Wojenne losy naszych dziadków

18.10.07, 09:41
Będąc dzieckiem lubiłem słuchać opowieści babci. Ja, brat i 3 kuzynów z
zaciekawieniem słuchaliśmy opowieści o wojnie - nie wiem czemu aż z takim
zaciekawieniem. Myślę że w tamtym czasie bardziej interesowała nas militarna
strona konfliktu niż dramaty ludzi, którego babcia była uczestnikiem. Babcia
była jedną z tysięcy młodych dziewczyn w wieku nastoletnim wywiezionych do
Niemiec. Szczęście babci że trafiła do niemieckich rolników u których
pracowała na zasadach parobka. Ci ludzie na wojnie stracili chyba obu synów i
z czasem zżyli się z nią do tego stopnia że po wojnie chcieli ją adoptować.
Najgorszy w tej całej historii był początek. Babcia poszło w niedziele do
kościoła, z którego już nie wróciła. Po mszy podjechały ciężarówki na które
żołnierze zagonili młodzież i przez kilka-kilkanaście dni nie wiedziała co się
z nimi stanie. Do pierwszego listu-kilka tygodni- jej rodzice też nie mieli
pojęcia co się z nią dzieje. Co wtedy przeżyli... aż żal myśleć. Babcia po
wojnie wróciła lecz część jej koleżanek zostało u swoich gospodarzy. Te które
zostały pisywały z babcią listy, wysyłały jej paczki ze słodyczamiwink. W
czasach gdy szczęściem wielkim było kupić wyrób czekolado podobny, smak tych
zachodnich słodyczy był bardzo miłym dodatkiem do wspomnień babci.
Dziadek też zapisał się na kartach wojennych, podobno był żołnierzem i tyle
wiem o jego historiiwink Jakoś z dziadkami od strony ojca nigdy nie byliśmy
zżyci, ich wspomnienie to starzy ludzie którym składało się życzenia na
imieniny i całowało w policzekwink I o ile dziadkowie od strony mamy
rozpieszczali nas jak mogli- dawali nam pieniądze, słodycze i można było z
nimi pogadać. To o dziadku od strony ojca pamiętam tylko jak upomniał się o
taką kwotę jak 15 groszy gdy wysłał mnie po chlebwink
Drugi dziadek był za młody na wojnę, a o drugiej babci też nic nie wiem.
Macie podobne historie??
    • adellante1 Re: Wojenne losy naszych dziadków 18.10.07, 11:28
      Dziadek ze strony ojca jako młody szczeniak terminował u szewca.
      pewnego dnia wpadli panowie z wehrmachtu wsadzili go w mundur i
      wysłali na front wschodni. A ze jemu wojować sie chciało jak psu
      trawę gryźć postanowił spieprzyć z eszelonu. Z opowieści słyszał że
      Polska to kraj lodu, sniegu i białych niedźwiedzi - sam pochodził
      spod Magdeburga wink - w nocy wyjrzał z wagonu i okazało się ze
      faktycznie co jakiś czas przy torach sa ogromne zaspy (to był
      październik) więc nie wiele mysląc pierdut w zaspę! Nie wziął pod
      uwagę ze były to zwały węgla pobielone wapnem... Do smierci miał
      sztywną nogę. Babka rano szła z krowami i patrzy a przy torach leży
      sobie niemiec, całkiem dobry. Ktoś wyrzucił... No to sobie wzięła i
      schowała. I tak go ukrywała do końca wojny. Jak się dziadek
      przypadkiem dowiedział że wojna sie skończyła, mało tego , ze ją
      przegrali to był rok 1948 i mieli trójke dzieci smile)))
      Dziadek ze strony matki słuzył w 9 pułku ułanów poznańskich.
      Był internowany w Brześciu w dniu kiedy mieli ich wywozić do
      Ostaszkowa wpadł na pomysł by nawiać. Na peronie stał rower. Dziadek
      na bezczelnego wskoczył na niego i pojechał wzdłuz peronu do
      wyjścia. Muszę wyjaśnić ze u sowietów rower był tym wówczas czym u
      nas dzisiaj prawie Maybach. Jak zwrócicie uwage na dokumentalne
      filmy ruscy zawsze rowery prowadzili- po prostu nie umieli na nich
      jeździc! Jak juz ktos miał rower to musiał byc taki "starszyna " ze
      ho ho!! wiec dzadek na rower kumpla na ramę i z głośnym wrzaskiem "
      paszli won!!! na bezczelnego wyjechali. Tułał się kilka lat wrócił
      do babki pod warszawę. Do końca wojny pracowali oboje na majatku
      jakiegoś tam "von costam"
    • lineczkaa Re: Wojenne losy naszych dziadków 18.10.07, 12:17
      Moja babcia trzy razy została uwolniona z łapanki. Raz załatwiła z "górą" żeby
      jej męża i brata wyciągnęli z wagonu do obozu i do domu przyprowadzili. Babcia
      była przepiękną kobietą o śniadej cerze, blond włosach i błękitnych oczach. Więc
      oczarowani babcią Niemcy zaproponowali niemiecki paszport i życie mlekiem i
      miodem płynące. Oczywiście babcia powiedziała fuck off. Dodam, że mąż babci
      urodził się w Berlinie a teściowa mojej babci była Niemką. Podobno fantastyczną
      wesołą kobieta, która jak sama mówiła, urodziła 4 dzieci w tańcu. Do końca życia
      w ręce trzymała drinka a konciku ust zwisał jej papieros (teściowej rzecz jasna).
      Siostra mojej babci miała chłopa Niemca i 2 z nim dzieci. Ale chłopa na front
      zabrali. Po wojnie starał się zgarnąć siostrę babci do Niemiec, ale się bała i
      nie pojechała. Mąż kuzynki mojej babci stacjonował w Gdańsku jako lekarz SS. Był
      podobno pieknym mężczyzną. Zmarł kilka lat temu, parę miesiecy po swojej żonie
      (kuzynce babci). Tak ja kochał, że żyć bez niej nie mógł.

      Drugi dziadek (leśniczy) przez całą wojnę siedział sobie w Borach Tucholskich i
      pewnie nawet jednego czołgu nie widział. Babcia, żona dziadka pochodziła z
      Ukrainy. Wygnali ją z majątku i wywieźli do Polski.
    • uny Re: Wojenne losy naszych dziadków 18.10.07, 13:11
      a kto nie lubił słuchac tych opowiadań, człowiek sam się o nie
      prosił. dziadka ze strony ojca niewiele pamiętam więc niewiele mogę
      powiedziećna temat jego losów w czasie 2WŚ, natomiast dziadek ze
      strony mamy to gaduła jest i sporo mi opowiedział. Własnie skończył
      90 lat i oby dociągnął do 100.
      Wojna zaskoczyła mojego dziadka w wojsku, stacjonował w Kodniu
      (wschodnie na tamten czas tereny Polski). Dużo opowiadał ale o jakiś
      pojedyńczych zdarzeniach. Przyznam się, że nigdy nie zebrałem tego
      do kupy. Wiem, że tułał się tu i tam, regularnie dostawali w dupe od
      ruskich ale nie zostawali im dłużni. opowiadał mi o taki zdarzeniu
      kiedy to kilku polskich żołnierzy w tym dziadek (jakiś zwiad)
      natrafiło na grupe ruskich sołdaków. na sam widok polskich mundurów
      ruskie się poddały, 3 czy 4 polaków wzięło do niewoli oddział
      ruskich z jakąś armatą czy chałbicą. dziadek się chyba rozochocił bo
      pchał się potem ruskim pod lufe. zresztą podczas takiego wypadu
      został ranny, jak to powiedział "wychyliłem się z rowu i usłyszałem
      jakby trzmiel przeleciał koło głowy" -trzemiel okazał się ruską
      kulą, która rozerwała mu obojczyk niedaleko szyi. wtedy zakończyła
      się bojowa kariera mojego dziadka. potem była niewola (opowiadał mi
      jak ruskie segregowali polaków, wtedy właśnie wyciągnęli oficerów.
      kazali wszystkim pokazywać dłonie, ten który miał łapy "spracowane"
      szedł do domu, któ miał ręcę "delikatne" szedł na bok) i szpital.
      Dziadek jakoś tak mocno wspomina konie (ułanem nie był) ale dużo
      emocji z niego wychodzi kiedy opowiada o tym jak strzelali do koni
      żeby zatrzymać ruskich. a i nigdy nie powiedział że kogoś zabił,
      widać w jego oczach że taki fakt mógł mieć miejsce, ale on mówi
      tylko że była wojna, był rozkaz i strzelał.
      po szpitalu był powrót do domu, w wiekszej częsci pieszo. potem
      okupacja i wesołe zabawy po kótrych mogłem już nie mieć dziadka.
      najzabawniejsze jest to że mój dziadek przez wiele lat nie
      przyznawał sie że był w wojsku. bał się komuny, nie chciał żeby go
      zamkneli w końcu bił się z ruskimi.
      kurde -musze te jego historie jakos zapisac, albo co.
    • daaar0 Re: Wojenne losy naszych dziadków 18.10.07, 23:48
      Widzę, że losy naszych dziadków dość podobne.
      Mojego też wsadzili w mundur Wermahtu i wysłali na front.
      Na początku był to front zachodni, Francja więc jakoś było.
      Potem mieli go przerzucić na wschód, gdzieś pod Stalingrad, skąd by pewnie już
      nie wrócił. W przeddzień transportu w jakiejś potyczce oberwał odłamkiem
      granatu w plecy (nosił go zresztą do końca życia).
      Ze szpitala na front już nie wrócił. Ukrywał się. Z tego co wiem to trochę życia
      spędził w mundurze, a raczej mundurach. Przed wojną był w wojsku sanacyjnym,
      potem Wermacht, a po wojnie jeszcze trochę w ludowym. Drugi dziadek przybył na
      Śląsk z centralnej Polski. Akurat trafił na któreś z powstań. Nie bardzo
      wiedział o co w tym wszystkim chodzi więc jak mu chcieli dać do ręki karabin,
      szybciutko wrócił do domu. W czasie wojny jak do chałupy zaglądali Niemcy, albo
      partyzanci to się ukrywał za piecem. Chyba był pacyfistą wink.
      • jaremax Re: Wojenne losy naszych dziadków 19.10.07, 00:49
        Mój dziadek - ojciec mojej mamy najpierw służył w legionach
        Piłsudskiego potem wojował w wojnie polsko -bolszewickiej.
        Druga wojna - wiadomo.Kamasze i na front .Gdy na Białostoczczyznę
        weszli ruscy trafił do niewoli.Ktoś doniósł , że był Piłsudczykiem.
        Dupa . Jego i wielu innych zamknęli w areszcie w Szczuczynie i
        okolicach.Czekał na wywózkę .Tak myślał.
        Szcięśliwie los tak chciał , że w tym samym areszcie pracowała jego
        żona a nasza babcia , która najzwyczajniej w świecie zorganizowała
        mu ucieczkę. I zwiał .Po tym wszystkim ruscy dopiero zorientowali
        się , że kobieta pracująca w kancelarii to żona tegoż uciekiniera.
        Były przesłuchania , grożby itd. Babcię z dziećmi czyli moją mamą ,
        jej siostrą i bratem wywieziono na sybir. Brat mamy 7 - letni
        chłopiec tam zmarł . Dziadek przez całą wojnę uganiał się za
        niemcami a może na odwrót wink w partyzantce, nic nie wiedząc o
        losach swoich najbliższych. Spotkali się w 46 na Dolnym Śląsku.
        Czasy powojenne to już inna historia - bardziej szczęśliwa smile
        Tak sobię myślę ,że nasze codzienne problemy to nic w porównaniu
        z tymi których wojna dotyka bezpośrednio. *
        • egon26 Re: Wojenne losy naszych dziadków 19.10.07, 09:58
          jaremax napisał:
          > Tak sobię myślę ,że nasze codzienne problemy to nic w porównaniu
          > z tymi których wojna dotyka bezpośrednio. *

          Też tak sobie myślę wink
          • arienne07 Re: Wojenne losy naszych dziadków 19.10.07, 12:03
            Mój pradziadek był partyzantem, zginął przed koścoiłem, gdy
            próbowali uwolnić ludzi z łapanki. Koledzy pochowali go na szybkiego
            pod murem, obok wejścia na cmentarz. Wtedy to mój dziadek i jego
            rodzeństwo zostali osieroceni. Niedługo potem Niemcy zjawili się po
            dziadka, żeby wywieźć go na roboty. Jego najstarsza siostra ubłagała
            ich o zamianę- pojechała ona, żeby dziadek zaopiekował się młodszym
            rodzeństwem.
            Matka mojego ojca zakochała się w AK-owcu, pod koniec wojny zaszła z
            nim w ciążę. Niedługo przed rozwiązaniem musiał uciekać z kraju- do
            Chicago.Bała się wyjechać, więc została i wyszła za mąż za
            pierwszego który ją zechciał z brzuchem. Szkoda, że nie była
            odważniejsza..
    • adellante1 Re: Wojenne losy NIE naszych dziadków 19.10.07, 14:00
      Pochodze z małej wsi pod Zgorzelcem a więc z "terenów odzyskanych"
      Zawsze największym moim zainteresowaniem ze wszelkich nauk była
      historia. Kiedys zupełnym przypadkiem natknałem się na ogromny
      kamień, niby nic dziwnego ale całkowicie płaski... okazał się płytą
      nagrobna rycerza który był włascicierlem tej wsi w XIVw. jest teraz
      wmurowana w sciane tamtejszego kościoła (z XIII w)

      Ale nie o tym chciałem.
      Zawsze zastanawiało mnie co stało się z mieszkańcami przedwojennymi
      naszej wsi. Pozostały po nich domy, meble, cały sprzęt, dobytek. Po
      drugiej stronie Nysy Łuzyckiej została zachodnia część tej wioski.
      Dziwnym był fakt że nigdy nikt nie pojawił się ot tak z sentymentu
      aby zobaczyć jak to teraz wyglada. Kiedyś dorwałem się do
      przedwojennych planów wsi. Była dość duza około 1000 mieszkańców po
      obu stronach. Na naszej stronie odszukałem domy które były
      warsztatem szewskim, piekarnię, bibliotekę, folwark, rzeźnię
      masarnię. Z całego planu brakło mi jednego budynku. Ubojni....
      Ubojnia miała pod sobą wielkie piwnice takie na 4-5m wysokie do
      których spływały odpady po uboju.
      Okazało się ze niemcy nie wierzyli ze to wszystko moze być tak durne
      i ze granica na rzece bedzie oznaczała ze muszą się wynieść.
      Przecież koegzystencja różnych narodowości była w całej europie
      czymś absolutnie normalnym.
      Nasi osadnicy zapedzili ich do ubojni. Ubojnia została wysadzona.
      To niestety relacja po wielu latach od kilku osób (mieskzańców)
      które przyjechały by przygotowywać tereny pod przybycie
      osadników.....
      Tak Egon, nasze problemy to betka.
      A wojna była syfem dla wszystkich stron...
    • johnnysixcannons Re: Wojenne losy naszych dziadków 21.10.07, 23:15
      Mój dziedek ze strony matki KEDYW AK Powstanie Warszawskie,potem
      OFLAG i w 46 wykończyła go gruźlica , zanim dopadło go UB.Babcia
      była razem z nim w powstaniu,urodziła moją matkę po ucieczce z
      transportu.Z dziadkiem spotkali sie rok po wojnie i dziadek po pół
      roku zmarł.Potem babcia całe życie tęskniła.Obecnie leżą we wspólnej
      mogile a na płycie jest porcelanka ze zdjęciem z przed powstania na
      którym oboje są razem szczęśliwi.
      Drugi dziadek nie został przyjęty do ułanów(wada słuchu),wiec wojna
      w cywilu nie bawił się w konspirację ,bo dał słowo ojcu,że jak ma
      dziecko i żonę to w politykę sie nie będzie bawił.Wyzwolenie
      Warszawy przesiedział po praskiej stronie w piwnicy domu
      przechodzącego kilka razy z rąk do rak,mój tata miał coraz bardziej
      dziurawe pieluchy, bo babcia je suszyła na sznurku w przerwach
      ostrzału,ale ... niezawsze zdążała je ściągnąć ze sznurka jak znowu
      zaczynali....
    • lambert77 Re: Wojenne losy naszych dziadków 22.10.07, 09:26
      Moi dziadkowie wojnę spędzili w jakimś gospodarstwie rolnym gdzieś w
      niemczech gdzie zostali wywiezieni ( czasami dziadek opowiadał różne
      historyjki o niemieckich bauerach. Ogólnie oddniosłem wrażenie że
      specjalnie źle nie miał na tych robotach). Tam się poznali i pobrali
      potem już nie wrócili do polski centralnej tylko osiedli na dzikim
      zachodzie wink. To rodzice ojca co do rodziców mamy hmmm świętej
      pamięci dziadek podobno przywędrował tu z rodziną z francji z
      książeczką partyjną i przekonaniem że o to zacznie budować nowy
      komunistyczny raj by wszystkim żyło się godnie i takie tam pierdoły
      poza tym był to podobno bardzo dobry człowiek ( nie wiem nie
      pamiętam popełnił samobójstwo gdy miałem roczek) co do mniej świętej
      pamięci babci ... no cóż też wojnę spędziła na robotach w niemczech.
      To by wyjaśniało dlaczego niemcy przegrali skoro mieli taką
      robotnicę.
    • kckk Re: Wojenne losy naszych dziadków 23.10.07, 15:17
      Wojenne losy rodziców, to tak. Dziadków nie znałem.
      Roboty przymusowe, strzelanie za skradzioną brukiew, tułanie się po kraju itp.
Pełna wersja