Być "tatą", czy obserwatorem

07.09.07, 14:36
Jestem w związku z kobietą z dwójką dzieci. 6 i 12 lat. Od samego
początku, temat dzieci nie był dla mnie przerażający ( mam córkę z
pierwszego małżeństwa ). Nie mogę się dogadać z 12-latkiem. Wszystko
co powiem jest źle, wszystko co zrobię jest źle. Fakt jest faktem,
że próbuję wprowadzić troszeczkę dyscypliny. Pisząc "troszeczkę",
mam na myśli naprawdę drobne rzeczy. Wyrzucanie śmieci, sprzątanie w
swoim pokoju, szacunek do matki ( co mu średnio wychodzi ),
określone godziny przesiadywania przed komuterem ( uważam że 23.00
dla 12 latka to nie jest jakiś wyśrubowany pomysł) . Zaczynam mieć
wątpliwości, czy dobrze robię, wtrącając się w jego źycie. Chorym
wydawał mi się układ "to są twoje dzieci, a to moje a więc każdy ma
swoje zabawki", ale... No właśnie zaczynam się gubić.
Chłopak zwyczajnie mnie lekceważy.

Chcę żyć w układzie rodzinnym 2+2, a nie 1+( 1+2) czyli ja, moja
partenrka i jej dwójka dzieci. Wiem, że to okres buntu, że to
początek, że do 15-17 roku zycia będzie jeszcze gorzej, ale jak
postępować z takimi "kwiatkami". Jako nie ojciec, powinienem 3mać
ręke na pulsie, czy stanąc na uboczu. Ten drugi scenariusz wydaje mi
się chorawy. Sugestje o więcej pobłażliwości odrazu chcę
wyprostować, że moje działania są naprawdę delikatne.

Całe szczęście, że ze strony mej partnerki-matki "buntownika" mam
pełne wsparcie.

Pomóżcie proszę. Jakie macie doświadczenia w tej kwestji.
Szczególnie proszę, o podpowiedź "tatusiów" takich jak ja, lub mamy
w podobnej sytuacji do mojej partnerki.
    • egon26 Re: Być "tatą", czy obserwatorem 07.09.07, 15:13
      Popatrz na to od strony dziecka - wlazłeś z butami w jego życie, zająłeś miejsce
      jego ojca przy boku matki, musiałby być to naprawdę bardzo wyrozumiały 12 latek
      by Cię lubić. Jeszcze próbujesz burzyć świat w którym żyje i w którym jest mu
      wygodnie - wprowadzając swoją dyscyplinę. To już w ogóle przeginasz i nie masz
      co liczyć na to by Cię lubił. Dla niego jesteś po prostu facetem który wlazł z
      ulicy i mieszka z nim i od którego jest w jakimś stopniu zależny. Dziecko to też
      człowiek a żaden człowiek w takiej sytuacji nie czuł by się dobrze. Powinieneś
      być tatą tyle że nie od razu - rodzice chłopka mieli 12 lat na zbudowanie
      autorytetu. Ty powinieneś to zrobić w krótszym czasie, wiec działać bardziej
      intensywnie, delikatnie wprowadzając dyscyplinę.
      • zull5 Re: Być "tatą", czy obserwatorem 07.09.07, 15:49
        Uczestniczy w pewnym układzie rodzinnym, więc powinien się
        dostosować do pewnych zasad. Naprawdę drobnych. Nikt mu nie każe
        chodzić po wielokilogramowe zakupy, ani gotować obiadu. Ja mam się
        dostosować do niego ? Chłopak wychowany tylko przez matkę, niestety
        z postawą silnie roszczeniową do całego świata, bezkrytyczny dla
        siebie.

        Zresztą sam już nie wiem, ale dziękuję za wyrażenie swojego
        stanowiska.
        • egon26 Re: Być "tatą", czy obserwatorem 07.09.07, 16:26
          zull5 napisał:
          > Uczestniczy w pewnym układzie rodzinnym, więc powinien się
          > dostosować do pewnych zasad.

          Nie uczestniczy - został w niego wmanewrowany, przypuszczam że nikt go o zdanie
          nie pytał. Ja nie twierdzę że jest to złote dziecko bo go nie znam ale sam też
          miałem ojczyma i wiem jak się można poczuć w takiej sytuacji. Jeśli matce nie
          udało się nad nim zapanować wcześniej powinna zrobić to teraz. Obawiam się że
          twoja pomoc więcej popsuje niż pomoże. Osobą bliskim pozwalamy na więcej. Jeśli
          jesteś zły na kogoś ci bliskiego złość szybciej ci przejdzie niż na jakąś obcą
          osobę. Mimo że żyjesz z matką chłopaka wcale nie oznacza że on będzie cię
          traktował jak kogoś bliskiego, na to potrzeba czasu i zaangażowania. Więc lepiej
          było by się najpierw zaprzyjaźnić a potem próbować stawiać nakazy. Z własnym
          dzieckiem to wszystko dzieje się niezauważalnie bo od maleńkiego najpierw
          "zaprzyjaźniamy się" - bawiąc się z dzieckiem, zajmując się nim, pozwalając mu
          na wiele, bo taki malec jeszcze dużo nie zrobi - potem zaczynamy go "wychowywać"
          - wprowadzając zakazy i nakazy. Więc spróbuj się zaprzyjaźnić, ale nie na
          zasadzie że on jest królem i wolno mu wszystko. Ale raczej robić coś razem - coś
          co mu się spodoba ale tak na zasadnie kumpli, ty mu za bardzo nie nadskakujesz,
          "bawicie" się razem. Jak się polubicie wtedy będzie można próbować coś od niego
          wymagać. "Schowaj miecz za uśmiechem" ;PPP
    • emdzej72 Re: Być "tatą", czy obserwatorem 07.09.07, 17:09
      Mój syn ma teraz 11 lat, więc problemy jakby podobne. Wprowadzanie dyscypliny
      jest na pewno trudniejsze, gdy brak więzów krwi. Kto powiedział jednak, że
      jedynie biologiczny ojciec może dobrze wychować syna? Do chłopaka w tym wieku na
      pewno trzeba podejść z pokorą ale i stanowczością. Nie ulegaj, tylko wymagaj od
      siebie. Pokazując mu, że szanujesz jego matkę, pośrednio okazujesz wtedy
      szacunek jemu samemu. Nie każ mu się lubić, tylko sam go polub.
      Muszę przyznać, że nie mam zbyt wiele czasu dla dzieci, ale staram się spędzić
      trochę czasu tylko z synem. Pogadać o tym co go interesuje. Czasem obejrzymy
      jakiś program na Discovery a potem go "obgadamy", pójdziemy we dwóch na basen,
      albo pojeździmy na rowerze. Może jakiś wypad z chłopakiem na ryby, albo wspólne
      granie na kompie? Spróbuj zacząć od "małych rzeczy".
    • adellante1 Re: Być "tatą", czy obserwatorem 07.09.07, 21:31
      Majac lat około 15 trafiłem do skoszarowanej szkoły o formacji
      prawie wojskowej.
      Dyscypliny nauczył mnie kpt W. - nasz wychowawca z internatu.
      Trzeciego dnia.
      Tak mi przywalił w pysk ze spłynąłem po scianie.
      Nigdy więcej nie odwazyłem sie mu zapyskować smile)))))) Ma łapę
      większa od mojej twarzy smile))
      Nie pedagogiczne? A popatrz... Podziałało. Do dzisiaj wspominam go z
      ogromnym szacunkiem. Jak całą stara kadrę wychowawców z resztą.
      Tak naprawdę to ci ludzie spedzili wiele lat z takimi gó..arzami
      jak my i potrafili postawić diagnozę w kilka godzin i zastosowac
      odpowiednia terapię smile
      To się nazywa kwestia doświadczenia i wyczucia sytuacji.
      Sam musisz się odnaleźć w swojej i cokolwiek by ci chyba wszyscy nie
      doradzali moim zdaniem masz tylko jedno wyjście.
      Musisz być konsekwentny i stanowczy w tym co postanowisz zrobić. Nie
      możesz byc choragiewką.
      Tutaj w takiej materii chyba jednak najbardziej zdałbym się na
      opinię Egona. Jesli ktoś z nas moze cos madrego w tej kwestii
      powiedzieć to raczej tylko On.
      • egon26 Re: Być "tatą", czy obserwatorem 09.09.07, 12:26
        adellante1 napisał:
        > Trzeciego dnia.
        > Tak mi przywalił w pysk ze spłynąłem po scianie.

        Ja byłem grzecznym dzieckiem i rzadko obrywałem, choć raz w wyjątkowych
        okolicznościach też dostałem od ojca w pysk z plaszczaka. I chyba przez to
        stracił bardzo dużo w moich oczach- nawet mnie to nie bolało bo było dużo
        adrenaliny ale rzuciło mną na ziemie. Miałem wtedy pewnie z 11 lat więc co to za
        odwaga jak dorosły bije takiego szczyla ?! Poza tym byłem nie winny wink i
        dostałem dlatego że ojciec nie mógł sobie poradzić z sytuacją którą sam
        stworzył, więc pod byle pretekstem wyładował złość na mnie. Tak że z biciem -
        jeśli ktoś preferuje- trzeba uważać, na pewno nie w twarz i nie przy świadkachwink
    • kckk Re: Być "tatą", czy obserwatorem 07.09.07, 23:30
      Jednomyślność z matką chłopca wypowiadana jej ustami lub przez ciebie, ale w
      sposób, z którego wynika, że to ona czegoś oczekuje, a ty się z nią zgadzasz.
      Mama liczy, że zrobisz... ; Naszym zdaniem... to i to...

      Druga rzecz to zaimponowanie chłopcu w dziedzinach ważnych z jego punktu
      widzenia. Cel - zbudowania z czasem więzi i jako takiego autorytetu.

      Żadnych kłótni z matką przy dziecku, tylko pełna kultura, inaczej cały włożony
      wysiłek może zostać stracony.
      • burza4 Re: Być "tatą", czy obserwatorem 09.09.07, 18:10
        kckk napisał:

        > Jednomyślność z matką chłopca wypowiadana jej ustami lub przez
        ciebie, ale w> sposób, z którego wynika, że to ona czegoś oczekuje,
        a ty się z nią zgadzasz.
        > Mama liczy, że zrobisz... ; Naszym zdaniem... to i to...

        oj, chwileczkę!!! jakim "naszym zdaniem"??? komuniści wrócili?smile
        nie można mówić w sposób sugerujący, że matka jest tylko bezwolną
        marionetką w twoich rękach!

        przecież to ona, niestety, zawaliła sprawę do tej pory! jakiekolwiek
        nowe zasady - będą przypisane tobie, nawet jeśli będzie o tym mówiła
        matka. Tym bardziej teksty "mama liczy" stawiają ją w idiotycznej
        roli kukły, która własnego zdania nie ma! wystarczy zwykłe "trzeba
        to i to"

        ONA ma mówić - we własnym imieniu. Ty - tylko ją wspierać, bo sama
        jak widać była za słaba, zeby normalne zachowania wyegzekwować.
        chłopak dodatkowo ZACZYNA wchodzić w trudny wiek, to nie jest
        najlepszy moment na rewolucje wychowawcze, ale co zrobić. Jako
        facet - możesz poszukać z mlodym wspólnej płaszczyzny zainteresowań,
        czegoś co was połączy. Jazda na nartach, wspinaczka, żeglarstwo,
        majsterkowanie - coś męskiego, gdzie będzie okazja nawiązać kontakt
        między wami dwoma.

        I jeszcze jedno - nie łudź się, że rekonstruowana rodzina będzie
        funkcjonowac jak biologiczna. To działa może w rodzinach mormonów,
        ale oni nie dostają w pakiecie kobiety z nastolatkamismile. Co do
        jednomyślności - powiem tak - znam JEDNĄ rodzinę, w dodatku
        biologiczną, gdzie między rodzicami jest względna zgodnośc poglądów.
        W przeważającej masie pozostałych - jedno zabrania, drugie nie widzi
        problemu i vice versa...

        To bardzo ciężka rola, bo trudno znaleźć złoty środek - z jednej
        strony być częścią tej rodziny - a z drugiej pozostawić rolę lidera
        w wychowaniu biologicznemu rodzicowi. Finalnie - to matka podejmuje
        decyzje co wolno/czego nie.
        • kckk Re: Być "tatą", czy obserwatorem 10.09.07, 12:04
          burza4 napisała:

          > być częścią tej rodziny - a z drugiej pozostawić rolę lidera
          > w wychowaniu biologicznemu rodzicowi.

          Właśnie to miałem na myśli pisząc:
          Mama liczy... (kiedy nie ma jej w pobliżu), czy
          Uważamy... - aby podkreślić jednomyślność opiekunów

          Ok?
          • burza4 Re: Być "tatą", czy obserwatorem 10.09.07, 16:39
            kckk napisał:

            Właśnie to miałem na myśli pisząc:
            > Mama liczy... (kiedy nie ma jej w pobliżu), czy
            > Uważamy... - aby podkreślić jednomyślność opiekunów

            się domyślamsmile
            tylko że to po prostu sztuczne i nienaturalne, dorosły facet jest na
            tyle słaby w swojej roli, że musi się uciekać do argumentów
            typu "uchwała zarządu przewiduje"?

            nie prościej normalnie - "wyrzuć śmieci" i basta? matka przedstawia
            zasady, facet pomaga je respektować. I tyle.
            • kckk Re: Być "tatą", czy obserwatorem 11.09.07, 11:16
              Ale to mniej delikatnie i może spowodować bunt.
              Za to zagranie na emocjach jest sprytne smile
    • miacasa Re: Być "tatą", czy obserwatorem 09.09.07, 18:58
      możesz popytać na forum Macochy
    • johnnysixcannons Re: Być "tatą", czy obserwatorem 09.09.07, 21:19
      Spóźniłem się , wszyskie nasze sławy już się wypowiedziały,ale swoje
      3 grosze wnoszę.
      Bardzo trudno narzuciś dyscyplinę w Twojej sytuacji,bo na bunt
      wynikający z samego faktu wprowadzania dyscypliny nakłada się o
      wiele silniejszy "ty nie jesteś moim tatą".Na to nie masz żadnego
      argumentu,który trafi.Mądrą radą jest wprowadzać dyscyplinę przez
      matkę,a przynajmniej zawsze podpierać się jej autorytetem.Sam na
      swój będziesz długo pracował.To bardzo trudny układ , ale możliwy do
      ułożenia.Twoje działania chyba są jak najbardziej sensowne,ale
      potrzebujesz dużo cierpliwości.A pokonać je możesz tylko
      współpracując ściśle z matką.Układ matka syn zawsze będzie rzutował
      na twój obecny związek.No i nie zapominaj o córce.
    • kicia031 Re: Być "tatą", czy obserwatorem 10.09.07, 14:15
      Jestem matka 15 - latka, od 7 lat w rodzinie zrekonstruowanej.
      Powiem ci, czego ja bym oczekiwala od partnera: przede wszystkim
      szacunku dla mnie. Jesli uwaza, ze ja zle wychowalam mojego syna i
      na dzien dobry probuje stawiac na glowie moje zasady i moj styl
      zycia, to nic dobrego z tego nie wyniknie. Chcialabym, zeby skupil
      sie na docenieniu tego, co osiagnelam w wychowaniu dziecka i
      wzmacnianiu tych pozytywnych rzeczy, zamiast zaczynac od krytyki.
      Chcialabym, zeby byl dla mojego syna wzorem mezczyzny: pracowitym,
      odpowiedzialnym, rycerskim, stanowczonym, zyczliwym... Zeby
      angazowal go w meskie sprawy i zajecia. Chcialabym, zeby mnie
      wspieral, gdy mam z synem problemy wychowawcze.

      Kiedy juz - dzieki wyzej wymienionym czynnosciom - zapewni sobie
      szacunek i zaufanie, mozemy zaczac rozmawiac o zmianach zasad
      panujacych w domu, a po ich uzgodnieniu z taktem i zyczliwoscia
      zaczac je wprowadzac w zycie.

      Oczywiscie nie musze dodawac, ze moj partner nie poszedl droga
      opisana przeze mnie powyzej. Efektem jest wrogosc mojego syna - i
      moja, bo jak kazda matka, czuje sie zobowiazana stac po stronie
      mojego dziecka.
      Byloby szkoda, gdybys ty sobie tak spieprzyl, ale mam nadzieje, ze
      tak sie nie stanie. Ze wzgledu na was wszystkich.
      • adellante1 Re: Być "tatą", czy obserwatorem 10.09.07, 14:42
        kicia031 napisała:

        > Jestem matka 15 - latka, (...)
        > Chcialabym, zeby skupil
        > sie na docenieniu tego, co osiagnelam w wychowaniu dziecka i
        > wzmacnianiu tych pozytywnych rzeczy, zamiast zaczynac od krytyki.
        > Chcialabym, zeby byl dla mojego syna wzorem mezczyzny: pracowitym,
        > odpowiedzialnym, rycerskim, stanowczonym, zyczliwym... Zeby
        > angazowal go w meskie sprawy i zajecia. Chcialabym, zeby mnie
        > wspieral, gdy mam z synem problemy wychowawcze.
        >
        > Kiedy juz - dzieki wyzej wymienionym czynnosciom - zapewni sobie
        > szacunek i zaufanie, mozemy zaczac rozmawiac(...)

        No wymagania to masz niezłe,
        Widzisz problem polega na tym ze nie obdarzasz mężczyzny jakąś ogromna łaska w
        postaci obowiazku jakim jest wziecie na siebie wychowywania cudzego dziecka.
        Natomiast z twojego postu i tonu wypowiedzi wynika ze na koniec jeszcze facet
        winien ci pomnik wystawić.
        Zgadzając na "rekonstrukcje rodziny" powinnas zdawac sobie sprawę ze zaczynasz
        coś tworzyć od początku z druga osobą a nie dajesz mu niesamowitą szansę na
        wstapienie w szeregi Twojej rodziny.
        Z takim Twoim podejsciem facet od samego początku był na przegranej pozycji.
        Tworzenie od nowa wymaga kompromisów ze wszystkich stron. Nie tylko faceta ale
        twojej i twojego syna również. To ze nie potrafiłas tego kompromisu wyegzekwowac
        nie moze być tylko jednostronną winą.
        • kicia031 Re: Być "tatą", czy obserwatorem 10.09.07, 15:37
          Nie robie laski. Ja tez zostalam macocha i tak wlasnie postepowalam
          wobec corki mojego partnera. Tak wiec wobec siebie mialam takie same
          wymagania, i te wymagania wcielilam w zycie, co nie wymagalo
          nadludzkiego wysilku.

          Nie ma obowiazkiu wchodzenia w zwiazek z kobieta badz mezczyzna
          majaca dziecko / dzieci z poprzedniego zwiazku. Jesli sie jednak na
          to decyduje, to warto dolozyc staran, by sie udalo. No chyba ze od
          poczatku chce sie zyc w zwiazku pelnym konfliktow i wrogosci.
          • egon26 Re: Być "tatą", czy obserwatorem 10.09.07, 16:09
            kicia031 napisała:
            > Nie robie laski.

            I znowu pornografia i zwierzenia erotyczne na etatach wink Dajcie spokój są inne
            fora do takich wyznań ;DDD
            • mara_76 Re: Być "tatą", czy obserwatorem 10.09.07, 22:26
              Egon - I LOVE YOU za ten tekst smile))
    • ojczym2007 Re: Być "tatą", czy obserwatorem 12.09.07, 10:24
      Jestem w dość podobnym położeniu. Próbuję prawie od roku znajdować wspólny język
      z 14-letnią córką. Muszę przyznać, że łatwe to nie jest, ale jakoś idzie do
      przodu. Z dziewczynkami jest chyba łatwiej, choć może się mylę, ale patrząc na
      swojego 7-letniego syna widzę, że chłopaki są ogólnie butniejsze i wszystko
      idzie wolniej i czasem jak po grudzie.
      Nie będę się tu powtarzał, ale fajny tekst (niezupełnie mój) znalazłem,
      przetłumaczyłem i umieściłem tu:

      www.ojczym.pl/2007/07/30/narzedzia-ojczyma/
    • darek12345 Re: Być "tatą", czy obserwatorem 14.09.07, 08:57
      Ja jestem w nieco podobnej sytuacji, bo w związku (już od 5 lat) z
      kobietą, której córka ma obecnie 12 lat.
      Ja staram się nie wtrącać w życie córki żony i na razie myślę, że
      nie najgorzej na tym wychodzę.
      Tak więc zdecydowanie jestem za opcją "obserwator".
      Niestety takie związki już od początku są trudniejsze dla
      wszystkich. A czy warto się w nie "pakować" to trzeba bardzo długo
      przemyśleć.
    • jon1962 Re: Być "tatą", czy obserwatorem 23.09.07, 13:09
      Jestem ojcem samotnie wychowujacym dwujke dzieci . Nawet niemyśle
      załatwic im macochy ,w wieku 13i15lat nieakceptują zadnej
      kobiety .Myśle ze ztoba jest podobnie ,poprostu wtargnoles w ich
      zycie i maja Ci za złe .NIE zastąpisz im ojca napewno ,jestes tylko
      facetem ich matki i to tak zostanie chyba ze zostaniesz jakims
      sposobem przyjacielem tych dzieci . Pozdrawiam i zycze sukcesu
      • burza4 Re: Być "tatą", czy obserwatorem 26.09.07, 17:56
        jon1962 napisał:

        > Jestem ojcem samotnie wychowujacym dwujke dzieci . Nawet niemyśle
        > załatwic im macochy ,w wieku 13i15lat nieakceptują zadnej
        > kobiety .

        trochę mnie przerażasz - ludzie chcą mieć partnera, a nie sprawiać
        ojczyma/macochę swoim dzieciom! Czy to znaczy, że dzieci dyktują ci
        jak ma wyglądać twoje życie? wolno ci choć na randki chodzić, czy
        tylko praca-dom?smile

        nie wyobrażam sobie, żeby moje dziecko dyktowało mi warunki, czy
        żebym dostosowywała moje życie do widzimisię gó..ary.

        coś jest nie halo, jeśli nie potrafisz przeciwstawić się córkom,
        jeśli one są tak egoistyczne, że nie widzą nic poza czubikiem
        własnego nosa, w tym twoich potrzeb. Chyba, że ci jest fantastycznie
        samemu, ale na dłuższą metę samotność nikomu nie odpowiada. Ojciec
        też ma prawo do bycia kochanym jako facet. Będziesz z tym czekał
        kolejne 10-15 lat, az się usamodzielnią i dadzą ci łaskawie wolną
        rękę? będziesz miał po 50-tce i staniesz się ciężarem, przyjdzie im
        do głowy, że wygodniej byłoby żeby jakaś kobita zdjęła z nich
        obowiązek opieki nad starym ojcem? tylko czy znajdziesz amatorkę?
        • egon26 Re: Być "tatą", czy obserwatorem 26.09.07, 20:08
          burza nie każdy musi mieć partnera, jeśli jego żona zmarła to może nie
          koniecznie wyobrażać sobie życie z kimś innym. Może za jakiś czas ale nic na
          siłę. Ja nie wyobrażam sobie by w takiej sytuacji jakaś inna kobieta zastępowała
          matkę mojemu synowi, choćby z lojalności do żony. Tak że daj facetowi i jego
          córką spokój. Z tego co ja wiem dla faceta w każdym wieku znalezienie kobiety
          nie stanowi większego problemu - więcej jest wolnych pań do wzięcia niż panów.
          • burza4 Re: Być "tatą", czy obserwatorem 29.10.07, 20:02
            egon26 napisał:

            > burza nie każdy musi mieć partnera, jeśli jego żona zmarła to może
            nie> koniecznie wyobrażać sobie życie z kimś innym. Może za jakiś
            czas ale nic na> siłę.

            ależ zgadzam się z tobą całkowicie, tylko mnie zastanowiło pisanie
            przez pryzmat dzieci jedynie "nie zamierzam sprawić IM macochy".
            Rozumiałabym gdyby napisał "nie jestem jeszcze gotowy".

            chodziło mi o to, że nie można układać sobie życia tylko pod
            dyktando dzieci. A czasem panowie wikłają się w związki pod presją
            otoczenia ("weź sobie kobitkę, dzieci ci przypilnuje, one potrzebują
            matki w domu") albo ze względu na wygodę (bo samemu facetowi trudno
            podołać pracy, prowadzeniu domu i wychowywaniu dzieci).
    • 4motyle Re: Być "tatą", czy obserwatorem 29.10.07, 03:37
      Witajcie,
      Jestem kobieta(matka,po raz drugi zona)
      jestem w zwiazku z moim mezem juz dobre pare lat(8). z poprzedniego zwiaku mam
      dwoje dzieci (11,14)i teraz po latach oczekiwan dwa wspolne maluchy.temat
      poruszany przez zull5 rowniez bardzo mnie dotyczy.
      Powiem tak - to barzdo wielka sztuka podejscia/postawy wobec przybranych dzieci
      ale w moim odczuciu wiecej w niej winno byc z ojca/przyjaciel/mentora niz
      obserwatora.Wierze,ze trudno sprostac roli ojczyma,mnie szczesliwuie nie
      przypadlaw udziale rola macochy (kto wie moze bylabym jedza rodem z bajki o
      krolenie sniezce..????? - latwozakladac cos czy teoretyzowac,prawda)-choc moje
      dzieci starsze maja z druga zona taty do czynienia.
      Na bazie moich doswiadczen wiem,ze najwiekszym pragnieniem kobiety jest aby jej
      dzieci zaznaly milosci/wsparcia/zyczliwosci/akceptcji ze strony jej partnera i
      vice-versa i STWORZENIE kochajacej sie i szanujacej wzajemnie rodziny - Utopia??
      Mam w tej kwestii wiele do powiedzenia i podzielenia sie z Wami. Moje dzieci
      poznaly mojego aktualnego meza gdy byly dosc male(latwiej stworzyc podstawy
      wiezi,wkomponowac sie w rodzine,powoli budowac zaufanie i swoja role przez
      meza/ojczyma)ale przezywalam wiele wzlotow i upadkow" w relacjach pomiedzy moim
      mezem i dziecmi i ten proces trwa do dzis.Szcegolnie trudna i nawracajaca jest
      relacja maz-starszy syn - to wszystko jest bardzo skomplikowane...Bardzo madre
      wypowiedzi zobaczylam na stronie www.ojczym.pl (chyle czola Twojej
      madrosci,wrazliwosci i wielkiej pozytywnej intencji jaka niesiesz w swoim swoim
      stosunku do dzieci 14-letniej O. i Twojego z krwi i kosci syna- 7-letniego B.smile (
      Taka Chec zmagania sie z wyzwaniami wychowawczymi, stala
      OBECNOSC,wspoluczestniczenie w ich zyciu,otwarosc,chec sluchania i dawania
      siebie dzieciom - to wspaniala postawa oczekiwana przez kazda kobiete w podobnej
      sytuacji.
      A wiec podsumowujac: w moim odczuciu rola ojczyma w egzekwowaniu zasad,
      posluszenstwa, wykonywaniapolecen powinna byc aktywna, ale relacja
      Ojczym-dziecko przybrane nie moze sie tylko do tego ograniczac! Potrzebna jest
      UWAGA na inne aspekty zycia dziecka-jego zainteresowania,sukcesy,porazki- tak
      aby mialpoczucie bycia kims WAZNYM dlaojczyma i dostrzeganym w
      rodzinie(szczegolnie popojawieniu sie wspolnych dzieci....)
      pozdrawiam wszystkich cieplo
      • ojczym2007 Re: Być "tatą", czy obserwatorem 30.10.07, 01:06
        • ojczym2007 Re: Być "tatą", czy obserwatorem 30.10.07, 01:08
          No tak - coś nie wyszło.

          Miało być:

          W ogóle dzieci własne czy przybrane MUSZĄ mieć poczucie, że są kimś ważnym dla
          nas rodziców. To chyba jest jedna z najważniejszych spraw dla nas rodziców.
Pełna wersja