dlania
19.11.06, 10:38
Cześc E-tatusiowie,
Włażę tu trochę nieproszona, bo jestem babą, ale mam dobre w 100% zamiary.
Chciałabym sie podzielić z tatusiami swoimi obserwacjami z oddziału
dziecięcego w szpitalu. Musieliśmy tam ostatnio zawieść naszą córkę, bo
leczenie domowe nie pomagało. Chcielismy z mężem na zmianę zostawać przy
dziecku, i co - absolutnie!!! Okazało się, że nie ma tam miejsca dla taty!
1.Szukamy toalety: dla dzici, dla matek... dla taty niet! Tak trudno było
napisać zamiast dla matek - dla rodziców.
2. Mąż chciał zostac na noc przy dziecku - nie, może zostać tylko mama, tata
nie, bo... będzie krępował inne dzieci. Matko Boska i Józefie Świety!!! Co te
dzieci ojców nie widują, że mają sie czuć skrępowane? (i nie chodzi to o
obecnośc na sali, bo Mała była sama w salce, ale o mijanie się na korytarzu)
3. Salowa przyniosła mi butlę z mlekiem i podaje, żebym nakarmiła dziecko.
Powiedziałam, żeby podała mężowi, bo robiłam w tym czasie coś innego, a
salowa: to może ja lepiej sama ją nakarmię - kropka i no comments.
4. Przez cały pobyt dziecka w szpitalu personel i większa część matek (a
jakże!) patrzyła na mnie jak na wyrodną matkę, bo pozwalałam mężowi zmieniać
dziecku pieluchy, karmic je, usypiać... Część wprost pytała: jak to? Najpierw
kręciły głową z oburzeniem, a po kilku dnich znajomości żaliły się, że siedzą
w tym szpitalu 24 na dobę, mąż wpada na godzine, poglaszcze dziecko po głowie
i spada, i że maja juz tego dosyć.
WNIOSKI: Jeśli w instytucji, jaką jest szpital, tak jasno i wyraźnie kreuje
się rolę ojca (z dzidą i na polowanie, a potem obiad mu podać)i matki
(dziecko i robótki domowe), to w jakiej epoce my żyjemy? Myślałam, że model
powyższy, choć może i dobry, nie jest jednak w XXI wieku jedynym
dopuszczalnym. Bo może ojcowie czasem chcą sie zajmować dzieckiem! MOże
rodzice chcą partnersko dzielić się obowiązkami. Chyba za dużo ssie prasy i
ksiązek naczytałam, bo wydawało mi się, że mamy mądrzejsze społeczeństwo.