Czy tak postępuje kochający mąż?

09.01.07, 14:08
Powiedzcie panowie-ojcowie, czy to fair, że małżonek-tata baluje z kolegami
do rana w dyskotece, a ja w domu z dziećmi? Dodam, że to niby wyjścia
służbowe, ale do licha, czy one kończą się rano? Czy można takie rzeczy
akceptować? Dodam, że nie zabraniam wychodzić, tylko dlaczego nie wraca na
noc do domu, dlaczego mówi, że będzie o 24, a wraca o 5? Czy czepiam się,
skoro mąż bawi się na dyskotece, a ja w domu dzień po operacji i sama nie
mogę sobie poradzić? Tyle się we mnie zebrało, że kazałam mu sie wyprowadzić.
Teraz mnie przeprasza. Nie wierzę mu, tyle razy mnie zranił, nie ufam mu, dał
mi też powody, by podejrzewać go o zdradę, ale nie mam pewności i nie o to w
tym momencie chodzi. Tylko powiedzcie, czy tak postępuje kochajacy mąż?
    • strzelec0001 Re: Czy tak postępuje kochający mąż? 09.01.07, 14:16
      poprostu sie nie dogadaliscie na poczatku to wszystko a łzy i przeprosiny tu
      nic nie pomoga i nawet jak mu na złosc zrobisz tez nie pomoze tylko sobie
      bardziej zaszkodzisz i dziecku ... dlatego zawsze mówiłem ze najlepszy wiek dla
      nas facetów do stabilizacji jest 30 na karku ... mnie juz mecza imprezy
      dyskoteki poprostu sie przebawiłem i nie jedna juz zaliczyłem tak wiec jestem
      teraz szczesliwy ze mam kogo kochac i sie cieszyc kazdym dniem
    • ira.siad Re: Czy tak postępuje kochający mąż? 09.01.07, 14:20
      Przepraszam, że tak zapytam grubej rury. Braliście ślub kościelny ?
      • ipola Re: Czy tak postępuje kochający mąż? 09.01.07, 14:40
        Mamy ślub kościelny, jesteśmy 10 lat małżeństwem, mamy dwoje dzieci, wiązaliśmy
        sie z wielkiej miłości. Mamy oboje po 33 lata. To wszystko zaczęło sie wraz z
        awansem męża w pracy. Do tej pory próbowałam to wszystko znosić, ale ile mnie
        to kosztowało tylko ja wiem. Dodam, że ja też pracuję, cały czas, pomimo, że
        mamy małe dziecko, jestem zadbana, lojalna i to ja cały czas dbałam o ten
        związek, w każdym jego wymiarze, a jemu chyba zdawało się, że skoro ma żonę,
        która go kocha, to może robić wszystko, bo i tak będzie przy nim. Jestem bardzo
        rozgoryczona.
        • strzelec0001 Re: Czy tak postępuje kochający mąż? 09.01.07, 14:47
          tak jak mówiłem za szybko sie zwiazaliscie ... bo w pewnym momenice facetowi
          jest ciasno fakt kobiety i tu ukłon składam wielki potrafia wiele zniesc
          wyzeczen dla dobra ogułu ale tak naprawde brak rozmowy powoduje konflikt
          i "odłaczenie sie " od rodziny wiele osób stwierdza fakt mam zone dziecko to
          moge odejsc na boczny tor a co dalej ... jest ciezko tak wiec polecam tobie
          rozmowe
          • ipola Re: Czy tak postępuje kochający mąż? 09.01.07, 14:59
            Problem tkwi właśnie w tym, że rozmawiałam z nim wiele razy, obiecywał, że to
            ostatni raz i tych razów było wiele, wiele, aż do teraz, nie jestem w stanie
            już tego znieść, a on nawet nigdy mnie nie przeprosił. Związaliśmy się po 8
            latach znajomości i to on nalegał na ślub. Chodzi o to, że dla mnie to
            upokarzające, takie traktowanie.
            • egon26 Re: Czy tak postępuje kochający mąż? 09.01.07, 15:13
              Stara prawda mówi że człowiek docenia to o co starać sie musi. Inna stara
              prawda mówi że jak jedna osobo ciagle "ora" to wkońcu nie wytrzyma i padnie.
              Większość problemów jest spowodowanych właśnie naruszeniem tych dwóch zasad.
              Jeśli to ty bedziesz się ciągle starać a twój mąż nie bedzie musiał nie doceni
              tego - to jest taki paradoks ale bardzo się sprawdza. W końcu w jakimś czasie
              waszego wspólnego związku nie podołasz już sytuacji, przez nawarstwienie się
              twoich obowiazków lub chorobe i zacznie cię wszystko męczyć i wkór... za razem.
              I małżeństwo się rozleci. Wydaje mi sie że skoro jestescie partnerami w
              utrzymaniu finansowym domu- powinniście być też partnerami w związku, życiu
              rodzinnym. Te same obowiazki, przyjemności. Wiem że faceci czasem potrzebują
              wyjść i zalać ryja bez kobiet. Ale raz na pół roku wystarczy. Musisz wychować
              meża, samym głaskaniem nic z facetem nie zrobisz - czasem potrzebny jest bat wink
    • 18_lipcowa1 Re: Czy tak postępuje kochający mąż? 09.01.07, 15:04
      Tylko powiedzcie, czy tak postępuje kochajacy mąż?

      Moze i Cie kocha, temu nie przecze ale pozostawanie na noc poza domem zle o nim
      swiadczy.
      • strzelec0001 Re: Czy tak postępuje kochający mąż? 09.01.07, 15:24
        no nie postepuje ale nie obarczaj ze to wina rozmów i obietnic najwidoczniej
        ktos nie jest słowny poprostu
    • ira.siad Re: Czy tak postępuje kochający mąż? 09.01.07, 15:29
      O ten ślub kościelny to pytałem nie bez kozery bo zazwyczaj po kilku latach
      malżeństwa obie strony zapominają co czuły do siebie i co usłyszały w dniu
      kiedy brały ze ślub. Wszystko jest do uratowania a Ty nie jesteś pierwsza i
      ostatnia, która ma małżeńskie problemy. Problem leży raczej w pytaniu czy chce
      się robić coś żeby ratować małżeństwo czy lepiej zapakować bety i pójść sobie w
      świat z pieśnią na ustach "Znów się zepsułeś i wiem co zrobię ....".
      Nie bronię Twojego męża ale wydaje mi się, ze to co zrobił to nie jest znów
      jakaś tam wielka tragedia, żeby rozbić z tego poważny kryzys małżeński.
      Z drugiej strony dziwię się Wam kobietom (text nie pod Twoim adresem ipola), że
      zawsze w większości przypadków odrzucacie facetów którzy kiedyś bardzo was
      kochali a bierzecie sobie za mężów pięknych idiotów.
      Ktoś kiedy powiedział: Kobieta jest jak lilia: subtelny nie ośmieli się jej
      dotknąć - ale przyjdzie osioł i ją zeżre.
      • bj32 Re: Czy tak postępuje kochający mąż? 09.01.07, 15:37
        Ja jestem niewiastą płci żeńskiej i pojąć nie mogę jeszcze jednej rzeczy
        klasycznej u innych przedstawicielek płci tejże. To jest tak: znosiłam to pięć
        lat i już nie mogę! To przecież można powiedzieć od razu, a nie czekać latami
        aż się wielka zadra z duperelka zrobi. Ja mężowi wyjaśniam, że to czy tamto mi
        nie pasuje od razu. I nie ma problemu, że mu potem wypomnę: bo ty osiem lat
        temu cośtam, a on w ogóle nie pamięta. Raczej bywa odwrotnie, że on się taką
        małomównością wykazuje, ale wtedy duszę, aż powiesmile I jest spokój.
        • ipola Re: Czy tak postępuje kochający mąż? 10.01.07, 09:55
          Nie godziłam się na to, próbowałam to zmienić, za każdym razem mówiłam jak
          bradzo mnie to boli, ale kolejne próby kończyły się fiaskiem. Teraz nie
          wytrzymałam. Poza tym on w ogóle się nie stara, tak było mu wygodnie.
          • johnnysixcannons Re: Czy tak postępuje kochający mąż? 10.01.07, 23:25
            No i dostał żółtą kartkę.Teraz daj mu pomyśleć.Nadesz ła pora,żeby coś wybrać.
          • bj32 Re: Czy tak postępuje kochający mąż? 10.01.07, 23:36
            Ipola, ja nie piję tu do Ciebie. Ale generalnie do panów to czasami można sobie
            zagadać się na śmierć. Na brzęczącą żonę się wyłączają i tyle. A niektóre panie
            brzęczą, brzęczą i brzęczą... aż im się słuchanie własnego głosu znudzi. I
            wtedy jest wszechzdziwienie, bo pan nigdy nic nie słyszał. To trzeba jak do
            dwulatka nieraz: złapać za ramionka, spojrzeć w oczęta i wyskandować "hej,
            mistrzu, mówię do Ciebie, więc się skup".
            A Tobie wcale się nie dziwię, że Ci nosem wyszło.
    • ipola wyprowadził się 16.01.07, 13:32
      Wyprowadził się, a ja musiałam wziąć na swoje barki rozmowę z moimi i jego
      rodzicami, no i ze starszą córką. On nie odezwał się słowem. Nie zabraniam
      przychodzić do dzieci, więc przychodzi codziennie. A co ze mną? Chciałby
      wrócić, ale tylko dlatego, że tęskni za domem, niekoniecznie za mną. Myślałam,
      że jeśli mnie kocha, zrobi wszystko, by to okazać, ale nie. Wczoraj został na
      noc, bo jestem chora i nie miałam siły zająć się małym dzieckiem, a musiałam
      dziś iść do pracy, a on jak tylko zgodziłam się na jego ofertę pomocy,
      powiedział, że wyskoczy na chwilę na piwo. To tak miała wyglądać ta pomoc?
      Chyba pomyślał, że skoro się zgodziłam, to wszystko jest ok, będzie po staremu.
      Wstyd mi, że byłam tak naiwna. Myślałam, że mnie jednak kocha. Przykro mi.
      • oliviaaa1 Re: wyprowadził się 16.01.07, 14:17
        każda się nacierpi, wurzuci faceta a potem liczy na to, że on wróci. nic się nie zmieni wtedy przeciez. to co, sama aplikujesz sobie kolejne lata z mężem, który będzie łaził na balety?? mojej kuzynki tez tak lata, mają dwójke małych dzieci, i tyle tylko, ze wszyscy jej współczują a ona siedzi w domu, ma 25 lat i tez by cos mogła miec z tego zycia. . . co z tymi facetami sie dzieje...
        • oliviaaa1 Re: wyprowadził się 16.01.07, 14:19
          ja bym zdecydowanie wyrzuciła. znalazła jakiegoś, który umiliłby mi czas..a nie takiego co ...ah,szkoda gadac.
      • egon26 Re: wyprowadził się 16.01.07, 14:19
        Smutne. Choc wiesz teraz przynajmniej wiesz co masz i na czym stoisz. Łudzić
        jest się fajnie ale moim zdaniej wcześniej czy później sprawa by sie rypsła. A
        tobie łatwiej bedzie ułożyć sobie życie z kimś teraz niż za 10-15 lat. Choć ta
        wyprowadzka to też może byc gra. Mój ojciec wyprowadzał się z hasłem - jeszcze
        bedziesz mnie prosić bym wrócił. Mama jakoś nie prosiławink Potem straszył ją
        rozwodem. Nie wystraszyła się, aż w końcu się rozwiudł i mamy go z głowy.
        Jeśli masz jeszcze nadzieje, to bądź uparta, twarda w swoich postanowieniach,
        ale też dawaj mu furdkę by miał którędy do ciebie wrócić, ale nic za darmo -
        niech się właczy do budowania szcześci rodzinnego. Sama go nie wybudujesz.
        Możesz mu troche przykręcić szpile i poprosić go by kiedyś zajoł się dziećmi
        wieczorem, ubrież sie tak by zaczoł się ślinić. A gdy cię bedzie pytał gdzie
        idziesz odpowiesz tylko ze na spotkanie ale z kim i gdzie to już nie jego
        sprawa. Czasem potrzebne są elektrowszcząsy by ożywić miłość. I nie są to puste
        słowa. Ta rada - do obu pułci- uratował już pare znajomych mi zwiazków. Mój
        chyba zresztą też.
        • ptasia30 Re: wyprowadził się 16.01.07, 14:31
          Witaj.Zgadzam się z egonem.Wyjdź z domu!Odwal się jak nigdy,weź samochód i nic
          nie mówiąc najlepiej gdzie-jedź chocby do kolezanki na plotki.Ty się
          zrelaksujesz,on niech zrobi sam kolacje,dzieci uśpi,poodrabia z nimi
          lekcje...itp.Mówię ci dobry pomysł.Najlepiej nie odbieraj jego telefonów i wróć
          w nocy.Kilka takich wypadów i albo pomoże albo..zobaczysz
          sama.Powodzenia.Napisz tylko sms że wszystko ok,żeby na policje nie dzwonił!
        • bj32 Re: wyprowadził się 16.01.07, 16:49
          Egon to prawdziwy poeta. Ale ma rację i go słuchaj. Tym bardziej, że nikt Ci
          tak nie doradzi w sprawie faceta jak inny facet
          • egon26 Re: wyprowadził się 16.01.07, 16:53
            No no. Poezji swojej jeszcze nie publikowałem - a powiem wam w sekrecie że mam
            mały dorobek wink
            • bj32 Re: wyprowadził się 16.01.07, 17:00
              Mam tylko nadzieję, że nic po wdzięcznym tytułem "Kac..."
              • egon26 Re: wyprowadził się 16.01.07, 17:09
                Nie to akurat nie moje, ale mam coś humorystycznego również dla ciebiewink
                Natchniony niestety reklamą. Cytuje:
                "Leci pies przez pole lecie pies do wója,
                kiedy go dopoadnie, ugryzie go w ...."
                Jak mnie brat wkuży przed następnymi jego urodzinami to naucze małego by mu to
                powiedział skałdajac życzeniawink.
                • bj32 Re: wyprowadził się 16.01.07, 17:54
                  Pięknesmile Sam sobie zgadnij, kto pisze wiersze o wdzięcznych tytułach, albo Ci
                  na czacie powiem.
                  A możesz też sam wiersz powiedzieć:
                  Mój braciszku, mój ty drogi, chodź, powąchaj moje nogi.
                  Jeśli nie dasz mi śniadania dam Ci gacie do wąchania.
                • bj32 Re: wyprowadził się 16.01.07, 17:55
                  Ale my to powinniśmy pisać w dyżurnym, bo tu jest o czym innym...
    • ipola co robić? 18.01.07, 14:17
      Chciałam podjąć z nim rozmowę, co dalej zamierza, chciałam wiedzieć, czego mogę
      oczekiwać, a on? Miał rano przyjść do małej, bo ma urlop, a ja do pracy, a tu
      proszę, przysłał swoją mamę, czyli teściową, i to dlaczego nie mógł przyjśc?
      Wczoraj z koleżkami chlali do późna i nie był w stanie rano się zebrać, a
      teściowa jeszcze go kryła, że niby taki zmęczony i nie chciało mu się wstać,
      dlatego ona przyszła. Sam się przyznał, kiedy do niego zadzwoniłam. Jestem
      wściekła, a on jest wściekły na mnie, że mam jakieś żale. I kto tu jest
      pokrzywdzony?
      • ipola Re: co robić? 18.01.07, 14:20
        Panowie, powiedzcie, co to ma znaczyć? Niedługo wracam do domu, a on tam już
        dotarł, nie wiem, co mam powiedzieć, do niego nic już nie trafia, absolutnie
        nie czuje się winny. Miał się starać odzyskać moje zaufanie, a tu taki numer.
        • egon26 Re: co robić? 18.01.07, 14:42
          Tak z boku wygląda na to że miłość diabli wzieli. Wiec albo posłuchasz nas i
          zrobisz mu szok termiczny jak się facet dowie że ty też potrafisz gdzieś wyjść
          i nie bedzie wiedział co robiłaś i z kim. I moze zazdroś zmotywuje gościa do
          działąnia i przypomni sobie jak bardzo Cię kocha, gdy będzie widział że może
          Cię stracić.
          A co ja bym sobie myślał na jego miejscu: "Coś fika, ale pokaże jej że to ja tu
          żądze, przetrzymam ją, wróci do mnie na kolanach, nie bedzie mi baba zabraniała
          wychodzić z kumplami. To moje życie. Dziećmi i domem niech się ona zajmuje."
          Oczywiście gdybym był na jego miejscu - na szczeście jestem na swoim wink
        • bj32 Re: co robić? 18.01.07, 14:44
          Decyzję musisz podjąć sama. Ale ja bym sobie takiego faceta odpuściła. Nie robi
          wrażenia, jakby chciał coś zmienić czy naprawić...
        • ira.siad Re: co robić? 18.01.07, 14:45
          Do takiego faceta, niestety trzeba mówić DRUKOWANYMI literami. Jeszcze raz
          powtórzyć mu co Ci się nie podoba ww jego zachowaniu i równocześnie z nakazem
          okresowej wyprowadzki poddać go bezterminowemu okresowi próbnemu. Obserwuj w
          tym czasie czy zmieni się jego zachowanie ale absolutnie nie możesz teraz się
          ugiąć i pokać, że miękniesz.
          • ptasia30 Re: co robić? 21.01.07, 21:39
            Wiesz mi to ON wygląda na takiego wiecznego chłopca nieodpowiedzialnego.Ma
            żonę,która jest w domu zrobi to i tamto jeszcze do pracy gania i wogóle wszystko
            ma prócz SWOJEGO życia.Terapię wstrząsową może jednak trzeba zastosować.Jak już
            ci pisałam wcześniej albo zadziała albo nie.Ale wyjdź TY z domu.TY się
            zabaw.Pomyśl o sobie.Przypomnij sobie stare znajomości.Uciułaj grosz idź fryz
            zrobić,kup kieckę i albo idź poszaleć albo choćby koleżankę nawiedź.I nic nie
            mów.Daj znać co dalej u ciebie.Powodzenia.Jeśli twoje uczucie gorące wygasło
            może rozejrzyj się za kimś doroślejszym.
Pełna wersja