ojciec przy porodzie?

IP: *.* 27.11.02, 10:05
Powiedzcie szczerze, co myślicie o powszechnym już niemal obyczaju towarzyszenia kobiecie przy porodzie?Czy to pomysł dobry dla każdego? A może ktoś z Was żałuje swojej decyzji? Jakie macie refleksje w tej sprawie, co radzilibyście innym, mniej doświadczonym mężczyznom?Jak się przygotować do tej chwili? Będę wdzięczna jeśli podzielicie się z nami swoimi refleksjamipozdrawiam serdecznieJustyna Dąbrowska
    • Gość edziecko: baltazar Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 28.11.02, 09:48
      Nie jestem pewien, czy jest to dobry pomysl dla kazdego mezczyzny. Mysle, ze taka decyzja powinna byc podjeta wspolnie. Moze jest tez tak, ze nie kazda kobieta chce obecnosci swojego partnego w tej chwili. Generalizowac wiec nie mozna. To rozwiazanie, ktore dobre jest dla mnie, niekoniecznie jest rozwiazaniem uniwersalnym. My rodzimy w lutym 2003 i mowiac szczerze nigdy nie rozwazalem mozliwosci wycofania sie z sali porodowej.... Nie oznacza to oczywiscie, ze jestem wszystkiego pewien. Co do jednego nie mam jednak wątpliwości: kocham moja zone i chcemy wspolnie dzielic radosci i bole.Pozdrawiam wszystkich ojcow przygotowujacych sie do porodu.
      • Gość edziecko: JacekN Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 28.11.02, 13:21
        Witam.Podzielam zdanie "baltazara" . Osobiscie bylem przy porodzie naszego drugiego syna i do dzisiaj mam obraz tamtych wydazen swiezo w pamieci , chociaz minelo juz 2,5 roku . Pozdrawiam i zachecam wszystkich niezdecydowanych tatusiow do wspolnego porodu. Powtarzam "ZACHECAM" , ale kazdy z Was nie powinien byc do tego zmuszany , tylko sam pragnac byc przy zonie w takiej chwili . Pozdrawiam Jacek
      • Gość edziecko: Bysiaczek Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 26.12.02, 22:54
        Po 8 latach małżeństwa, 2 niepowodzeniach ciążowych, w końcu mieliśmy mieć dziecko, którego mój mąż bardzo chciał. Chodziliśmy razem z mężem do szkoły rodzenia, przystał na to chętnie. Od początku wiedział, że chcę by był ze mną w czasie porodu, ale powiedziałam mu również, że będzie mógł w każdej chwili wyjść (on praktycznie mdleje na widok krwi).Poród był niesamowity - w Sylwestra wieczorem. Mąż SMSowo korespondował z balującymi znajomymi o postępach, pomagał mi (picie, masaże, toaleta, itp), było nam dobrze. Poród nie był ciężki ani skomplikowany, ja miałam się dobrze (dzięki znieczuleniu). Wytrwał do końca, sam przeciął pępowinę i pognał z małym na badania. Został z nami na noc. Byłam z niego dumna i bardzo mu wdzięczna, o czym mu powiedziałam. Pięć miesięcy później odszedł ode mnie, do tego momentu (od połogu) współżyliśmy ze sobą TRZY razy, ja czułam się wtedy jak przedmiot seksualny, nie było w tym miłości, radości, uczucia.Oczywiście wspólny poród nie był bezpośrednią przyczyną odejścia męża (i nie będę tu o tym pisać), ale wśród powodów, które mój mąż wymienił, był też wstręt seksualny do mnie (a przez te 5 miesięcy bycia we troje starałam się dbać o siebie i mąż wiedział, że jest dla mnie ważny i dziecko nie "wyrzuciło" go z mojego serca i głowy). Mąż nie był w stanie/nie chciał doprecyzować co takiego się stało. No i siedzi we mnie bolesna myśl, że wspólny poród przyczynił się w znaczym stopniu do rozpadu mojego małżeństwa.Powyższe piszę po to by ludzie zdawali sobie sprawę, że istnieje też druga strona medalu.Gdybym miała po raz drugi podjąć decyzję co do wspólnego porodu, osobiście chciałabym by kochany mężczyzna, ojciec dziecka był ze mną. Jednak, nawet gdyby on chciał być przez cały czas, chyba kazałabym mu wyjść w momencie rozpoczęcia wypierania.Pozdrawiam,Chalsia
        • Gość edziecko: sisi Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 26.12.02, 23:05
          Odpisuję Ci bo zrobiło mi się smutno, mysle ze mozesz byc pewna iz nie wspolny porod byl przyczyna rozstania. To musialo juz gdzies tkwic wczesniej.Moj malzonek zapieral sie ze przy porodzie byc nie chce i juz. Takie sobie konserwatywne podejscie. W koncu jednak byl i nie zaluje - porod trwal bardzo krotko i teraz smiejemy sie ze nie zdązyl wyjsc. To czy sie kogos kocha czy zostawie z 5 misiecznym dzieckiem to juz osobny rozdzial i duzo powazniejszy problem - JEGO nie Twoj, Duzo zdrowia dla Ciebie i dziecka PA
        • Gość edziecko: Behemot Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 26.12.02, 23:16
          Chalsia niektórym facetom tak się dzieje po urodzeniu dziecka i myślę, że obecność przy porodzie nie miała nic do rzeczy. Wiele kobiet narzeka, że po urodzeniu się dziecka mężczyźni oddalają się od nich. Myśmy też parę lat starali się o dziecko, niespodziewanie ono się pojawiło, za rok drugie. Mojemu mężowi odbiło: stał się jakiś obcy, wszystko mu przeszkadzało, posunął się nawet do tego, że powiedział, iż nie chciał dzieci :gun: Na szczęście przeszło mu radykalnie i teraz się tego wstydzi :) Niestety znam przypadki, gdy niektórym nie przeszło... Niech żałują, tracą wiele. :hello: Gina
          • Gość edziecko: Bysiaczek Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 29.12.02, 21:53
            Sisi i Gina,Tak jak napisałam, wspólny poród nie był powodem rozstania, ale niewątpliwie wpłynął na podjęcie decyzji przez męża - jeśli czuł do mnie wstręt seksualny (i ja myślę, ze było to związane ze wspólnym porodem), to jeden z istotniejszych czynników łączących dwoje ludzi zniknął.Dzięki za współczucie i słowa otuchy.Pozdrawiam,Chalsia
    • Gość edziecko: Sailor Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 28.11.02, 16:24
      Podpisuję się pod wypowiedziami poprzedników. Każdy powinien to dobrze przemyśleć i być zdecydowanym a nie zmuszanym (podobno są takie przypadki). No i trzeba się upewnić, że żona nie ma nic przeciwko. Ja byłem cały czas przy żonie podczas narodzin naszego maleństwa. Moja żona twierdzi, że bardzo jej pomogłem. A ja? - zaproponowano mi własnoręczne przecięcie pępowiny i zrobiłem to, a w chwilę później lekarka podała mi zawiniątko z taką niesamowitą kruszynką. Czekaliśmy razem, aż mama zakończy poród. Nie zamieniłbym tych chwil na nic innego... :)PozdrawiamBartek
      • Gość edziecko: Edyś Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 28.11.02, 22:40
        Mój mąż był przy porodzie, chociaż ja na początku byłam temu przeciwna jednak mąż powiedział : "byłem przy wkładaniu będe przy wyjmowaniu" :0 . Ja uznałam ,że nie mogę mu tego odmówić. W sumie cieszę, się że był ze mną i przywitał jako pierwszy moją kruszynkę. Ja polecem każemu facetowi bycie z żoną, a dla mniej odpornych polecam wersję uproszczoną, wyjść tuż przed samym porodem i wrócić po szyciu żony i opatrzeniu bobaska. Pozdrowionka mama Karolinki.
    • Gość edziecko: Aannia Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 28.11.02, 22:45
      Witam,byłem przy porodzie naszej córeczki- Zosi. Mimo, że było to ponad 14 miesięcy temu, pamiętam ten dzień doskonale i nie zapomne nigdy. Trudno to opisać słowami. Nie uważam jednak, by wspólne porody winny być regułą. Jest to sprawa bardzo osobista i wymaga podjęcia decyzji przez oboje rodziców, a szczególnie matkę dziecka. To ona powinna mieć głos decudujący. Moda modą, a zdrowy rozsądek powinien wziąć górę. Zawsze. Drodzy ojcowie, nie róbcie niczego na siłę, nie "uszczęśliwiajcie" waszych żon, gdy sobie tego nie życzą, a poza tym pamiętajcie, że to nie wy jesteście najważniejsi! Pozdrawiam serdecznieŁukasz- mąż Ani i tata Zosi
    • Gość edziecko: magamaga0 Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 29.11.02, 18:17
      Nie wyobrażam sobie prorodu bez męża.. sama na sali, nie mam komu sie pożalić, komu ścisnąć ręki :-). Powiem krótko (a rzaem ze mną mój mąż!!!!!) - gdybyśmy sie nie zdecydowali na wspolny poród żałowalibyśmy do końca życia :-)Przecież nie chodzi o śledzenie akcji porodowej (od strony, że tak powiem "warsztatu") tylko o towarzyszenie żonie (towarzyszce życia) w jednym z najważniejszych momentów wspólnego zycia Marghe
      • Gość edziecko: Joola Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 30.11.02, 16:20
        Mój partner długo nie mógł zdecydować się na wspólny poród. Czuł się osaczony. Wszyscy Go o to pytali. Taka jest przecierz teraz "moda". Chodziliśmy razem do szkoły rodzenia. Obejrzeliśmy kilka filmów na ten temat. Do końca nie byłam pewna , czy będzie ze mną na sali porodowej. I stało się. Odeszły mi wody, a Piotr stanął na wysokości zadania. Był ze mną od początku do końca. To właśnie On pomógł mi w osttniej fazie porodu. Nie słyszałam nikogo, położnej , lekarza. Tylko Jego słowa otuchy. Czułam Jego wsparcie. Wiedziałam, że dam radę.A po porodzie :-). Powiedził, że nie żałuje swojej decyzji, że jest szczęśliwy. Że jest z nas baaardzooo dumny. A zresztą przeczytajcie sami : :-)Kocham Cię terazZupełnie inaczejTak jakoś pełniejTak jakoś bardziejKocham Cię terazI sercem i ciałemI całą dusząI jest wspanialeTen wiersz dostałam od niego na drugi dzień po porodzie.Zgadzami się jednak z poprzednimi wypowiedziami. Nie na siłę. I mama i tata muszą tego chcieć.Pozdrawiam wszystkich jeszcze niezdecydowanych tatusiów.Jola
    • Gość edziecko: Agnieszka.Z Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 01.12.02, 12:02
      mu też drugie nasze dziecko rodziliśmy wspólnie i mówięc szczerze nie wiem jakby to było gdybym nie miała przy sobie męża .Mówi się ,że drugi poród jest łatwiejszy i szybszy a u mnie było na odwrót.Miałam przez cały czas bóle krzyżowe i kto by mi masował plecki jak nie mój mąż??kto by mi dodawał otuchy gdy ja już wyłam z bólu ,jak nie mój mąż.!!! Nie rozmawialiśmy na ten temat z mężem ale wydaje mi się ,że gdyby cofnąć czas ,to do pierwszego porodu też by poszedł.Gdy przy jakiś spotkaniach towarzyskich poruszany jest temat wspólnych porodów to mój mąż zawsze jest "ZA".On wiedział ,że ja bym chciała aby był przy porodzie od początku do końca ale nigdy go nie zmuszałam do podięcia tej decyzji, A gdy przyszła ta chwila to pokazał ,że jest prawdziwym facetem (bez urazy dla tych co nie byli przy porodzie) i to on widział wszystko "od podszewki" i to tatuś pierwszy przywitał naszego synka .Jak już leżałam to widziałam jego spojrzenie na dziecko pełne miłości i ciepła....I po jakimś czasie przyznał się ,że jak już wracał nad ranem do domku to łzy same ciekły mu po twarzy ....a muszę dodać ,że to rzecz niespotykana u mojego mężczyzny.Pozdrawiam aga :hello:
    • Gość edziecko: Lolinka Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 02.12.02, 17:46
      Powiem tak: każdy normalny facet powinien być obecny przynajmniej przy narodzinach swojego pierwszego dziecka. Dlaczego? Obalę kilka mitów:1. Jest to widok nieestetyczny? Mąż czynnie uczestniczący w porodzie nie ma czasu rozmyślać o estetyce całego wydarzenia. Jeżeli o czymś myśli, to o tym, że bolą go ręce (od masowania krzyża) i kręgosłup (od dźwigania żony), a także pieką oczy (od wysiłku przy parciu).2. Traci się pociąg seksualny do żony? Podejmując się wspólnego życia ludzie decydują się trwać przy sobie w każdych okolicznościach. Dlczego niby moja żona ma nią być tylko wypoczęta i piękna, a gdy ją boli miałbym się jej wyprzeć?3. Wystarczy personel? W idealnej sytuacji położna i lekarz pomogą i to bardzo, ale nie znam nikogo, kto miałby ochotę przez 12 godzin być przy obcej pacjentce przez cały czas, co chwila chodzić do toalety, robić niezliczone kilometry po korytarzu, masować, przytulać i co chwila wyznawać miłość. To może zrobić tylko mąż.Nie mam ochoty mówić o mistycyzmie wspólnego porodu, wyjątkowych więziach itp, bo nie tak to czuję. Dla mnie jest to taka "zwykła" miłość, odpowiedzialność za żonę i powołane do życia dziecko, a poza tym kolejne ciekawe doświadczenie. Byłem przy narodzinach córki i nigdy nie będę tego żałował.Piszący z konta żony, Aggeusz Kalisz
    • Gość edziecko: Daddy Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 03.12.02, 12:19
      Jest upalne majowe popołudnie... Dzwoni telefon..."Przyjedź, zaczynamy..." - w głosie mojej żony wyczuwam spokój. Jadę. Skurcze sa regularne. "Proszę przenieść swoje rzeczy na salę porodową" - prosi położna. Pakujemy torbę, Nie jest lekka... Za oknem pachną kwitnące jeszcze owocówki...Jest ciężko, jest ból..."Podaj mi wodę", sam także piję bo zaschło mi w gardle...Masuję krzyż, trzymam za rękę... Fizycznie nie jestem w stanie więcej zrobić... ale jestem... Cichą muzykę zagłusza terkotanie KTG - a może nie zagłusza? Może gra razem z nią?Żona jest dzielna! Cieszę się, że jesteśmy razem... we dwoje... "Poprzyj teraz ładnie!" Jesteśmy już we troje..."Tata teraz idzie z dzidzią!, proszę przynieść kaftanik i pampersa!" Jaka ona jest śliczna... malutka i patrzy się na mnie... przecież my się dobrze znamy...kurcze, jak wygląda kaftanik, aaa... już wiem!Musze zapalić papierosa... pieniądze zostały gdzieś w czeluściach naszej torby. Pożyczam od położnej. Palę, samochody jeżdżą tak samo jak przed trzema godzinami, owocówki pachną może trochę mocniej, ale też tak jakoś zwyczajnie. Dziwię się... przecież stało sie coś ważnego nie widzicie?!? Jest ciepły majowy wieczór... Robię żonie kanapki... Odpoczywamy... we dwoje... we troje..."Dzięki Tobie bym sobie nie poradziła" mówi... Trochę nie chce mi się w to uwierzyć...Jest ciepła majowa noc... Zostałem tatą... Zostaliśmy rodzicami...Daddy :spookie:
    • Gość edziecko: skwarek Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 03.12.02, 15:35
      Poród rodzinny. Hmmm…. Dawno nie wspominałem. Ale w końcu, co mi szkodzi, prawda?Ja od zawsze chciałem uczestniczyć w porodzie. Anula (moja małżonka) była początkowo nieco sceptycznie nastawiona do tego pomysłu. Nie wiem, z czego to wynikało i szczerze mówiąc nie chciałem wiedzieć, bo wierzyłem, że w końcu da się jakoś przekonać. I się dała :). Z samych przygotowań do porodu pamiętam wspólne uczestnictwo w zajęciach szkoły rodzenia. Na początku byłem jedynym facetem wśród kilkunastoosobowej grupy „brzuchatych” mam. Głupio się czułem leżąc na podłodze obok żony i trenując oddychanie.Z czasem zaczęli przychodzić inni panowie. Łatwiej było zadawać pytania i dzielić się wątpliwościami. Nie żałuję tamtego czasu, bo na zajęciach dowiedziałem się, jak aktywnie mogę uczestniczyć w porodzie. Pokazano nam różne ćwiczenia, z których, jak się później miało okazać, chętnie skorzystaliśmy.W szpitalu, kiedy rodził się mój synek, starałem się być obok żony i spełniać jej zachcianki. Troszkę ćwiczyliśmy, troszkę spacerowaliśmy. Ogólnie (myślę, ze mogę tak powiedzieć) moja rola sprowadzała się do dawania oparcia w tym trudnym momencie. „Skocz po coś do picia”, „pomasuj mi plecy”, „rozmawiaj ze mną”. Starałem się jak mogłem. Wbrew różnym opiniom poród nie jest (przynajmniej w naszym przypadku nie był) żadną traumą estetyczną, czy zdarzeniem mogącym powodować u przyszłych ojców nocne koszmary. Te opowieści o mdlejących facetach, to chyba jakiś element szpitalnego folkloru. Wiem jedno. Narodziny Wojtka, to było coś, czego NIGDY nie zapomnę. Bo tej radości z niczym porównać się nie da. Byłem pierwszą osobą, jaką zobaczył na świecie (na lekarza i pozostały personel medyczny synek nie raczył spojrzeć). Od pierwszych chwil byliśmy razem! Cóż więcej można powiedzieć? Nie wiem, to trudno wyrazić słowami. Czy to pomysł dobry dla każdego ?? Na szczęście nie ma obowiązku takiego uczestnictwa i każdy może zadecydować sam. Jedyne, co mogę poradzić, to do niczego nie zmuszać, ani partnerki, ani siebie. Bo jak mawia poeta, … w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz”. My chcieliśmy :)Ukłonyskf.
    • Gość edziecko: Nexus Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 03.12.02, 22:44
      Rodzinny poród to dobry obyczaj, ponieważ zasadniczo za istnienie dzieciątka są odpowiedzialni obojga z rodziców, tak więc wypadałoby aby też zakończyli sprawę razem ;) Tym bardziej że chodzi tu o "nowe życie" - coś wyjątkowego.Czy to jest dobre dla każdego ? Chyba tylko dla ludzi którzy są w pewien sposób dojrzali emocjonalnie, nie wiem może bardziej dorośli.Ja na początku, nie będę ukrywał, opierałem się ale czym bliżej rozwiązania tym coraz mniej, czułem jak mój synuś kopał, widziałem go na USG.Jakoś tak głupio się czułem z myślą że mam ich zostawić samych.W końcu było nie było jestem jego ojcem dlaczego nie miałbym widzieć jak przychodzi na ten świat.Co było we mnie przeciw:1. Że to jakby bardziej kwestia kobiety (to właśnie ten staroświecki element)Co było za:1. Jako że to moje dzieciątko powinienem tam być.2. Moja żona może chcieć wsparcia.Przypomniało mi się jak to głupio jest gdy jedzie się na sygnale karetką do szpitala i tu i tam nie ma nikogo bliskiego.Kto by jakoś podniósł na duchu.Słowa pocieszenia personelu jakoś nie trafiają, nie pocieszają.3. Nie widziałem porodu :) A jest okazja zobaczyć czy w filmach nie kłamią ;)4. O rany moje dzieciątko rodzi się tylko jeden jedyny raz, trzeba być !Cóż mogę poradzić, to co wszyscy już pisali.Nie zmuszać się na siłę, działać w zgodzie z sumieniem.Szkoła rodzenia napewno się przyda bardzo, ja wprawdzie nie byłem ale przynajmniej wertowałem teorię w książkach.Nie żałuję tej nauki gdyż w pewnym momencie porodu, w zgiełku i lekkim zamieszaniu gdy personel gonił wokół łóżka, ktoś, nie pamiętam kto, rzucił do mnie w biegu: "Dobrze że pan tu jest proszę się zająć prawidłowym oddechem żony".Człowiek po przygotowaniu nie jest aż tak oszołomiony tym wszystkim, hukiem KTG, tym co mówią, co robią, na jakim etapie jesteśmy, jak oddychamy itd..Do czego się przydałem ? Moja żona bardzo się cieszyła że byłem przy obydwóch porodach, po pierwszym drugiego nie mogłem sobie już odmówić choć przyjemny nie był.Po pierwszym porodzie moja żona opowiadała mi że tak naprawdę docierał do niej tylko mój głos, opowiadałem jej później co robił personel.Czyli załapałem się na funkcję przekaźnika pomiędzy światem żywych a światem rodzących ;)Przy drugim, tym bardziej trudnym, na początku pomagałem rozłożyć łóżko ponieważ jak "akcja" się zaczęła to okazało się że wszyscy się gdzieś ulotnili, oprócz salowej, więc stałem się godnym asystentem salowej i prawą podpórką na nogę żony bo łóżko nawaliło.Pamiętam tylko że położna przybiegła jak główka była na zewnątrz, a pani doktor przybiegła jak położna już miała dzieciątko na rękach.Tak więc Panowie ! Zawsze się coś dla Was znajdzie :) Zawsze się do czegoś przydacie :)I teraz na koniec poważnie już całkiem.Nie bać się, wiem jak łatwo powiedzieć, ale strach nie jest przyjacielem staje się wrogiem, nie słuchać historyjek o okropnych porodach które czasami próbują wstawić złośliwie kumple, słuchać samego siebie, myśleć o potomku i żonie, że jest się w końcu facetem który za to odpowiada.
    • Gość edziecko: jakasia Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 05.12.02, 18:59
      Mój mąż zwiężle- tak.Po prośbie o rozbudowanie- to chyba również moje dziecko no nie?Mógłby za mną płakać jak by mnie nie było.....( och chłopy)Na serio mąż był dużym wsparciem i pomocą i on pirewszy mi powiedział...ma czarne włoski....to najbardziej pamiętam z całego poprodu.Ja od początku chciałam żeby mi towarzyszył on też więc tu nie było o czym gadać.Myślę że warto być razem choćby po to żeby w męskich oczach zobaczyć łzy.Ryzyko tej sytuacji- mój mąż mówi że to ON urodził to dziecko bo go bolały nogi..a ja w 20 min po porodzie mogłam iśc pracować w polu tak świetnie sie czułam.Pozdrowienia Kasia
    • Gość edziecko: dzadzyk Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 13.12.02, 17:19
      Tak sobie czytam lęki tatusiów i pamiętam, jak ja się bałem porodu Cleo. Niby byłem przekonany, ale jakoś tak cosik mnie gryzło, gdy o tym myślałem. Zupełnie niepotrzebnie, jak się później okazało. Gdy przyszło do porodu, kompletnie zapomniałem o swoich obawach. Inna sprawa, że personel, który asystował przy porodzie był bardzo fajny. Byłem prawie tak ważny jak moja żona. ;) A same wrażenia? Ludzie, pamiętam tylko uczucie kompletnego chaosu (jak coś mojej żonie się stanie, to pozabijam!), Cleo ściskającą moją rękę tak, że trzeszczały moje biedne kości i zaraz potem hop! i Michasia łypnęła na mnie jednym okiem. Fajne uczucie, zobaczyć własne dziecko. Pępowinę przeciąłem. W życiu bym z tego nie zrezygnował.Zupełnie nie ma się czego bać. Nie trzeba być twardzielem, żeby przejść taki poród. Gorzej jest później, jak trzeba się bobasem opiekować :)
    • Gość edziecko: SANI Re: ojciec przy porodzie?-do Skwarka IP: *.* 14.12.02, 19:46
      Witam!!!Przepraszam ,ze tutaj...Skwarek wracaj na forum ..brakuje mi waszych "rozmow" z eldadem....Sani(ciekawe czy jeszcze pamietasz?)
    • Gość edziecko: QUELLE Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 16.12.02, 15:45
      Moj maz tez byl ze mna przy porodzie.Pomimo ze nie chodzilismy do zadnej szkoly rodzenia,dal sobie swietnie rade i byl bardzo dumny z tego ze mogl przeciac pepowine.Przezywal bardzo narodziny naszej corki.Corka ma teraz 21 miesiecy,a on czasami wspomina ten dzien tak jakby bylo to wczoraj.Jest to niesamowicie wspaniale uczucie,kiedy mozna dizelic kazda chwile z ukochanym,bez wzgledu czy sa to chwile dobre czy te gorsze.Pozdrawiam Agnieszka.
      • Gość edziecko: Ewa21 Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 28.12.02, 09:23
        Moj maz mial pewne opory przed wspolnym porodem.Mowil ze chce byc ze mna ale nie czy chce byc do samego konca.Nie zmuszlalam postanowilismy ze w trakcie porodu zdecydujemy jak to bedzie.I wiecie co? mialam ciezki porod konczacy sie cesarka przy calkowitej narkozieZabrali mnie na sale operacyjna w ekspresowym tempie.A moj maz? prosil zeby mu szparke w drzwiach zostawic zeby mogl popatrzec jak Kuba sie rodzi.ja tego nie pamietam ale ciesz sie bardzo ze przynajmniej maz byl przy tym jak Kuba pojawil sie na swiecie.I teraz to on opowiada mi jak to bylo bo mi niestety nie bylo dane widziec ,pamietac...pozdrawiamEwa
        • Gość edziecko: ***Magnolia*** Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 30.12.02, 00:54
          Właściwie nie dyskutowaliśmy o tym, czy mąż będzie przy porodzie. Ta sprawa wyklarowała się jakoś sama i od razu było wiadomo, że będziemy rodzić wspólnie. Dla mnie był to duży komfort psychiczny, że mimo opowieści o trwających godzinami, straszliwych porodach i mdlejących mężach, mój mąż bez zbędnych słów dał mi tę pewność, że będzie przy mnie w każdej sytuacji.Bałam się porodu. Nie wiedziałam, jak wytrzymam ten ból, ale otuchy dodawał mi fakt, że nie będę sama.Wszystko potoczyło się dobrze. Po trzech godzinach od przybycia do szpitala, przywitaliśmy na świecie naszą Kruszynkę.Jestam wdzięczna mężowi, że stanął na wysokości zadania. Uważam, że poród rodzinny zbliżył nas do siebie. To wydarzenie jest naszym wspólnym przeżyciem i myślę, że to jest piękne, gdy się wie, że niezależnie od wszystkiego można liczyć na tę drugą osobę.A wszystkim wahającym się, przyszłym Tatusiom radzę przed podjęciem ostatecznej decyzji zastanowić się nad tym, że to ich żony muszą walczyć z fizycznym bólem i innymi problemami i nikt nie pyta je o zdanie, czy chcą w porodzie uczestniczyć, bo one muszą!Obecność męża jest naprawdę ważna.Pozdrawiam - ***Magnolia***
    • Gość edziecko: agab5 Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 01.01.03, 21:54
      mąż od samego początku nie chciał być przy porodzie, jego słynne "nie, bo nie". próbowałam prośbą, szantarzem emocjonalnym, przy nim rozmawiałam o tym z moją mamą i teściową, a do porodu coraz bliżej. któregoś dnia przestałam o tym mówić. kilka tygodni cisza. i znów rozpoczęłam kampanię:że nie wyobrażam sobie być sama na porodówce, że nie będzie przy mnie nikogo kto mi poda wodę, powie miłe słowo, każe mi "trzymać się", zaprowadzi do ubikacji.minął termin, wylądowałam na oddziale patologii, zdecydowano, że dostanę oksytocynę na przyspieszenie. umówiłam się z mężem, że MUSI być przy mnie, ale gdy faktycznie zacznę rodzić, to będzie mógł wyjść, albo zostanie, jak woli. no i co się okazało?! szybko zareagowałam na kroplówkę.a jego wciąż nie było. w ciągu 2 godzin urodziłam córeczkę, a mąż nie zdążył na poród.poprzedniego wieczora zabalował,potem wyłączył komórkę, żeby nikt go nie budził z imprezowiczów,jak już dobudzony jechał do szpitala, to miał kłótnię z policjantami- łapówkarzami, niewierzącymi, że żona rodzi wszystkie.a moje obawy sprawdziły się- BYŁAM SAMA,nie było nikogo kto by mi podał wodę, pomógł wstać i iść do ubikacji, wszłam po ścianach i w czasie powrotu z kibla mało nie zgóbiłam rodzącego się właśnie dziecka. A położne piły kawkę. na pewno inne miałabym wrażenia z porodu gdyby on był przy mnie. ZAWIÓDŁ MNIE!
    • Gość edziecko: mamamaxa Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 05.01.03, 13:11
      Kiedy zaszlam w ciążę moj mąż od początku był przekonany o tym, że będziemy rodzić razem. Dla niego było to zupełnie oczywiste. To ja miałam pewne, hmmm nawet duże obiekcje co do tego. Każdy wie, że sala porodowa to nie Park Rozrywki a facet może ciężko przeżyć rzeczy, które tam zobaczy. O czym mówię, każdy pewnie wie.... Dlatego jest to też sprawa pewnej dojrzałości mężczyzny. Nie każy akceptuje widok krwi, krzyki itp, i trzeba to zrozumiec. Mój mąż okazał sie cudownym facetem, kiedy czułam że skurcze mam coraz częstsze zadzwoniłam po Niego bez obaw. Bardzo mi wtedy pomógł. Poza ty wspólny poród zbliża małzonków do siebie. To tak, jakby razem przeżywać przyjscie na świat ukochanego maleństwa. To było dla nas niezapomniane przeżycie. Jeżeli zdecydowalibyśmy sie na kolejne malenstwo to "rodzilibysmy" RAZEMmamamaxa
    • Gość edziecko: tatus Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 05.01.03, 15:20
      Mnie niestety (ze wzgledu na bezpieczenstwo synka) nie bylo dane towarzyszyc mojej zonce przy porodzie. Zona miala cesarke a ja stalem przed sala operacyjna i to co przezywalem, to chyba wiedza tylko Ci tatusiowie, ktorzy byli w podobnej sytuacji. Mam jednak nadzieje, ze przy drugim dzidziusiu beda mial mozliwosc byc razem z NIMI, to dla mnie bedzie bardzo wazne. Ale potwierdzam opinie, ze decyzje o tym nalezy podjac wspolnie i zadna ze stron nie powinna naciskac na druga!!!
    • Gość edziecko: olaart Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 11.01.03, 18:20
      Wiecie, kiedy nie byłam jeszcze w ciąży oglądaliśmy wspólnie scenę porodu w "Pierwszym krzyku". Wtedy wspólnie zakrzyknęlismy "EEEE fuj!". Kiedy się okazało, że jestem w ciąży zapytałam, czy będzie ze mną w czasie porodu, ja zapewniłam go, że tego chcę ale właściwie decyzja należy do niego i ją uszanuję. Usłyszałam jedynie takie niezdecydowane bąknięcie "No...tak..." Wiedziałam, że on nie jest tego pewien ale nie naciskałam. Dopiero gdy spotkaliśmy znajomego, któremu właśnie urodziło się dziecko - jejku, on chyba z godzinę się zachwycał jak to fajnie przecinać pępowinę, jak to cudownie , wspaniale, jakie to niezapomniane, miał taki szalny błysk w oku gdy mówił o swoijej córeczce. Mąż patrzył się na niego z niedowierzaniem a po 6 miesiącach zachowywał się dokładnie tak samo :)
    • Gość edziecko: tata Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 15.01.03, 18:50
      Powiem tak sam niedawno zostałem tatą po raz drugi,przy pierwszym dziecku jak się rodziło nie uczestniczyłem poniaż uważałem jak większość panów za totalną bzdure,z perspektywy czasu żałuję,i myśle że każdemu Panuprzydała by się taka duża dawka emocji,i może bardziej docenią swoje żony jak zobaczą ile cierpienia i bólu towarzyszy przy narodzinach ukachanego syna czy córki.Panowie naprawde warto to bardzo zbliża zresztą sami się przekonajcie
    • Gość edziecko: E.T. Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 16.01.03, 06:22
      A ja swego meza zmusilam do pojscia na zajecia szkoly rodzenia i wspolnego porodu. Najpierw sie wzbranial twierdzac ze jak przyjdzie pora to bedzie w pracy ;) . Odmienilo mu sie dopiero po pierwszych zajeciach w SR. Pierwszy wyrywal sie do demonstracji, zabawial towarzystwo, a mnie ciagle kazal cwiczyc oddychanie (szlo mu lepiej niz mi :) ). I potem juz chcial byc przy porodzie, duzo mi pomogl. Dzieki niemu faza parcia trwala tylko 15 min.: ja bylam nieprzytomna od srodkow przeciwbolwych a on mowil mi jak mam oddychac, przec, a co najwazniejsze przypomnial mi o prawidlowej pozycji. No i powtarzal jak swietnie mi idzie nawet kiedy nie szlo wcale. Tylko wciaz nie wiem dlaczego probowal masowac mi nogi :) ? Chodzil tez po sali trzymajac sie za glowe: O moj Boze, o moj Boze :) :) Ale raz dwa trzy oprzytomnial kiedy doktor powiedziala ze widzi glowke: Naprawde? Moge zajrzec? Edyta, ona (spodziewalismy sie dziewczynki) ma twoje wlosy! I wtedy o mnie zapomnial :( . To on pierwszy trzymal dziecko, nakarmil i zaspiewal kolysanke. Zapytany twierdzi ze nie zaluje, przezycie jedno na cale zycie i ze bez mrugniecia okiem zdecydowalby sie jeszcze raz, zreszta nie takie rzeczy widzial (m.in czesci cial ludzkich gdy pomagal przy szukaniu ofiar po zamachu na WTC). Ale mowi ze rozumie ze nie kazdy mezczyzna moze zniesc taki widok (hej, widzial wiecej niz ja, a wcale nie wiem czy sama bym nie zemdlala!). Jestem bardzo mu wdzieczna ze sie nie wystraszyl, byl przy mnie i mogl byc przy dziecku od pierwszych momentow jej zycia. A jesli chodzi o seks to nie mogl sie doczekac i nigdy nie uslyszalam od niego zadnych "pociazowych" uwag, narzeka tylko na mala czestotliwosc.
    • Gość edziecko: alex.ws Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 21.02.03, 21:03
      Witam! powiem krótko: gdyby nie Artur, nie urodziłabym Matyldy. Jesteśmy zgodni: - to było niesamowite przeżycie..:)pozdrawiamy.
      • Gość edziecko: onolwa Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 03.03.03, 11:53
        16.04.2001 jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu. Żona dała mi syna, byłem przy niej kiedy rodził się ten cud. Płakałem, nie wstydziłem się łez, byłem dumny i szczęśliwy,że razem rodziliśmy, że to ja pierwszy trzymałem Bartusia na rękach, że wraz z żoną słyszałem jego pierwszy krzyk, płacz.Widziałem jak rodzi się nowe życie, któremu daliśmy wraz z żoną początek.pozdrawiam - tata Bartka
    • Gość edziecko: WLO Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 02.03.03, 16:03
      Mój Franek urodził się 14 lutego, i byłem pzy jego narodzinach, obiektywnie żecz ujmując jest to NAJSZCZĘŚLIWSZA chwila w moim życiu, nieżałuję tych godzin spędzonych z Żoną, przed porodem bo jak sama mówi bardzo jej pomogłem i czuła się bęzpiecznie, a ja zobaczyłem jak Franek się urodził i jak wydał z siebie swój pierwszy krzyk. Naprawdę teraz wiem że gdybym nie zdecydował się na Rodzinny poród to żałował bym do końca swojego życia (choć się tego bardzo bałem i żartowaliśmy sobie twierdząc że zamówimy niskie łóżko porodowe, aby żona mogła mnie trzymać za rękę jak będe leżał zemdlony na podłodze)A tak naprawdę to było super.
    • Gość edziecko: bartc Re: ojciec przy porodzie? IP: *.* 30.03.03, 15:11
      Witam!!Jestem szczęśliwym ojcem malutkiego Łukaszka. Byłem przy nim w chwili narodzin i nie zamieniłbym tego doświadczenia na nic innego.Kiedy dowiedziałem się, że będziemy mieli dziecko byłem baaaaardzo szczęśliwy. To po prostu był już ten czas i w tamtym momencie posiadanie dziecka było moim największym marzeniem. Zaczęliśmy robić z żoną różne plany odnośnie narodzin naszego dziecka, między innymi zdecydowaliśmy się na poród w szpitalu w Sokółce. W związku z tym wynikła kwestia wspólnego porodu. Muszę się przyznać, że początkowo miałem mieszane uczucia. Nie bałem się, że nie wytrzymam, zemdleję albo zwymiotuję ;P. Bardziej chyba przerażała mnie myśl o patrzeniu na cierpienia mojej żony i o mojej bezsilności w tej chwili. Później zacząłem odczuwać pewną presję ze strony mojej żony, jej przyjaciółek i.... mojej mamy: masz być przy porodzie. Skutek był odwrotny - powiedziałem zdecydowane NIE - nie będzie wspólnego porodu - będzie tradycyjnie - żona będzie rodzić a ja z qmplami będę wznosił toasty za zdrowie jej i dziecka. Moje twarde postanowienie po raz pierwszy zmiękło po pierwszym badaniu USG. Kiedy zobaczyłem na ekranie monitora malutkie ciałko i usłyszałem bicie serduszka, wtedy dotarło do mnie, że coś się zmieniło - życie nabrało nowego sensu. Po kolejnej wizycie okazało się, że Julka raczej będzie chłopcem tongue_out (co było pewnym zaskoczeniem i kłopotem zarazem, gdyż pewni byliśmy, że to będzie dziewczynka, a dla chłopca jeszcze przez baaardzo długi czas nie mogliśmy znaleźć imienia), a ja byłem coraz mniej pewny, że nie mam ochoty na wspólny poród. Oficjalnie jednak moja postawa była na NIE.Przełomem okazała się szkoła rodzenia. Kiedy pewnego wieczora samotnie wracałem z ostatnich wspólnych wykładów uświadomiłem sobie, że teraz wiem o porodzie znacznie więcej i wiem jaka jest najważniejsza rola ojca w tym momencie - być z żoną i dzieckiem - po prostu być. Poznałem fizjologię porodu, a moja żona była bardzo optymistycznie nastawiona do tego wydarzenia. Słowem – pani w szkole rodzenia spisała się na medal (za co jej baaardzo dziękuję). I właśnie wtedy postanowiłem, że będę przy narodzinach mojego synka.Kiedy dokładnie miesiąc przed terminem rozwiązania żona zadzwoniła do mnie do pracy i powiedziała: „Bartek – jak mnie nie będzie w domu to znaczy że rodzę”, zdębiałem na moment. Przecież to jeszcze miesiąc. Po chwili namysłu zwolniłem się z roboty i popędziłem do Białegostoku, a raczej popędzałem kierowcę samochodu marki Audi 100 na białoruskich blachach (któremu również dziękuję za to że nie wysadził mnie po drodze ;) ). Kiedy dotarłem do ginekologa okazało się, że mam zabrać żonę do szpitala. Oczywiście poród w Sokółce odpada gdyż i tak dziecko by zostało przetransportowane do Białegostoku. Zostawiłem żonę szpitalu i wróciłem do domu przebrać się i coś zjeść. Nagle zadzwonił telefon i jakaś położna powiedziała żebym przyszedł do szpitala – zaczął się poród.Bez zastanowienia się poszedłem tam, a na miejscu zastałem uśmiechniętą żonę chodzącą kroplówką po korytarzu. Wtedy po raz pierwszy pomyślałem sobie: „dlaczego jesteśmy tacy spokojni, tacy pewni siebie, że wszystko będzie dobrze??”. Od momentu, kiedy przyszedłem do szpitala do momentu, kiedy żona poprosiła o znieczulenie minęło ok. 1,5 godziny. Początkowo znieczulenie nie wchodziło w rachubę, ale Ula mówiła, że jest już ciężko, a godzinę temu miała dopiero 3 cm rozwarcia. Poprosiłem, więc położną o znieczulenie. Za chwilkę pobrano krew do badania i sprawdzono rozwarcie…… i okazało się że jest już 9 cm i że są już skurcze parte. Dalej poszło już bardzo szybko. Przy okazji… to dziwnie zabrzmi….ale …. BYŁEM PEDAŁEM I JESTEM Z TEGO DUMNY :) . Okazało się, że przy fotelu porodowym brakuje jednego pedała służącego kobiecie do zapierania się podczas parcia. Więc bez zastanowienia się zaoferowałem swoją pomoc i już po chwili podtrzymywałem nogę mojej żony, jednocześnie znalazłem się na „pierwszej linii” i miałem przed oczami całe „przedpole”. Za chwilę zobaczyłem czubek główki maleństwa, więc powiedziałem Uli żeby jeszcze nie parła przez chwileczkę, bo wokół trwała krzątanina związana z przygotowaniem do porodu. W końcu wszystko już było na miejscu i po drugim dobrym parciu Łukaszek przyszedł na świat i wydał pierwszy krzyk.Długo się nim nie nacieszyliśmy, bo jako wcześniak został zabrany do inkubatora. Później pomagałem Uli przejść przez szycie (które było gorsze niż sam poród), a następnie pomogłem jej zjeść kolację i zostałem z nią na sali aż do czasu kiedy została zabrana na oddział. W nocy spałem spokojnie i nie miałem żadnych koszmarów ;P .Jak już mówiłem wcześniej – wspaniałe przeżycie, ponoć spisałem się b.dobrze i bardzo pomogłem – cieszę się. Jeżeli będziemy mieli kolejne dziecko to już nie będę miał wątpliwości – na pewno będzie to wspólny poród. Cóż mogę powiedzieć innym przyszłym ojcom z dylematem: wspólnie czy nie?? Powiem, że naprawdę warto, jednak tylko pod warunkiem, że sami dojdą do tego, że tego chcą. Uważam, że bycie przy porodzie dziecka pod przymusem może wyrządzić więcej złego niż dobrego, dlatego dorośnijcie do decyzji.
    • sebastian_t Re: ojciec przy porodzie? 04.04.03, 14:20
      pewnie sie bede powtarzal, ale tak, tak i tak (pod warunkiem, ze jest to wlasna
      i nieprzymuszona wola Ojca)

      bylem przy porodzie naszych chlopakow. pamietam to, jakby dzialo sie wczoraj.
      balem sie, to fakt. ale bardziej balem sie, czy wszystko pojdzie jak trzeba,
      niz o swoja reakcje. i gdy uslyszalem slowa lekarzy "bierzemy sie do roboty",
      zobaczylem, jak zwieraja "szeregi", splynely ze mnie wszystkie obawy, pozostal
      tylko i wylacznie spokoj oraz przeswiadczenie, jakas mysl w glowie, ze teraz
      tylko Zona jest wazna i na niej mam sie skupic.
      nie bylem, jak to ktos napisal "na pierwszej linii", stalem za plecami Zony,
      ale mimo wszystko niemalze czulem calym soba kazda chwile porodu - najpierw
      Andrzeja, potem Kamila.
      potem pognałem pilnować, czy lekarze odpowiednio sie chlopcami zajmuja wink

      przezycie niezapomniane, jedyne takie mozliwe, i na pewno bede uczestniczyl
      przy kolejnym porodzie (jesli bedzie wink )
Pełna wersja