostu przestalo mi zalezec. Na wszystkim.

        Rozpoczalem ten watek aby posluchac ludzi, ktorzy "mimo wszystko" zyja razem w
        takich "poszarpanych" zwiazkach. Choc odzew byl niewielki (czyzby tak malo
        nas?), dziekuje wszystkim za wszytko co odwazyli sie tu powiedziec.

        Wszystkim Wam zycze, abyscie nigdy nie przestali byc kochani!

        Do usłyszenia w lepszej rzeczywistosci,
        tzw.tata (ex)
        • darek12345 Re: Pożegnanie 13.01.06, 05:03

          > Ja także (z ogromna dumą i przyjemnością) odwoziłem Małe do i ze szkoły,
          robiłe
          > m
          > kanapki, wspólne zabamy, lekcje, kino, itp.itd. Zorganizowalem im czas i
          > pomoglem znalezc i rozwinac zainteresowania. Kiedys nawet czesto
          mowily "kocham
          > cie". Tez były wzloty i upadki.

          To może teraz docenią co straciły (tzn. Ciebie) i też będą mądrzejsze "życiowo"

          >
          > Ale u nas zasadniczym problemem był brak jednomyslnosci wobec Dzieci, a na
          > dodatek pojawiła się modelowa tesciowa (wrogość w skali 1-10: 15!), która
          > zawładnęła do reszty pustym polem po naszej niekonsekwencji i braku wspolnego
          > programu. Niezalatwione sprawy z przeszlosci (mimo moich wysilkow z "podaniem
          > rozwiazan na tacy" wlacznie) tez w tym nie pomogly.
          >

          A ludzie mawiają, że teściowa to skarb:
          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=24876

          > Moja (ex) partnerka swoim ostrym i niepohamowanym temperamentem wcale mi w
          > niczym nie pomogla... Wrecz przeciwnie, kiedy potrzebowałem porozmawiać na
          nasz
          > temat, nigdy nie miala czasu... Podobnie jak dla Dzieci. Prezenty nie sa w
          > stanie zastapic milosci.
          >
          > Dzis jestem "na walizkach", bogatszy o "szczepionke na zycie" i mocne
          > postanowienie, aby po raz pierwszy skorzystac z zycia dla siebie...
          >
          > Strasznie to smutne i gdzieś tam (wracając do początku) szkoda, ale te
          ostatnie
          > miesiace obnazyly wiele nieprzekraczalnych barier i uprzedzen, z ktorymi ja
          juz
          > nie mam sily walczyc. Po prostu przestalo mi zalezec. Na wszystkim.
          >

          To trochę smutne, co piszesz. Ale może i lepiej, że to teraz się skończyło.

          > Rozpoczalem ten watek aby posluchac ludzi, ktorzy "mimo wszystko" zyja razem w
          > takich "poszarpanych" zwiazkach. Choc odzew byl niewielki (czyzby tak malo
          > nas?), dziekuje wszystkim za wszytko co odwazyli sie tu powiedziec.
          >

          Na pewno takie związki są trudniejsze, przynajmniej zazwyczaj. Choć podobno
          bywają wyjątki.

          > Wszystkim Wam zycze, abyscie nigdy nie przestali byc kochani!
          >

          Dziękuję.

          > Do usłyszenia w lepszej rzeczywistosci,
          > tzw.tata (ex)


          Również Tobie życzę lepszej przyszłości.
    • dorotka.marcelek Re: e-ojczym - jest tu ktoś taki? odezwij sie kol 15.02.06, 23:07
      Hej, ja wlasnie od ponad 3 lat mam meza, ktory nie jest biologicznym tata moego
      synka(obecnie czterolatka). Jest wspanialy, kocha malego calym sercem, usynowil
      go krotko po slubie. Mamy tez 2 coreczki-2,6roku i 4miesieczna. Fakt pojawienia
      sie dziewczynek nie zmienil podejscia meza do Marcelka.Mysle maz kocha nasze
      dzieci tak samo bez wzgledu na to czy jest biol. tata czy tzw.ojczymem. U nas
      sytuacja jest tata ze zaczelismy sie spotykac jak maly mial roczek i niedlugo
      pozniej sie pobralismy. Jego naturalny tata nie mail z nim kontaktu i do tej
      pory nie ma bo wyjechalismy zagranice i tu chcemy zostac. Marcel nie wie
      dokladnie jak jest-wg niego moj maz to ukochany tatus-jedyny jakiego zna.
      Postanowilismy nie mowic malemu prawdy, mam nadzieje ze postepujemy slusznie.
      Kocha bardzo mojego meza-swojego tatusia z wzajemnascia

      Pozdrawiam
      • baszi Re: e-ojczym - jest tu ktoś taki? odezwij sie kol 20.02.06, 16:30
        > Postanowilismy nie mowic malemu prawdy, mam nadzieje ze postepujemy slusznie.
        niestety nie postepujecie słusznie, nie chcę być brutalna ale czy naprawdę
        myslicie, że sprawa biologicznego ojca się nie wyda? nie ważne jak daleko od
        niego mieszkasz, życie lubi płatać figle w najmniej oczekiwanym momencie. ja
        przed swoim dzieckiem nie zataiłabym tej informacji. powinnaś powoli je
        przygotować do takiej wiadomości chyba, że wyprowadzicie się na bezludną wyspę
        bez telefonów, rodziny, internetu i lekarzy.im szybciej cokolwiek powiesz na ten
        temat tym łatwiej Ci będzie o tym rozmawiac, gdy dziecko będzie bardziej świadome.
        pozdrawiam i życzę trzeźwego spojrzenia na ta kwestię.
    • falka32 Re: e-ojczym - jest tu ktoś taki? odezwij sie kol 09.03.06, 10:30
      ja nie jestem kolegą, tylko koleżanką, ale może mój post coś wniesie.
      Moim zdaniem, to, jaką rolę przyjmiesz, zależy od tego, jakie kontakty dziecko
      ma z ojcem biologicznym.
      Biorąc mój przykład: mój syn jest z biologicznym ojcem bardzo związany, ojciec
      bierze go w każdy weekend, bierze udział w wychowaniu, przerabia z nim matmę
      itp. Jednym słowem młody ma obsadzone stanowisko ojca i drugiego taty nie
      potrzebuje i nie zaakceptowałby. Dlatego mój facet przyjął wobec niego rolę
      "starszego brata". Sam ma doświadczenie, bo był starszym o kilkanaście lat
      bratem trójki młodszego rodzeństwa i w tą rolę wszedł bardzo naturalnie. Starszy
      brat jest z jednej strony kumplem i przyjacielem, z drugiej strony ma prawo
      wymagać, ochrzanić za złe zachowanie, nie dać sobie wejść na głowę, czasem "dać
      w ucho" i powiedzieć "jak ty się odzywasz do matki!", jednym słowem pełni też
      funkcje jakby uzupełniające rodzicielskie. Ale i tak decyzje w sprawach
      kluczowych i strategicznych należą do rodziców dziecka, on je może najwyżej
      jakoś egzekwować od dziecka (miałeś chodzić spać o 21, to marsz do łóżka), choć
      może też brać udział w tych ustaleniach, może wyrazić swoją opinię. Czyli jest
      to rola jakby rodzica, ale mniej zobowiązująca niż rodzica.

      Inaczej jest, jeżeli musisz przejąć rolę ojca biologicznego. tutaj nie mam
      doświadczeń, więc lepiej skorzystaj z rad innych. Z całą pewnością jednak ta
      sytuacja jest inna, niż "starszego brata".
      • sylwii32 Re: e-ojczym -dorotka.marcelek 16.03.06, 08:45
        • sylwii32 Re: e-ojczym -dorotka.marcelek 16.03.06, 08:51
          uciekło......


          Z mojego doswiadczenia wiem ze robisz bład,ale nie mnie oceniac
          Wierz miz e dzis łatwiej zaakceptuje to i pojmie niz jak ktos zyczliwy(zawsze
          tacy sa) powie mu prawde

          Rozumie ze zdecydowaliscie sie ze wzgledu na to zeby utrzymac wiez i by dziecko
          nie nadszarpneło tego
          Ale myslałas kiedys ze ojciec moze sie zjawic?
          A co zjego rodzina?
          Co gdy okaze sie bo przeciez moze ze jest chory i tylko oni moga mu pomoc?
          Nigdy nie przewidzisz tego moze,ale opcji jest bardzo wiele
          Powinnas sie dobrze zastanowic
          Dziecko małe łatwiej i spokojniej przyjmuje takie wiadomosci
          Ta wyrozumiałosc zamiera razem z wiekiem człowieka....

          Rodziny które adoptuja dzieci maja z tym mase problemów,
          Jednak nie mysle na siłe zmieniac Twoich decyzji
          pozdrawiam
          • dorotka.marcelek Re: e-ojczym -dorotka.marcelek 17.03.06, 16:38
            dla nas to wciaz temat otwary choc sadzilismy ze juz postanowione na 100%. Tych
            zyczliwych osob najbardziej sie boje choc obecnie mieszkamy 2000km od nich.
            Powoli sie szykuje do powiedzenia malemu-stopniowo tylko nie wiem jak mu
            powiedziec ze jego ojca nie interesuje syn
            • ja-figa Re: e-ojczym -dorotka.marcelek 29.03.06, 14:02
              mam prawie identyczna sytuacje jak tysmile z małym wyjątkiem- ja mieszkam w tym
              samym miescie co moj byly maz...nie mniej jednak nie spieszy mi si mowienie
              malej ze ten tato to nie ten tato a tamten tato to sie nia nie interesuje.
              chcialabym poprostu ja wychowac tak by wiedziala ze nie ten kto ja splodzil a
              ten kto kochal i zycie by za nia oddal jest jej ojcem.jezeli bedzie czula
              milosc wsparcie szacunek- mysle Ze nawet jezeli kiedys dowie sie o
              biologicznosc..hm...to nie bedzie to mialo dla niej znaczenia.
Pełna wersja