Jak tak Was czytam...

15.02.07, 08:59
... to robi mi sie smutno. Mój mąż ograniczył się do "wyprodukowania" swoich
dzieci, teraz robi mechanicznie to co musi (kąpie małego, starszemu czasem
sprawdzi lekcje) i... tyle. Czemu moje dzieci nie miały tyle szczęścia, co
wasze? Przykre...
"Ojcem może być każdy, ale trzeba byc kimś wyjątkowym, aby byc tatą" - to
prawda. Moi dwaj chłopcy codziennie boleśnie jej doświadczają.
Powiedzcie mi: czy taka chęć bycia z własnym dzieckiem przychodzi po jakimś
czasie? Czy to po prostu się ma?? Nie wiem co robić...
    • ira.siad Re: Jak tak Was czytam... 15.02.07, 09:25
      ak70 napisała:
      > ... to robi mi sie smutno. Mój mąż ograniczył się do "wyprodukowania" swoich
      > dzieci, teraz robi mechanicznie to co musi (kąpie małego, starszemu czasem
      > sprawdzi lekcje) i... tyle. Czemu moje dzieci nie miały tyle szczęścia, co
      > wasze? Przykre...

      A co jeszcze Twoim zdaniem powinien robić ? Czy kąpanie i sprawdzanie lekcji
      nie jest dowodem jego zainteresowania dziećmi. Czy Twoim zdaniem robi mało ?
      Pomyśl co byłoby gdyby Twój małż chlał, łajdaczył się i bił Ciebie i Twoje
      dzieci. To przecież nadal standard w poskiej rodzinie.
      • egon26 Re: Jak tak Was czytam... 15.02.07, 09:55
        ira.siad napisał:
        > To przecież nadal standard w poskiej rodzinie.

        Ira w jakich ty standardach żyjesz. To jest margines, my tez jesteśmy
        marginesme tylko tym na plus wink Dodatnim takim, po prawej stronie kartki bo
        wiadomo że lewa jest beee ;DD Standardem jest to że faceci wykonują swoje
        obowiązki związane z dziećmi ale nie do końca cieszy ich samo przebywanie z
        nimi. Zrobi czyność A,B i C z dzieckiem bo to jego obowiazek, ale by samemu
        jakoś dobże się znim bawić to nie ma pomysłu. Brak tej silnej więzi
        emocjonalnej o której my tu częstoi piszemy. I chyba o to chodzi autorce wątku.
        ak70 - nioe mam pomysłu co ci doradzić, mój ojciec olewał mnie jak byłem
        dzieckiem, nie mam z nim rzadnej więzi, często brakowało mi ojca który choćby
        nauczył mnie jak zawiązywać jrawat, pokazać jak się goli itd. Brakowało mi
        tego. I będe robił wszystko by moje dzieci miały dobrego ojca. Może twój mąż
        troche za dorosły jest - ja jestem dalej dzieckiem wiec zabawy z małym
        sprawiają mi radość, moze jak będą starsi lepiej się dogadaja, będą mieli
        więcej wspólnych tematów - choć wątpie by potem magiczna wieź ich połaczyła.
    • lambert77 Re: Jak tak Was czytam... 15.02.07, 09:51
      wierz mi i tak dużo robi ... porównując z moim bratem który ma już trójkę
      dzieci a który zawsze mówi nie mogę bo .... i tu najczęściej pada jestem
      zmęczony przecież się nie rozdwoje ( siedząc z fajką na schodach domu) i takie
      tam. To myślę że i tak dużo robi... Ja też kąpię małego troszkę mechanicznie w
      pewnym momencie przychodzi godzina kiedy człowiek się wyłącza jest zmęczony i
      ostatnią rzeczą o jakiej myśli jest zabawa z dzieckiem w wannie.
      • jaremax Re: Jak tak Was czytam... 15.02.07, 10:02
        ak spojrz na to inaczej - inni mają jeszcze gorzej wink.
        • arienne07 Re: Jak tak Was czytam... 15.02.07, 11:03
          No mówiłam, że ira nie w sosie...smile Mój ojciec był i nadal jest kiepski,
          dziadkiem też jest kiepskim... mi jest żal bo dziadka miałam fajnego a Seweryn
          ma dwóch i obaj do d.. Dlatego bardzo się cieszę że choć tatę ma fajnego..big_grin
    • your_and Re: Jak tak Was czytam... 15.02.07, 11:04
      ak70 napisała:
      > Powiedzcie mi: czy taka chęć bycia z własnym dzieckiem przychodzi po jakimś
      > czasie? Czy to po prostu się ma?? Nie wiem co robić...

      ak70, widze że wracasz kolejny raz z tym trudnym dla Ciebie tematem.
      Cóż, u mam przyjemność kontaktów z dziećmi regulują hormony, u ojców mechanizmy
      miedzyludzkie jedynie. To potrzeba którą trzeba zaszczepić w domu przez
      rodziców, a potem jeszcze kontynuować w podgrzewajac relacje bycie w związku.

      Najsmutniejsze że jeśli nie potraficie tworzyć związku ociepłych wzajemnie
      relacjach obojga rodziców, twoi synowie podobnie nie wyniosą takiej potrzeby do
      swoich przyszłych związków i podobnie bedzie im trudno byc ojcami i nie bedą
      mieli przyjemości z tego. Ale może przynajmiej bedą obowiązkowymi ojcami.

      • kckk Re: Jak tak Was czytam... 15.02.07, 11:45
        > Cóż, u mam przyjemność kontaktów z dziećmi regulują hormony, u ojców
        > mechanizmy miedzyludzkie jedynie.

        ??? Dobrze wiedzieć, że się nie ma hormonów wink
        • your_and Re: Jak tak Was czytam... 16.02.07, 10:41
          > ??? Dobrze wiedzieć, że się nie ma hormonów wink

          Gospodarka hormonalna u mężczyzn nie reguluje potrzeby kontaktu z dzieckiem w
          odróżnieniu od kobiet.
          Jak tego nie wiedziałeś to tu masz w dużym skrócie:

          Najciekawszy jest jednak wpływ oksytocyny na zachowanie. Wstrzyknięcie jej
          samicy ssaka sprawi, że zaakceptuje ona cudze dziecko, które w innych warunkach
          niechybnie by odrzuciła. Problem w tym, że oksytocyna szybko się rozkłada i już
          po dwóch godzinach jej stężenie we krwi spada do poziomu wyjściowego. Jeśli
          dopiero co powite młode oderwie się od matki przed upływem tego czasu, to może
          ona traktować je potem jako cudze. Jeśli jednak pozostawimy matce noworodka, to
          będzie mu bezgranicznie oddana. Całkiem niedawno, tłumacząc to zasadami
          higieny, w szpitalach położniczych jak najszybciej odcinano pępowinę, po czym
          umyte i ubrane dziecko przynoszono matce po kilkudziesięciu godzinach. Potem
          okazało się, jak bardzo taka separacja osłabia relacje matka-dziecko. Te matki,
          którym pozwolono przytulić noworodka, po roku miały z nim o wiele lepszy
          kontakt niż te, które odseparowano od swych pociech.
          kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,55341,1296843.html?as=6&ias=10&startsz=x
          • kckk Re: Jak tak Was czytam... 16.02.07, 14:10
            Może gdyby poród był przyjemnością połączoną z relaksem nie byłoby potrzeby
            ingerencji hormonu, mającego za zadanie te niekorzystne skutki niwelować.
            • arienne07 Re: Jak tak Was czytam... 16.02.07, 14:31
              Kck, uwierz mi przy porodzie to nic kurde nie niweluje niekorzystnych
              skutków..smile
              • kckk Re: Jak tak Was czytam... 16.02.07, 16:25
                Wierzę Ci, bo nie mam jak się przekonać.
                • arienne07 Re: Jak tak Was czytam... 16.02.07, 16:36
                  smile)))A "rodziłeś" z żoną? Jakaś namiastka wtedy jest.
      • egon26 Re: Jak tak Was czytam... 15.02.07, 14:24
        your_and napisał:
        > ak70, widze że wracasz kolejny raz z tym trudnym dla Ciebie tematem.
        > Cóż, u mam przyjemność kontaktów z dziećmi regulują hormony, u ojców
        mechanizmy
        >
        > miedzyludzkie jedynie. To potrzeba którą trzeba zaszczepić w domu przez
        > rodziców, a potem jeszcze kontynuować w podgrzewajac relacje bycie w związku.
        >
        > Najsmutniejsze że jeśli nie potraficie tworzyć związku ociepłych wzajemnie
        > relacjach obojga rodziców, twoi synowie podobnie nie wyniosą takiej potrzeby
        do
        >
        > swoich przyszłych związków i podobnie bedzie im trudno byc ojcami i nie bedą
        > mieli przyjemości z tego. Ale może przynajmiej bedą obowiązkowymi ojcami.

        Stary mów za siebie, jesli ty masz z czymś problem w związku z roidziną z
        której wyrosłeś to to jest twój problem i nie stresuj biednej kobiety.
        Jak cie czytam przed oczami pokazuje mi się obraz: siedzi facet koło niego
        bawią sie dzieci a on duma. "Żona mówi że sie nie bawie z dziećmi. To prawda
        ale jak mam się bawić skoro mnie w domu nie nauczyli. Nie ma sęsu nawet
        próbować" Naprawde taki jesteś ?? Jeśli masz z czymś problem to to zmień.
        Jesteś dorosły więc nie zwalaj wszystkiego na wychowanie i dom rodzinny.
        • your_and Re: Jak tak Was czytam... 15.02.07, 14:52
          Bez urazy, ale kobiety wyobraź sobie akurat nie stresuję bo gadaliśmy tu o tym
          już wcześniej, nim zacząłeś zaglądać na etatę.

          Odróżnij nie to czy się ktoś zajmuje dziećmi i bawi, czy nie , i to czy robi to
          z poczucia obowiązku, czy sprawia mu to po prostu przyjemność.
          Pierwsze można świadomie zmienić, drugie już w niewielkim stopniu.
          • kckk Re: Jak tak Was czytam... 15.02.07, 16:40
            Chcąc, można zmienić również to drugie i dobrym przykładem na pokazanie
            kolejnych etapów jest zaangażowanie się w sport, dajmy na to bieganie.
            Początkowo jest bardzo trudno, trzeba się zmobilizować, być konsekwentnym, dać
            z siebie naprawdę dużo. Kiedy widzimy efekty w postaci poprawy kondycji,
            lepszego samopoczucia, korzystniejszego wizerunku, to wszystko utwierdza nas w
            postanowieniu i daje dalszą motywację. Wciąż trzeba się starać.
            Na końcu przychodzi nawet coś w rodzaju uzależnienia od tego co się robi i co
            sprawia nam satysfakcję. Wtedy odcięcie od źródła jest nawet większym szokiem
            niż wysiłek włożony w drogę jaką przebyliśmy.

            Ale żeby znaleźć się na tej ścieżce należy zrobić, jak zwykle, najtrudniejszy
            pierwszy krok.
            • your_and Re: Jak tak Was czytam... 15.02.07, 16:55
              Generalnie masz racje.
              Generalnie bo potrzebna jest ta motywacja do starania się.
              A ona musi mieć źródło w relacji pomiedzy małżonkami.
              A w tym przypadku będzie o to trudno w admosferze wzajemnych żalów i głębokich
              rozczarowań.
    • kckk Re: Jak tak Was czytam... 15.02.07, 14:41
      Jedni to mają skutkiem nienajlepszych wzorców z własnej młodości, inni
      dostrzegają co w ich życiu powinno być najcenniejsze poprzez wygraną walkę z
      chorobą, jeszcze inni korzystają z cudzych doświadczeń czyli ludzkich opowieści
      z życia wziętych.

      Jest coś co możesz zrobić w Twojej sytuacji, aby pobudzić męża do działania.
      Oddaj mu trochę pola, niech zobaczy, że nie radzisz sobie ze wszystkim co wiąże
      się z wychowaniem synów, chłopcy są w wieku dojrzewania i bardzo zależy im na
      zainteresowaniu okazywanym przez ojca. Wspólne tematy powinny rozpocząć dłuższą
      przygodę. Popchnij ich ku sobie i nie kontroluj, niech mają tylko swoje sprawy,
      pasje, tajemnice itp.

      Największą motywacją dla męża będzie to kiedy pomyśli, jeśli ja tego nie zrobię
      to nikt nie zrobi, jestem najwłaściwszą osobą do takiego zadania. A waga
      obowiązku i poprawa wizerunku w oczach dzieci powinna połechtać go ponadplanowo.
      • egon26 Re: Jak tak Was czytam... 15.02.07, 14:50
        kckk - to nie jest głupie co piszesz. Zgadzam się z tobą. Czasem tzreba troche
        pomanipulowac ludźmi by weszli na właściwą ścieszke - nawet tymi najbliższymi.
        • bj32 Re: Jak tak Was czytam... 15.02.07, 16:16
          Też tak myślę.
          A Ty, Egon, to ja nie rozumiem, czemu się wypowiadasz. Złe masz wzorce
          wyniesione z domu, uczuć ludzkich za grosz, a udajesz tu publicznie, że z synem
          się bawisz radośnie i szczerze. A Arienne zamiast Cię zdemaskować jak
          nieczułego tyrana jeszcze potwierdza Twoją wersję. No straszne...wink
          • ira.siad Re: Jak tak Was czytam... 15.02.07, 16:28
            A ja się zastanwiam kiedy Egon znajduje czas dla syna skoro pół dnia siedzi w
            pracy a drugie pół dnia na forum tongue_out
            • egon26 Re: Jak tak Was czytam... 15.02.07, 18:21
              ira.siad napisał:
              > A ja się zastanwiam kiedy Egon znajduje czas dla syna skoro pół dnia siedzi w
              > pracy a drugie pół dnia na forum tongue_out
              Dzisiaj negocjowałem warunki finansowe, wczoraj powiedziałem kwote, oni
              odpowiedzieli mi swoją za niską i wysłałem im moją pośrednią tak bym i tak na
              tym dobże wyszedł. I zabijałem nude na forum by się nie denerwować, i wyjechać
              do nich z textem że moge obniżyć - przeczekałem i po 15 pękli ;DDD
              Załatw sobie dwa monitory zobaczysz jak można pracować i czytać forum
              jednocześnie. Ja mam podzielnosć uwagi i widać z moich wątków że czasem myśle o
              pracy jak je pisze ;DDD
              • bj32 Re: Jak tak Was czytam... 15.02.07, 18:54
                Egon, a podzielności uwagi można sie nauczyć? Bo mój mąż twierdzi, że kobiety
                mają wrodzoną, a mężczyźni wcale i on nie jest w stanie dwóch rzeczy naraz.
                Prawda to?
                • lambert77 Re: Jak tak Was czytam... 16.02.07, 10:46
                  Niestety prawda sad jesteśmy tacy niedoskonali big_grin
                • egon26 Re: Jak tak Was czytam... 16.02.07, 10:46
                  bj32 napisała:
                  > Egon, a podzielności uwagi można sie nauczyć?
                  Nie mozna chyba, ale można bardzo szybko pisać, by nie tracić dużo czasu w
                  pracywink Zreszta jak ktoś pracuje w biuże to gada z kolegami z pracy, ja gadam
                  tutaj pewnie wychodzi na to samowink
                  • ak70 Re: Jak tak Was czytam... 16.02.07, 17:05
                    Panowie i Panie smile)
                    Dzięki za zainteresowanie tematem i napisane posty.
                    Teraz ja tak może po kolei:

                    Egon - tak, zrozumiałeś mnie dobrze. Chodziło mi o to, że nie potrafie pojąć
                    dlaczego mój m. nie ma ochoty pobawić sie z dziećmi, miec z nimi jakieś wspólne
                    sprawy i tajemnice. Niby twierdzi, że je kocha, ale to co robi z nimi/przy nich
                    jest mechaniczne i NIGDY nie robi tego z własnej inicjatywy. Ja wiem, że to co
                    napisali inni panowie, że powinnam sie cieszyć, że robi chociaż tyle, że nie
                    pije i nie bije (choć zgadzam sie z Tobą egon dla mnie to tez jest margines a
                    nie standard), itp. jest też prawdą, ale... no właśnie. Prawda niestety tez
                    jest taka, że jak nie napiszę wychodząc do pracy na cały dzień co konkretnie i
                    o której godzinie ma byc przy dzieciach zrobione - to nie jest zrobione. Jak
                    nie napiszę (i nie zadzwonię, aby przypomnieć) jakie leki podac choremu dziecku
                    i o jakiej godzinie - to nie poda żadnych. Żyje jakby sam ze soba i dla siebie.
                    Przeraża mnie to.
                    Potrafi krzyczeć na starszego syna, że bawi się chwilke w wodzie podczas
                    wieczornego mycia (starszy to troche taki Byczek Fernando albo Dyzio Marzyciel -
                    z głową w chmurach), ale jak on np. wieczorem myje zęby, a w tym czasie woda
                    cały czas leci to juz mu nie przeszkadza. To samo jest np. z gaszeniem świateł,
                    sprzataniem po sobie po kolacji, itp. Generalnie - jemu wolno wszystko, dziecko
                    ma sie stosować do pewnych reguł. Wiele razy mu tłumaczyłam, że przykład idzie
                    z góry, dziecko patrzy na jego zachowanie i robi tak samo, a potem nie wie
                    DLACZEGO tata sie złości lub daje mu karę.

                    kckk - bardzo cenne jest to co napisałeś "Największą motywacją dla męża będzie
                    to kiedy pomyśli, jeśli ja tego nie zrobię to nikt nie zrobi, jestem
                    najwłaściwszą osobą do takiego zadania. A waga obowiązku i poprawa wizerunku w
                    oczach dzieci powinna połechtać go ponadplanowo."
                    Problem w tym, ze on tak nie pomyśli. Jeśli on czegoś nie zrobi to po prostu
                    nie będzie to zrobione i nad tym przechodzi do porządku dziennego. NIE MA
                    OBOWIĄZKU, on MOŻE cos zrobić jeśli będzie CHCIAL. A że najczęściej nie chce,
                    więc nie robi. Nie dociera do niego, że - czy mu sie podoba czy nie - on MA
                    obowiązek!!! I powinien brać odpowiedzialność za dzieci, którym dał życie. Ja
                    naprawdę nie wymagam dużo, nie gonię go do zabawy z nimi, zajmowania sie
                    codziennie (choc byłyby przeszczęśliwe). Ale np. wczoraj chciałam zrobić
                    prasowanie, wielka sterta 4 prań piętrzyła się na stoliku, starszy syn odrabiał
                    sam lekcje w pokoju i poprosiłam m. aby zajął sie młodszym, bałam się, że
                    podbiegnie do deski i poparzy się. M. najpierw otworzył jedno oko (bo zmęczony
                    spał na kanapie od godziny, usnął zaraz jak zjadł podany przez żonę jego
                    ulubiony obiadek), potem przez 15 minut przeciągał się, potem przez następne
                    pół leżał z otwartymi oczami... wstał dopiero jak wrzasnęłam przestraszona, bo
                    mały złapał za kabel od żelazka. Zabrał go do kuchni i... zaczął zmywać gary :
                    ((( Mały znudzony zaraz przybiegł z powrotem do pokoju, mąż kapiąc przez pół
                    domu przyszedł za nim i zabrał go do kuchni. Dał mu kartkę i długopis, aby
                    sobie porysował, mały nie chciał więc wysłal go do mnie, żebym włączyła mu TV
                    bo zaraz będzie dobranocka. No i tak to wygląda w 99 przypadkach na 100.
                    kckk - jemu nie zależy na wizerunku w oczach dzieci... czasem sie zastanawiam
                    czy zależy mu w ogóle na czymkolwiek/kimkolwiek poza sobą i swoimi sprawami i
                    przyjemnościami.

                    your_and - miło Cię widzieć smile Nie odpisujesz na maile, pewnie dzidzia
                    pochłania całą Twoja uwage i czas. Ale to dobrze. Pamiętaj: dziecko jest jak
                    worek - nie wyjmiesz nic czego nie włożyłeś smile)
                    Co do tego co napisałeś to masz dużo racji, bo mój teść też jest takim zimnym
                    człowiekiem, choć mąż spędzał z nim w dzieciństwie dużo czasu przyglądając sie
                    jak naprawia różne elektroniczne rzeczy, samochody, tata zabierał go na zawody
                    krótkofalarskie, itp. Nauczył sie od ojca bardzo dużo, tyle tylko, że był
                    mniej "inwazyjny" od naszego Starszego. Nasz zaraz chce wszystko dotknąć, sam
                    spróbować to czy tamto - a tatus zamiast mu pozwolić, pod kontrolą powoli
                    pokazac jak robić to czy tamto - goni go na cztery wiatry "nie przeszkadzaj!
                    idź stąd!".
                    Rezultat jest taki, że Starszy potrafi zrobić ciasto na naleśniki, przygotować
                    kotlety schabowe do smazenia, ugotować kilka zup... a ma problem z wbiciem
                    gwoździe, strzelaniem goli w nogę, czy z przechodzeniem kolejnych plansz w
                    jakiejś grze wojennej sad(( Pewnych rzeczy ja go nie nauczę, bo po prostu nie
                    potrafię!! Niedługo bedzie potrzebował odpowiedzi na pytania wieku dojrzewania
                    i będzie wiedział, że do taty nie ma po co iść... przeraża mnie, że wiedzę
                    będzie czerpał od starszych kolegów, jest jeszcze strasznie naiwny jak na swoje
                    10 lat i ufny, a jednocześnie bardzo skryty. Prawie codziennie powtarzam mu, że
                    ze wszystkim może przyjść do mnie, że zawsze mu pomogę nawet jak coś zrobi źle.
                    Tylko nie wiem czy mnie posłucha...

                    Sorry, że tyle piszę, ale - jak powiedział your_and - to dla mnie bardzo trudny
                    temat.
                    • bj32 Re: Jak tak Was czytam... 16.02.07, 19:29
                      Rany, to faktycznie nieciekawie... A nie ma jakiegoś dziadka czy wujka, który
                      by z młodym pogadał jak mężczyzna z mężczyzną? Faktyczeni ze zmaz nocnych syn
                      Ci się raczej zwierzał nie będzie... To już ojciec takie sprawy powinien
                      wyjaśniać...
                      • ak70 Re: Jak tak Was czytam... 20.02.07, 12:46
                        Ma dziadka, który go rozpuszcza do granic możliwości, więc raczej chyba bym nie
                        chciała, aby miał z nim codzienny kontakt sad( Poza tym nikogo takiego do
                        męskich rozmów ....
                    • egon26 Re: Jak tak Was czytam... 17.02.07, 23:29
                      Wiesz nie wiem ile twój maż ma lat ale to już może być kryzys wieku średniego.
                      Po tym jak pisałaś, odnosze wrażenie że mało go cieszy życie. Sam fakt spania w
                      dzień dla mnie jest niezrozumiały i może być oznaką problemów, człowiek często
                      ucieka do krainy snów, fantazji gdy ma problem. Kiedyś kupiłem
                      ksiażke: "Kobiety są z wenus, mężczyźni z mars". Rózni nas naprawde wiele,
                      zdania wypowiadane przez was są przez nas inaczej interpretowane i odwrotnie.
                      Wypowiedzi o twoich mażeniach mogą np. być dla niego bardzo bolesne bo wie że
                      nie jest w stanie ich spełnić, a tak naprawde tobie na nich nie zależy. Jeśli
                      nie czytałeaś tej ksiażki może warto. Człowiek idzie przez życie na swoim
                      własnym rozumie. Ale czasem warto podeprzeć sie laską w postaci fachowej
                      literatury. A ta książka naprawde jest dobra.
                      Powodzenia
                      • ak70 Re: Jak tak Was czytam... 20.02.07, 12:55
                        Wiesz egon, chyba trafiłes w sedno - brak mu radości życia. To prawda - choc
                        spanie akurat było efektem działania leków przeciwalergicznych.
                        Książkę mam w domu, namawiam m. aby czytał ja razem ze mną, bo oprócz tego, ze
                        możemy się z niej czegoś dowiedzieć, to może być fajny sposób na wspólny
                        wieczór i pośmianie sie z oczywistych rzeczy smile)
                        Co nie zmienia faktu, że kiedy m. mówię co źle robi to przytakuje "masz rację"
                        po czym za parę dni wszystko wraca do "normy". Nie wiem co mam zrobić... boje
                        sie o starszego syna, bo zaczyna zamykać sie w sobie, bywa agresywny i
                        niecierpliwi, reaguje dokładnie tak jak jego ojciec, za co przez tegoz ojca
                        jest tępiony... a m. nie rozumie, że SAM GO TEGO UCZY!
                        • your_and jak to zrobić? Jak wychować szczęśliwe dzieci? 20.02.07, 19:23
                          ak70 napisała:
                          > Nie wiem co mam zrobić... boje
                          > sie o starszego syna, bo zaczyna zamykać sie w sobie, bywa agresywny i
                          > niecierpliwi, reaguje dokładnie tak jak jego ojciec, za co przez tegoz ojca
                          > jest tępiony...

                          Coż, ktoś kto sam nie jest szczęśliwy nie może dać szczęścia dzieciom.
                          Dlatego genaralnie szczególnie w stosuku do synów rady specjalistów sprowadzają
                          sie do teg: chcesz uczczęsliwic dzieci , zainwestuj we własny związek i własne
                          spełnienie (nie koniecznie z jego rodzicem, choć to sytuacja optymalna).

                          Bo szczęście Twojego dziecka to nie paręnaście lat życia z rodzicem ale
                          parędziesiąt w dorosłym życiu potem.

                          W układach ojciec syn niekwestionowanym ekspertem jest Eichelberger. Zobacz co
                          on pisze (tu w kontekście DDD i DDA). To co opisujesz to niestety dowód że
                          starszy syn powiela schemat, zmierza jak nic do bycia równie zagubionym
                          uczuciowo w dorosłym życiu i w miłości jak twój mąż.

                          -Czy wiesz, jak to zrobić? Jak wychować szczęśliwe dzieci?

                          Wojciech Eichelberger: Żeby wychować szczęśliwe dzieci, samemu trzeba być
                          szczęśliwym. To mogłaby być cała odpowiedź.(...)

                          W.E.: Rodzina to system bardzo złożony. Każda tworzy inną konfigurację. Możemy
                          zaryzykować opis stosunkowo często spotykanej.
                          W rodzinie, która ma niefortunne dziedzictwo, matka cierpi z powodu braku
                          poczucia tożsamości i identyfikacji z własną płcią, ponieważ matka tej matki nie
                          była w stanie zaoferować córce pozytywnego wzoru kobiecości i naprawdę jej
                          pokochać. W rezultacie taka matka bardzo przywiązuje się do roli matki i w
                          specyficzny sposób, nieświadomie, manipuluje uczuciami dziecka. To, co wydaje
                          się jej miłością do niego, w istocie służy przede wszystkim spełnieniu jej
                          własnych, nie zaspokojonych w dzieciństwie potrzeb emocjonalnych. Próbuje
                          określić swoją tożsamość przez bycie wreszcie kimś najważniejszym dla kogoś.
                          (...)
                          Z drugiej strony mamy w rodzinie ojca. Z reguły w dzieciństwie nie docenionego
                          przez własnego ojca i zepsutego przez matkę. Ojcowska miłość nieosiągalna,
                          matczyna zbyt łatwa i zbyt zaborcza. Chce być kochany i uważa, że zdobędzie
                          miłość, kiedy będzie kimś nadzwyczajnym.(...)
                          Taka matka jest ciągle "głodna". Nie osiąga zadowolenia, bo przecież syn nie
                          jest w stanie zaspokoić tych jej potrzeb, które kiedyś nie były zaspokojone
                          przez jej własną matkę. W związku z tym syn ciągle musi się starać, ciągle musi
                          być kimś więcej, robić coś bardziej.(...)
                          Nawet jeśli bywa w domu, to sprawia wrażenie nieobecnego. Ma tendencję do złego
                          traktowania syna i psychicznego uwodzenia córki, która staje się dla niego
                          najbardziej dostępną kobietą, zdolną odpowiadać na jego nie zaspokojoną potrzebę
                          miłości i znaczenia.

                          www.dda.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=46&Itemid=66
Inne wątki na temat:
Pełna wersja