Co ważniejsze: mąż czy dzieci?

19.04.06, 16:04
Co ważniejsze: mąż czy dzieci?
To pytanie jest źle postawione. Nie można dokonywać takiego wyboru. Robi
krzywdę swoim dzieciom kobieta, która przede wszystkim troszczy się o partnera
ich kosztem. Ale instynkt macierzyński broni większość matek przed takim
postępowaniem. CZĘSTRZA jest sytuacja, że po urodzeniu dzieci mąż schodzi na
drugi plan. To bardzo niebezpieczny układ. I kobiecie i jej dzieciom potrzebna
jest rodzina. Zaniedbany, odepchnięty mąż łatwo może poszukać pocieszenia tam,
gdzie będzie ważny i potrzebny. I tragedia rodzinna gotowa. Nawet wtedy, gdy
kobieta bardzo pochłonięta jest swoim macierzyństwem, nie może zapominać, że
dzieci ma się we dwoje, a rola matki nie wypełni jej całego życia.
    • bogulo Re: Co ważniejsze: mąż czy dzieci? 20.04.06, 14:38
      i??
    • marvel001 Re: Co ważniejsze: mąż czy dzieci? 20.04.06, 21:33
      Jaki jest sens zadać pytanie, odpowiedzieć na nie a w odpowiedź skonstruować w
      sposób nieczytelny dla zwykłego zjadacza chleba... Paranoja. Może ja postawię
      pytanie: co takiego odkrywczego wynika z twojej odpowiedzi na TWOJE pytanie smile ???
      • demarta Re: Co ważniejsze: mąż czy dzieci? 21.04.06, 16:00
        w tym przypadku odkrywczy jest porażający brak konsekwencji, no ale to takie
        typowo męskie........wink))))))))
        • jaremax Re: Co ważniejsze: mąż czy dzieci? 22.04.06, 21:25
          Wie, że dzwoni,tylko nie wie w którym kościele smile
    • aquinus Re: Co ważniejsze: mąż czy dzieci? 19.05.06, 03:43
      Jeżeli jakaś kobieta ma taki dylemat, to w ogole nie powinna mieć dzieci, bo
      nic dobrego z tego nie będzie.
      • lyka Re: Co ważniejsze: mąż czy dzieci? 19.05.06, 19:43
        No ale jeżeli chłop siedzi tylko przed TV, kompem albo śpi a kobieta zasuwa to
        w takim razie ja wolę tragedię rodzinną. Dla mnie ważniejsze jest dziecko niż
        chłop leń i nierób.
        • prawydolewego Re: Co ważniejsze: mąż czy dzieci? 19.05.06, 20:06
          > No ale jeżeli chłop siedzi tylko przed TV, kompem albo śpi a kobieta zasuwa to
          > w takim razie ja wolę tragedię rodzinną. Dla mnie ważniejsze jest dziecko

          Jak baba już zapomniała już o bożym świecie i jedyne co ją interesuje to latanie
          koło dzieci, to ja wole pogadać gg na kompie i umówić sie z takimi co pamietają
          jeszcze po co mają cipkę, albo pooglądać tv
        • aquinus Re: Co ważniejsze: mąż czy dzieci? 19.05.06, 23:11
          lyka napisała:

          > No ale jeżeli chłop siedzi tylko przed TV, kompem albo śpi a kobieta zasuwa
          to
          > w takim razie ja wolę tragedię rodzinną. Dla mnie ważniejsze jest dziecko
          niż
          > chłop leń i nierób.
          Widziały gały co brały.
    • aquinus Re: Co ważniejsze: mąż czy dzieci? 20.05.06, 00:39
      W pytaniu: „Co ważniejsze, mąż czy dzieci?” kryje się głęboki sens, niestety
      raczej tragiczny. Samo pytanie sugeruje wprost, że zadaje je sobie kobieta;
      jest to zarazem pytanie tego rodzaju, że samo jego zadanie świadczy o tym, że
      autorka nie wie, czego chce od życia. Nasuwa się od razu takie powiedzenie,
      które kiedyś słyszałem: „Czego się boisz, od tego giniesz”. W tym konkretnym
      przypadku autorka nie będzie mieć ani jednego, ani drugiego. Wiadomo, dzieci
      dorastają szybko, szybciej, niż się to wydaje i wyfruwają z domu (na Zachodzie
      nawet jeszcze szybciej, bo praktycznie każdy 18-latek ma ambicję życia po
      swojemu. Tylko w Polsce zdarzają się 30-letnie konie „przy mamusi”wink. Co wtedy
      zostaje? Jeśli taka kobieta miała szczęście, że trafiła na cierpliwego męża
      (chociaż, jak długo można być cierpliwym?), to na stare lata może mieć
      towarzysza życia. Jednakże, jeśli przez lata cały jej świat obracał się wokół
      pieluch, zupek i kupek, może się zdarzyć, że spotka ją pustka i rozgoryczenie
      oraz żal do świata. Tymczasem sama sobie jest winna.
      Dlaczego kobiety wychodzą za mąż (aby uniknąć nieporozumień w to „wychodzenie
      za mąż” wliczam również zawieranie związków nieformalnych)?
      Funkcjonuje kilka modeli: „bo tak wypada”, „bo rodzina i otoczenie...”, „bo
      dzidziuś w drodze” itd.; jaki odsetek stanowią takie przypadki, trudno ocenić,
      ale jest tego na pewno sporo. Niestety, w społeczeństwie polskim jest w dalszym
      ciągu sporo kołtuństwa: „25 lat i nie ma męża? Pewnie garbata albo ma w
      poprzek!”. I to, niestety, działa w wielu przypadkach. Efekt jest taki, że
      łapie pierwszego z brzegu, jaki się nawinie (a potem się dziwi że trafiła na
      pijaka), a „najskuteczniejszym” sposobem jest metoda „na dzidziusia”. A jeśli
      nie ten wariant, to wkrótce potem zaczyna się: „Jak to? 5 lat po ślubie i nie
      macie dzieci? A my byśmy tak chcieli wnuków doczekać! Do roboty, chłopie!”.
      Pomijając już, że takie gadki to zwykle chamstwo, często sama żonka dochodzi do
      wniosku, że „ No, faktycznie!”. Ze względów czysto biologicznych kobiety mają w
      tych sprawach większą możliwość inicjatywy i dlatego nie dziwota, że młody
      żonkoś któregoś pięknego dnia dowiaduje się, że za 9 miesięcy będzie tatusiem.
      A gdy to już się stanie, wtedy ani się obejrzy, a staje się dodatkiem do
      tandemu mamusiodzidziuś. Owszem, ważnym dodatkiem, bo trzeba na ten cały
      interes zarobić, ale i tylko dodatkiem. Po pierwszym, drugim dziecku tatuś
      zostaje wyrzucony z sypialni... Dalszego ciągu łatwo się domyślić, zaczynają
      się nieporozumienia, pociąganie z butelki, jeszcze większe nieporozumienia i w
      efekcie – tatuś odchodzi. I wtedy mamusia jest przeszczęśliwa: na
      babskim „targowisku próżności” może błyszczeć niczym gwiazda pierwszej jasności–
      piękne dzieciątka i ten cham, co odszedł albo „genialne dzieci i mąż d...
      wołowa” (chyba dlatego, że jeszcze nie odszedł).
      A jeśli nie odszedł? To wegetuje na marginesie życia rodzinnego tyrając jak
      wół; tymczasem mamusia, na „wychowawczym” rzecz jasna, przedpołudnia spędza na
      plotach z takimi samymi jak ona, a po południu lub wieczorem, gdy tatuś wróci z
      pracy, zagania go do garów tak, jakby nie można było odwrotnie: porządki
      uskutecznić przed południem a potem całą rodziną pójść na spacer? Ale nie! W
      takim przypadku byłaby nieobecna na „targowisku”, a nieobecni, jak wiadomo, nie
      mają racji.
      No ale „wychowawczy” kiedyś się kończy i mamusia wraca do pracy, oops, chciałem
      powiedzieć na inne „targowisko”. (Niestety, z autopsji i z obserwacji wiem, że
      osiemdziesięciu procentom kobiet praca wcale nie jest potrzebna, ale broń Boże
      z niej nie zrezygnują, przecież to jedyna okazja, żeby „błyszczeć”.) Wtedy
      tatuś już ma całkiem „przechlapane”, bo już nie może powiedzieć, że utrzymuje
      dom.
      Mówiąc krótko: decyzja o posiadaniu dziecka jest bodaj najpoważniejszą decyzją
      w życiu, do której większość ludzi nie jest przygotowana (niezależnie od
      wieku), niektórzy/niektóre nie dorastają nigdy! I musi to być wspólna decyzja
      podjęta z pełną odpowiedzialnością, nie mogą kryć się za nią żadne podteksty
      typu choćby „jestem kobietą, muszę mieć dziecko, bo nie będę czuć się
      pełnowartościową”. To jest totalna bujda na resorach! Dziecko powinno być jakby
      przedłużeniem DOBREGO związku, przedłużeniem będącym jedynym elementem
      brakującym do pełni szczęścia. W przeciwnym razie skończy się to najpewniej
      nieszczęściem a w najlepszym przypadku powieleniem (u dziecka/dzieci) fatalnych
      wzorców tak nagminnych w naszym społeczeństwie ze wszystkimi tego skutkami w
      następnym pokoleniu. Dzieci są bystrymi obserwatorami, prędzej czy później
      zauważą, że tatuś dla mamusi w istocie nic nie znaczy, że mamusia traktuje go
      czysto instrumentalnie. Tyle że, jeśli do tego dochodzi, oznacza to, że
      instrumentalnie traktowane są także dzieci! A to już jest najgorsza rzecz z
      możliwych.
      • demarta Re: Co ważniejsze: mąż czy dzieci? 21.05.06, 11:40

        aquinus jesteś albo bezmyślnym powielacze,m czyichś błędnych opinii, albo lubujesz się w fantazjowaniu i głoszeniu mniemań z palca wyssanych. w naszym społeczeństwie dzieciaki wyfruwają z domów szybciej niż dzieje się to w krajach teoretycznie lepszych, mądrzejszych bo zachodnich. głosisz teorie, które z rzeczywistością mają niewiele wspólnego i budujesz sobie przez to grząski grunt dla twojego światopoglądu. czy ty w ogóle byłeś kiedy we włoszech? we francji? być nie musiałeś, ale mogłeś przynajmniej się najpierw zainteresować tamtejsza mentalnością, zanim rzucisz stekiem bzdur na forum. to tam faceci nie wyprowadzają się od mamuś, to oni boją się odpowiedzialności, starzeją się w swoich rodzinnych domach lub, jeśli zdarzy im się "wpadka" wprowadzają matki swoich dzieci do domów rodzinnych zamiast odciąć się i zacząć żyć na własne konto!!! w polsce w porównaniu z nimi mamy wspaniałych meżczyzn! bardziej konkretni, zdecydowani, wiedzą czego chcą i potrafią do tego dążyć, a fakt, że trafiają czasami na kobiety, z którymi na dłuższą metę nie stanowią zgranego i jednomyślnego teamu, co podcina im skrzydłą i ukróca ambicje.... cóż każdemu moze się zdarzyć, ale wina rozkłąda sie i na facetów i na kobiety i nie świadczy to o ich rozmemłanym stylu życia.
        dużo nieszczęścia cię w życiu spotkało, bo ewidentnie jesli fascynujesz kobiety, to chyba tylko te, które sam opisałeś, nie mają swojego zdania i sposobu myślenia, tylko czepiają się byle chłopa i pod wpływem presji społeczeństwa powodują u siebie wspólną z nim ciążę (tak na marginesie gdzie jest wtedy wasza zapobiegliwość? skąd się bierze fakt, że nie potraficie temu zapobiec biedaki?)
        potem rodzą się dzieci, którymi kobiety się zajmują a wy cierpicie, bo nikt nie poświęca wam uwagi, a to wam łapki przyrastają do tyłków!!! czy trzeba być geniuszem super światłym, żeby jako facet samemu dobrowolnie zajmować się dzieckiem? ciężko wam wpaśc na pomysł, że wasza pomoc przy dziecku też jest porządana i to was tez zbliży do partnerki? nie mówiąc o tym, ze przede wszystkim do dziecka, no ale takim jak ty chyba wcale na tym nie zależy, wy jesteście po to żeby was kobiety rozpieszczały i wami się zajmowały.

        fakt, kołtuństwo w tym naszym społeczenstwie, ale niestety ty jesteś najbardziej adekwatnym tego przykładem, wręcz głóny reprezentant kołtuńskiej myśli z ciebie. dobrze by było gdybyś się nie rozmnażał, bo szkoda by było powielać schemat twojego genotypu.
        • aquinus Czyżby"uderz w stoł, nożyce się odezwą?" 21.05.06, 19:19
          Niestety, to, co opisałem, to przejaskrawiony wprawdzie, ale jednak obraz łatwy
          do znalezienia w szerokich kręgach spolecznych; znam go z obserwacji i
          zaręczam, że jest częstszy niż się wydaje. A przy okazji, nie
          znoszę "poprawności politycznej" i nie mam zamiaru się do niej stosować.
          • prawydolewego Re: Czyżby"uderz w stoł, nożyce się odezwą?" 22.05.06, 10:22
            >A przy okazji, nie
            > znoszę "poprawności politycznej" i nie mam zamiaru się do niej stosować.

            Poprawnośc polityczna to na tym forum zachwycanie sie dziećmi i wypieranie że
            ich przyjście może spododować jakiekolwiek problemy, przecież to sama słodycz, a
            jak któs nie rozpływa sie w zachwytach ten niedorosły
        • prawydolewego Re: Co ważniejsze: mąż czy dzieci? 22.05.06, 10:19
          > wy jesteście po to żeby
          > was kobiety rozpieszczały i wami się zajmowały.

          Do urodzenia dziecka tak właśnie z reguły jest, lubicie faceta rozpieszczać i
          być rozpiedszczane potem znajdujecie sobie inną maskotkę to rozpieszczania i
          jeszcze macie pretensje że nie wszyscy odstawieni na boczny tor frajerzy są z
          tego zachwyceni.
          • demarta Re: Co ważniejsze: mąż czy dzieci? 22.05.06, 13:48
            no kiedy najbardziej mnie dziwi, że doprowadzacie się w pewnym sensie sami na
            boczny tor!!! dziecko nie rodzi się kobiecie i nie jest jego celem stać się jej
            maskotką. nie bez powodu dziecko ma ojca. ojciec w pielęgnowaniu i wychowaniu
            dziecka ma do spełnienia zupełnie inne role niż matka, tylko dlaczego zamiast
            wziać się odpowiedzialnie za wypełnianie swoich ojcowskich zadań odsuwacie się
            na bok, robicie się zazdrosni o dziecko i marudzicie że nikt was nie kocha,
            nikt was nie lubi?
            • prawydolewego Re: Co ważniejsze: mąż czy dzieci? 22.05.06, 15:02
              > na bok, robicie się zazdrosni o dziecko i marudzicie że nikt was nie kocha,
              > nikt was nie lubi?

              Marudzimy jak nasze żony przestają nas kochać i mają nową maskotke do kochania w
              życiu. A tak. I my tez szukamy kto chce być kochany i odpowiedzieć nam miłością.
              Innej spragnionej miłości kobiety. Nie do dziecka tylko do nas.
              Bo widzisz wypełnianie ojcowskich zadań to tylko dodatek do życia, a dla wielu z
              was treść życia, wystaczy porównać ilość postów na emama i etata.
              • lyka Re: Co ważniejsze: mąż czy dzieci? 25.05.06, 14:48
                To zamiast jęczeć ze jesteś nieszczęśliwy i nie masz z kim uprwaiać sexu to
                pomóż zonie przy dzieciach, ugotuj obiad na 3 dni, zrób zakupy, posprzątaj
                chałupę i powiedz ukochanej zeby poszła a najlepiej wyjechała na kilka dni do
                ośrodka odnowy biologicznej.
                I zobaczysz jak się w tobie zona ponownie zakocha.
                • szymonka2 Re: Co ważniejsze: mąż czy dzieci? 31.05.06, 13:13
                  Mam pomysl zamiast sie tak uzalac nad soba postaw sie choc na 15 minut w
                  sytuacji kobiety ktora kocha chce byc kochana a slyszy marudzenie o
                  odtraceniu.Zobacz ile kobieta ma na swojej glowie a ty takim marudzeniem nie
                  pomagasz.Przeczytaj sobie o empatii.To cie moze uleczy.
                  Pozdrawiam
Pełna wersja