zull5
07.09.07, 14:36
Jestem w związku z kobietą z dwójką dzieci. 6 i 12 lat. Od samego
początku, temat dzieci nie był dla mnie przerażający ( mam córkę z
pierwszego małżeństwa ). Nie mogę się dogadać z 12-latkiem. Wszystko
co powiem jest źle, wszystko co zrobię jest źle. Fakt jest faktem,
że próbuję wprowadzić troszeczkę dyscypliny. Pisząc "troszeczkę",
mam na myśli naprawdę drobne rzeczy. Wyrzucanie śmieci, sprzątanie w
swoim pokoju, szacunek do matki ( co mu średnio wychodzi ),
określone godziny przesiadywania przed komuterem ( uważam że 23.00
dla 12 latka to nie jest jakiś wyśrubowany pomysł) . Zaczynam mieć
wątpliwości, czy dobrze robię, wtrącając się w jego źycie. Chorym
wydawał mi się układ "to są twoje dzieci, a to moje a więc każdy ma
swoje zabawki", ale... No właśnie zaczynam się gubić.
Chłopak zwyczajnie mnie lekceważy.
Chcę żyć w układzie rodzinnym 2+2, a nie 1+( 1+2) czyli ja, moja
partenrka i jej dwójka dzieci. Wiem, że to okres buntu, że to
początek, że do 15-17 roku zycia będzie jeszcze gorzej, ale jak
postępować z takimi "kwiatkami". Jako nie ojciec, powinienem 3mać
ręke na pulsie, czy stanąc na uboczu. Ten drugi scenariusz wydaje mi
się chorawy. Sugestje o więcej pobłażliwości odrazu chcę
wyprostować, że moje działania są naprawdę delikatne.
Całe szczęście, że ze strony mej partnerki-matki "buntownika" mam
pełne wsparcie.
Pomóżcie proszę. Jakie macie doświadczenia w tej kwestji.
Szczególnie proszę, o podpowiedź "tatusiów" takich jak ja, lub mamy
w podobnej sytuacji do mojej partnerki.