Czy to w ogóle możliwe?

13.12.06, 10:52
Jestem z mężczyzną, którego bardzo kocham. On mnie również, chociaż z
pewnością zbyt rzadko mi to okazuje. Zaczęliśmy być razem gdy moja córeczka
miała jakieś osiem miesięcy. Był do niej bardzo ciepło i opiekuńczo
nastawiony. Oboje bardzo zaangażowaliśmy się uczuciowo, momentalnie
zapragneliśmy jaszcze jednego dziecka. Po 10 miesiącach urodził sie synek.
Przez okres ciąży M. szkolił się, by uzyskać pracę. To był bardzo nerwowy dla
mnie okres. Byłam w ciąży, zajmowałam się roczną córką i miałam cały dom na
głowie, do tego do 7 miesiąca pracowałam zawodowo. On nie mógł nic robić,
mówił że się uczy i może się skupic tylko i wyłącznie na tym. Krzyczałam,
błagałam, płakałam niewiele to pomagało. Za każdym razem obiecywał poprawę,
potem o tym zapominał. ZYcie toczyło sie dla mnie dalej. Po narodzinach synka
ten stan sie utrwalał, co prawda M. obiecał ze jak tylko prace dostanie to
wszystko sie zmieni, ja po nieprzespanych nocach w ciąży, nieprzespanych
nocach w połogu, z nadmiarme obowiązków domowych, zazdrosną córeczką, wpadłam
w depresję poporodową. Nie chciałam karmić piersią synka, po
miesiącu "przekazałam" go niani sama zajęłam się córką (co akurat na dobre
wyszło, ja trochę odetchnęłam, córka się przyzwyczaiła do nowej sytuacji). Po
dwóch miesiącach zajmowania się dziećmi, nie wytrzymałam tego napięcia. Przy
braku wsparcia ze strony M. postanowiłam zatrudnić nianię drugą i wrócić do
pracy. Pomogło zachować równowagę. Dzień mój wyglądał tak: 5.00 rano budzi
się córka na mleko, zasypia, 5.30 syn budzi się na mleko i zabawę, zasypia o
7. O 7 wstaje córka - bawimy się do 9. O 10.00 jestem w pracy. O 16.30 z
powrotem w domu, zdejmuję żakiet i biegnę z córką na plac zabaw. Po powrocie
troche zabawy z synkiem, kąpiele i spanie. W nocy 3-4 pobudki. I tak
cocdziennie, w weekendy zajmuję się dziećmi sama lub sama z pomoca niani. M.
prace dostał, po stresach musiał odpocząc. Odpoczał, ale zaczął pracować.
Zatem musiał się wysypiac w nocy i relaksowac sie w dzien, głównie przed TV.
Kłótnie narastłąy i narastaja zreszta w dalszym ciągu. Co udało mi sie
wywalczyc to od 6 m-ca zycia syna wstaje i robi mu mleko, karmię ja. Poniewaz
od dwóch miesięcy pracuje w innym miescie (1,5h jazdy) zdarza sie ze z 1 lub
2 razy w tygodniu zajmie się synkiem przez 1/2h rano. Traz mój dzień wygląda
tak wstaje o 5 - bawię się z synem, zaraz potem wstaje córka. Ubierania,
przebieranie. 6.30 jest niania, ide sie kapac, ubierac, jade do pracy.
Wracam, zabieram sie za córkę lub o ile uda mi sie wrocic wczesniej za corke
i synka. W nocy w dalszym ciącu mam od 2 do 4-5 pobudek. W weekendy dalej
zajmuje dziecmi juz bez niani. Najgorsze jest to ze nawet jak mam delegacje
lub naprawde ciezka podróz za soba to M. nie wzrusza i tak ja wstac musze, bo
jemu nie pozwala na to jego "fizyczność". Krzyczy ze moze sie zajmowac
dziecmi cały dzien ale nie rano. Wdzien jest zniecierpliwiony, nie chce mu
sie chodzic z nami na spacery, uczestniczyc w zabawach, najchetniej siedzi w
internecie lub przed TV. NIe gotuje, nie sprząta, nie ma zadnych obowiązków
poza pracą (1,5 tygodnia w miesiącu ostatnio jakby zliczyć, ma większość dni
wolnych) i od czasu do czasu robi zakupy. Większość spraw " do załatwienia"
tez zrzuca na mnie. Rachunki, parking, opieka nad dziećmi, listy zakupów,
zakup mieskzania itd. Zarabiam więcej od niego - moze to go teraz tak
frustruje ze zaczął bardzo duzo jesc i wrzeszczy, ze na wstawanie rano nie
pozwala mu jego fizycznośc. Czuje sie jak cyborg, zwłaszcza ze jak mu krzycze
ze potrzebuje tez wypocząc - on mi na to jednym zdaniem "ty nie umiesz
wypoczywać". JEstm juz załamana, dzieci cierpią bo robie sie coraz bardziej
nerwowa, w zasadzie to chyba juz mam nerwice. I pytamn czy to w ogóle
możliwe, żeby wytłumaczyc mężczyżnie ze dzieci to nie zabawki, ze ciezar
opieki nad nimi jest nasz obopólny. Jestem atrakcyjną kobietą, mam świtną
pracę i zarobki i..... nie radze juz sobie z tym wszystkim. Boje sie, ze
przez moje nerwy skrzywdzę dzieci. Zastanawiam si enad pomoca u psychologa.
Czesto łapię się na tym, że cieszę się jak go nie ma w domu bo przynajmniej
wtedy nie czuje zalu gdy widze jego wylegujacego sie na fotelu, podczas gdy
ja czesto nie mam czasu na zrobienie siku. Dodam, ze jak mam czas to robie
dla całej rodziny pyszny obiad i dbam o siebie. Wiec o co tu chodzi? Czy ja
chce za wiele? Czy powinnam zacisnac zeby i dla dobra dzieci zyc tak dalej?
NO rzygac sie chce!
    • cooky1 Re: Czy to w ogóle możliwe? 13.12.06, 12:56
      Ja ci bardzo współczuję i myśle że to jest mozliwe zeby męża zmobilizować do
      wspólnego zamiennego opiekowaniem się dziecmi i ustalic jego obowiazki domowe.
      Mój mąz też dużo pracuje, mamy dwóje dzieci, ja pracuję, mamy nianię. Ale kiedy
      wracam do domu przejmuję obowiązki po niani i dochodzą mi nowe - te domowe. Ale
      kiedy widzę że mąż nie jest zajęty, to prosze o pomoc mi ale często muszę mu
      o tym przypominać. Mężczyźni chyba maja coś takiego w sobie, że wydaje mi się
      że jak kobieta jest w domu to sobie ze wszystkim poradzi. Tak pewnie i jest
      ale niestety my to też ludzie i mamy prawo do zmeczenia. Ja na szczęście nie
      zajmuję sie żadnymi rachunami, opłatami ale zakupy sprzatanie i opieka nad
      dziećmi (taka grupsza) nalezy do mnie. Ale np w sobotę, zawsze sprzątamy razem,
      kiedy chcę wyjść do koleżanek albo kosmetyczki to mąż zajmnie się dziećmi, ale
      jak wracam do domu to mam sprzątanie po nich do wieczora.
      Ja zaakceptowałam, że dom i dzieci należą do moich obowiązków i nie mogę
      wymagać żeby on zajmował się sprzataniem codziennym czy codzienną opieka
      dziećmi .
      Ale nie nalezy zapomnieć że jakieś obowiązi nasi mężowie powinni mieć, a na
      prawdę dobrze jest robic pewne rzeczy razem np, sprzątanie:ty myjesz łazienkę a
      on niech odkurzy, ty gotujesz to niech on przyniesie ziemniaki i je obierze
      będąc z tobą w kuchni. Jeśli nie umie odkurzać (ale nie wydaje mi się) ale
      jeśli nawet to w tym czasie wyślij go na spacer z dziecmi, bo po zakupy to
      chłopy nie lubią chodzić(to wiem z doświadczenia).
      Takie obowiązki powinny być standardowe spróbój od takich małych rzeczy, jeśli
      będzie się od nich wykręcał to niestety musisz "cisnąć z grubej rury" . A jeśli
      nie będzie ci chciął na prawdę w niczym pomagać , to nic dla niego nie rób( nie
      prasuj koszul, nie pierz, nie gotój. Może zwroumie że bez ciebie nie poradzi
      sobie, a jeśli on nie będzie ci pomagał to pewnie z aniedługo padniesz z
      wyczerpania i on będzie musiął wszystko robić.
      A pracą , to niech się nie wykręca, bo my kobiet wracamy z pracy zawodowej i
      zaczynamy drugi etat-gosposi domowej. I tak samo lubimy ten zawód jak ten
      pierwszy ale pod warunkiem ze nas ktos wspiera.

      Powodzenia,
    • p-iotr Re: Czy to w ogóle możliwe? 13.12.06, 22:23
      Miłość to wspieranie się wzajemnie. Skoro tego zaczyna brakować - zadaj sobie
      pytanie czy to nadal jest miłość, czy egoistyczne wykorzystywanie jednej osoby
      przez drugą. Pamiętaj że zawsze możesz mu wystawić walizki za drzwi. Zarabiasz
      dobrze, więc z głodu nie umrzecie.

      pzdr
      • p-iotr Re: Czy to w ogóle możliwe? 13.12.06, 22:26
        Aha - zaraz pewnie odpowiesz ze tak w ogóle to on dobry facet jest i bardzo
        kochasz swojego misia. Więc od razu Ci odpowiem - szanuj się Kobieto, bo gdy Ty
        się nie będziesz szanować to nikt tego nie będzie robił.

        pzdr
        • alice734 Re: Czy to w ogóle możliwe? 14.12.06, 08:58
          Małgosiu, ja myślę, że już nic z tego związku nie będzie. Znaliscie się
          króciutko, decyzja o wspólnym dziecku była bardzo pochopna, a potem kiedy emocje
          opadły, została naga prawda. On się moim zdaniem nie zmieni, za szybko pokazał
          swoje prawdziwe oblicze, myślę, że miły początek znajomości to była zwykła gra.
          To bardzo dobry pomysł, abyś skorzystała z pomocy psychologa, pomoze Ci
          przetrwać ten trudny czas, uporzadkować Twoje emocje, uczucia i spojrzeć na tą
          sytuację realnie. Nie krzywdz dłuzej siebie i swoich dzieci, pomyśl o nich
          przede wszystkim. Skoro poradzisz sobie materialnie, do dzieci masz pomoc niani,
          to wyrzuć tego człowieka z domu i zacznij życie jeszcze raz od nowa. I
          niestety, muszę to napisać, powinnaś wyciągnąć z tej lekcji wnioski na przyszłość.
          • breuszek Re: Czy to w ogóle możliwe? 14.12.06, 10:43
            alice734 przedstawiła rozwiązanie drastyczne.
            jednak przed nimi polecam 2 inne:
            jedno takie jak przedstawił(a) cooky1
            drugie - postawią męża przed faktem dokonanym i np o 8 rano w sobotę wyjśc na
            kilka godzin ot tak zostawiając dzieci z mężem. Albo zacznie sobie radzić albo
            sam Cię pozostawi.. wybór zostawisz jemu.
            • egon26 Re: Czy to w ogóle możliwe? 14.12.06, 11:00
              Albo zapatrzy sie na mecz i nie zauważy że dzieci bawia sie młotkiem lub
              nożami.
              Jak facet nie miał okazji zajmowąc sie dziećmi nie wymagajmy od niego że sobie
              od razu pordzai. Szkoda dzieci. Naprawde.
              • dsz27 Re: Czy to w ogóle możliwe? 14.12.06, 14:18
                Witaj,
                Podczas czytania twojego posta włos mi się jeżył na głowie...brry...Mam dwa
                wnioski.
                po 1. Musisz być bardzo silną osobą skoro to wszytsko tak długo wytrzymujesz.
                po 2. Akceptując takie zachowanie twojego M od samego poczatku dałas mu "ciche"
                przyzwolenie na taki a nie inny styl życia / bycia. Teraz może być trudno
                "przestawić" go na normalny tok rozumowania.

                Ja osobiście próbowałabym rozmawiać i tułmaczyć jak krowie na rowie. A jeśli to
                nie przynosiło by efektów zastosowałabym terapie szokową. Walizy za drzwi. Może
                zrozumie, że dom to nie hotel a dzieci to nie zabawki a życie nie polega tylko
                na zabawie i przyjemnościach.

                Tak czy inaczej życzę powodzenia
Pełna wersja