ipola
09.01.07, 14:08
Powiedzcie panowie-ojcowie, czy to fair, że małżonek-tata baluje z kolegami
do rana w dyskotece, a ja w domu z dziećmi? Dodam, że to niby wyjścia
służbowe, ale do licha, czy one kończą się rano? Czy można takie rzeczy
akceptować? Dodam, że nie zabraniam wychodzić, tylko dlaczego nie wraca na
noc do domu, dlaczego mówi, że będzie o 24, a wraca o 5? Czy czepiam się,
skoro mąż bawi się na dyskotece, a ja w domu dzień po operacji i sama nie
mogę sobie poradzić? Tyle się we mnie zebrało, że kazałam mu sie wyprowadzić.
Teraz mnie przeprasza. Nie wierzę mu, tyle razy mnie zranił, nie ufam mu, dał
mi też powody, by podejrzewać go o zdradę, ale nie mam pewności i nie o to w
tym momencie chodzi. Tylko powiedzcie, czy tak postępuje kochajacy mąż?