egon26
18.10.07, 09:41
Będąc dzieckiem lubiłem słuchać opowieści babci. Ja, brat i 3 kuzynów z
zaciekawieniem słuchaliśmy opowieści o wojnie - nie wiem czemu aż z takim
zaciekawieniem. Myślę że w tamtym czasie bardziej interesowała nas militarna
strona konfliktu niż dramaty ludzi, którego babcia była uczestnikiem. Babcia
była jedną z tysięcy młodych dziewczyn w wieku nastoletnim wywiezionych do
Niemiec. Szczęście babci że trafiła do niemieckich rolników u których
pracowała na zasadach parobka. Ci ludzie na wojnie stracili chyba obu synów i
z czasem zżyli się z nią do tego stopnia że po wojnie chcieli ją adoptować.
Najgorszy w tej całej historii był początek. Babcia poszło w niedziele do
kościoła, z którego już nie wróciła. Po mszy podjechały ciężarówki na które
żołnierze zagonili młodzież i przez kilka-kilkanaście dni nie wiedziała co się
z nimi stanie. Do pierwszego listu-kilka tygodni- jej rodzice też nie mieli
pojęcia co się z nią dzieje. Co wtedy przeżyli... aż żal myśleć. Babcia po
wojnie wróciła lecz część jej koleżanek zostało u swoich gospodarzy. Te które
zostały pisywały z babcią listy, wysyłały jej paczki ze słodyczami

. W
czasach gdy szczęściem wielkim było kupić wyrób czekolado podobny, smak tych
zachodnich słodyczy był bardzo miłym dodatkiem do wspomnień babci.
Dziadek też zapisał się na kartach wojennych, podobno był żołnierzem i tyle
wiem o jego historii

Jakoś z dziadkami od strony ojca nigdy nie byliśmy
zżyci, ich wspomnienie to starzy ludzie którym składało się życzenia na
imieniny i całowało w policzek

I o ile dziadkowie od strony mamy
rozpieszczali nas jak mogli- dawali nam pieniądze, słodycze i można było z
nimi pogadać. To o dziadku od strony ojca pamiętam tylko jak upomniał się o
taką kwotę jak 15 groszy gdy wysłał mnie po chleb
Drugi dziadek był za młody na wojnę, a o drugiej babci też nic nie wiem.
Macie podobne historie??