Panowie po porodach rodzinnych

IP: *.* 01.08.02, 23:37
Drodzy Tatusiowie,Czy są wśród Was Ci, którzy byli obecni przy porodzie swego bobaska? Mój mąż nie jest do tego przekonany i, szczerze powiedziawszy, ja też. Uważa, że przestanę być później dla niego atrakcyjna fizycznie. Co o tym sądzicie?Asia
    • Gość edziecko: Sebastian_T Re: Panowie po porodach rodzinnych IP: *.* 02.08.02, 08:12
      bylem przy porodzie naszych blizniakow i powiem jedno - chcialbym jeszcze przezyc cos takiego. i nie mam zadnych problemow z "nieakceptowaniem" Zony czy innych tego rodzaju klopotow.rodzinny porod jest czyms cudownym, co trzeba przezyc, zeby w pelni zrozumiec cud narodzin (aczkolwiek uwazam, ze nie mozna do tego zmuszac; jesli oboje nie jestescie pewni, to lepiej, zeby Maz poczekal za drzwiami, niz potem mial jakiekolwiek obiekcje...)pozdrawiam,s.
    • Gość edziecko: agniesia1 Re: Panowie po porodach rodzinnych IP: *.* 04.08.02, 11:14
      Przepraszam od razu z góry ,że to ja piszę na ten post ale mojego męża nie mogę zaprosić na edziecko ,nie mam daru przekonywania. w styczniu rodziliśmy naszego syna i mąz w sumie do ostatnich miesięcy nie był przekonany czy rodzić ze mną czy nie. Ale go w końcu namówiłam i tego nie żałuje ani on ani ja.Sa fakt ,że rodziłam całą noc i miałam przeklęte bóle krzyżowe ( najgorszemu wrogowi ich nie życzę) to wiedziałam ,że ktoś jest przy mnie i mogę liczyć na jego pomoc. A było w czym pomagać!!! mąż to zniósł dzielnie nawet bym powiedziała ,że bardzo dzielnie. I tak po nocnych męczarniach o 4.55 urodziliśmy naszego synka. Potem jak się dowiedziałam (mąż przyznał się do tego po jakiś 2 tygodniach) wracając już rano do domu popłakł się ze wzruszenia w samochodzie.Nie chciałam w to uwierzyć no bo jak to??? Mój mąż ten facet co zawsze jest taki maczo-płakał??? Ale cóż to natura nie robi z mężczyzn!!!!Dodam ,że 8 lat wcześniej rodziłam córkę ale sama i mam porównanie, i uwierzcie mi tatusiowie ,żadna mamusia nie chce być sama w takim momencie.kto ją pomasuje po pleckach???kto da wody do picia??? kto powie dobre słowo???Przecież WAS mamy od wspierania nas w trudnych momentach.Czyż nie??? Ja wiem ,że swojemu mężowi zawdzięczam ogromną pomoc podczas porodu i wiem ,że gdyby nie on, ciężko byłoby mi tamtej nocy.Nie wiem czy któregoś "przyszłego" tatusia przekonałam do porodu rodzinnego (nic na siłę) ale jedno mogę wam obiecać , Ze jak już będzie po wszystkim a w ramionach bęziecie trzymali swe upragnione dziecię to przyznacie mi rację ,że nie ma nic pękniejszego od cudu narodzin własnego dziecka. Pozdrawiem wszystkich!!!! :bic:
    • Gość edziecko: Lolinka Re: Panowie po porodach rodzinnych IP: *.* 04.08.02, 19:29
      Piszę z konta mojej żony, bo zapomniałem hasła do mojego, loginu też nie pamiętam :)Ja byłem obecny podczas podczas narodzin mojej córeczki i uważam, że właśnie tam było moje miejsce. To nie prawda, że facet stoi tylko o głupawo patrzy, jak personel zajmuje się jego żoną, a raczej jest najpotrzebniejszą osobą w sali porodowej. No bo kto jak nie mąż pomasuje obolały krzyż, kto przytuli gdy nadejdzie chwila zwątpienia, a kto powie żonie kiedy ma przeć, lub własnym przykładem pokaże jak to robić (ja miałem popękane naczynka krwionośne w oczach od parciasmile ) Osobiście uważam, ze każdy facet powinien być przy narodzinach przynajmniej pierworodnego dzieciątka, a później to już sam zadecyduje.Agi
    • Gość edziecko: JacekN Re: Panowie po porodach rodzinnych IP: *.* 05.08.02, 07:42
      Witam.Już spotkałem podobne pytanie gdzieś tu na forum , z tym ze nie pamiętam na którym konkretnie . Ja również byłem przy porodzie naszego drugiego synka , tylko że ja tego bardzo ale to bardzo pragnąłem , aby byc razem z moją żonką byc jej podpora i oparciem w tych jakże trudnych chwilach , ale jednocześnie pięknych i wzruszających (do dzis mam te obrazy w swojej pamięci i na samą mysl łzy cisną mi się do oczu). W tej chwili moj łobuziak skończył już dwa latka i rozwija sie dobrze (czyt. łobuzuje i psoci) . Z mojej strony mogę tylko zachęcić do spedzenia tego momentu życia razem (mam na myśli poród w tej chwili) , ale to trzeba chciec samemu i nikogo nie nalezy zmuszać.Pozdrawiam Jacek
    • Gość edziecko: cobraverde Re: Panowie po porodach rodzinnych IP: *.* 07.08.02, 13:01
      Mój mąż też nie chce brać udziału w porodzie i choć trochę mi z tego powodu smutno, nie zamierzam go zmuszać. W końcu sama chyba też bym nie chciała w uczestniczyć w porodzie, gdybym nie musiała :-)Wydaje mi się, że mężczyzna aby być pomocny podczas porodu musi naprawdę pragnąć uczestniczyć w tym wydarzeniu, to musi się dla niego wiązać tylko z pozytywnymi emocjami. Wiem, że mój mąż się obawia, że nie będzie potrafił mi pomóc, nie chce patrzeć na mój ból i na krew. I wiem, że ja zamiast się skoncentrować na porodzie, martwiłabym się o niego - czy nie zemdleje, czy nie pokłóci się z personelem i przez to mi nie zaszkodzi. A smutno zrobiło mi się dopiero wtedy, zaczęłam chodzić do szkoły rodzenia i byłam tam jedyną "bez męża" (na kilkanaście par) - ci tatusiowie tak naprawdę mieli strasznie niewyraźne miny.Bardzo mi jednak zależy na tym, żeby mąż był ze mną zaraz po porodzie, jeszcze na sali porodowej. Mam nadzieje, że uda nam się tak zgrać, żeby zdążył. Rodzić będę z wynajętą położną, będzie też ze mną mama, więc czuję się bardzo bezpiecznie.Pozdrawiam i życzę Wam, żebyście podjęli decyzję, która zadowoli Was obojeZuza
    • Gość edziecko: jacekgmaj Re: Panowie po porodach rodzinnych IP: *.* 07.08.02, 16:42
      Ja nie maiłem ochoty na poród rodzinny bo po prostu nie miałem i już. Do szkoły rodzenie nie chodziłem z żoną bo uważam, że szkoła rodzenie jest dla rodzącej. Mojej żonie bardzo zależało na tym abym był podczas porodu – rozumiem ją . Umówiliśmy się tak: Szkoła rodzenie odpada – ja nie jestem tam potrzebny, a podczas porodu zobaczymy. Kiedy zaczęły się bule pojechaliśmy do szpitala i zaczęliśmy rodzić, trwało to całą noc. Pomagałem żonie psychicznie bo tego potrzebowała najbardziej. Kiedy nie miała buli spałem sobie na łóżku, a kiedy miała robiłem co mogłem aby jej pomóc. Kiedy o 10:00 rano zaczęła naprawdę rodzić odprowadziłem ja razem z pielęgniarka do sali porodowej ale sam zostałem za drzwiami. W sali porodowej zrobiło się takie zamieszanie ze ja tam tylko bym przeszkadzał. Ja natomiast poszedłem do takiej sali gdzie przynoszą dziecko zaraz po urodzeniu, jeszcze całe we krwi i z nie „opatrzoną” pępowina. Pielęgniarka cos tam robiła przy dziecku a w innej sali „położna kończyła poród”, Po tym wszystkim żona została przewieziona do sali w której wcześniej spędziliśmy cała noc, przyniesiona tam także dziecko. Już we trojkę spędziliśmy tam kila godzin. A potem ogólna sala na porodówce i do domu po kilku dniach.Uważam że to było najlepsze rozwiązanie, moim zdaniem facet nie jest potrzebny podczas samego momentu porodu – wiem jednak ze jest bardzo potrzebny podczas całego procesu rodzenia. Każdy normalny facet wie czy powinien czy nie powinien być na sali porodowej – ja i moja żona jesteśmy zadowoleni z porodu. Gdybym „został zmuszony” do bycia z żoną cały czas to pewnie bym się „poświęcił” ale bym się bardzo źle czuł po tym wszystkim.Jacek tata Maxyma
    • Gość edziecko: szczepa Re: Panowie po porodach rodzinnych IP: *.* 08.08.02, 09:34
      Witam!Ja nie byłem przekonany na początku co do tego czy chcę być przy porodzie. Do szkoły rodzenia nie chodziliśmy, ponieważ żona przeleżała prawie całą ciąże w szpitalach. W końcu zdecydowałem się na poród rodzinny. Napewno wiem, że nie przeszkadzałem w porodzie, a zdecydowanie pomagałem. Niestety tak się trafiło, że podczas porodu żony odbyły się trzy inne> Personel miał pełne ręce roboty i nie był w stanie być cały czas przy jednej rodzącej. Poród był dość długi bo trwał 11 godzin :( . Uwarzam wspólny pród za jedno z największych przeżyć. Widziałem jak Kuba wychodzi na świat. Słyszałem jego pierwszy krzyk. Wiem, ze byłem żonie bardzo potrzebny i nikt nie mógł mnie zastąpić. "Stado" pielęgniarek i lekarzy nie zastąpi najbliższej osoby. Tylko ona jest w stanie dodać sił. Planujemy następne dziecko i wiem, że na 100% będę przy porodzie. Co do atrakcyjności żony po porodzie. Nie zauważyłem żadnej zmiany :-) jest nadal atrakcyjna. Myśle, że takie pierdoły wymyslają faceci aby miec jakiś powód do odmówienia pomocy żonie w ciężkich chwilach.
      • Gość edziecko: szwedka Re: Panowie po porodach rodzinnych IP: *.* 08.08.02, 16:50
        Dzięki za te "pierdoły" - bardzo to było trafione.Mój mąż też nie był przekonany do bycia ze mną podczas porodu, ale na szczęście wtedy był w tv "Pierwszy krzyk" i oglądaliśmy wszystkie odcinki, w związku z tym stwierdził, że to nie takie straszne (okazało się straszniejsze w rzeczywistości - dla mnie).Uważam, że mężczyzna który był przy zapłodnieniu, powinien też być przy narodzinach.Mądzy lekarze twierdzą, że miejsce męża jest przy głowie rodzącej - nie chodzi o zaglądanie w krocze - choć tacy silni panowie też pewnie są.A traktowanie żony jedynie w kategoriach obiektu seksualnego świadczy o niedojrzałości.Jeśli jednak mąż jest prawie pewny, że nie chce, to dobrze jest zostawić mu "wentyl bezpieczeństwa" - zawsze może wyjść. To przewrotne, bo większość zostaje.Z drugiej strony znajoma para opowiadała mi jak to mąż był "niby" przy niej, ale na bardzej "drastyczne" (co to znaczy w przypadku porodu?) momenty wychodził i później wracał.I to mi się nie podobało - to nie Disneyland, tylko żona rodzi!Ale oni byli bardzo zadowoleni z takiego rozwiązania.
    • Gość edziecko: Stahoo... Re: Panowie po porodach rodzinnych IP: *.* 09.08.02, 07:53
      Witaj!Tak, sa tacy wsrod nas, ktorzy rodzili.Najwazniejsze co chce Ci powiedzie, to to, ze do mnie osobiscie argument pt. nie bedziesz dla meza atrakcyjna fizycznie troche nie dociera. Teraz bede okrutny, za co z gory Cie przepraszam: jak bedziesz miala 65 lat tez nie bedziesz (raczej) atrakcyjna fizycznie. I co wtedy? Tak,tak, wiem, ze to nie to samo...Sluchaj, moja Ania rodzila od poludnia do 23.17! Nie wiem jakby ten czas wspominala, gdyby chociazby nie to, ze moczylem myjke i wycieralem jej usta i twarz. Pomijam kwestie, o ktorych pisali inni takie jak niesamowita wiez jaka tworzy sie miedzyToba a mezem w czasie porodu.Nie wiedze innej mozliwosci jak tylko bycie z zona w trakcie tak waznych i ciezkich chwil!! Kobieta naprawde potrzebuje wtedy wsparcia, zarowno psychicznego jak i fizycznego!!pozdr...stahoo...p.s. oczywiscie dla mnie to byl rownie ciezki czas, chocby dlatego, ze ja nie dostawalem zadnego znieczulenia i mialem cale prawie 12 godz. pelna swiadomosc tego co sie dzieje, a akurat w naszym przypadku koncowka byla nieciekawa...
    • Gość edziecko: jarudni Re: Panowie po porodach rodzinnych IP: *.* 09.08.02, 13:46
      niestety nie dane mi było być przy porodzie stałem co prawda za szybą (Gosia miała CC) ale to nie to samo wiem dostałem małego na ręce jako pierwszy ale ja po prostu TAM chciałem być a co do argumentu czy będziesz nadal dla niego atrakcujna to sory ale moze ktoś do czegoś nie dorusł??
Pełna wersja