Dodaj do ulubionych

Może macie jakąś radę na... ???

26.10.07, 14:28
Kiedy urodził się Kubuś (2m-ce temu) przeprowadziłam sie do rodzinnego domu
męża (Bielsko-Biała), bo on tak chciał,tłumacząc, że nie musi dojeżdżać do
pracy (ma służbowy samochód i nie płaci za paliwo), że wszędzie blisko itp...
Nie chciałam (już w ciąży mu to mówiłam) i cały czas proszę go aby przemyślał
możliwość przeprowadzki do mojego rodzinnego miasta (40km od Bielska), ale on
kategorycznie odmawia. W Bielsku nie znam nikogo, nie mam tu nawet jednej
koleżanki, tylko teściową, do porządnego sklepu trzeba dojechać samochodem, a
ja nawet prawka nie mam i dodatkowo mówi, że nie chce zostawiać w mieście
matki samej, bo ona nie ma już nikogo, a starszy brat też się wyprowadził. On
chyba nie wziął po uwagę, że ja musiałam zostawić dom, mamę (siostra mieszka w
tym samym mieście, jest już mężatką i ma dziecko, ale rzadko bywa u mamy, bo
dziecko ma małe i zaczęła pracę miesiąc temu), przyjaciół, pracę, dosłownie
wszystko na jego korzyść... Moje prośby i tłumaczenia go nie przekonują, może
Wy Panowie macie jakąś radę jak sobie z tym poradzić???
Obserwuj wątek
    • toja76 Re: Może macie jakąś radę na... ??? 26.10.07, 14:43
      Zrób prawo jazdy - będziesz bardziej mobilna, pogadaj z teściową o
      zajmowaniu się dzieckiem poszukaj jakiejś pracy, masz jeszcze trochę
      czasu do końca macierzyńskiego. Może na spacerze z dzieckiem poznasz
      inne mamy? Zagadaj tutaj: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
      f=36868&w=71101519
      Może tam znajdziesz jakąś bratnią duszę?

      Piszesz, że pochodzisz z miejscowości 40km od BB to wnioskuję, że
      jest to raczej małe miasteczko. W BB napewno są wieksze możliwości
      znalezienia pracy, więcej się dzieje niż w mniejszym mieście. Akurat
      mieszkania z teściową Ci nie zazdroszę, ale to kwestia do
      rozwiązania.
    • adellante1 Re: Może macie jakąś radę na... ??? 26.10.07, 15:00
      "Moje prośby i tłumaczenia go nie przekonują, może
      Wy Panowie macie jakąś radę jak sobie z tym poradzić???"

      Oczywiscie.
      Nalezy się z tym pogodzic. Albo wychodzisz za mąż albo zostajesz z mamusią.
      Ty nie pracujesz, wiec dlaczego facet ma dymac 80 km dziennie żebys ty przy
      mamusi mogła zostac... Nie rób scen. Pokaz ze jestes dorosła kobietą.
      • kalokabb Re: Może macie jakąś radę na... ??? 26.10.07, 17:24
        To,że nie pracuje nie oznacza, że nie mam żadnych praw do spełniania swoich
        potrzeb... Ty sobie myślisz, że moje macierzyńskie na co idzie?? na dom i
        dziecko, ja robie za swoje pieniądze zakupy, płace rachunki itp. Dlaczego nie
        wytkniesz mu, że został przy mamusi?? To jego mamusia jest ważniejsza od mojej?
        Czy o co tu chodzi??
      • kckk Re: Może macie jakąś radę na... ??? 27.10.07, 13:08
        > Nalezy się z tym pogodzic.
        Nie

        > Albo wychodzisz za mąż albo zostajesz z mamusią.
        Też nie, bywa że w rodzinie ma się najwierniejszych przyjaciół.

        > Ty nie pracujesz,
        Nic nie rozumiesz. Szukaj *

        > wiec dlaczego facet ma dymac 80 km dziennie żebys ty przy mamusi
        > mogła zostac...
        Dlatego, że to nie problem dla normalnego człowieka.

        > Nie rób scen.
        * Zostań przez miesiąc z dzieckiem w podobnej sytuacji, rób to co Ona robi dzień
        w dzień, bądź pozbawiony weekendów, świąt, wizji odmiany przez następne
        miesiące, może lata i do tego ogranicz jeszcze dotychczasowe upodobania...
        Zaczynasz kojarzyć?

        > Pokaz ze jestes dorosła kobietą.
        Przyznaj, że jesteś nieświadomym jej sytuacji człekiem.
        • purpurowa_komnata Re: Może macie jakąś radę na... ??? 27.10.07, 13:44
          Może i świadomy jest ale tylko teoretycznie a jak wiadomo prawie robi wielką różnicę. Po drugie gdyby sam znalazł się na miejscu (tej aktualnie kobiety)to by Jej chociaż częściowo przyznał rację. Nie przyznaje bo ma prace, rodzinę i możliwość żeby stwaiać warunki.
          • purpurowa_komnata Re: Może macie jakąś radę na... ??? 27.10.07, 14:27
            Muszę uściślić- sens wypowiedzi miał być taki- ma pracę i rodzinę na raczej swoich warunkach. Jest bardzo silną osobowością i to On stawia warunki -a poza tym jest nowoczesny i postępowy- wiem, wiem słowa z sygnaturki dotyczą Jagiełły - ale w tej sprawie(króla naturalnie) nie bedę sobie odmawiać fachowości wink
    • purpurowa_komnata Re: Może macie jakąś radę na... ??? 26.10.07, 15:04
      Nie jestem Panem.. ale coś Ci powiem -na przeprowadzkę do Twojego rodzinnego miasta wg mnie nie masz co liczyć, poniewż Ty przystałaś na to co masz teraz. Druga sprawa prawo jazdy to dobry pomysł- będzie Ci łatwiej funkcjonować- a poza tym to zacznij myśleć co zrobić żeby Wasza rodzina funkcjonowała jak należy- czyli były spełnione potrzeby wszystkich jej członków: Twoje, Męża i Kubusia. Podstawa to rozmowa z Mężem. Jesteś inteligentną osobą- pozostaje Ci albo poczucie krzywdy(które masz teraz i które będzie narastać) albo działanie...Życzę Wam wszystkiego dobrego.
      • purpurowa_komnata Re: Może macie jakąś radę na... ??? 26.10.07, 15:10
        I jeszcze jedno- wydaje mi się,że nie pracujesz zawodowo -a w domu. Pewnie się również nudzisz (wiem,że wychowywanie maleństwa to cieżka praca). Czujesz się więc osamotniona i odcięta od świata. Skoro to mąż zarabia Wasze wspólne pieniądze to z pewnością uznał,że tak jest ok.Nie koniecznie kierował się egoizmem. Może Twoja praca zawodowa coś by na to osamotnienie pomogła?
    • egon26 Re: Może macie jakąś radę na... ??? 26.10.07, 15:09
      kalokabb napisała:
      > W Bielsku nie znam nikogo, nie mam tu nawet jednej koleżanki,

      A powiedz mi codziennie spotykasz się z koleżankami?? Przy małym dziecku raczej
      będzie to trudne. Dojazdy do pracy to nie tylko pieniądze na paliwo ale także
      czas, 80 km dziennie to miedzy 1:10 a 2 godziny - ten czas lepiej spędzić z
      rodziną.
      Wiem że trudno jest się znaleźć w nowej miejscowości ale pomyśl tez o mężu że
      może coś z tego życia też chciałbym mieć oprócz pracy i dojazdów do niej. Z
      teściową też nie mieszka się najlepiej ale jak już musisz to lepiej trzymać ją
      na lekki dystans by nie pozwalała sobie na zbyt wiele.
    • kckk Re: Może macie jakąś radę na... ??? 26.10.07, 15:41
      Na zimę lepiej być w Bielsku, lecz wiosną nie widzę powodu, dla którego mąż nie
      miałby się zgodzić na dojeżdżanie do pracy przez max 50min w jedną stronę
      podziwiając przy okazji piękno okolicy smile

      Racja, walcz o swoje, szukaj kompromisu i nie poświęcaj się do reszty. Mam
      nadzieję, że mąż nie zje Ciebie, a Ty jego wink
      • purpurowa_komnata Re: Może macie jakąś radę na... ??? 26.10.07, 15:49
        Cały czas Ci piszę,że nie jest ważniejszy- teraz to nie jesteś Ty , ON i Kubuś - teraz jest Wasza rodzina- Mąż wam jedynie zapewnia byt materialny (albo aż)>Czyli ten byt spododował,że ucierpiałaś - zacznij działć aby i Tobie było dobrze i rozmawiaj z mężem (nie z pozycji podwładnej bo wcale nie jesteś mniej ważna.
        • egon26 Re: Może macie jakąś radę na... ??? 26.10.07, 16:02
          purpurowa_komnata napisała:
          > (nie z pozycji podwładnej bo wcale nie jesteś mniej ważna.

          Moim zdaniem jednak jest mniej ważna, tyle że nie od samego męża ale od męża i
          dziecka. Ja mimo że nie tracę czasu na dojazdy do pracy po pracy z dzieckiem
          spędzam około 2-2,5 godziny bo potem idzie spać. Gdybym z tego miał odjąć 50-60
          minut zostało by już naprawdę nie wiele. I to w imię czego?? By żona mogło iść
          na ploty z koleżankami kilka razy w tygodniu?? Niech sobie wykupi tanie rozmowy
          do przyjaciółek i może wisieć na telefonie pół dnia.
            • egon26 Re: Może macie jakąś radę na... ??? 26.10.07, 16:22
              kckk napisał:
              > Ale Ty...
              > bez wyobraźni jesteś Egon uncertain (w tym przypadku)

              Akurat tu mi wyobraźnia potrzebna nie jest bo kiedyś dojeżdżałem do pracy 80 km
              w jedna stronę i wiem jak człowieka szlak trafia jak widzi ile czasu traci na
              dojazdy. Czasu który może spędzić z rodziną lub po prostu odpocząć. Niech
              pracuje 8 godzin dziennie z dojazdami wychodzi mu koło 9,5 czyli około 18% czasu
              traci na dojazdy. Bez sensu.
              • kckk Re: Może macie jakąś radę na... ??? 26.10.07, 16:29
                To jest odpowiedź godna męża naszej koleżanki smile
                Teraz powinieneś spojrzeć na zaistniałą sytuację z jej strony i napisać
                odpowiedź godną obiektywnego spojrzenia.
                Przykro mi, tak uważam.

                Ładny ten czerwony smile takie barwy obronne? wink
                • arienne07 Re: Może macie jakąś radę na... ??? 26.10.07, 17:21
                  A ja cię autorko wątku doskonalę rozumię. Kobieta zawsze aktywna
                  zawodowo, która miała własną forsę nagle ma poczucie że jest
                  ostatnia w hierarhii rodzinnej. Niemowlaczek, wiadomo najważniejszy-
                  zwłaszcza jak karmisz piersią to trudno gdzieś się wyrwać, i mąż- bo
                  was utrzymuje. A ty sobie przecież SIEDZISZ w domu. Przypuszczam, że
                  teraz akurat jesteś bardzo rozgoryczona i stąd prośba o pomoc-
                  odczekaj parę dni aż ci ten żal trochę przejdzie i jeśli ci naprawdę
                  na tym zależy to nie daj się zbyć. Tylko potem nie narzekaj, że mąż
                  późno z pracy wracasmile
                  Acha, i nie wyobrażam sobie mieszkania z kimkolwiek, a z teściową to
                  już w ogóle.
          • purpurowa_komnata Re: Może macie jakąś radę na... ??? 26.10.07, 16:12
            W rzeczy samej nie jest mniej ważna od męża - a tego jak mniemam dotyczy między Nimi konflikt(czyli czyje potrzeby są ważniejsze). Jak się ma rodzinę to trudno tak patrzeć na życie. Rodzina i jej potrzeby jako całości są najważniejsze. I jeszcze jedna sprawa- problemem może też być apodyktyczny ton męża...(albo żony)
                • purpurowa_komnata Re: Może macie jakąś radę na... ??? 26.10.07, 18:02
                  A co chcesz osiągnąć?. Nie licz na to,że mąż zrezygnuje z aktualnego trybu życia(wg mnie).Druga sprawa- pewnie przydałaby Ci się pomoc na stałe.Może to brutalne ale ten, kto ma pieniądze- ten rządzi(trochę generalizuję.)Wg mnie pójście do pracy- między ludzi- spowoduje,że będziesz partycypować w kosztach utrzymania a jednocześnie staniesz się partnerką do decywowania.(Również trochę upraszaczam).Nie jest niestety wykluczone,że mąż tym pomysłem(pracy zarobkowej) zachwycony nie będzie. Niestety Wisła to już przeszłość. Teraz jesteś w nowym miejscu i tu poszukaj pracy. I jeszcze jedno- życzliwa przyjaciółka choćby nawet przez e-maile pomaga odnaleźć się w nowej rzeczywistości.
                  • purpurowa_komnata Re: Może macie jakąś radę na... ??? 26.10.07, 18:14
                    Napisałam to wszystko nie dlatego, że się wymądrzam- wiem jedno jeśli na czymś mi zależy i uważam to za słuszne to sama działam- nie czekając na kogoś ,kto to za mnie zrobi.Mogłoby się okazać,że ten ktoś nie będzie patrzył na moje dobro a na własną wygodę. Bywa trudno to fakt- ale zawsze mam na względzie dobro całej rodziny. Nie zawsze rozwiązanie albo Twoje albo Męża jest tylko jedynie słuszne. Czasem istnieje też 3-cia droga rozwiązania problemu. Powodzenia.
                    • purpurowa_komnata Re: Może macie jakąś radę na... ??? 26.10.07, 18:31
                      Nie zawsze bywało miło- czasem wszyscy byli na nie i to bardzo ostro. Jednak mam satysfakcję. Po czasie zawsze słyszałam- jednak miałaś rację i dobrze zrobiłaś...Pewnie dlatego,ze nigdy nie próbowałam dbać tylko o moją wygodę- patrzyłam na zagadnienie szerzej.
                      • purpurowa_komnata Re: Może macie jakąś radę na... ??? 26.10.07, 20:10
                        Ostatni raz się wtrącę- nie znam ani Ciebie ani Twojego Męża i być może się mylę , ale myślę,że z Jego punktu widzenia wygląda to tak:to On swoją zaradnością i umiejętnościami zarabia na Wasz wspólny byt a spotkania firmowe to część Jego pracy(oczywiście przychodzi się tam bez żony/męża)i niekoniecznie jest to takie super przyjemne- czasem wręcz męczące. W związku z tym musi odreagować i czasem wyjść z kolegami sam naturalnie.
                        Gdyby nie Jego praca to Ty byś sobie nie poradziła (przecież Ty zarabiałaś 5 razy mniej)więc Twoją pracę zawodową można poświęcić bo to wynika z rachunku ekonomicznego...Skoro pracuje to znaczy,że się bardzo o rodzinę troszczy. Przeprowadzka miała spowodować ułatwienie Waszego wspólnego życia i powinnaś mu być wdzięczna- bo i jest dłużej w domu(brak dojazdów)i jest taniej bo za benzynę nie płaci.Ty powinnaś Mu być wdzięczna bo nie musisz iść do pracy- możesz w komfortowych warunkach wychowywać Kubusia.Twoje pretensje traktuje jako atak na swoją osobę- bo przecież powinnaś być zadowolona a tu nie wiadomo dlaczego czepiasz się niewinnego człowieka- przecież siedzisz sobie w domu. Podejrzewam,że nie rozumie o co masz pretensje i dlaczego między Wami jest nienajlepiej. W każdym razie On nie zawinił a Ty robisz aferę o bzdury. Wg mnie On to tak widzi. Oczywiście nie powiem,że się z taką argumentacją utożsamiam. Pozdrawiam.
                        • kalokabb Re: Może macie jakąś radę na... ??? 26.10.07, 22:45
                          No właśnie nie znasz nas, prosiłam o rade i zrozumienie, a nie o potępienie
                          moich potrzeb. Żyć mi sie odechciało po Twoim tekscie, on jest cudowny, a ja
                          podła... Co do imprez to on je uwielbia, z kolegami spotyka sie i pije kiedy
                          chce, dlaczego ja nie moge? bo mniej zarabiam?? On pracuje przez 5 dni w
                          tygodniu, a ja 7 dób na 7, zajmuje sie domem, dzieckiem, wszystkimi sprawami, on
                          przychodzi z pracy siada przed kompem, je obiad i to wszystko, a ja wstaje w
                          nocy do dziecka, rano gotuje potem sprzatam, piore, prasuje ide na zakupy, przez
                          cały dzien zajmuje sie dzieckiem, nie mam chwili dla siebie, robie wszystko zeby
                          był zadowolony i najwyrazniej to mało?? On nie jest wdzieczny za moje
                          poświecenie, za to, że cięzko pracuje całymi dniami z bólem głowy, kręgosłupa i
                          świeża rana po cesarskim cięciu... Twój tekst jest niesprawiedliwy!
                          • purpurowa_komnata Re: Może macie jakąś radę na... ??? 26.10.07, 23:07
                            Kobieto- miałam się nie odzywać ale napiszę jeszcze raz NIE UTOŻSAMIAM SIĘ Z PRZEDSTAWIONĄ ARGUMENTACJĄ (czyli nie koniecznie zgadzam)- czytaj ze zrozumieniem- napisałam to dlatego,że nie zawsze mężczyźni nawet mają świadomość co jest tak ważne i istotne dla kobiet i odwrotnie zresztą- i nie każdy mężczyzna uważa,że praca w domu i zajmowanie się dzieckiem to wyczerpująca, odpowiedzialna praca. Dla niektórych to jest tylko siedzenie w domu (akurat podejście wg mnie bardzo krzywdzące). Czyli reasumując być może Twój mąż ma inne podejście do sprawy niż Ty -i tyle. Nie zamierzam nikogo osądzać ani pouczać. Mam nadzieję,że nie zostanę więcej źle zrozumiana- nie pisże o niczyjej cudowności ani podłości- napisałam o 2-giej stronie medalu i to wszystko.Wszystkiego dobrego życzę. Przykro mi,że jest Ci źle w zaistniałej sytuacji (szczerze).
    • adellante1 Re: Może macie jakąś radę na... ??? 26.10.07, 22:01
      wiesz co tak sobie czytam ten watek i co:
      1. Wredny mężczyzna zabrał cie od mamusi
      2. On pracuje ty siedzisz w domu
      3. On ma zanjomych ty musisz zacząć zycie w nowym miescie
      4. On ma wyjscia i imprezy tobie się skończyło.

      Po co ty kobieto w ogóle wychodziłas za mąż?
      Nie dorosłaś ani do małżeństwa ani tym bardziej do załozenia rodziny.
      Zastanów się czego ty chcesz..
      • kalokabb Re: Może macie jakąś radę na... ??? 26.10.07, 22:27
        1. On siedzi u mamusi!
        2. Ja chce pracować, ale nie mam z kim dziecka zostawić, chętnie sie z nim
        zamienię. niech on sobie siedzi w domu!
        3.Tak on ma przyjacioł, a ja nawet nie mam do kogo buzi otworzyć przez cały
        dzień, a potem jeszcze ma pretensje jak któras koleżanka mnie gdzieś zaprasza!
        4.On ma, dlaczego ja miałabym nie mieć?? Tzn. ja juz nie mam do tego prawa??

        Wyszłam za niego bo go kochałam, ale jak widać miłość to nie wszystko!
        • breuszek Re: Może macie jakąś radę na... ??? 26.10.07, 23:10
          nie masz kim zostawić dziecka? ja bez trudu w większym mieście za 4-5zł znajduję
          nianię więc chyba też możesz. Jeśli mąż zarabia 5 razy co Ty to choćbyś
          zarabiała min. pensję to macie imho spory budżet domowy.
          Piszą Ci przedmówcy abyś coś zrobiła,a nie tylko szukała kółka wsparcie a Ty
          traktujesz wszystkich jak atakujących?

          Rusz się i coś zrób a nie narzekasz.
            • miacasa Re: Może macie jakąś radę na... ??? 26.10.07, 23:51
              Byłam w podobnej sytuacji, wyprowadziłam się z dużego miasta do małego
              miasteczka, na czas wykańczania domu z miesięcznym dzieckiem wprowadziłam się do
              teściów, mąż od rana do nocy w pracy + budowa, zero znajomych, z fajnej dobrze
              płatnej pracy siup w pieluchy.....ale ja byłam zdecydowana osiąść w tym mieście
              na stałe i była to moja przemyślana, dobrowolna decyzja więc malucha w wózek i
              podczas spacerów poznawałam okolice, oswajałam przestrzeń, czytałam o
              budownictwie, wspierałam męża w podejmowaniu decyzji na budowie i chyba powoli
              dorastałam, bo wiek wcale nie świadczy o naszej dojrzałości, no i rodzina to coś
              więcej niż zbiór indywidualności.
              Zatruwanie życia mężowi w odwecie za własne rozczarowanie to tragiczny pomysł,
              nic dobrego z tego nie wyniknie, poszukajcie jakiegoś kompromisu, czy wy musicie
              mieszkać z mamusią ? Nie ma tu znaczenia czy jego czy twoją. Nie macie planów by
              zamieszkać samodzielnie? Może jest takie miejsce, które obydwoje zaakceptujecie?
              Przyjaźnie można utrzymywać również przy pewnej odległości, twoje dziecko będzie
              rosło i choć teraz masz ochotę je komuś podrzucić i pofrunąć do ludzi, wyrwać
              się do pracy, to już niedługo będzie na tyle kontaktowe, że być może odnajdziesz
              się w tej nowej roli. W twoim życiu wszystko się zmieniło, to taki rodzaj
              kryzysu, przejdziesz go i pozwoli ci on się rozwinąć i dorosnąć.
              • kalokabb Re: Może macie jakąś radę na... ??? 27.10.07, 05:55
                Ale ja nie chce tu osiąść na stałe, okolica brzydka, same fabryki i tiry, a na
                osiedlu podczas spaceru spotykam same stare babcie, które potem plotkują... Ty
                wspierałaś męża, ja też to robiłam do czasu gdy kategorycznie zadecydował o tym,
                że będziemy mieszkać u niego w Bielsku. Do porodu byłam w Wiśle, myślałam, że
                może tam wynajmiemy mieszkanie. No niestety on uznał inaczej... Pomijam fakt, że
                już druga noc po moim przyjeździe do Bielska wybył na imprezę firmową i świetnie
                się bawił, gdy ja z parodniowym noworodkiem zostałam sama, po znieczuleniu
                bardzo bolał mnie kręgosłup i głowa, rana po cięciu też... Może bym nawet
                przeżyła tą sytuacje z mieszkaniem w Bielsku gdyby chociaż mąż zgodził się na
                przeprowadzkę np. do bloku gdzieś bliżej centrum na jakieś osiedle, ale on
                wiecznie tylko o domu gada że`niby taniej, bo czynszu nie płacimy, pomijam,że
                trzeba dach nowy położyć i komin naprawić, kto za to zapłaci?? My...niestety...
                Nic nas taniej nie wyjdzie bo tu też płacimy rachunki, dokładamy się do
                wszystkiego. Spotykanie teściowej wszędzie gdzie wyjdę jest cholernie
                denerwujące, zero swobody, zapomniałam dodać, że w pokoju obok naszej części
                domu mieszka lokator pijak, który niby jest czysty, ale w nocy zawsze zostawia
                światło wszędzie i spać sie nie da... dziecka nie będę do tego mieszać, tylko
                Kubuś trzyma mnie przy mężu, ja ojca nie miałam i nie chce żeby on też cierpiał,
                jestem tu tylko dla niego.
                • egon26 Re: Może macie jakąś radę na... ??? 27.10.07, 12:39
                  kalokabb z tą przeprowadzką postaraj się odczekać jeszcze trochę, teraz przy
                  małym dziecku w nowej sytuacji możesz ogólnie mieć doła i nie myśleć
                  racjonalnie. Więc lepiej trochę przeczekaj.
                  Ja jako mąż będąc w takiej sytuacji pewnie bym jednak walczył o BB, z drugiej
                  strony po przemyśleniu rozumiem też ciebie bo też jestem do mojej miejscowości
                  przywiązany bardzo (też góry i nawet wysokość nad poziomem morza ta sama co
                  Wisławink) Jednak weź pod uwagę też fakt że z czasem może komuś zacząć
                  przeszkadzać fakt że mąż za firmowe pieniądze przejeżdża 400 km tygodniowo.
                  Tobie bardziej radziłbym by wprowadzić równe obowiązki wobec rodziny/ dziecka,
                  tak by mąż po pracy też dzieckiem się zajął i byś ty po skończeniu karmienia też
                  mogła wyskoczyć 1-2 razy w tygodniu gdzieś sam - choćby do Wisły. Tak moim
                  zdaniem będzie najrozsądniej.
              • purpurowa_komnata Re: Może macie jakąś radę na... ??? 27.10.07, 09:39
                Sens Twojej wypowiedzi próbowałam przekazać autorce wątku- złość i rozgoryczenie nic to nie dadzą- mąż z własnej inicjatywy nie zmieni swojej postawy(przecież to normalne,że nie będzie chciał przystać na mniej wygodne dla siebie warunki- dlaczego tak jest nie będę się powtarzać.)Jedynie wtedy może się zmienić jeśli zrozumie,że trzeba- czyli rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa...A to się sprowadza do kompromisu- część spraw odpuszcza kobieta a częśc mężczyzna-np;skoro On nie chce żebyście mieszkali przy Twojej mamie a Ty nie chcesz mieszkać u teściowej to propozycją sensowną jest mieszkać w innym domu lub mieszkaniu i tak ze wszystkim...To Ty musisz konsekwentnie dążyć do poprawy swojej sytuacji droga autorko wątku- Twój mąż nie widzi zapewne takiej potrzeby.
      • purpurowa_komnata Re: Może macie jakąś radę na... ??? 27.10.07, 15:55
        Kobieto- jesteś przybita i obowiązkami i sytuacją a Twój mąz nie ma zamiaru odpuścić i zapewne uważa,że się czepiasz bez sensu- więc bądź pewna,że kłótnią swoich racji nie osiągniesz- patrz na swoje dobro i stopniowo małymi kroczkami je osiągaj.To bardzo ciężka praca. A problem jest jeszcze większy bo przytawałaś na to co chciał mąż..może za bardzo przystawałaś- to teraz idąc tym tokiem mężowskiego myślenia nadal masz przystawać.Otóż nie uważam,że masz się całkowicie podporządkować- to nie jest dobre dla rodziny jeśli jedna osoba czuje,ze ma się tylko poświęcać a o niej to już nikt nie pamięta. Jeszcze jedno- wywalczyłaś narodziny Kubusia poza BB to nadal dbaj o swoje dobro-bedzie trudno ale dasz radę- ludzie kiedy muszą są niewiarygodnie silni. Ostatnia sprawa takie problemy jak Twój a raczej Wasz przeżywa niestety sporo kobiet\rodzin.
          • miacasa Re: Może macie jakąś radę na... ??? 27.10.07, 20:01
            a może cała ta sytuacja wpędziła cię w depresję? najczęściej udaje się odszukać
            jakieś rozwiązanie w podobnych okolicznościach ale ty masz chyba mega dół
            psychiczny a brak zrozumienia i docenienia twoich wysiłków ze strony męża dobija
            cię dodatkowo, nie wiem jak cię pocieszyć, moja mądra znajoma w takich chwilach
            zawsze mówiła "To wszystko minie, pamiętaj, to wszystko minie" i miała rację,
            sama przeżyła wielkie dramaty a mimo to potrafi pogodnie żyć już 85 lat, trzymaj
            się, zrób jutro sobie jakąś przyjemność
            • hanka_ch1 Re:jakiej jeszcze rady oczekujesz?????? 28.10.07, 15:31
              Pytam bo czytając wszystkie wątki widzę,że rad dano Ci ogrom ale
              Tobie one zwyczajnie nie pasują.
              Może zadowolona byłabyś gdyby napisano Ci-stawiaj spawę na ostrzu
              noż albo BB albo MY,zagroź rozwodem,wyprowadz się do mamy itp.
              Niestety dano Ci dorosłe i mądre rady a nie dziecinne.
              Powiedz co w takim razie zrobilabyś na moim miejscu.Mój mąż dostał
              świetnie płatną pracę w...Toronto,jego pensja miała być o 8 razy
              wyższa od obecnej,miał możliwość awansu,mieliśmy otrzymać domek-
              ogólnie wiadomo Canada-lepsza perspektywa.
              Nie wyobrażałam sobie tej przeprowadzki córka miala wówczas 5
              lat.Tu miałam wszystko-rodzinę,znajomych,pracę i to WSZYSTKO miałam
              praktycznie stracić.Ty mozesz odwiedzać mamę często 40 km to mała
              odległosc ale ja...
              Było mi z tym cholernie źle al epojechałam-rzuciłam wszystko bo
              rodzinna trzyma się razem,bo pomijając kwestie uczuciowe-
              rodzina,przyjaciele-Toronto mogło zaproponować i nam i naszym
              dzieciom o wiele lepszy start.
              Było cholernie cieżko-mąż całe dnie w pracy a ja sama z
              dziećmi.Nie znałam nikogo,język miałam opanowany w stopniu raczej
              nieciekawym-jednym słowem TRAGEDIA.Pobiadoliłam tak kilka tygodni a
              potem uznałam,ze czas wziaźc się w garść.Córkę zapisałam do
              polskiego przedszkola z nauką języka-dzięki temu poznałam wiele
              Polek.
              Zaczęlam szlifowac jezyk w czym pomocni okazali
              się...sąsiedzi,cholernie wyrozumiali i pomocni ludzie,którzy nie
              zważając na to,że mówiłam do nich w typie-jak Kali zabić krowę to
              Kali jeść-przeplataną polszczyzną.Po jakimś czasie poszłam do szkoły
              uczyć się języka i odpowiedniego dialektu,akcentu.
              Po jakimś czasie na naszej ulicy poczułam się jak u siebie.Jasne,że
              trochę to trwało ale JA TEGO CHCIAŁAM.
              Dziś jestem już mamą dwójki malców,właśnie mój synek skończył rok a
              ja wracam do ukochanej pracy-jestem psychologiem i po jakimś czasie
              znalazłam tu fantastyczną pracę.
              Mąż awansował jest teraz szefem oddziału i jest zadowolony że ta
              przeprowadzka,która była dla mnie koszmarem tak diametralnie
              odmieniła nasze życie na lepsze.Do Polski przyjeżdzamy kiedy się da
              ale niestety nie jest to zbyt często i wiesz meile,telefony też
              duuuuuuużo dają smile)
              A mogłam tak jak Ty siąść,zamknąć się w domu,płakać i męczyć nas
              ciągłymi kłótniami o powrót.To co robisz jest chyba bezsensu!!
              Wierzę,że nie jest Ci łatwo ale nie zamykaj się na ludzi.Nie
              ograniczaj swojego życia do Wisły bo ono może być równie atrakcjyjne
              w byle jakiej pipidówie-wystarczy pogodzić się z faktami i spróbować
              spojrzeć na świat jaśniej.Szkoda życia i małżeństwa na kłótnie smile)A
              jeśli jest Ci aż tak źle to porozmawiaj spokojnie z mężem może
              wymyślicie jakiś kompromis.Może wakacje,święta i jego urlop
              spędzicie w Wiśle smile))
                • mongolia4 Re:jakiej jeszcze rady oczekujesz?????? 02.11.07, 19:29
                  Zrob prawko,rob wyprawy do Wisly do rodziny w tygodniu czy jak
                  pogadaj z mezem ze TY tez bys chciala troszeczke odpoczac,idz na
                  zakupy zostawiajac dziecko z mazem....
                  Ja poszlam za meze do USA pozostawiajac w PL wysztko,nieumialam
                  jezyka,niemialam prawka,niemialam zadnych znajomych....i nawet
                  dziecka ktore by mi zajmowalo czas..i nie moglam pracowac bo
                  niemialam wizy do pracy tylko na pobyt.Maz przychodzac z pracy byl
                  zmeczony i nie chcial nigdzie wychodzic ze mna a bez samochodu to
                  jak bez reki,tam trzeba bylo wszedzie dojechac...POradzilam
                  sobie...nie bede pisac ile mnie to kosztowalo,,bylo bardzo ciezko
                  ale jak niezaczniesz dzialac to tak Ci to pozostanie i bedziesz
                  tylko plakac nad swoim losem..
              • qunegunda Re:jakiej jeszcze rady oczekujesz?????? 14.11.07, 17:02
                primo: TORONTO to nie BIELSKO
                secundo: JEDYNYM, podkreślam JEDYNYM beneficjentem tej przeprowadzki
                do bielska jest pan i władca, który jak widać ma żonę głęboko w
                dupie.

                Wielki mi zywiciel rodziny, który nawet własnego kąta nie potrafi
                jej zapewnić tylko sie gniezdzi u mamusi z wysoka (podobno) pensja.

                Na miejscu autorki wątku postawiłabym warunek: przeprowadzka do
                bielska tylko do własnego domu. U mamusi to nich sobie synuś sam
                mieszka.

                Tak na marginesie to niewidze jakoś przyszlości dla zwiazku z takim
                niedojrzalym gnojkiem i wcale sie nie dziwie, ze dziewczyna kurczowo
                trzyma sie bezpiecznej bazy (rodzina, przyjaciele, praca - zwłaszcza
                praca !), którą ma w rodzinnym miescie, bo przeciez ten jej fagas
                poczucia bezpieczenstwa nie jest w stanie jej zapewnic.
    • gdzie-idziesz Re: Może macie jakąś radę na... ??? 06.11.07, 16:28
      Witaj
      Być może nie napiszę nic co nie zostało tu wcześniej powiedziane.
      Rozumiem Cię dobrze, rozumiem poczucie oderwania i totalnego
      zagrzebania w pieluchach. Przechodziłam to, wiem co się czuje, jak
      nie masz z kim pogadać, wyżalić się, nikt Cię nie rozumie. Spacer -
      cały czas te same trasy, te same twarze.
      Pora to zmienić, z tym że jak piszą inni trzeba działać dorośle,
      poważnie. Analizować rzeczywiste argumenty za i przeciw mieszkania w
      BB. Na pewno to nie tylko widzimisie męża, to nie jego miłość do
      mamuśki kierowała tym, że się przeprowadziliście. Myślę że jemu jest
      przykro, że Ty się męczysz. Ale to tylko Ty możesz zmienić,
      zmieniając swoje podejście do życia. Jak narazie zamknęłaś się w
      klatce rozżaleń i skarg. Dlaczego? Jeśli nie zechcesz poznać nowych
      ludzi, nie zrobisz tego. Jeśli ne zechcesz znależź pracy, będziesz
      siedzieć w domu. Zresztą z maluchem nie trzeba siedzieć w domu,
      zawsze możesz spakować dziecko do nosidła, pieluchy w plecak i
      pojechać na cały dzień do ukochanej Wisły, do przyjaciół czy
      rodziny. Zresztą pewnie nie zauważyłaś, ale stosunek Twoich
      bezdzietnych znajomych do Ciebie się zmienił, być może odkryjesz, że
      nie macie o czym rozmawiać, oni nie rozumieją Twojego obecnego życia
      z malutkim Kubusiem u boku.
      Piszę tak, ponieważ sama mam podobne dylematy. Nadal mam ochotę być
      czasem nieodpowiedzialną małolatą, polecieć na imprezę zamiast całą
      dobę siedzieć przy dziecku. Również mieszkam z teściami, teściowa
      wtrąca się za bardzo więc łatwo nie jest. Pięć osób na 50 metrach.
      ale jakoś dam radę, bo wiem w imie czego to przeżywam. W imie
      lepszego jutra, które nadejdzie, własnego domu, który buduje mąż po
      pracy zamiast wracać do domu i pomóc mi przy dziecku.
      Pozdrawiam i życzę zdrowia dla Kubusia
        • gdzie-idziesz Re: Może macie jakąś radę na... ??? 08.11.07, 11:35
          Witaj
          Po pierwsze daj sobie czas. Drugi i trzeci miesiąc życia malucha
          jest chyba najtrudniejszy ze względów emocjonalnych dal mamy. Ja
          wtedy czułam się podobnie - nie odczuwasz jeszcze zbyt wielu
          korzyści z posiadania maluszka, tylko niekończące się obowiązki, a
          jednocześnie zaczyna docierać co się straciło - wolność, czas dla
          siebie i na swoje przyjemności. Radziłabym Ci cierpliwość. I
          przeczytanie jeszcze raz swojego pierwszego postu, tak na spokojnie,
          jakby był napisany przez kogoś innego. Żebyś sobie odpowiedziała w
          duszy szczerze - czy rzeczywiście wszystko jest prawdą? Hormony
          jeszcze szaleją, dobrze jest mieć tego świadomość i nie unosić się
          niepotrzebnie. Jak zaczyna się nastrój "narzekania", ponarzekaj tak
          bardzo jak tylko jesteś w stanie, przed sobą sie poużalaj, ale miej
          świadomość, że te żale wynikają z twojego samopoczucia, i
          niekoniecznie są do końca prawdziwe. Ja tak robię, jestem
          człowiekiem, który lubi czuć się ofiarą, ale uświadomiłam sobie, że
          to jest droga, która prowadzi do nikąd. Wiem już mniej więcej, kiedy
          dopada mnie zły nastrój i staram się hamować. Święta nie jestem,
          często nie udaje mi się to, ale czasem tak i jestem z tego dumna.
          W tych nastrojach krzywdzę czasem najbliższe mi osoby - męża i
          teściową i jest mi potem strasznie przykro i wstyd.
          Mam przyjaciółkę, rónież dzieciatą z którą czasem się spotykamy
          na "użalanie się nad sobą", żeby się wygadać, wyżalić. Ta druga
          wtedy pociesza. Obie wiemy, że czasem to co sobie opowiadamy jest
          wyolbrzymione, ale zrobić z siebie ofiarę "jaka jestem biedna i
          nieszczęśliwa" jest korzystne. Zwłaszcza jeśli potem możemy na
          spokojnie przeanalizować swoje rzeczywiste i wydumane problemy.
          Mam nadzieję, że jakoś pomogłam Ci dojść do sedna problemu. Jeśli
          asz ochotę porozmawiać to zapraszam na gazetowego maila
          Cieplutkie pozrdowienia
          Nosek do góry, wkrótce zobaczysz pierwsze świadome uśmiechy synka i
          wszystkie humory Ci przejdąsmile
          • kalokabb Re: Może macie jakąś radę na... ??? 08.11.07, 13:50
            Mój synek już się świadomie śmieje, jest cudowny... Moim głównym problemem jest
            to, że w Bielsku nie mam nikogo, nie mam z kim pogadać, wyżalić się, ponarzekać.
            Pojechałam teraz na parę dni do Wisły, spotkałam się z koleżanką (ma dwóch
            synów, jest starsza ode mnie o jakieś 12 lat, ale super nam sie gada), tu nie
            mam nikogo takiego, kiedy siedzę w domu SAMA nachodzą mnie takie głupie myśli.
            • gdzie-idziesz Re: Może macie jakąś radę na... ??? 08.11.07, 14:41
              Może spróbuj wejść na forum regionalne z Twojego regionu i napisać
              tam post, że chętnie poznasz mamę dziecka w wieku Twojego synka z
              Bielska Białej. Widziałam takie listy. Zawsze są jakieś odpowiedzi
              na nie. Cieszę się, że już Twoje samopoczucie się poprawia.
              A jak Twój mąż musi wyjechać na delegację, czy inne służbowe
              spotkanie wykorzystaj jego nieobecność, spakuj malucha w chustę, czy
              nosidło i jazda do WisłysmilePrzenocujesz u rodziny, spotkasz się ze
              znajomymi. Moja córa uwielbia takie wycieczki, na obczyźnie lepiej
              je, lepiej śpismile
              Pozdrowionka cieplutkie
                • gdzie-idziesz Re: Może macie jakąś radę na... ??? 09.11.07, 16:12
                  cieszę się że coś robisz. NIe wiem na czym polega "inność" koleżanki, ale może
                  warto to spróbować zaakceptować. W końcu nie ma ludzi idealnych, a często pod
                  fasadą gbura i zarozumialca kryje się człowiek bardzo wrażliwy i
                  nieśmiałysmileWażne że potraficie ze sobą rozmawiać.
                  A do pozostałych osób, z którymi kontakt się urwał napisałabym na Twoim miejscu
                  malia. Takiego niezobowiązującego, tylko po to żeby się przypomnieć. Jak nie
                  otrzymasz odpowiedzi, będziesz wiedzieć, że im nie zależy na znajomości.
                  Cieplutkie pozdrowienia bo za oknem zimnicasmile
                  • kalokabb Re: Może macie jakąś radę na... ??? 10.11.07, 15:39
                    Tak wiem, powinnam zaakceptować nie tylko nowych ludzi, ale i nowe życie... To
                    trudne niestety, brakuje mi starych znajomych, nawet sprzedawców w sklepach,
                    których znałam od dziecka. Brakuje mi wolności, tęsknie za wypadami na zakupy do
                    większego miasta (wtedy właśnie z Wisły do Bielska), do kina z chłopakiem (bez
                    obowiązku wracania do domu), do knajpki na kawę czy do herbaciarni na fajkę
                    wodną sad... Czasami jak jeszcze byłam w ciąży i jeździłam gdzies autobusami
                    obserwowałam młodych ludzi (w sumie w moim wieku), oni są tacy beztroscy, jadą
                    gdzieś nie martwiąc sie o nic, tak jak ja kiedyś... A teraz nie mogę sobie już
                    pozwolić na szaleństwo, nie ma już randek, miłych chwil w fajnych miejscach...
                    Teraz jest juz tylko odpowiedzialność, muszę zapomniec o tym kim byłam i kim
                    chciałam być...
                    • gdzie-idziesz Re: Może macie jakąś radę na... ??? 12.11.07, 15:31
                      Witaj
                      To jest jasne, że brakuje Ci tego co było. W sumie zmiana w Twoim
                      życiu jest nowa, tak jak już pisałam widzisz narazie tylko ciemne
                      strony zaistniałej sytuacji. Ale zastanów się, czego Ci brakuje -
                      przecież te rzeczy o których piszesz są tak naprawde "płytkie" i
                      niewiele warte w porównaniu z tym co właśnie przeżywasz. Fakt, życie
                      się zmieniło, ale na lepsze. Zyskałaś poczucie bezpieczeństwa (mam
                      nadzieję), kogoś kto Cię wspiera i do kogo możesz przytulić się po
                      ciężkim dniu. Zyskałaś stabilizację, wiesz mniej więcej jak będzie
                      wyglądało Twoje życie. Zyskujesz dojrzałość, i co najważniejsze masz
                      malutkiego człowieczka, dla którego jesteś i długo będziesz
                      najważniejszą osobą w jego życiu. Straciłaś, beztroskę, swobodę,
                      niezależność, to fakt, ale to wszystko i tak się traci w momencie
                      póścia do pracy, samodzielnego zamieszkania. Z beztroskiej
                      nastolatki stałaś się kobietą. Myślisz, że inne, świeżo upieczone
                      mamy nie mają takich dylematów, albo ojcowie? smile My z mężem cały
                      czas marzymy o wypadzie w góry, połazić sobie cały dzień, jesienią
                      góry są takie piękne, zmęczyć się porządnie - nawet nie wiesz jak
                      bardzo. Albo pójść do kina, czy kawiarni, bez liczenia godzin,
                      ciągłego patrzenia na zegarek. Teściom małej zostawić nie można bo
                      będzie gadanie, trzeba się dostosować. Myślę, że lepiej jest nie
                      rozpamiętywac tego co było lecz skupić się na zaletach zaistniałej
                      sytuacji. Pracować nad pogłębianiem więzi z nową rodziną, mężem,
                      poszukać nowych znajomych. I nakazać sobie wyaźne NIE
                      rozpamiętywaniu tego co było.
                      Pozdrawiam
                      • kalokabb Re: Może macie jakąś radę na... ??? 12.11.07, 18:19
                        Nie jest chyba tak jak piszesz... Owszem moje życie się zmieniło, ale nie do
                        końca na lepsze. Mój mąż niestety nie jest takim wspierającym partnerem jak
                        można by sądzić... Nie wiem jak będzie wyglądać moje życie, tego nikt nie wie, a
                        co dojrzałości, jestem młoda i chciałabym na razie jeszcze uniknąć
                        odpowiedzialności i obowiązków związanych z rodziną.
                        • egon26 Re: Może macie jakąś radę na... ??? 12.11.07, 20:06
                          kalokabb napisała:
                          > co dojrzałości, jestem młoda i chciałabym na razie jeszcze uniknąć
                          > odpowiedzialności i obowiązków związanych z rodziną.

                          O tym warto pomyśleć przed zapłodnieniem, albo bardzo uważać by do zapłodnienia
                          nie doszło przypadkiem.

                          Z mężem po prostu postaw sprawę jasną że jak kończy pracę to wraca do domu i
                          pomaga ci przy dziecku. Tak będzie lepiej dla was wszystkich i dla męża i dla
                          dziecka też. Nie daj sobie wmówić że on haruje całymi dniami bo ty tez to robisz
                          tylko w domu.

                          • kalokabb Re: Może macie jakąś radę na... ??? 12.11.07, 21:09
                            Ale do niego nic nie dociera, a ja już nie mam sił z nim walczyć... Nie potrafię
                            już inaczej niż wrzaskiem, on się wścieka i tak na okrągło... Próbowałam na
                            różne sposoby tłumaczyć mu co się dzieje, ale on nie rozumie, że ja dostaję
                            świra siedząc w domu z małym, nie mam z kim pogadać, pożalić sie, czuję bardzo
                            samotna, on wszystko ma na miejscu, ja muszę ponad godzinę jechać żeby spotkać
                            się z kimś, coś załatwić itp. Tzn. ja nie mam nic przeciwko siedzeniu z małym w
                            domu, ale brak własnego życia jest dobijający. Ja zawsze byłam osobą pełną
                            energii, a teraz nawet na spacer nie chce mi się wyjść sad
                            • gdzie-idziesz Re: Może macie jakąś radę na... ??? 13.11.07, 08:39
                              Posłuchaj
                              To Ty jesteś źródłem problemów w domu. Wybacz tak ostre słowa, ale z
                              tego co piszesz tak wynika. Mam wrażenie, że jesteś nastawiona
                              wyłącznie na negowanie wszystkiego i widzenie wyłącznie złych stron
                              w każdej sytuacji. Sama musisz sobie odpowiedzieć na pytanie - czy
                              czasem Twój mąż nie ucieka z domu z Twojego powodu. Co zastaje
                              wracając z pracy - stertę wyrzutów i obelg? Skoro zamiast rozmawiać
                              z nim potrafisz tylko wrzeszczeć? Wrzeszczy człowiek zdesperowany
                              albo przestraszony. Może podświadomie czujesz, że nie masz racji, a
                              wrzaskiem tłumisz w sobie sumienie. Uważam że znajdujesz się na
                              pochylni, spadasz w dół i jeśli Ty czegoś nie zmienisz w Swoim
                              zachowaniu to spieprzysz sobie życie. I Kubusiowi również.
                              Przejżałam inne dyskusje, w których brałaś udział, chciałam wyrobić
                              sobie opinię o Twoim problemie żeby jakoś konkretnie Ci pomóc, nie
                              działać po omacku. Ty na forum i w życiu szukas pocieszenia, kogoś,
                              kto pogłaszcze Cię po główce i powie "tak, jesteś biedna i
                              pokrzywdzona przez Zycie" zawsze kogoś takiego znajdziesz, ale wierz
                              mi - z takim nastawieniem nigdy nie będziesz szczęśliwa. W życiu
                              tego samego oczekujesz od znajomych. Niestety ludzie szukają czegoś
                              innego w otoczeniu. Lepiej spędza się czas z optymistycznie
                              nastawionym do życia człowiekiem, niż z wiecznym marudą.
                              Nie nastawiaj się proszę negatywnie do mnie - ja naprawdę chcę Ci
                              pomóc, tylko Ty musisz uświadomić sobie źródło problemów, żeby
                              zacząć walczyć. Walczyć o szczęśliwe życie dla siebie, Kubusia i
                              męża. To Tylko od Ciebie zależy.
                              Pozdrawiam
                              • kalokabb Re: Może macie jakąś radę na... ??? 13.11.07, 11:25
                                Ja jestem źródłem problemów? Przecież to on stawia na swoim zawsze, to on chciał
                                mieszkac w bb i mieszka, ja mam sie przystosować do jego życia dla jego własnego
                                dobra i Kuby?? A moje dobro??? Mam się obwiniać o nasze niepowodzenie, tylko
                                dlatego, że nie chce mieszkać u jego matki, w mieście którego nie znam, w
                                samotności?? A on ma prawo miec wszystko?? I ja mam sie na to wszystko godzić??
                                No teraz to wyszło, że on jest pokrzywdzony... On nie ucieka ode mnie, za to ja
                                tak, uciekam, bo rozmowa z nim nie ma sensu, on nigdy nie poszedł na kompromis.
                                Nie dał mi wyboru miejsca zamieszkania, wyboru kościoła w którym mamy chrzcić
                                dziecko też, na ślub kościelny też się nie godzi bo po prostu go nie chce... Ale
                                oczywiście potulnie spuszczam głowę i biorę winę na siebie...
                                • qunegunda Re: Może macie jakąś radę na... ??? 14.11.07, 17:17
                                  Kaloka,
                                  nic nie musisz i niczego nie powinnas
                                  nie daj sobie robic prania mozgu na forum, najlepiej nie zagladaj
                                  juz tutaj. Pomysl czego TY chcesz dla SIEBIE i realizuj to, chcesz
                                  wrocic do Wisły - zrób to.
                                  Jesli bedziesz rezygnowala z siebie staniesz sie wycieraczka dla
                                  swojego tzw. malzonka, w kocu albo nie wytrzymasz tego, albo on
                                  bedzie mial cie dosc. Tylko po co Ci to?
                                  Na podstawie tego, co piszesz nie mogę pojąć po co Ty mu jesteś
                                  potrzeban w tym Bielsku? Chyba tylko po to aby miał nad kim
                                  dominować.
                                  Zewiązek, w którym ważne są potrzeby tylko jednej strony to nie jest
                                  żaden związek. Twój mąż pracuje na siebie, buduje swoją karierę,
                                  pracuje na swoją przyszłość. Zostając z dzieckiem, rezygnując z
                                  pracy poświęciłaś się już wystarczająco i on nie ma prawa nic więcej
                                  od Ciebie wymagać.

                                  Radziłabym Ci pojechać do rodzinnego miasta (wstępnie na jakiś
                                  czas), odpocząć, wyciszyć się, zastanowić pomyśleć czego naprawde
                                  chcesz i konsekwentnie to realizować.

                                  Odwagi.
                            • egon26 Re: Może macie jakąś radę na... ??? 13.11.07, 09:53
                              kalokabb napisała:
                              > Ale do niego nic nie dociera, a ja już nie mam sił z nim walczyć...

                              Nie walcz z nim po prostu z nim porozmawiaj, że twoja praca w domu też jest
                              ciężka i tobie też należy się odpoczynek. Więc jak on przychodzi z pracy to
                              niech się zajmie dzieckiem godzinę lub dwie. Tyle nie w kłótni po prostu mu to
                              oznajmij i już. Bez dyskusji, on też musi nawiązać wieź z dzieckiem a nawiąże ją
                              właśnie przez zajmowanie się nim.
                                • miacasa Re: Może macie jakąś radę na... ??? 13.11.07, 11:36
                                  Przykro mi to pisać ale Twoje odpowiedzi są bardzo infantylne, piszesz, że
                                  jesteś młoda i chciałabyś być beztroska jak inni, no teraz to już chyba trochę
                                  za późno. Młodość mija z wiekiem, nie martw się Tobie też przejdzie. Szkoda
                                  tylko, że tracisz życie na takie dziecinne gierki, życie jest dość krótkie a
                                  wbrew pozorom od nas sporo zależy jak je przeżyjemy. Lubisz się użalać i
                                  zachowywać jak mała rozkapryszona dziewczynka to miej świadomość, że możesz od
                                  życia klapsa dostać. Choć pewnie wytłumaczysz sobie, że to mąż, teściowa, zła
                                  sąsiadka, pies kolegi lub inne stworzenie ponosi odpowiedzialność za wszystkie
                                  Twoje krzywdy. Smutne to Twoje życie, z samą sobą jest Ci źle a to nie pozwala
                                  ułożyć sobie dobrych relacji z innymi ludźmi. Rozważ czy nie wzięła Cię depresja
                                  poporodowa, bo takie życie to nie życie.
                                  • kalokabb Re: Może macie jakąś radę na... ??? 13.11.07, 12:06
                                    Tzn mam się pogodzić z jego wizją naszego życia, bo wtedy będę szczęśliwa?? Co
                                    jest złego w tym, że chcę móc zyć chociaż trochę tak jak chciałam, a nie tylko
                                    według potrzeb męża. Przecież osiągnął co chciał, mieszkam w jego domu, mam go
                                    jeszcze dalej uszczęśliwiać? On nawet nie sprobował uszczęśliwić mnie...
                                    • miacasa Re: Może macie jakąś radę na... ??? 13.11.07, 12:28
                                      Ja tylko odniosłam wrażenie, że tak naprawdę to Wy nie macie wizji WSPÓLNEGO
                                      ŻYCIA, każde z Was szarpie kołdrę w swoją stronę, jest tu masa żalu, wzajemnych
                                      oskarżeń, roszczeń i pretensji, a przecież nie tego chyba chcieliście dla
                                      siebie. Chyba mieliście jakieś plany na wspólne życie? Małżeństwo i pojawienie
                                      się dzieci zmienia całe życie, elastyczność i chęć ulepszania życia powinna
                                      cechować obie strony i chyba sama zauważyłaś, że krzykiem mąż nie jest w stanie
                                      przekonać Ciebie do swoich racji, nawet jeśli go posłuchasz, to nie zgodzisz się
                                      z jego zdaniem. Co innego po dobroci, prawda? Kiedy jest miło, planujecie razem,
                                      rozmawiacie jakoś to inaczej wygląda. Oboje jesteście w trudnym, przełomowym
                                      okresie życia, dlaczego nie mielibyście nawzajem być dla siebie bardziej
                                      wyrozumiali, cierpliwi, dobrzy? Masz jednak zupełną rację, chcieć muszą dwie
                                      strony. Jedna może natomiast drugą zachęcić swoim zachowaniem do podjęcia próby
                                      porozumienia, luz odwrotnie - zniechęcić do jakichkolwiek starań. To Ty musisz
                                      zdecydować czy chcesz zmienić Wasze życie i jeśli tak, to trochę wysiłku przed
                                      Tobą. Ale stawka jest wysoka, warto powalczyć o własną szczęśliwą rodzinę, która
                                      daje oparcie i siłę w trudnych sytuacjach.
                                    • gdzie-idziesz Re: Może macie jakąś radę na... ??? 13.11.07, 12:37
                                      Słuchaj
                                      Na początku dorosłego życia, z mężem u boku i małym dzieckiem nie ma
                                      miejsca na "ja" "mnie", "moje"
                                      Jest "nasze", "mniejsze zło" itp. Niestety życie to sztuka
                                      kompromisów, zwłaszcza na początku, kiedy ustalają się relacje w
                                      małżeństwie. Czasem trzeba zapomnieć o swoich marzeniach, planach.
                                      Oczywiście na jakiś czas, nim dziecko podrośnie.
                                      W Swoich żalach kierujesz się pobudkami czysto egoistycznymi, czy
                                      nie obchodzi Cię dobro Twojego synka, który bardzo przeżywa to co
                                      się dzieje w domu, Twojego męża, który abyś miała towarzystwo miałby
                                      codziennie dojeżdżać mnóstwo kilometrów, po ciemku, w mrozie. Nie
                                      boisz się o bezpieczeństwo tego, kogo pokochałaś? Koleżanki są
                                      ważniejsze?
                                      Obudź się
                                      Nie mówię że tylko Twoja wina jest w tym co się u was dzieje, ale
                                      nie znam przecież drugiej strony, nie wiem co sądzi o tym wszystkim
                                      Twój mąż. A z Twoich słów wynika, niestety, że to ty jesteś źródłem
                                      problemów.
                                      Piszesz na innym forum, że mąż kwiatka Ci przyniósł, zabiera Cię na
                                      zakupy. Czy nie są to wyraźnie oznaki tego, że próbuje poprawić Ci
                                      samopoczucie, że się stara?
                                      To Ty musisz teraz wykazać się dojrzałością, postarać się naprawić
                                      to co popsuliście. Rozumiem, że brakuje Ci czasów przed urodzeniem
                                      Kubusia, ale teraz On jest już na świecie i tego nie zmienisz. Twoją
                                      misją jest by On był szczęśliwy. Pewnie lepiej dla wszystkich by
                                      było, żeby się nie urodził, mielibyście więcej czasu by dojrzeć.
                                      Stało się inaczej i tylko od Was zależy jakim będzie człowiekiem.
                                      Pozdrawiam
                                  • kalokabb Re: Może macie jakąś radę na... ??? 13.11.07, 12:26
                                    Może faktycznie przesadzam czasem, ale on w ogóle mnie nie słucha, nie próbuje
                                    mnie zrozumieć. Wciąż tylko powtarza, że muszę się przystosować, że takie jest
                                    życie itp. On nie rozumie, że ja nie mam nikogo w BB, nie mam do kogo pójść żeby
                                    pogadać, rozluźnić się, cały czas siedzę w domu, milczę bo nie mam do kogo się
                                    odezwać... On nie wie co ja czuję, uważa tylko, że tak już jest i ja muszę się
                                    dostosować sad próbowałam, szukałam zajęcia, sprzątanie, gotowanie itp. żeby
                                    tylko nie myśleć, żeby czas szybciej mijał, czekałam aż mąż wróci z pracy, a on
                                    jak przyszedł usiadł przed kompem, zjadł obiad i tak mijał czas az do spania,
                                    każdy kolejny dzień wygladał tak samo, powiedziałam mu, że mógłby poświęcać
                                    więcej czasu mi i Kubusiowi. Kubusiowi owszem zaczął poświęcać więcej czasu, ale
                                    mi nie, gdy mu o tym znowu przypomniałam, to mi zarzucił, że siedzę w domu, mam
                                    mnostwo wolnego czasu, a on pracuje i chciałby odpocząć po pracy i zająć sie
                                    swoimi zainteresowaniami itp. Może przesadzam, ale nie jestem winna temu, że nam
                                    się nie układa, tzn nie tylko ja jestem winna, on też...
                                    • miacasa Re: Może macie jakąś radę na... ??? 13.11.07, 12:41
                                      A może Twój mąż próbuje Cię zrozumieć tylko nie potrafi i stąd taka jego
                                      szorstka postawa obronna? W pewnym stopniu ma rację, że teraz tak musicie żyć,
                                      bo dziecko jest malutkie i musicie je jeszcze trochę odchować byś Ty mogła
                                      złapać oddech i pójść trochę "do ludzi". Jest Ci bardzo ciężko, bo zmiana jest
                                      ogromna ale powoli wszystko będzie się układało lepiej, maluszek z każdym dniem
                                      będzie bardziej kontaktowy, Ty mniej przeciążona i bardziej zadowolona ze
                                      swojego życia. Czas jest tu bardzo istotny, na wszystko przychodzi czas a teraz
                                      właśnie Ty musisz na trochę schować część swoich potrzeb do szuflady, Twój mąż
                                      teraz musi intensywnie pracować na Wasze utrzymanie. To taki okres w życiu,
                                      jeśli razem go przejdziecie, to będzie wszystkim łatwiej.
                                    • gdzie-idziesz Re: Może macie jakąś radę na... ??? 13.11.07, 12:45
                                      Cieszę się, z nowego tonu w Twoim poście.
                                      Macie w BB basen? jeśli tak to zapisz się. Jutro na przykład, albo
                                      poproś męża żeby kupił Ci karnet. Małego zostawisz z teściową, sama
                                      odżyjesz. Zobaczysz. Zawsze możesz po tym pójść na jakąś kawę,
                                      poobserwować ludzi i zatęsknić za Kubą. Zacznij działać, nie
                                      będziesz miała czasu na rozmyślanie nad tym w jakim położeniu się
                                      znalazłać.
                                      Pozdrawiam jeszcze raz
                                        • gdzie-idziesz Re: Może macie jakąś radę na... ??? 13.11.07, 13:23
                                          Zawsze znajdziesz jakieś przeciwskazania. To grubi na basen nie
                                          chodzą? smile Jeśli kupisz karnet to przy odrobinie chęci najdziesz na
                                          basenie osoby, z którymi da się zapoznać. A pływając regularnie
                                          zyskasz lepszą sylwetkę i samopoczucie.
                                          Jeśli Co basen tak bardzo nie odpowiada to zaproponuj - co mogłabyś
                                          i chciałabyś robić poza zajmowaniem się dzieckiem. I nie pisz o
                                          spotkaniach z przyjaciółmi, tylko realnie - co w obecnej sytuacji
                                          możesz robić.
                                          Pozdrawiam
                                          • kalokabb Re: Może macie jakąś radę na... ??? 13.11.07, 13:30
                                            Nie wiem co mogłabym robić, w okolicy w której mieszkam nie ma pływali, żadnych
                                            zajęć dla kobiet (np joga czy cuś) siłowni też. Wszędzie muszę dojechać i to
                                            spory kawałek. Siłownia którą zaproponował mi mąż jest ponoć dobra, ale na
                                            drugim końcu miasta, no i od przystanku też trzeba trochę przejść, nie mam z kim
                                            dziecka zostawić na np 4 godziny dwa czy trzy razy w ciągu tygodnia (4 godziny z
                                            dojazdem przepraniem sie, prysznicem i wszystkim oczywiście).
                                            • miacasa Re: Może macie jakąś radę na... ??? 13.11.07, 13:46
                                              no to zrób się na bóstwo, powiedz teściowej, że i idziesz na randkę z mężem i
                                              poproś by malucha popilnowała a tymczasem spotkaj się w kawiarni z mężem na pół
                                              godziny (tylko nie pisz, że nie może wyskoczyć z pracy, bo skoro ma samochód
                                              służbowy to pewnie jeździ do klientów i coś tam może ze swojego czasu wykroić),
                                              a później połaź po sklepach, możesz już poszukać pomysłów na gwiazdkowe
                                              prezenty. Widzę, że masz trochę lepszy humor a taka "randka" jest fajna bo
                                              obydwoje "kradniecie" trochę czasu dla siebie, miłe rzeczy mogą wyniknąć z
                                              takiego spotkania, tylko jest na nich zakaz gderania i użalania się nad losem,
                                              co najwyżej można westchnąć jak to miło tak znowu tylko we dwoje........
                                                  • kalokabb Re: Może macie jakąś radę na... ??? 13.11.07, 15:44
                                                    Spróbuję, ale to będzie trudne, bardzo się różnimy, ja lubię spędzać czas poza
                                                    domem a on jest typowym domatorem, kocham konie, wyprawy górskie, spacery z psem
                                                    po lesie itp.a on komputery, gry samochody i motory. Oj ciężko będzie znaleźć
                                                    coś co moglibyśmy zrobić razem.
                                                  • kalokabb Re: Może macie jakąś radę na... ??? 13.11.07, 16:12
                                                    Miłość jest ślepa. Kiedyś jeszcze na początku i gdy po prostu bylismy parą
                                                    wszystko było ok. Potrafiliśmy robić różne rzeczy razem, on zabrał mnie na zjazd
                                                    motocyklistów, a ja namówiłam go na coś innego... teraz jakoś nic nas juz nie
                                                    łaczy, prócz dziecka, no niby się kochamy, ale nie umiemy już tej miłości
                                                    pielęgnować sad
                                                  • gdzie-idziesz Re: Może macie jakąś radę na... ??? 14.11.07, 09:07
                                                    Witaj
                                                    Jeśli chcesz, żeby Kuba miał pełną rodzinę to nauczcie się tę miłość
                                                    pielęgnować. Gadanie "co by było gdyby" i marzenie o cofbnięciu
                                                    czasu nic nie zmieni. Być może źle się stało, żeście się pobrali, że
                                                    urodził się Kubuś, ale stało się. Teraz trzeba szukać sposobu by to
                                                    życie wspólnie przeżyć, by nie stało się horrorem dla Waszej trójki.
                                                    W życiu nie ma małżeństw idealnych, idealnie dobranych charakterów.
                                                    W każdym pojawiają się wkońcu różnice zdań. Trzeba pracować nad
                                                    porozumieniem. Nie tylko Was spotyka kryzys, prędzej, czy później
                                                    dotyka to kaźde małżeństwo.
                                                    Ja wrócę jeszcze do siłowni - zapisałaś się, czy wynalazłaś kolejne
                                                    argumenty przeciw ruszeniu się z domu? smile
                                                    A jak radzisz sobie na prawku jazdy?, kiedy masz egzamin?
                                                    Pozdrawiam
                                                  • kalokabb Re: Może macie jakąś radę na... ??? 14.11.07, 09:48
                                                    Do końca listopada mam teorie potem praktyka i może w styczniu egzaminy, a jakoś
                                                    sobie radzę, chociaż nie mogę się skoncentrować na tym co gada Marcin (tzn mój
                                                    instruktor). Nie zapisałam się na siłownie, bo nie wiem gdzie się zapisać,
                                                    znalazłam pare na internecie, może coś wybiore, zresztą muszę dres i buty
                                                    kupić.. Tylko tak cholernie mi sie nie chce tam iść, krępuje mnie obecność ludzi
                                                    w niektórych sytuacjach. Teściowa mi ciągle gada żebym wyszła z Kubą na spacer,
                                                    a najlepiej siedziała z nim na polu cały dzień, a mi się nie chce, nic mi się
                                                    nie chce. W czym się idzie na chrzciny???
                                                  • gdzie-idziesz Re: Może macie jakąś radę na... ??? 14.11.07, 11:27
                                                    Przestań być takim wrażliwcem! Co to znaczy, że Cię krępują ludzie -
                                                    nogę masz trzecią, czy dwa nosy, że wszyscy się za Tobą mają
                                                    oglądaćsmile NIe jesteś pępkiem świata, jest dużo brzydszych, grubszych
                                                    (bo to pewnie o to chodzi) ludzi na świecie, i nikt specjalnie nie
                                                    zwraca na nich uwagi. A jeśli zamkniesz się w czterech ścianach to
                                                    przez to nie schudniesz.
                                                    Teściowa niestety ma racje - czas na dworzu posłuży nie tylko
                                                    małemu. Ty odetchniesz powietrzem, zmęczysz się trochę fizycznie,
                                                    mały nabierze odporności, zahartuje się. Kiedy ja siedziałam z córką
                                                    w domu chodziłam na trzy, cztery godziny bardzo szybkim marszem.
                                                    Potrafiłam zrobić nawet 10 kilometrów. Nadwagę (5 kg) zgubiłam w pół
                                                    roku.
                                                    Co do tego "nie chce mi się" to zrozumiałe - zasiedziałaś się w
                                                    domu, zmęczona jesteś rutyną, ale to tylko Ty możesz zmienić. Żadna
                                                    zmiana sama do Ciebie nie przyjdzie. Dlatego ważne jest żebyś
                                                    zapisała się na regularne zajęcia, odbywające się raz, dwa razy w
                                                    tygodniu i chodziła na nie. Zobaczysz po paru wyjściach "na siłę"
                                                    zaczniesz znajdować w tym pzyjemność. A czy brak dresu i butów to
                                                    problem? czy kolejna wymówkasmile To kiedy się zapisujesz?
                                                    Jeśli siłownia Ci nie odpowiada (mi by zdecydowanie nie
                                                    odpowiadałasmile) zappisz się na konie. Lubisz to przecież. Stadniny są
                                                    w okolicy. Zapiszesz się do grupy, będziesz mogła się poruszać,
                                                    pogadać z ludźmi. Przy koniach nawiązuje się łatwo znajomości i nie
                                                    ma czasu na narzekanie. Chyba że Cię tyłek rozbolismile) Największą
                                                    trudnością jest zacząć coś robić, później już będzie lepiej.
                                                    Więc do boju, kobieto dzielna, zacznij działać
                                                    Pozdrawiam
                                                  • kalokabb Re: Może macie jakąś radę na... ??? 14.11.07, 11:46
                                                    No widzisz ja mam sie zmobilizować i próbować żyć tutaj w bielsku, a mój mąż
                                                    cały szczęśliwy bo nawet z domu nie musi wychodzić żeby mu było dobrze, przecież
                                                    równie dobrze mógłby w Wiśle też spróbować. To niesprawiedliwe sad Powiedz tylko
                                                    dlatego że on pracuje to wszystko musi być jak chce?? Nie pójde do siłowni ani
                                                    na basen ani nigdzie, po co i tak z domu nie wychodzę, z mężem też nie, w domu
                                                    piękna byc nie musze... ide zapalić przynajmniej to mi zostało!
                                                  • toja76 Re: To nie pisz!! 14.11.07, 12:10
                                                    Dziewczyno, ale ty odrzucasz wszelkie rady!! Wygląda to tak: gdzie-
                                                    idziesz i inni się produkują, podrzucają Ci różne propozycje
                                                    urozmaicenia życia itp. a Ty wciąż malkontencisz. Ty wcale nie
                                                    chcesz dobrej rady, nie chcesz poprawienia Waszych stosunków
                                                    małżeńskich.
                                                    Co chcesz usłyszeć?? Może rada w stylu: rozwiedź się bardziej będzie
                                                    Ci odpowiadać? To rozwiązałoby część Twoich problemów, wróciłabyś do
                                                    Wisły, do mamusi, do swojego otoczenia. MOże też mamusia zajęłaby
                                                    się wychowaniem Twojego dziecka? Poczułabyś się nowu wolna.
                                                    Czy ta rada Cię satysfakcjonuje?
                                                  • kalokabb Re: To nie pisz!! 14.11.07, 12:24
                                                    Ale o co biega z tą mamusia?? czy ja chce wrócić do mamy czy do Wisły?? To chyba
                                                    jest różnica!?!?! Doceniam Wasze rady, ale one są jednoznaczne, mam sie
                                                    pogodzić, a właściwie poddać, bo uważacie, że mąż ma racje i w bielsku będzie
                                                    sie nam lepiej żyć, jemu na pewno sad tylko co ze mną sad
                                                  • gdzie-idziesz Re: Może macie jakąś radę na... ??? 14.11.07, 14:00
                                                    W takim układzie kiś się w swoim własnym sosie. Narzekaj, marudź,
                                                    płacz, celem Twojego życia jest bycie nieszczęśliwą. Spełnienia
                                                    marzeń nie muszę Ci życzyć, bo właśnie je spełniasz. Tylko za rok
                                                    obudzisz się z ręką w nocniku, kiedy mąż Twój, podobnie jak Twój
                                                    ojciec matce, oświadczy Ci że ma dość takiego życia, że masz sobie
                                                    sama radzić. Że on woli żyć przy boku innej, może niekoniecznie
                                                    szczuplejszej ale z całą pewnością radośniejszej kobiety. Wtedy już
                                                    niczego Ci nie będzie brakowało - nie dość że wywieziona z
                                                    ukochanych rodzinnych stron, zakopana w pieluchy bez możliwości
                                                    wyjścia z domu, zdradzona i porzucona przez męża. Przypomnisz sobie
                                                    moje słowa.
                                                    I ode mnie już nic nie przeczytasz
                                                    Pozostałym śledzącym ten wątek proponuję to samo - dajcie
                                                    dziewczynie kisić się w swoim sosie, ją bycie nieszczęśliwą
                                                    uszczęśliwia, narzekanie i marudzenie to cel jej życia. Nie piszcie
                                                    więcej dobrych, czy mniej dobrych rad. Szkoda czasu na to.
                                                  • kalokabb Przepraszam bardzo, to tylko praca magisterska... 14.11.07, 14:35
                                                    Kaloka jest moją dobrą kumpelą, pozwoliła mi korzystać z tego nicka. Mam na imię
                                                    Ania i studiuję psychologię, piszę właśnie prace magisterską i wykorzystałam to
                                                    forum żeby mieć jakieś oparcie w swojej pracy.Szczerze uważam, że forum jest tak
                                                    jak sam internet świetnym miejscem do zabawy i żartów. A Wasze rady często
                                                    zamiast pomagać są jeszcze bardziej dołujące. Na szczęście Kaloka nie jest aż
                                                    tak zdesperowana jak myślicie chociaz łatwo jej pewnie nie było bo post jest
                                                    prawdziwy smile Pozdrawiam i przepraszam jeśli kogoś zdenerwowałam bądź uraziłam smile
                                                  • purpurowa_komnata Re: Przepraszam bardzo, to tylko praca magistersk 14.11.07, 15:18
                                                    Napisałam to, ponieważ badania - mówiąc ogólnie nie są mi obce- oczywiście przyznanie się na początku to zerowy efekt. Każdy człowiek to indywidualność- indywidualne podziękowania więc z pewnośćią spowodowałyby odczucie,ze wypowiedzi zostały potraktowane serio-.Kultura badacza + świadomość oddania przysługi nauce w jednym wink
                                                  • kalokabb Re: Przepraszam bardzo, to tylko praca magistersk 14.11.07, 15:27
                                                    Tak masz racje, powinnam też podziekować koleżance. Pozwoliła mi wykorzystać
                                                    swoją historię, a ja chyba trochę przesadziłam. Muszę jednak przyznać po
                                                    przemysleniu całej sprawy uważam, że na tym forum sa całkiem fajni ludzie i może
                                                    sama się zarejestruje... tylko, że ja nie mam dzieci i w ciąży też nie jestem smile
                                                    ale może kiedyś...
                                                  • purpurowa_komnata Re: Przepraszam bardzo, to tylko praca magistersk 14.11.07, 15:38
                                                    To nie jest oszustwo...jeśli jest robione w słusznej sprawie i nikomu nie wyrządza krzywdy- a kończy się wyjaśnieniem badającego. Z tymi osobistymi podziękowaniami to jest tak,że z reguły po nich ludzie nie czują złośći i poczucia"nabicia w butelkę".Pomysł był świetny.Jeśli o mnie chodzi to podziękowania nie były konieczne ale oczywiście dziękuję również - i polecam się na przyszłość. Cała przyjemność po mojej stronie wink

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka