maja234
18.09.06, 23:11
Witajcie Panowie/ Tatusiowie, proszę o Waszą opinie:
Jestem ze swoim partnerem od 11 lat. Mamy prawie póltoraroczną córeczkę.Dość
dobrze wiedzie nam się finanowo, praktycznie na pozór niczeg nam nie brakuje.
Ale jak to często bywa w środku związku coś szwankuje.
Chodzi o sprawy łóżkowe. On ma dość duże oczekiwania - co do regularności i
częstotliwości, ja nie. Nie możemy pod tym względem się dogadać. Niestety on
nie pomaga mi na codzień w niczym. Rano wstaję o 6,30, praca, po pracy
odbieram dziecko ze żłobka i do domu, bo trzeba przygotować obiad, po
obiedzie zabawa z dzieckeim - niestety on nie uczetniczy w tych zabawach - no
może uczestniczy siedząc w fotelu i ogląda piłkę nożną lub jakiś inny sport,
potem kąpiel, karmienie, usypianie. Jak wychodzę z pokoju małej - ok. 21 to
muszę ogarnąć jeszcze troszkę mieszkanie, on cały czas tkwi w fotelu i
rozmawia przez telefon z kumplami bądź ogląda sport. Kładę się spać ok. 22
padnięta, w nocy córa ostatni potrafi budziś się conajmniej kilka razy i
oczywiście ja wstaję,
ON przez półtora roku nie wstał do dziecka ani razu.
Kładąc się do łóżka poprostu nie mam siły i ochoty na nic, marzę tylko o śnie
i praktycznie przykładam głowe do poduszki i zasypiam. I wtedy się zaczyna
awantura, że nie szanuję jego potrzeb, i że ze względów zdrowotnych
(prostata) powinien regularnie współżyć.
Na moje zarzuty, że nie pomaga mi w utrzymaniu domu i przy dziecku odpowiada,
że nie jestem jedyną kobietą pracującą i może nie powinnam się była decydować
na dziecko skoro teraz nie wyrabiam.
Setki razy kończyliśmy ten związek i setki razy "na niby" się wyprowadzał.
Właśnie jesteśmy po kolejnym zerwaniu, on wziął swoją poduszkę i poszedł spać
do drugiego pokoju. Dziś znowu była uświadamiająca mnie pogadanka o jego
prostacie, a dla mnie niestety nie jet to argument aby z kimś iść do łóżka.
Związek dwojga ludzi opiera się zupełnie na czymś innym, na moje argumenty
stwierdził, że bronię się atakując, a ja zadałam mu pytanie - kiedy ostatnio
spędziliśmy wieczór przy świecach czy oglądając jakiś romantyczny film -
zresztą z nim nie da się oglądać takich filmów bo tylko mózgi się lasują -
tak to określa.
Jest pomiędzy nami juz tak duży mur, że uważam bez specjalisty nie będziemy
potrafili uratować naszego zwiazku. Ale on uważa, że cała winaa leży we mnie,
że ja nie chcę. Ale ja już nie potrafię, jest we mnie tak dużo żalu o
wszystkie słowa które padły w moim kierunku, że nie potrafię zacząć od nowa
nie pamiętajc o nich.Przy pierwszej lepszej kłótni wypominam mu swoje żale.
Wiem, że jestem kobietą i inaczej widzę swiat od Was mężczyzn, ale czy
naprawdę tak wiele oczekuję?
Zadałam mu dziś pytanie, czy oczekuje, że nasz związek będzie związkiem
materialistycznym - bo on uważa, że jesli w dużej mierze on łoży na godziwy
byt naszej rodziny to ja mam się mu podporządkowac.
Jeżeli oboje jeszcze chcemy -to ja uważam - że powinniśmy małymi kroczkami
się uwodzić i budować swój związek tak jak było 11 lat temu, on uważa, że
należy zacząć od łóżka i od mojego pożądania wobec niego.Tak naprawdę to nie
mam na niego ochoty, nie podnieca mnie -czy mam się do niego zmuszać.
Słowa tak bardzo bolą.....