Dodaj do ulubionych

Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój brak zaufania

12.09.07, 18:56
Piszę, gdyż chciałabym poznać męski punkt widzenia na poniższy
problem.
Jesteśmy małżeństwem od ponad 10 lat, po siedmiu latach związku
pojawiła się córka. Pierwsze 7 lat to sielanka, układało nam się
dobrze, pracowaliśmy, ja jednocześnie studiowałam, kupiliśmy
mieszkanie. Zdarzały się sprzeczki, ale dość rzadko, choć
różniliśmy się zawsze – mąż pracownik fizyczny, bez potrzeby
rozwijania się, mało inteligentny; ja – po studiach, pracownik
specjalistyczny, nieustannie czuję potrzebę rozwijania się. Do
momentu życia we dwoje było ok. co nie znaczy, że nie drażniły mnie
pewne „niskie” zachowania męża i próbowałam z nimi walczyć.
Po narodzeniu córki pewne postawa mojego męża jako ojca była
totalnie przeze mnie nie zrozumiała. Nie wstawał w nocy, gdy była
chora nie czułam choćby psychicznego wsparcia z jego strony (częste
kontrole lekarskie denerwowały go, duszący kaszel niemowlaka w nocy
nie robił na nim wrażenia i spał jak gdyby nic się nie działo,
pewnego razu w nocy obudziłam go mówiąc, że mała ma gorączkę,
przyjął to do wiadomości i spał dalej, a rano wstawał i jechał do
pracy). Mąż jest typem „dwie lewe ręce” – nie zmieniał pieluch, nie
przygotowywał posiłków, nie karmił, nie kąpał. Bał się, że zrobi
małej krzywdę, więc i ja się obawiałam i wszystko robiłam sama.
Teraz córka ma 3,5 roku, mają ze sobą dobry kontakt. Tata to
najfajniejszy kompan do zabaw. I tu pojawia się problem: mąż podczas
zabaw z dzieckiem nie czuwa nad jego bezpieczeństwem. Dla mnie to
olbrzymi problem, boję się, że zrobi jej nieświadomie krzywdę przez
swoją lekkomyślność. Twierdzenie męża: „dziecko samo sobie krzywdy
nie zrobi” doprowadza mnie do szału. Właśnie ostatnia zabawa mało
nie skończyła się urazem małej -tatuś miał być „koniem” i wozić ją
na czworaka, córka wskakiwała na jego plecy i przeskoczyła przez
głowę tatusia i swoją głową uderzyła w dywan robiąc salto całym
ciałem i upadając na plecy /kręgosłup/, mnie widok ten przeraził, a
między nami od tamtego incydentu (2 dni) są ciche dni. Mąż uważał,
że sama skoczyła, ale ja nie wyobrażam sobie bawić się z dzieckiem i
nie panować jako osoba dorosła nad bezpieczeństwem wspólnej zabawy.
Pewnie, mnie też zdarza się, że córka uderzy się przy mnie,
przewróci się, ale wtedy gdy jestem blisko, staram się ją
zabezpieczać.
Doszło do tego, że boję się zostawiać córkę z mężem sam na sam.
Bardzo mi to doskwiera, dociera do mnie, że jako ojciec mojego
dziecka nie spełnia moich oczekiwań, zawiodłam się.
Sory że tak długo, ale musiałam się wygadać. Może poglądy kogoś z
zewnątrz pomogą mi w zrozumieniu zachowań męża.
Obserwuj wątek
    • breuszek Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 12.09.07, 20:43
      czy przez tez 3,5 roku zostawiłaś choć raz np na tydzień czasu ich samych? No
      dobrze przesadzam - na 3 dni. I dlaczego nie?
      Zresztą jak przejrzysz archiwum forum to myślę że znajdziesz odpowiedź.
    • johnnysixcannons Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 12.09.07, 21:56
      Na bardzo typowy post z serii nie czułam wsparcia ze strony męża
      nakładasz brak jego wykształcenia.nie wiem co Ci bardziej
      przeszkadza.A ojcowie czasem dośc ekscentrycznie bawią się z
      córkami.Wiem , że można tego nie pochwalać ,ale w końcu nic sie nie
      stało,a córa się do taty garnie.
      Jeśli dobrze rozumiem to wybiersz między swoim rozwojem (swojej
      osoby), a życiem rodzinnym.Nie pomogę Ci wybrać.
      • jaremax Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 12.09.07, 23:04
        Betomar ! 3/5 letnie dziecko to komandos w pierwszym wydaniu -smile
        A tak wogóle osoooo Ci chodzi ?
        Masz kochanka z wyższym wykształceniem ? wink)).
    • egon26 Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 12.09.07, 23:56
      A jak miał łapać to dziecko skoro skakało mu na plecy - no nie da się po prostu,
      umyć sobie samemu plecy- to jest wyczyn a złapać lecące dziecko to już w ogólewink
      Ja jestem zdania że nad dzieckiem zapanować się nie da- kiedyś pójdzie miedzy
      ludzi choć by do przedszkola i w końcu zacznie się *parzyć* przy zabawach. Więc
      lepiej by sparzyło się kilka razy przy nas może zrozumie że lepiej uważać bo
      czasem boli.
      No to co napisałaś o mężu nie brzmi fajnie - w końcu jesteście małżeństwem
      pewnie się kochacie więc wykształcenie nie powinno mieć znaczenia. Może się mylę
      ale twoja historia przypomina mi historyjki kilku dziewczyn które znam. Po
      szkole wyszła za robotnika budowlanego najlepiej pracującego za granicą,
      przysyłał dużo forsy więc lecz czuła się samotna więc robiła studia by czasem z
      ludźmi się spotkać i też na imprezę wyskoczyć itd. Koleżanki jej zazdrościły bo
      one się dorabiały ze swoimi biednymi chłopaczkami studentami a tą stać już było
      na wiele. Gdy minęły lata studiów wszyscy zaczęli się dorabiać i spotykać w
      towarzystwie małżonków i wtedy pojawił się problem bo pracujący fizycznie mąż
      nie bardzo pasował do reszt towarzystwa. Może się mylę ale tak mi wygląda ta
      twoja historia.
      • znikad Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 13.09.07, 01:51
        Biedny facet. Stara sie, pracuje, bawi z dzieciakiem i jeszcze zle.
        Ktoregos dnia uciekna od Ciebie oboje i zostaniesz sama, bo nie beda
        mogli zniesc: corka - Twojej nadopiekunczosci, maz - braku szacunku.
        Ty sie, Kobieta, dobrze popatrz w lustro, idz na dlugi spacer i
        ODPUSC! Zostaw Ich we dwoje, niech sie bawia, nawet jak ktores
        kiedys przy okazji sobie nabije guza czy zlamie reke to i tak beda
        miec wiecej radosci we dwoje niz spedzajac czas z Toba bez zadnych
        urazow.
        Kurcze, ale mi zal tego Twojego meza a chyba jeszcze bardziej
        dzieciaka - miec taka matke to kanal! Nic gorszego niz
        nadopiekunczosc.
      • adellante1 Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 13.09.07, 15:30
        Egon tak bardzo jak cię nie lubie tak ci przyznaje rację... wink))
        Dla mnie to kolejny post z cyklu "Zobaczcie jakiego mam fatalnego męża i
        potępiajcie go wraz ze mną"

        1. pracownik fizyczny - "dwie lewe ręce" idiotyzm
        2. Spał w nocy - pozapieprzaj fizycznie cały dzień na budowie albo przy
        produkcji nawet armata cię nie obudzi.
        3. ewidentny najwiekszy problem - "ja się rozwinełam i został mi robol w domu" -
        normalnie lament i płacz... na zasadzie "ja chcę biznesmena!! mnie się należy bo
        dyplom zrobiłam!!!"

        A wiecie co, dopiero ten post przypomniał mi ze moja żona nie dorasta mi do piet
        w wykształceniu ja mam dyplomy a ona nie!!!!
        Panowie co ja mam teraz zrobić??!!!!!!!! Jak mam wytrzymać w takim strasznym
        związku????
        Poza tym ma dwie lewe rece, wystarczy że się samochód zepsuje i nic nie zrobi!!
        Mówię jej o tym a ona nic, po prostu przyjmuje to do wiadomości. Poza tym nigdy
        nie bierze córki na barana i nigdy nie biega z nia tak wokół ogrodu. Jak moze
        być taka nieodpowiedzialna i nieczuła dla dziecka????
        • tata_tomek Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 14.09.07, 14:30
          adellante1 napisał:

          > dopiero ten post przypomniał mi ze moja żona nie dorasta mi do piet
          > w wykształceniu ja mam dyplomy a ona nie!!!!
          > Panowie co ja mam teraz zrobić??!!!!!!!! Jak mam wytrzymać w takim strasznym
          związku????

          Mam propozycję: w warszawskim Ogrodzie Saskim stoją rzeźby - personifikacje
          różnych nauk oraz cnót. Postawimy tam twój wizerunek i podpiszemy "Heroizm".
          Może to pomoże ci wytrwać w tym związku? smile
          • adellante1 Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 14.09.07, 15:17
            Ok ale niech bedzie "heroizm altruizm i wzór cnót wszelakich"
    • lambert77 Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 13.09.07, 07:49
      he he smile no to trafiłaś z tym postem tutaj jak śliwka w kompot smile big_grin
      Jeszcze więcej byś napisała o swoim mężu "nieudaczniku" a chłopaki
      by się ścigali który pierwszy stos pod Tobą podpali. Poza tym że
      masz problem ze swoimi ambicjami, wymaganiami i zwykłym brakiem
      szacunku dla drugiej osoby cała reszta czyli strach o dziecko w
      trakcie zabaw z ojcem to zwykła rzecz. Ma tak pewnie większość
      kobiet. Moja też mnie czasami opie.ala a niby nic takiego z małym
      nie robimy.
      Odpuść sobie kochana bo jak tak dalej pójdzie to skończy się to dla
      Ciebie jakąś nerwicąsmile.... Są na świecie faceci, którzy wogóle nie
      zbliżają się do swoich dzieci więc i tak masz dobrze że chociaż się
      bawi.
      To że Ci na początku nie pomagał i nie "wspierał" to no cóż przykro
      widać taki typ i to też nie jest jakaś nowość na ematkach pełno o
      tym postów big_grin....
      ... I jeszcze jedna sprawa czy ty przypadkiem nie jesteś zazdrosna o
      to że po latach kiedy siedziałaś przy małej noc w noc ona lubi
      spędzać czas z ojcem który się nią nie zajmował???
    • tata_tomek To problem 'żona-mąż' a nie zabaw męża i córki 13.09.07, 08:42
      betomar napisała:

      > różniliśmy się zawsze – mąż pracownik fizyczny, bez potrzeby
      > rozwijania się, mało inteligentny; ja – po studiach, pracownik
      > specjalistyczny, nieustannie czuję potrzebę rozwijania się.
      > (...) drażniły mnie
      > pewne „niskie” zachowania męża i próbowałam z nimi walczyć.
      > (...) Mąż jest typem „dwie lewe ręce”

      Jakiś mądry matematyk powiedział: Przeciwieństwa najpierw się przyciągają, potem
      przyciągają coraz szybciej, a potem bum! i się zderzają. (pewnie ten matematyk
      był żonaty). No więc właśnie się z mężem zderzyliście, i moim skromnym zdaniem
      nawet gdybyście nie mieli dziecka, to i tak kiedyś ta bomba by wybuchła. Nie
      gniewaj się za 'brutalne' pytanie, ale... wiedziałaś, ile was różni, kiedy
      wychodziłaś za niego za mąż?

      > Po narodzeniu córki pewne postawa mojego męża jako ojca była
      > totalnie przeze mnie nie zrozumiała. Nie wstawał w nocy, (...)
      > nie czułam choćby psychicznego wsparcia z jego strony (...)

      A dziecko było wyczekiwane przez was oboje? On też się przygotowywał na
      narodziny dziecka?

      > Mąż (...) nie zmieniał pieluch, nie
      > przygotowywał posiłków, nie karmił, nie kąpał. Bał się, że zrobi
      > małej krzywdę, więc i ja się obawiałam i wszystko robiłam sama.

      No to jakiego sobie wychowałaś, takiego masz. Jeżeli na poprzednie dwa pytania
      udzieliłaś odpowiedzi 'nie', to skutki można było przewidzieć bez trudu dużo
      wcześniej.

      > mąż podczas
      > zabaw z dzieckiem nie czuwa nad jego bezpieczeństwem. (...)
      > tatuś miał być „koniem” i wozić ją
      > na czworaka, córka wskakiwała na jego plecy i przeskoczyła przez
      > głowę tatusia i swoją głową uderzyła w dywan robiąc salto całym
      > ciałem i upadając na plecy /kręgosłup/, mnie widok ten przeraził, a
      > Mąż uważał,że sama skoczyła,

      Przecież wyżej sama piszesz, że tak było, czyli, że ona skoczyła. Każda taka
      "aktywna" zabawa ma dwie fazy: uprzedzenie dziecka "wolno ci zrobić to ale nie
      możesz zrobić tamtego" a potem dopiero realizacja. Uprzedzenie zapewne było OK,
      ale córka nie zrobiła tego co powiedział ojciec , np. "właź mi na plecy powoli
      ale nie wskakuj".

      Wyjaśnij mężowi _na_spokojnie_ to co napisałaś wyżej: że obawiasz się, że
      dziecku coś się stanie, i że trzeba samemu być uważnym ale i dziecku przy
      _każdej_ zabawie powtarzać 100 x 'uważaj'. Sama poczytaj też trochę o małych
      'człowieczkach-odkrywcach': oni/one muszą wszędzie wejść i (prawie) zewsząd
      spaść; to nie ogranicza się tylko do dzieci, które właśnie nauczyły się chodzić
      i odkrywają, że świat nie kończy się 40 cm nad podłogą bo wyżej jest mnóstwo
      ciekawych miejsc; 3 - 4 latki też uwielbiają takie odkrycia.

      Na podstawie moich doświadczeń przypuszczam, że córka sama bez pomocy taty
      potrafi rzeczy, które są dla niej potencjalnie niebezpiecznie a wy nie macie o
      tym pojęcia. Ja tak samo nie miałem o mojej, dopóki nie zobaczyłem mojej (wtedy)
      trzylatki, jak przystawiła sobie taboret do blatu, weszła na taboret, na blat
      kuchenny i z najwyższej półki w szafce stojąc na palcach i trzymając się talerzy
      w szafce smile na palcach wyciągnęła sobie ulubione ciasteczka, schowane tak wysoko
      bo "tam córeczka nie dosięgnie". Stałem wtedy obok ale nie zawracała sobie głowy
      tym drobiazgiem wink

      Sęk w tym, że _nie_ma_ 100%-bezpiecznej zabawy: dziecko może sobie zrobić
      krzywdę (lub tylko sprawić ból) nawet przy rysowaniu kredkami: moja kiedyś
      siedziała przy stole i rysowała, kredka jej spadła, więc zeszła z krzesła pod
      stół żeby podnieść i przy wstawaniu walnęła mocno głową o stół. Nic sobie nie
      rozcięła ale jej płacz słychać było chyba w pobliskim sklepie spozywczym. A my
      siedzieliśmy obok i co - nie dopilnowaliśmy?

      A metodę 'ciche dni' odłóż na samo dno kosza na śmieci. Cisza w domu jest
      wskazana gdy ty się uczysz do egzaminów albo mąż odsypia nocną zmianę [choć przy
      trzylatce bardzo trudno o obniżenie poziomu hałasu smile]. Niech ci się nie wydaje,
      że takie poawanturowe ciche dni zostaną bez wpływu na psychikę każdego z Was; ot
      tak, pomilczymy pare dni a potem sielanka wróci. Otóż nie wróci, czhyba, ze
      pozornie. Jeśli takich dni będzie więcej, to po jakimś czasie pojawi się wredna
      dręcząca gryząca myśl: skoro możemy tak żyć bez rozmawiania to co to za rodzina,
      co to za małżeństwo?
      • ania1500 Re: To problem 'żona-mąż' a nie zabaw męża i córk 15.11.07, 22:11
        Tak sobie siedze i czytam,zona mi powiedziala o tym forum,troche jej
        namieszalo w glowie,ale teraz wiem dlaczego,gdybym ja tu siedzial po
        kilka godzin dziennie ,to pewnie tak samo bym reagowal.Pierwszy raz
        sie wypowiadam i musze tak ostro no trudno.

        Kobieto jak by moja zona,cos takiego napisala o mnie,na drugi dzien
        bym jej wreczyl pozew rozwodowy.No to tyle reszte dopowiedz sobie
        sama.
    • azille Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 13.09.07, 09:07
      czytam i się zastanawiam
      po co właściwie z nim jesteś
      skoro taki "nieudolny" we
      wszystkim
    • kckk Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 13.09.07, 12:00
      A moja kuzynka chce wyjść za takiego oszołoma, szkoda jej uncertain
      • lambert77 Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 13.09.07, 12:11
        a mnie szkoda jej faceta ... szkoda że nie może się zobaczyć jej
        oczami ... to że nie pomagał jej kiedy urodziła nie wstawał do
        dziecka to przykry fakt ale powiedzcie ilu facetów to robi???
        • egon26 Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 13.09.07, 13:08
          A mi się wydaje że największy problem to wykształcenie. Choć dla mnie to dziwne
          bo takie problemy zależne nie są od wykształcenia a od inteligencji. A po
          studiach poziom inteligencji u tej pani się nie podniósł. Więc te problemy
          powinny być zauważalne już wcześniej.
          • lambert77 Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 13.09.07, 13:31
            Raczej ambicja dorównania koleżankom smile wiesz jak to jest czasami
            mąż koleżanki z zawodu jest dyrektorem więc to niesprawiedliwe że
            mój jest hydraulikiem albo budowlańcem smile... my faceci mamy
            łatwiej smile wystarczy że żona jest ładna big_grin a reszta nam zwisa i
            powiewa big_grin i tak drugi facet nie będzie mi zazdrościł dlatego że
            moja żona jest dyrektorem tylko dlatego że ma fajne cycki smile taka
            jest prawda nie ma co się jej bać smile kobiety pod tym względem są
            czasami smile hmm dziwne
            • egon26 Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 13.09.07, 13:48
              lambert77 napisał:
              > Raczej ambicja dorównania koleżankom smile
              Ja myślę że to jest tak że na studiach było wszystko ładnie bo koleżanki jej
              zazdrościły bo na nią facet normalnie zapie... i tą było stać na fajne ciuch
              itd. bo reszta to byli biedni studenci. Teraz już nie jest tak fajnie bo
              finansowo pewnie dorównują-przerastają i górę biorą ambicje o których piszesz.
              • kckk Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 13.09.07, 14:48
                Ja myślę, że nie ma co rozmyślać wink
                A mężczyźnie wyobraźnia na pewno by nie zaszkodziła. Przewidywania można się
                nauczyć, do pewnego stopnia... smile
                Wystarczy chwilę porozmyślać wink
                • lambert77 Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 13.09.07, 15:11
                  w trakcie zabawy?? myśleć?? oszalałaś big_grin chcesz nam odebrać i tę
                  odrobinę zabawy. Gdybym za każdym razem w trakcie zabawy miał przed
                  oczami wizerunek syna spadającego z czegoś to chyba musiałbym pójść
                  się leczyć smile... i to jest różnica ojciec-matka. Kiedy ja zostaję z
                  nim sam mały dostaje zakazy tylko w ekstremalnych przypadkach np gdy
                  próbuje bawić się kablami lub żelazkiem. Kiedy jest z nim żona co
                  chwilę słysze zostaw nie rusz nie wolno nie wchodź. Ostatnio mały
                  próbował przeczołgać sie pod krzesłem do kompa ... nawet się nie
                  podniosłem żeby mu pomóc. Moja żona już by leciała z krzykiem żeby
                  odsuwać krzesło wołać straż policje karetki smile teściowa zresztą też.
                  A ja spokojnie patrzyłem jak kombinuje jakby tu przepchnąć za
                  przeproszeniem dupe skoro już wlazł do połowy. smile
                  • kckk Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 13.09.07, 15:24
                    Chęć wygłupów sama odejdzie, kiedy któryś raz z kolei dzieciak zrobi sobie
                    krzywdę ku uciesze ojcu wink
                    • tata_tomek Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 14.09.07, 08:55
                      kckk napisał:

                      > Chęć wygłupów sama odejdzie, kiedy któryś raz z kolei dzieciak zrobi sobie
                      > krzywdę ku uciesze ojcu wink

                      A jaka krzywdę sobie zrobi czołgając się pod krzesłem?
                      • kckk Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 14.09.07, 13:26
                        Przeczytaj proszę i wyjaśnij mi Twoje zdanie bo nie rozumiem o co chodzi smile

                        "Twierdzenie męża: „dziecko samo sobie krzywdy
                        nie zrobi” doprowadza mnie do szału. Właśnie ostatnia zabawa mało
                        nie skończyła się urazem małej -tatuś miał być „koniem” i wozić ją
                        na czworaka, córka wskakiwała na jego plecy i przeskoczyła przez
                        głowę tatusia i swoją głową uderzyła w dywan robiąc salto całym
                        ciałem i upadając na plecy"
                        • lambert77 Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 14.09.07, 13:50
                          No i dziecko fikneło salto i co z tego przecież jest jeszcze na
                          takim etapie że to giętki niczym guma ciało może się co najwyzyj
                          potłuc. W podstawówce będzie na wf gorsze rzeczy wyczyniała z
                          własnym ciałem... Wbrew pozorom dziecko bardzo trudno uszkodzić.
                          Wiem wiem jesteśmy przebrzydłymi facetami i się nie znamy smile
                        • tata_tomek Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 14.09.07, 14:27
                          kckk napisał:

                          > Przeczytaj proszę i wyjaśnij mi Twoje zdanie bo nie rozumiem o co chodzi smile

                          Ale cytowane dalej zdanie nie jest moje ino autorki postu.
                          • kckk Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 14.09.07, 14:47
                            Zdrowia dla dzieci życzę smile
                        • egon26 Tak sobie przypomniałem ;) 18.09.07, 11:13
                          > "Twierdzenie męża: „dziecko samo sobie krzywdy nie zrobi”

                          A no zrobiwink Przypomniałem sobie jak mnie ojciec zabrał w wieku chyba 3 lat na
                          sanki. Sam się zagadał z kimś a ja pojechałem, ojjjjj pojechałem ;D Tyle że
                          miałem nogi za krótkie by zahamowaćwink I zatrzymałem się na drzewie, sanki się
                          rozleciały a ja czołem próbowałem przebić drzewowink W efekcie zabrało mnie
                          pogotowie i przez tydzień wyglądałem jak chińczykwink- czoło i oczy miałem
                          strasznie opuchnięte. Do dziś z tego wypadku została mi prawie niewidoczna
                          narośl na kości czołowej i może też dlatego jestem taki dziwny jak twierdzi
                          Adekwink Tak że chyba lepiej faktycznie przemyśleć wszystko kilka razy przed
                          zabawą i popatrzyć na wszystko z perspektywy dziecka - ot choćby czy będzie w
                          stanie wyhamować wink
                          • anita.net Re: Tak sobie przypomniałem ;) 13.11.07, 15:31
                            mnie kiedyś tata "zgubił" z roweru... jechałam na bagażniku z tyłu. Miałam chyba
                            z 5 lat. Spadłam na zakręcie, tata pojechał dalej. Dojechał do domu i po mnie
                            wrócił, bo sie zorientował, że bagażnik pusty wink. Naszczęście poza guzem i
                            lekkim wystraszeniem: "Gdzie tata jedzie?" nic się nie stało...
    • beniusia79 Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 14.09.07, 17:01
      kochana, popelnilas mezalians... ciekawie piszesz o swoim mezu-malo
      inteligentny. dziwisz sie, ze wam sie nie uklada? tez bym miala
      dosyc swojego partnera gdyby okreslal mnie takimi epitetami...
      bal sie przewijac czy to ty mu to wmawialas? wnioskuje, ze nie
      pozwalalas mezowi tego robic lub tez zwrocilas mu kilka razy uwage,
      ze zle to robi wiec dal sobie spokoj. ten typ tak ma. niegdy nie
      mozna faceta strofowac i mowic mu, ze wszystko zle robi...
      jesli chodzi o meskie zabawy z dzieckiem to twoj maz nie jest
      jedyny. mezczyzni sa mniejszymi panikarzami, bawia
      sie "drastyczniej" ze swoimi dziecmi. tak ma kazdy facet. nie
      gniewaj sie, ale ja mam wrazenie, ze to ty masz problem...
    • gacusia1 Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 14.09.07, 17:47
      "mąż pracownik fizyczny, bez potrzeby
      rozwijania się, mało inteligentny; ja – po studiach, pracownik
      specjalistyczny, nieustannie czuję potrzebę rozwijania się."
      Czy uwazasz,ze dzieki swojemu wyksztalceniu jestes LEPSZA,bardziej
      odpowiedzialna,MADRZEJSZA,niz maz ktory jest pracownikiem
      fizycznym???
      Skoro uwazasz,ze wiesz lepiej to wytlumacz mezowi w taki sposob,zeby
      zrozumial swoje nieodpowiednie zachowanie w zabawach z dzieckiem.
    • felixa1 Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 14.09.07, 21:29
      Po pierwsze-jestem babą!! Powiem tak nie rozumiem twojej postaw-
      przecież widziały gały co brały- to nie jest tak, że on po ślubie
      przestał byc idealem i nagle spadł mu współczynnik inteligencji, a
      może tak się stało? Czy kiedykolwiek zachęcałaś go do opieki nad
      małą, czy rozmawiacie ze sobą jak przyjaciele, czy mówiłaś mu jaka
      jesteś zmęczona i prosiłaś o pomoc? A swoją drogą to nie dziwię się,
      że po iluś tam godzinach ciężkiej pracy fizycznej zasypia jak kamień
      i nie wstaje w nocy do dziecka a nawet jego płacz go nie budzi. Mój
      mąż, chociaż nie pracuje fizycznie też nie wstawał do małej, z
      prostego powodu, nie widziałam konieczności wymagania tego od niego,
      bo to ja jestem w domu a on wstaje rano i musi być wyspany, żeby
      świadomie podejmować ważne decyzje. Dodam jeszcze, że oboje mamy
      takie samo wykształcenie i to nie jest tak, że ja głupia mało
      wykształcona, bez ambicji uważam, że skoro on ma tą "ważną pracE" to
      nie moge od niego nic wymagać. W pierwszym okresie życia małej
      (pirwsze trzy miesiąće) mąż wstawał wcześniej o godzinę z własnej
      woli i golił się , mył ubierał w asyście naszej małej w wózku, to
      był jego pomysł, po prostu widział jak jestem zmęczona i chciał,
      żebym przespała chociaż te dwie godzinki. Czy przypadkiem nie było
      tak, że każde jego zachowanie ganiłaś, a to źle trzyma małą, a to
      źle założył pielkuszkę, a to na pewno zrobisz jej krzywdę itd. Jeśli
      tak to nie dziw się, że nie robił przy niej nic ja bym też sobie
      darowała. Dodam jeszcze, że przed narodzinami córki miałam jedno
      ważne postanoweinie - nigdy nie dam odczuć mężowi, że jest mniej
      ważny, że dziecko stało się całym moim światem, i tak jest-
      rozmawiamy ze sobą, radzimy się siebie, tak jak kiedyś prasuję mu
      koszulę( wiem, że tego nie cierpi i robiłam to nawet wtedy gdy
      wstawałam wcześniej od niego i szłam do pracy), staram się , żeby
      codziennie miał obiad a jeśli gdzieś zabalujemy z małą to lecę i
      kupuję chińczykasmile Może ktoś powie, że jestem antyfeministką, ale to
      nie prawda, właśnie jadę w paździrniku za granicę na parę dni, bez
      małej, w tym czasie zajmie się nią mąż, jest już bardzo przerażony
      ale uważa, że mi się to należy smile
    • emdzej72 Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 15.09.07, 20:11
      Moje zabawy z córkami wyglądają podobnie z tym, że dziewczynki nie
      spadają za każdym razem wink Udając konia masz obie ręce na podłodze,
      więc jak masz zapewnić bezpieczny "przelot" nad Tobą???? Ktoś już na
      tym forum napisał, że to do ojca należą bardziej niebezpieczne
      zabawy i tak ma być!
      Dzieci także potrzebują adrenaliny, choć ich matkom (i ojcom) skóra
      cierpnie. Poczekaj, jak za góra dwa lata zacznie się wdrapywać na
      niższe drzewka. Kogo wtedy "obdarzysz" brakiem zaufania?
      Nie rozumiem, dlaczego sprawa Waszego wykształcenia może tu mieć
      jakiekolwiek znaczenie? Dobry ojciec (dla dziecka) nie musi skończyć
      siedmiu fakultetów.
      Z Twojej wypowiedzi wynika jasno brak szacunku dla męża i jego
      pracy. Tego już nawet nie chcę zrozumieć. Przecież to Twój mąż, sama
      sobie go wybrałaś. Nie wolno Ci go zmieniać. Możesz jednak go
      inspirować i pobudzać do pracy nad samym sobą. Zamiast krytykować
      możesz sama coś dla niego zrobić.
      Co do drugiej części tematu wątku, czyli braku zaufania, to
      uświadom sobie, że to Ty NIE UFASZ jemu a nie odwrotnie, kto zatem
      może to zmienić? Oczywiście Ty!
      Cierpliwości dla męża, zdrowia dla pociechy, refleksji dla Ciebie
    • afrodyta190 Fajne masz zdanie na temat swojego meza 17.09.07, 21:05
      "mąż pracownik fizyczny, bez potrzeby
      > rozwijania się, mało inteligentny;"
      "pewne „niskie” zachowania męża i próbowałam z nimi walczyć. "
      moze daj mu to przeczytac?
      • adellante1 Re: Fajne masz zdanie na temat swojego meza 18.09.07, 10:33
        Po co?
        Wg autorki on pewnie i tak nie umie czytać.
    • your_and Nadopiekuńczość też jest niebezpieczna 18.09.07, 14:36
      W zasadzie wszystko już powiedzieliście, ale ja jeszcze bym zwrócił
      uwagę na ten duszący kaszel na który mąż był niewrażliwy.
      Postawa autorki pachnie mi oczywistą nadopiekuńczościa a astma
      oskrzelowa u małych dzieci jest sklasyfikowana jako choroba
      psychosomatyczna właśnie mająca źródło w nadopiekuńczości i
      pielegnowaniu symbitycznej relacji - bycia niezastapioną dla dziecka.
      Nie dość że szkodzi więc w oczywisty sposób swojemu zwiazkowi to
      jeszcze bardzo prawdopodobnie że tak naprawdę i dziecku .
      wiecej:
      Zaburzenia psychosomatyczne w świetle teorii psychoanalitycznej
      www.kspp.edu.pl/wyklady/schier.htm
      • kckk Re: Nadopiekuńczość też jest niebezpieczna 20.09.07, 22:49
        Weź przestań, jeszcze ktoś to weźmie na serio wink

        Najważniejsze słowo w tytule, na które trzeba zwrócić uwagę to TEORIA i Światło
        - to co konkretyzuje wink
        • ewa_naranjes Re: Nadopiekuńczość też jest niebezpieczna 21.09.07, 18:39
          ha,ha,ha
          faceci się odezwali.W końcu kazdy chwali swój ogonek.
          Ale poważnie kobieta powinna rozwazyć konieczność rozwodu.
          dziecko nie może wychowywac się z tak nieudolnym, mało inteligentnym
          ojcem.I to zagrożenie...
          i jeszcze drobiazg, powinien wstawac a nie wstawał, powinien się
          przejmować a się nie przejmuje.Co zrobić z czymś takim?
          Może więcej uczucia?
          niech sam wybierze.
    • cilis Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 21.09.07, 18:39
      Miałam podobną sytuacje lecz odwrotnosc to ja jestem zwykłym robolem on miał tylko mature ale ja cenił jak profesure tez strach było zostawic dzieci z nim wytrzymałam 20 lat i o te 20lat za długo nigdy go nie interesowały zabawy z dziecmi a juz opozostawieniu pod jego opieka mowy nie było, Młodsza corka była w szpitalu ja przebywałam z nia to przyjechał oznajmic ze w takim wypadku jak wazne jest dla mnie dziecko nie on to on odchodzi Zbierał sie z tym odejsciem 2 lata wkońcu spakował manatki i odszedł Mija juz 8 rok jak odszedł nie interesuje sie dziecmi tylko raz na jakis czas sprawdza telefonicznie czy jeszcze zyjemy czy nie pozdychałysmy z głodu Dzieki ludziom jacy staja na mej drodze {nie faceci}wykrztałciłam córki sama podjełamtez nauke i bez niego daje sobie rade wiem ze mam opardzi w corkach sa moji wsparciem w kazdej chwili Czy taka osoba moze miec miano OJCA jegorola zakończyła sie w monencie zapłodnienia i na tym koniec
      ps sorkize takdługoale przegladamtoforum i krew sie we mnie zagotowała musiałam toz siebie wyrzucic pozdrawiam Cilis
      • adellante1 Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 21.09.07, 20:02
        cilis napisała:
        > ps sorkize takdługoale przegladamtoforum i krew sie we mnie
        zagotowała musiałam
        > toz siebie wyrzucic pozdrawiam Cilis

        Zamieść ten post jeszcze na 4 lub 5 forach a sam osobiście zacznę
        zbierać pieniądze na twoj pomnik matki polki cierpiacej. Ja rozumiem
        ze się wściekasz , ale CtrlC CtrlV to torszkę za mało żeby nas
        wzruszyć. Chociaz trzeba było coś zmienić w tym poście.
        • cilis Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 21.09.07, 20:21
          Typowy samiec aby dowalic lezącemu Ciekawe co bys TY zrobił na miejscu nie jednej z nas upił sie albo powiesił z całego srerca zycze takiej partnerki moze spojrzysz na zycie i obok siebie inaczej zabaczysz krzywdy innych poz Cilis
          • adellante1 Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 22.09.07, 08:35
            Raczej powiedziałbym typowy człowiek myslący.
            W poście do którego niby odpisujesz nie ma nic na temat tego ze facet zaniedbuje
            dziecko. jest napisane ze pracuje ciężko fizycznie ze jak spi to nic nie jest w
            stanie go obudzić.
            Wyobraź sobie że jakieś przejścia mam za sobą i ani się nie upiłem ani tym
            bardziej co widac sie nie powiesiłem.
            A w zwiazku z moimi wspomnieniam mam prawo powiedzieć ze jestes typową
            ladacznicą, której się nic nie chce, ze puszczasz się pewnie na prawoi i lewo i
            ze forsa to jedyne co dla ciebie się liczy????
            pewnie nie bo mam oprócz złych wspomnień i zalu do kogoś odrobinę rozumu która
            pozwala mi na to aby nie obwiniac całego swiata!!!!
            Bo mam jeszcze odrobine samokrytyki żeby przyznać się przed sobą że wina za
            wszystko zawsze jest po obydwu stronach.
            Niestety u ciebie widać ze jesteś niewinna oczywiście, ze nie masz sobie
            absolutnie nic do zarzucenia a winni są wszyscy faceci świata że spieprzyłaś
            sobie zycie.
            Zrozum ze nikt z nas nie wydawał cię za mąż temu facetowi.
            Nikt z nas nie wpychał ciebie na siłe do jego łóżka.
            Jest jeszcze coś co się nazywa odpowiedzialnością za swoje czyny i decyzje.
            Jeśli zdecydowałaś się zakładać rodzinę z kimś takim to ponosisz tego
            konsekwencje. Ty i tylko ty.
            Cała reszta świata zwłaszcza jego męska część nie brała w tym udziału. Wiec
            proszę zatrzymaj sobie swoje pretensje do siebie.

            A moja riposta dotyczyła twojego "plakatowania" forum tym samym postem w każdym
            zbliżonym wątku.
            • cilis [...] 22.09.07, 17:42
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • rozciapki Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 21.09.07, 23:51
      Z moim synem bawię się podobnie. Lista co groźniejszych wypadków:
      - kilkutygodniowego upuściłem z łóżka na podłogę. Usypiałem synka, trzymając go
      sobie na brzuchu. Tak skutecznie, że obaj zasnęliśmy. Kiedy się obudziłem, syn
      zasypiał na podłodze...
      - z dwulatkiem bawiłem się na łóżku-materacu. Ja leżałem na plecach, syn stawał
      stopami w moich dłoniach, podnosiłem go na wysokość wyprostowanych rąk. Za
      którymś razem rymsnął mi na bok i wyrżnął główką o podłogę z ok. metra.
      - na placu zabaw od początku przyjmuję zasadę braku asekuracji. Nie pomagam
      wdrapywać się na zabawki. Wdrapał się bez pomocy - da radę zejść. W wieku 3 lat
      rymsnął na plecy z jednej platformy na niższą - różnica wysokości jakieś 50-75cm.
      - też około 3 lat - bawiłem się chwytając go za nóżki stojącego i przewracając
      na sofę. W pewnym momencie nie trafiliśmy w sofę i wyrżnął główką o parkiet -
      jakieś 75cm wysokości. Mnie wystąpił zimny pot na plecach, chłopak nawet nie
      przestał się śmiać...

      Moja żona postanowiła nie wychodzić z nami na spacery (nie na jej nerwy). Synowi
      jak dotąd nic się nie stało.

      Mojej żonie być może pomogło to, że od początku angażowała mnie w pieluchy,
      mycie i takie tam. A, przypomniałem sobie, raz upuściłem synka w kąpieli (jakieś
      kilka miesięcy miał) i zafundowałem nagłego nura.

      Tak sobie myślę, że tata jest właśnie od tego, żeby zafundować dziecku bamsy (o
      ile mama nie funduje bamsów również - wtedy obydwoje są od tego). Dzieciństwo
      bez bamsów zaś prowadzi ro rozlicznych niebezpieczeństw w życiu dorosłym.

      A to stąd, że dzieci są znacznie lżejsze i bardziej gibkie od dorosłych. Taki
      np. upadek z roweru u dorosłych często kończy się urazami kręgosłupa, u dzieci
      zaś co najwyżej paroma strupkami. Z drugiej strony - to właśnie ci dorośli,
      którzy w dzieciństwie nie powariowali sobie na rowerkach, nie mają tej biegłości
      i są bardziej narażeni na wypadki, kiedy wsiadają na duże rowery.

      Mój postulat więc: nie zabierajmy dzieciom bamsów smile
    • daria45-net Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 22.09.07, 03:02
      betomar;

      Ja mialam takiego samego byka. Po urodzeniu dziecka mialam wrzod na
      piersi wielkosci piesci i wysoka temperature dziecko oczywiscie tego
      nie rozumialo i darlo sie w nocy, on tylko bardziej naciagal koldre
      na leb i spal dalej. W koncu przeniosl sie do mamus na czas
      niemowlectwa dziecka i jego placzu po nocach. Mooooowy nie bylo zeby
      sie podniosl do niemowlaka. Jego to nie dotyczylo. Pozniej tez tylko
      od czasu do czasu pobawil sie z dzieckiem i tak zostalo.
      Juz jestesmy dzieki Bogu po rozwodzie od dawna a on sie nic nie
      zmienil. Corka juz jest dorosla ale zawsze bylo niewielkie
      zainteresowanie jej szkola jej sprawami no i finansowac wszystkie
      jej potrzeby musialam sama on dawal tylko na chleb powszeni.

      Taki typ to ciezki typ i sie nigdy NIE ZMIENI. Daj sobie spokoj
      prostakiem. Znajdziesz kogos odpowiedniego. Poco ci sie mordowac z
      takim sultanem ktory jest ponad to zeby wyniesc nocnik po dziecku..
      a jego konskie zabawy tylko zagrazaja dziecku.
    • pucia14 Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 22.09.07, 08:28
      ja nie bedę Cię atakować. skupięsię na zabawach z dzieckiem...
      to już chyba tka rola tatusiowa te szalone zabawy.... co to za Tatus który nie
      podrzuca pod sufit, nie wozi na barana nie jest koniem???
      mój były maz tez się kiedys bawił w to skakanie, ja robiłam kolacje nagle
      krzyk(krzyczy jeden i drugi) Aśka !!! on ma dziurę w głowie- biegn,e tam mój
      syneczek siedzi zalany krwiaJezu oko sobie wybił -po blizszych ogledzinach oko
      jest rozwalony łuk brwiowy- hasło jedziemy do szpitala a tatuś co?? łap synka,
      kluczyki i wychodzi ... w samych slipkach...nigdy więcej tak się nie bawili(koło
      ławy oczywiscie)Syn do dziś ma blizne na brwi(jak Harry Potter)a ztata uwielbia
      sie mocować, przewracać itp choć już 175cm ma i 75 kilo wagi i nie wiem który
      ktoremu wiekszą krzywdę moze zrobić.
      zacisnij zęby i pozwól na te zabawy.Taki już los nas- nadopoiekuńczych
      mamuś.pozdrawiam
    • dr_bez_hab Wspolczuję Ci - dyskutantow! 22.09.07, 09:02
      Pierwszy raz na forum i po prostu wielki niesmak! Co za stek bzdur i
      niezyczliwych odpowiedzi. Jestem facetem i jak najbardziej staje po
      Twojej stronie. Jest dokladnie jak piszesz - maz jest toporny
      intelektualnie i pewnie tez fizycznie. Jego zachowanie, ktore
      krytykujesz jak najbadziej na tą krytyke zasluguje. A ze liczylas,
      ze bedzie inaczej, ze to sie mieni! bardzo slusznie - kazdy ma prawo
      miec nadzieje i oczekiwac od partnera normalnych zachowan. Jesli maz
      sie nie zmieni, to faktycznie moze sie cos stac zlego (oby nie),
      albo sie rozwiedziecie. Jestem po Twojej stronie w 100%. Lepiej by
      bylo, zeby sie zmienil na plus, ale on pewnie pracuje w otoczeniu
      sobie zblizonych typow i szans na to nie ma duzych. Zycze Ci
      powodzenia w kazdym razie - i zmadrzenia meza.
      • lineczkaa Re: Wspolczuję Ci - dyskutantow! 22.09.07, 20:32
        Oczywiście. Zapewne owa pani mając dyplomy i chęć rozwijania się wyszła za mąż
        za mężczyznę z niższej półki z litości. Albo nie, jak ładna dziewczynka, która
        otacza sie brzydkimi dziewczynkami, żeby jej uroda jaśniała jeszcze bardziej,
        dla kontrastu. Usiądę i zapłaczę. Cóż za tragiczny mezalians.
        • e-milia1 Re: Wspolczuję Ci - dyskutantow! 22.09.07, 20:53
          zapewnie ta pani nie popelnila mezaliansu bo jest zwyklym trollem.
          zaklada watek, o jakze powazny i bolesny a potem znika...
          • lineczkaa Re: Wspolczuję Ci - dyskutantow! 22.09.07, 21:52
            też mi to przeszło przez myśl, ale jakoś tak miałam ochotę się dopisać big_grinDD
    • mamawiewiora Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 28.10.07, 20:16
      Dwie panny jeżdżą sobie na plecach ojca po domu spadając średnio co
      10sekund. Ubaw mają niemożliwy! Może pozbawić ojca praw
      rodzicielskich? smile Koń zdycha i jest strajk.
      • czar-na32 Re: Niebezpieczne zabawy taty/córki–mój bra 16.11.07, 10:08
        mnie sie zdaje ,ze ta zabawa w konia to był tylko przykład z ostatniej chwili
        smile, a takich sytuacji lub podobnych mogło byc wiecej, moje dziecko tez na mnie
        "jeździ" 4 latek i jeszcze każe wierzgać smile, każe mu się trzymać mocno nogami i
        rekami albo po prostu połozyć na moich plecach i tez trzymać( trochę dusi ale
        coś za coś) a jak wierzgam to trzymam go jedną reką, jak sie bawi z dziadkiem to
        zamykam oczy albo wychodzę z pokoju szalone gonitwy podrzucanie pod sufit itd,
        żeby sie nie denerwować wiem,że przy zabawach czasem są "ofiary" (po obu
        stronach dziadek trafiony np głową w brzuch lub co gorsza przy łaskotaniu
        kopnięty w szczękę lub w podbrzusze) ja kiedyś chodziłam z podbitym okiem, ale
        wszystko jest kontrolowane tzn staram się przewidzieć co sie może zdążyć.
        Jednakże np.dziecka z dziadkiem bym nigdy nie zostawiła samego bo dziadek ma
        głupie pomysły np. może dziecku pokazywać jak działa piła spalinowa itd. Co do
        ojca dziecka to tez nie mam zaufania jesli chodzi o pozostawianie go z nim na
        dłuższy czas sam na sam to akurat wole miec pod kontrolą , prosty przykład, lato
        , basen wypełniony wodą dziecko sie chlapie na całego , daje nura pod wodę,
        skacze w wodzie czesto z poślizgiem, wszystko pod moją kontrolą, stoje obok
        zaraz przy basenie i w razie co stawiam na nogi, podaje reke jak sie pare razy
        zakrztusi wodą to tez mu nic się nie stanie. W pewnej chwili prosze ojca dziecka
        ,zeby został i popilnował małego , bo musze iść zrobić obiad, ten mówi ok. nie
        zdązyłam wyjąć ziemniaków z koszyka , patrzę a tatuś wchodzi do domu i idzie
        sobie na góre, pytam a Kubuś gdzie ,on- w wodzie skacze, mówię chyba jesteś nie
        powazny małe dziecko samo w basenie zostawić ( tym bardziej ,że widział co synek
        wyprawia), a ten do mnie ,żebym nie panikowała tam jest woda tylko do kolan.
        Boże, ręce mi opadły. To tez tylko przykład. Brak wyobraźni. Tatus mojego
        dziecka jest wykształconysmile jesli to ma takie znaczenie no i co z tego ,nie
        posiada zdolności przewidywania co sie moze zdażyć. Dziecko tez trzeba nauczyć
        ,ze pewne zabawy sa tylko bezpieczne pod kontrolą rodziców czy innych dorosłych
        a jak mała bedzie chciała znowu jeździć , na Tacie to po prostu bądź przy tym bo
        to różnie bywa niekoniecznie z winy "konia", nie musisz uczestniczyć w zabawie
        bo prostu pilnuj dziecka bądź w pobliżu, tylko normalnie bez paniki trzymajac ja
        kurczowo za bluzkę. A tak na marginesie to przeciez musiałaś być przy zabawie
        skoro widziałaś to salto to dlaczego nie zareagowałeś wcześniej wiedzac ,ze mała
        robi takie sztuki jak wskakiwanie na konia z rozpedu, Ty tez powinnas
        przewidzieć,że takie rzeczy się zdarzają, widocznie dałas przyzwolenie na taką
        zabawę. Wyobraźnia jak widac nie ma nic wspólnego z wykształceniem. Pozdrawiam

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka