diin
10.02.07, 09:18
Swego czasu kupowałam dla naszego 11sto miesięcznego synka zabawki te
z „górnej półki”. Tzn. przede wszystkim przystosowane do wieku dziecka,
odpowiednio wpływające na rozwój naszego malca a co za tym idzie w
odpowiednio wysokiej cenie. Mąż denerwował się, że trwonię majątek zupełnie
niepotrzebnie. Twierdził, że dla dziecka to żadna różnica czy wydamy na
zabawkę 4zł czy 400zł i tak pobawi się chwilę i rzuci w kąt.
Od jakiegoś czasu przynosi małemu a to samochodziki z „kiosku” czy też
telefony komórkowe. Od tamtej pory wiecznie w buzi malca znajduję a to małe
koło od autka a to jakiś kawałeczek plastiku np. z rozsypującej się w mak
komórki, bo plastik jakiś przestarzały. Gdy zmieniam pieluchę znajduję
kolorowe nalepki z tychże cudownych zabawek.
A mój mąż nadal upiera się, że te zabawki są dla niego jak najbardziej
bezpieczne.
Mnie to do szału doprowadza, bo zwyczajnie boję się o małego.
Jak jest u Was? Czy Wy też kupujecie (kupowaliście) takie zabawki 11
miesięcznemu brzdącowi, który wciąż wszystko do buzi wkłada?