ona10001
27.08.07, 11:16
Nie wiem co się dzieje z moim mężem.Nasz synek ma 5,5 miesiąca,a ja
od samych narodzin nie widziałam takich prawdziwych oznak miłości mojego męża
w stosunku do dziecka.oczywiście kocha go bardzo,ale nie zajmuje się nim.mały
jest podobny do niego jak dwie krople wody-więc to jest dla niego powód do
dumy.gdy mały się urodził to często płakał-same wiecie i już wtedy
zauważyłam,że mąż jakby sam sobie wyszukuje zajęcia i sprawy,które musi akurat
szybko załatwic.było czasem tak,że wstawał,pił kawę i wsiadał w samochód i
jechał,a ja zostawałam sama.Miesiąc po urodzeniu dziecka nie
pracował/urlop/,ale mimo to małym sie prawie wcale nie zajmował.jego rodzice
mieszkają osobno,ale na tym samym podwórku,więc gdy tylko go wołałam i
prosiłam o pomoc to dziecko brała jego mama jakby go chciała wyręczyc.ciągle
tylko słyszałam od niego"kochanie tylko zapalę i już go popilnuję".śmiałam
się,że pali,aby nie zajmowac się dzieckiem-ale tak naprawdę nie było mi do
śmiechu.Czasem aż płakałam ze złości,bo było południe,a ja w piżamie z
dzieckiem przy piersi,a mąż na podwórku,albo w mieście"coś załatwiał".wyżalam
się,ale tak mi to leży na sercu,bo myślałam,że to minie,ale tak się nie
stało.Poszedł do pracy,więc miał wymówkę,że zmęczony i nie ma
czasu-rozumiałam.ale gdy synek miał 3 miesiące,mąż znów miał miesięczna
przerwę w pracy,a mimo to nic sie nie zmieniło,cały czas nie zajmował sie
małym! czasem pomagają jego rodzice.zwłaszcza mama-która jakby widzi jego
stosunek do dziecka i próbuję mi to wynagrodzic sama się nim zajmując/wydaje
mi się,że to jednak nie rozwiązuje problemu,że powinna porozmawiac z synem,a
nie robic wszystko za niego/.wczoraj nasz syn miał gorączkę/bardzo
płakał/,dziś rano też/,poprosiłam aby poszedł przed pracą po bułki i mleko,bo
mały taki marudny,że nie dam rady iśc na zakupy,a mąż z pretensjami,że On do
pracy jedzie.Mówię,że trzeba iśc do lekarza,bo może ta gorączka nie od
ząbków,ale może coś się dzieje,a On,że wydziwiam i przesadzam i za dużo
pierdół się na tym forum naczytałam,a tak wogłóle,zebym wzięła taxi,bo on musi
jechac-a ja dobrze wiem,że nie musi,bo ma własna firmę i godzina go nie
zbawi.Nie rozumiem.Co się z nim dzieje.jesteśmy półtora roku po ślubie,bardzo
jesteśmy zakochani/może byliśmy?/wydaje mi się,ze świetnie sie
dobraliśmy,raczej się nie kłócimy,mamy pieniądze,więc nie musimy się o to
martwic.nie zdradzamy się.tylko mam zastrzeżenia co do jego nie zażyłości w
stosunku do naszego synka.ja sobie to inaczej wyobrażałam,ze weżmie go czasem
tak po prostu od siebie i pobawi,ponosi,poprzytula-a tak nie jest!!!już chyba
nie będziemy mieli więcej dzieci,bo ja sobie tego nie wyobrażam.zawiódł mnie
jeśli chodzi o rolę ojca.ale cały czas się zastanawiam,czy inne kobiety tęż
tak mają,???poradzcie mi coś,bo nie wiem co robic.