kto wychowuje dziecko żony i jej byłego...

24.06.03, 14:00
chociaż lubię dziecko, staram sie poświęcać mu dużo czasu, bawię się,
tłumaczę świat i jeśli dziecko do mnie mówi to naprawdę słucham, w niektórych
sytuacjach dostaję cholery!

po pierwsze. były, cały czas uczestniczy w wychowaniu małego,
dziecko nosi nazwisko mojego poprzednika,
jest cholernym egoistą,
żona poświęca mu dużo za dużo czasu. nawet kiedy zdarzy jej się prowadzić
samochód to jest w stanie przy prędkości 150km/h szukać ciasteczek dla małego.
jeśli dziecko nie słucha, a nie słucha wcale - to nie stanowi to dla niej
żadnego problemu i uważa, że jeszcze jest czas na wychowywanie.
dziecko ma już ponad 4 lata i mnie się wydaje, że wyrośnie z niego zepsuty
gówniarz..
czy ktoś ma podobne problemy. nigdzie nie pisze się o ojcach, którzy
wychowują nieswoje dzieci...
    • dorotka1970 Re: kto wychowuje dziecko żony i jej byłego... 24.06.03, 18:57
      Nie znam twojej kobiety i waszych relacji. Ale wydaje mi sie, ze problem nie
      lezy w tym, ze to nie twoje dziecko, tylko w podejsciu do wychowania w ogole.
      Probowales z nia o tym porozmawiac? Musicie ustalic jakas wspolna strategie.

      Pozdrawiam,
      Dorotka
      --------
      Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
      • ab39 Re: kto wychowuje dziecko żony i jej byłego... 25.06.03, 16:11
        rozmawiamy i to czesto, ale jest do przyczyna do naszych klotni.
        czuje, ze jestem osoba, ktora moze wychowywac dziecko, ale zawsze czuje tez, ze
        jak zrobie cos nie tak to zona powie - ze to nie moje dziecko...

        to straszna sprawa, kochac kogos tak bardzo, a jednoczesnie miec przy tym tyle
        problemow
        • e.beata Re: kto wychowuje dziecko żony i jej byłego... 27.06.03, 11:51
          Mam wrażenie, że Ty masz wrażenie iż żona niezbyt mocno Ciebie kocha.
          Jesteście RODZINĄ. We trójkę. Masz pełne prawo do wychowywania tego dziecka.
          /A jak było przed ślubem???/.
          Na byłego żony wpływu niestety nie masz. On też ma prawo brać udział w
          wychowywaniu syna smile.
          Powiedz żonie co czujesz.
          Uzgodnijcie WSPÓLNY kierunek wychowywania małego. Dla DOBRA dziecka.
          Przecież jż. będziecie mieli wspólne dzieci, to metody wychowawcze żony raczej
          się nie zmienią.
    • monika.zdz Re: kto wychowuje dziecko żony i jej byłego... 02.07.03, 12:00
      A,mnie się wydaje ,że tobie przeszkadza ,że to nie jest twoje dziecko. Ojciec
      dziecka cały czas się plącze i przypomina ci o tym ciągle. Gdyby to było twoje
      dziecko, najlepiej córeczka przylepka to znosiłbyś jej wszystkie fochy. Chyba
      musisz się zdystansować: to nigdy nie będzie twój syn, dziecko ma swojego
      ojca,nosi jego nazwisko (bo niby czemu-nie?), ojciec uczestniczy w jakiś sposób
      w jego wychowaniu, kocha je i ono go kocha, skomplikowana sytuacja rodzinna nie
      wpływa dobrze na chłopca i nie ma się co dziwić. A,dzieci w tym wieku nie są
      ideałem nawet w pełnej ,naturalnej rodzinie.Możesz mu dawać na codzień dobry
      przykład ale wychowywać bym nie radziła-ono ma swojego ojca i swoją matkę.
      • e.beata Re: kto wychowuje dziecko żony i jej byłego... 02.07.03, 13:34
        > Możesz mu dawać na codzień dobry przykład ale wychowywać bym nie radziła-ono
        ma swojego ojca i swoją matkę.

        moniko a jak ty sobie wyobrażasz mieszkanie pod jednym dachem, rodzinę i "nie
        wychowywanie" tego dziecka???
        To jaką rolę ma ojczym???
        Dzieci wychowywujemy GŁÓWNIE przykładem /jak masz to wiesz smile/.
        Ojczym MUSI brać udział w wychowywaniu bo inaczej to nie będzie rodzina tylko
        jakiś dziwny twór. Oni SĄ JUŻ małżeństwem, rodziną.
        • monika.zdz Re: kto wychowuje dziecko żony i jej byłego... 02.07.03, 14:11
          Mam dziecko i je wychowuję wspólnie z mężem,ojcem dziecka,tak jest oczywiście
          prościej. Ojczym to jest ktoś kto zastępuje ojca (najcześciej na drodze
          adopcji) a w tym przypadku dziecko ojca ma ,ojciec uczestniczy w wychowaniu.
          Chodzi mi o to beato,że nie jest łatwo wychowywać cudze dziecko (bo ono jest
          cudze),ponieważ patrzy się na nie właśnie przez pryzmat tego ,że jest
          cudze,jest owocem związku ukochanej żony z jakimś facetem,z którym ona
          żyła ,kochała się,nosiła jego dziecko i je urodziła i swoją obecnością cały
          czas o tym przypomina. Swojemu dziecku dużo się wybacza,cudze jest rozpuszczone
          i pewnie wyrośnie na egoistę. Jestem dzieckiem rozwiedzionych rodziców,każde ma
          nowego partnera ,żadne z tych przyszywanych rodziców mnie nie
          wychowywało,ponieważ zajmowali się tym moi rodzice,a ci przyszywani to czasami
          nawet rozpieszczali,dawali więcej niż rodzeni. Myślę,ze bohater wątku nie musi
          wychowywać tego chłopca,dlatego,że ma taką potrzebę. Zwłaszcza,że jak wspomniał
          na tym tle dochodzi do nieporozumień z żoną czyli być może ona sobie tego nie
          życzy. Niech poczeka na własną latorośli wtedy sprawdzi swoje metody.
          Oczywiście są rodziną w sensie społecznym.Być może pojawienie się przyrodniego
          rodzeństwa tą nową rodzinę skonsoliduje ale dla dziecka i tak rodzony tatuś
          będzie ukochany i będzie przed tym drugim.
          • burza4 Re: kto wychowuje dziecko żony i jej byłego... 07.07.03, 13:13
            monika.zdz napisała:

            Myślę,ze bohater wątku nie musi wychowywać tego chłopca,dlatego,że ma taką
            potrzebę. Zwłaszcza,że jak wspomniał na tym tle dochodzi do nieporozumień z
            żoną czyli być może ona sobie tego nie życzy. Niech poczeka na własną latorośli
            wtedy sprawdzi swoje metody. Oczywiście są rodziną w sensie społecznym.Być może
            pojawienie się przyrodniego rodzeństwa tą nową rodzinę skonsoliduje ale dla
            dziecka i tak rodzony tatuś będzie ukochany i będzie przed tym drugim.

            Ja tez nie mogę się zgodzić, że ma po prostu nie wtrącać się w wychowanie. A
            tym bardziej na argument, że dziecko ma ojca biologicznego i jemu należy
            zostawić wychowanie. A co ma do tego facet, który przykładowo widuję się z
            dzieciakiem co 2 tygodnie? Wychowywać trzeba na co dzień - i chcąc nie chcąc
            uczestniczy w tym ta osoba, która jest przy dziecku najczęściej - matka,
            babcia, niania czy ojczym. Może, musi i powinien angażować się w wychowanie -
            inaczej nie stworzą rodziny. Problem niekoniecznie bierze się stąd, że to nie
            jego biologiczne dziecko. Naprawdę rzadko oboje biologiczni rodzice mają takie
            samo podejście do wychowania. Jedno pozwala, drugie zabrania; jedno wymaga,
            drugie rozpieszcza itd. Choć istotnie - w takim układzie zawsze lepiej się
            widzi wady "cudzego" dziecka niż własnego. Ale działa to też w drugą stronę -
            matka bywa zaślepiona i zwrócenie jej uwagi na nie do końca poprawne zachowanie
            dziecka może uświadomić jej pewne rzeczy - choćby popełniane błędy. Może to być
            przykre, ale kto nam ma powiedzieć prawdę? Sąsiadka? Temat jest drażliwy, bo
            nikt nie lubi słuchać pod adresem swojego dziecka niemiłych komunikatów - ja
            mogę wszem i wobec głosić, że moja córka jest bałaganiarą, ale jeśli mówi to
            mój mąż to czuję się nieswojo. Moja córka ma świetne relacje i ze swoim ojcem i
            z moim mężem. Natomiast nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy mój mąż z jednej
            strony np. chodzi z nią do fryzjera, na zakupy (bo najlepiej doradzi), kina,
            jedzie do lekarza jak jest chora itd, a z drugiej strony nie ma prawa zwrócić
            mi czy jej bezpośrednio uwagi że coś jest nie tak. Co nie znaczy oczywiście, że
            to "zwracanie uwagi" zawsze przebiega pokojowo. Jeśli zdecydowałam się być z
            facetem, muszę też zaakceptować jego udział w życiu rodzinnym. Coś za coś.

            Jeśli oczekujemy, że nasz facet przyjmie nas z dobrodziejstwem inwentarza, i
            uważamy że powinien nasze dziecko traktować jak swoje, to niby czemu
            spodziewamy się, że ograniczy się to tylko do pozytywnych aspektów: okazywania
            uczuć naszemu dziecku, kupowania prezentów i utulania do snu? Jeśli korzystamy
            z pozytywów, to jakie mamy prawo odmawiać mu możliwości współdecydowania o
            wychowaniu dziecka? Albo rybki, albo akwarium...
          • e.beata Re: kto wychowuje dziecko żony i jej byłego... 08.08.03, 13:45
            moniko ja wiem, ze wychowywać cudze jest inaczej /niekoniecznie trudniej -
            czasem łatwiej bo można się w bok usunąć ze stwierdzeniem "przecież to nie mój
            syn"/, szczególnie gdy ojciec biologiczny ma kontakt z dzieckiem.

            > Swojemu dziecku dużo się wybacza,cudze jest rozpuszczone

            Nie rozumiem???

            > żadne z tych przyszywanych rodziców mnie nie wychowywało,ponieważ zajmowali
            się tym moi rodzice,a ci przyszywani to czasami nawet rozpieszczali,dawali
            więcej niż rodzeni.

            Rozpieszczanie też jest formą wychowywania wink.
            Naprawdę uważasz że nic nie przejęłaś od człowieka z którym mieszkałaś pod
            jednym dachem??!!! Niczego ciebie nie nauczył, nie rozmawialiście itp ???

            > Myślę,ze bohater wątku nie musi wychowywać tego chłopca,dlatego,że ma taką
            potrzebę.

            Nawet jakby nie miał potrzeby powinien brać udział w jego wychowaniu. Bo
            inaczej to nie rodzina będzie, ale dziecko z matką i cyborg wujek. Bez sensu.


            > na tym tle dochodzi do nieporozumień z żoną czyli być może ona sobie tego nie
            życzy.

            Z tego co zrozumiałam do nieporozumienia dotyczą metod wychowania a nie samego
            faktu. Przed ślubem powinni tę kwestię uzgodnić.

            > rodzeństwa tą nową rodzinę skonsoliduje ale dla dziecka i tak rodzony tatuś
            > będzie ukochany i będzie przed tym drugim.

            Moniko a skąd ta pewność? Czasem rodzony tatuś jest dla dziecka na drugim
            miejscu. Wszystko zależy od tego jacy to są tatusiowie wink.
    • badia Re: kto wychowuje dziecko żony i jej byłego... 07.08.03, 13:36
      Ab,
      mnie się wydaje, że jak mieszkacie pod jednym dachem, to powinniście wspólnie
      wychowywać dziecko. Przecież jak wam się urodzi wasze, to nie bedziecie
      wychowywać go inaczej i podług innych zasad. A zasady trzeba uzgodnić z żoną,
      bo prawdopodobnie z waszym dzieckiem będzie postepować tak samo jak z tym -
      argument "nie jesteś jego ojcem" odpada i jest nie do przyjęcia - albo cię chce
      w domu ze wszystkimi konsekwencjami - to wy teraz tworzycie rodzinę, albo nie.
      A ojciec biologiczny, owszem, niech wychowuje dziecko ale "dodatkowo",
      ofiarowując mu coś ponad to, co ma w domu. W sprawy waszej rodziny nie
      powienien za mocno ingerować, bo kiedyś przecież podjęli decyzję o rozsataniu i
      po to była ta decyzja, żeby zarówno Twoja żona jak i on mogli mieć własne
      życie.
      Trzymaj się ciepło, pierwszy krok już zrobiłeś, przyznałeś się do tego, jakie
      na prawdę są twoje uczucia, a teraz myślę, że będzie już tylko łatwiej.
    • chalsia Re: kto wychowuje dziecko żony i jej byłego... 19.08.03, 22:10
      Bardzo to ciekawy wątek. Ja mam w takim razie pytanie do "drugich" ojców:
      jak na układy w nowym związku (z partnerką i jej dzieckiem) wpływa fakt
      uczestniczenia (np. jedna lub dwie wizyty w tygodniu i co drugi weekend)lub
      nieuczestniczenia (brak kontaktu lub kontakt sporadyczny) ojca dziecka w jego
      życiu.
      Pozdrawiam,
      Chalsia
      • badia Re: kto wychowuje dziecko żony i jej byłego... 22.08.03, 13:11
        Chalsia, może za chwilę odezwie sie tu jakiś ojczym. Ale sądzę, że burza mądrze
        napisała, dom to dom, rodzina, to rodzina - a po "rekonstrukcji" składa się ona
        z innych osób i biologiczny tatuś zostaje (stety, niestety)odsunięty na bok. Co
        oczywiście nie znaczy, że ma go nie być, że ma sie nie kontaktować. Pewnie w
        pierwszej fazie znajomości, kiedy ludzie są sobą zafascynowani, dobrze robi to,
        że ktoś (biologiczny ojciec) zajmie się dzieckiem a matka i ojczym mają wiecej
        czasu dla siebie. Wszystko zależy od ludzi i wiele od rozsądku matki. Na
        szczęście faceci, tak mi sie przynajmniej wydaje, nie są zazdrośni o emocje i
        nie traktują dziecka z poprzedniego związku, tak jak pisała Monika, że to owoc
        zdrady czy czegoś tam. To szybciej jest "babskie" podejście. Facet kocha
        kobietę, kocha też dziecko, no tyle tylko, że w takiej sytuacji trudniej
        uzgodnić kierunek wychowania, zwłaszcza, jak ludzie różnią sie podejściem. A
        matka może manipulowac nowym mężem, mówiąc jak jej sie coś nie podoba - "nie
        jesteś jego ojcem".
        • chalsia Re: kto wychowuje dziecko żony i jej byłego... 22.08.03, 22:14
          Badia,

          tak, ALE.....
          ale jak się CZUJE ten "drugi" ojciec w jednej albo drugiej sytuacji???? Na ile
          fakt (częstej) obecności ojca w życiu dziecka (a często też i w dziecka domu)
          wpływa na zwiazek "drugiego" z matką i dzieckiem.
          Bodajże Zilka na samodzielnej w wątku o poznawaniu przez net napisała, że
          obecność ojca w jej i małej życiu działa "odstraszająco" na facetów.

          Mam nadzieję, że jakiś przybrany Tata coś napisze.

          Pozdrawiam,
          Chalsia
          • jennie24 Re: kto wychowuje dziecko żony i jej byłego... 23.08.03, 00:50
            Nie jestem przybranym tata ale moge napisac jak sie czuje ten "drugi"
            Przynajmniej u mnie w domu 4 lata temu ten pierwszy zostawil mnie z 4
            miesieczna coreczka i zapowiedzial ze bedzie rzadziej przyjezdzal niz
            dotychczas Praktycznie przyjezdzal raz w miesiacu Najpierw wymowka byly studia
            (studiowalismy dziennie to samo) Potem wyjechal na roczne szkolenie zamiast
            wojska Odwiedzal dziecko co kilka miesiecy Potem byly kolejne szkolenia i
            praca No i zawsze byla jakas dziewczyna Rok temu poznalam wspanialego
            mezczyzne ktory od razu pokochal moje dziecko Stworzylismy wspaniala rodzine
            Ten drugi bardzo sie cieszy jak obcy ludzie mowia co za wspanialy tata Mala na
            razie mowi po imieniu ale czasem jej sie zdarza powiedziec MOJ NOWY TATA I
            wszystko byloby OK gdyby nie ten STARY TATA Odkad wie o naszym szczesciu nagle
            znalazl czas dla malej Nowemu tacie strasznie jest przykro kiedy widzi jak
            Stary idzie z mala za raczke jak sie mala cieszy z odwiedzin Ale to ten Nowy
            jest najwaznieszy (bo to on wyciera malej nos kiedy placze) Wiem ze chcialby
            zeby Stary zniknal z naszego zycia ale rozumie ze to niemozliwe i jest bardzo
            dzielny Tylko sie boi ze ktoregos dnia mala powie ze woli biologicznego tate
            choc ja wiem ze tak sie nie stanie bo tyle serca ile ma Nowy dla malej to
            oprocz mnie nie ma nikt
    • anatemka Re: kto wychowuje dziecko żony i jej byłego... 25.09.03, 00:05
      powiedz mi: potrafisz pokochac to dziecko? chciałam się rozwieść i być z innym
      facetem, on mówił że kocha mojego syna. Mozna kochać cudze dziecko?
    • gustaw102 Re: kto wychowuje dziecko żony i jej byłego... 07.10.03, 22:15
      Nie bierze sie kobiet z second handu , bo bierze sie je z cala przeszloscia !
      Czy rozbiles chlopie malzenstwo? Niestety trzeba wziac odpowiedzialnosc za
      dziecko, nawet jak jest obcego-wrogiego samca.Chyba, ze jestes lwem - one od
      razu zagryzaja. Wcale mi ciebie nie zal, nie rozczulaj sie nad soba - do roboty.
    • podenka Re: kto wychowuje; przeczytaj-podobna sytuacja 05.11.03, 22:52
      Myślę, że chociaż częściowo jestem w stanie Ci pomóc, przynajmniej służę
      literaturą. Zacznij od poczytania "Dziecka" Spocka-tam jest specjalny rozdział
      dla ojczymów, druga pozycja to, też Socka "Rodzicom o dzieciach"-tu Spock
      opisuje swoje doświadczenia jako ojczyma i dość trafnie wg. mnie opisuje i
      tłumaczy zachowanie zarówno ojczymów jak i matek w takiej sytuacji. Nasza
      sytuacja jest podobna do Twojej tyle, że dziecię jest nieco starsze-15 letnia
      panna. Jednak jak się pobieraliśmy miała 10 lat. Jej ojciec też się z nią
      spotyka i "uczestniczy" w wychowaniu. Piszę w cudzysłowie bo tak naprawdę jak
      często by ojciec nie widywał dziecka to i tak jego wpływ na to codzienne
      wychowanie jest mały-wiem z doświadczenia, jednak potrafi namącić nieźle. Mój
      mąż ma dokładnie takie same problemy z moją córką i ze mną jak Ty ze swoją
      rodziną. Jedno co mogę Ci poradzić-rozmawiaj z żoną tak często jak to możliwe,
      do zanudzenia ale musi to być rozmowa a nie monolog. My już od 5 lat ciągle na
      ten temat rozmawiamy i dopiero teraz powoli ustanawiamy jakiś consensus smile. No
      ale u nas w grę wchodzi "dziki" wiek córki (hormony uderzające do głowy,
      dorastanie psychiczne, itp.). Mój mąż twierdzi, że wiele z zachowań mojej panny
      znosi tylko dlatego, że mnie kocha. Często sama widzę jak go szlag trafia na
      jakieś odzywki, ja jej bardziej pobłażam ale to moje dziecko, dla niego to obcy
      dzieciak i jaśniej widzi jej wady i błędy w wychowaniu. Na pocieszenie powiem,
      że bardzo dużo zrozumiał jak urodził się nasz własny syn-wcześniej nie miał
      dzieci(podejrzewam, że Ty też nie) i kwestię rodzicielstwa znał tylko
      teoretycznie. Dopiero własne dziecko uświadomiło mu jak można pobłażać, nie
      widzieć, szukać ciasteczek-to może jednak niebezpieczne!, i rozpieszczać. I
      jeszcze jedno-Twoja żona na pewno całe mnóstwo rzeczy, żeby wynagrodzić dziecku
      rozpad oryginalnej rodziny, tu akurat na pewno nie ma racji, ja dostałam za to
      po głowie bo dziecko wykorzystuje każdy objaw niekonsekwencji i nie interesują
      go powody. O matko ale mi wyszedł post! Prawie jak kazanie, sorry za długość
      ale męczę się z tym tematem 5 lat, fajnie było coś przekazać dalej.
      Pozdrawiam podenka
Pełna wersja